|
|
|
Książka ta jest skrzywiona ze względu na poglądy autora. Redliński uważa, że wprowadzenie stanu wojennego było dla Polski dobrodziejstwem i ima się każdego dostępnego pisarzowi chwytu, aby to udowodnić. Przy okazji udaje mu się jednak również przemycić parę opinii, które wcale nie są takie bez sensu. Jego przemyślenia na temat wyborów jakie w historii dokonywali Polacy są całkiem ciekawe. Redliński jasno twierdzi, że życie należy sobie układać stosownie do okoliczności i nie ma co się szczycić przegranymi powstaniami. Drugi wielki plus tej powieści to ludzie - szarpani namiętnościami i wątpliwościami, pełni wspomnień, których nie potrafią się pozbyć, ciągle myślący nad tym, czy w tym decydującym momencie zachowali się właściwie. Autor przedstawia ich świetnie, odsłaniając powoli i stopniowo przed nami ich prawdziwe oblicze. Powieść jest też ciekawie skomponowana. Sprawia wrażenie sztuki teatralnej, tyle, że widzami są ludzie bardzo szczególni. Dobrym pomysłem było również podzielenie książki na dwie części z niewielkim pozwalającym odetchnąć przerywnikiem. Co gubi tę książkę ? Ano, Redliński próbował z niej zrobić historię alternatywną. Dopasował ją jednak tak, żeby odpowiadała jego wizji świata, włączając przy tym taki generator nieskończonego nieprawdopodobieństwa, że aż dziw, że żadna rakieta nie zamieniła się w pelargonię. Zaczyna się od stwierdzenia, że Rosjanie przestają się rozbrajać, a zaczynają sprzedawać broń, co daje im dewizy potrzebne na pchnięcie gospodarki do przodu. A co jeżeli Amerykanie zaczną stosować dumping? Albo, co gorsza, zastosują wobec Rosji sankcje gospodarcze? Nastepny z kwiatków świętego Franciszka, to wojna w Polsce, którą Rosjanom udaje się przegrać. Ja się pytam, jak? Artylerię i lotnictwo im wessało? Czy też rosyjscy generałowie, porażeni starością koniecznie chcieli odbijać miasta w walce wręcz? Obawiam się, że nawet wtedy wygrają choć, z większymi stratami. Patrz Budapest 1956 i Powstanie Warszawskie. I tak to leci. Rosja ożywa gospodarczo dzięki technologiom z Niemiec i Japonii (państwami sprzymierzonymi z USA), Niemcy rzucają NATO (pewnie też Unie Europejską) żeby przyłączyć NRD i tereny gdzie 99% ludności jest polskie (wygrali je w plebiscycie - jak oni tam tylu Niemców dowieźli?), Rosjanie pozwalają osiedlać się Chińczykom i Japończykom na Syberii (koń trojański i piąta kolumna to dla nich martwe pojęcia), a w zamian Japończycy i Chińczycy pozwalają Rosjanom założyć bazy wojskowe na swoim terytorium (komunistyczne Chiny wpuszczają obce, a w szczególności rosyjskie, wojska na swoje terytorium, akurat), Amerykę uwikłał Redliński w wojnę w południowoamerykańskich dżunglach (jaki prezydent na to pójdzie po Wietnamie?). Ta wojna w południowej Ameryce to marzenie antyamerykańskich pisarzy - John Brunner też to zastosował w The sheep look up. Dwie rzeczy, które szczególnie mnie rozbawiły - Rosjanie odwracają się od Europy, bo zorientowali się, że nikt ich tam nie kocha. Rychło w czas. I druga - Rosjanie chcą mieć Polaków za braci, ale Polacy wolą być sługami Zachodu. Część drugą pominę, ale pierwsza... Od 1453 Polska prowadzi wojny z Księstwem Moskiewskim (późniejszą Rosją) o to, kto zjednoczy ziemie ruskie. Kończy się to dopiero rozbiorami. Potem wojna 1920 i druga światowa. Rosjanie jako ludzie są wspaniali, ale historia stosunków Rosji z Polską jest raczej parszywa i nic nie wskazuje na to, żeby którakolwiek ze stron dążyła do braterstwa. Czepiam się historii, ale w końcu książka ta była nominowana do Zajdla. A to oznacza, że musi należeć do SF, czyli być historią alternatywną. Niestety, właśnie ta historia alternatywna to najsłabsza część książki. Bo czyta się to nieźle.
|