Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 5 [pażdziernik-listopad 1999]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


23.jpg (13263 bytes) Eryk Remiezowicz

Bardzo dziki zachód

Zaczyna się od seksu, bójki, strzelaniny i eksplozji. A potem akcja robi się jeszcze szybsza. Bohaterowie dokonują rzeczy coraz to niezwyklejszych i nieprawdopodobnych. Jeden z nich przekracza wszelkie możliwości ludzkiego ciała, wygrywając bójki z dowolną ilością przeciwników, drugi pokazuje możliwości ludzkiego mózgu, wymyślając tysiące mniej lub bardziej przydatnych gadżetów.

Mają jednak godnych przeciwników. Do walki z nimi staje szalony naukowiec, wspierany przez cztery piękne dziewczęta i emerytowanego generała-zbrodniarza. Dr Lovelass pragnie, jak to szaleni naukowcy mają w zwyczaju, władzy. Porywa amerykańskich naukowców i zmusza ich do współpracy przy projekcie, którego celem jest ni mniej, ni więcej, tylko rozbiór Stanów Zjednoczonych Ameryki. Do sprawy podchodzi metodycznie, w sposób radujący serce każdego inżyniera. Zamierza pokonać armię amerykańską dzięki przewadze technologicznej i wsparciu paru ościennych mocarstw z zastarzałymi pretensjami do USA.

I tak się przepychają dwaj prezydenccy agenci do specjalnych poruczeń i nasz genialny doktorek. W środek ich zmagań wpada piękna panna Escobar, grana przez Salmę Hayek. Kreacja jest to zupełnie nieudana, bo jedyną funkcją, jaką spełnia w filmie panna Escobar, jest pokazywanie swych wdzięków i wydawanie zachwyconych pisków. Przynajmniej tyle pozostało mi w pamięci.

Czy warto iść na ten film? Chyba tak. Jest w nim kilka pomysłów wartych zobaczenia. Są ładnie wyreżyserowane walki wręcz. Jest też parę autentycznie śmiesznych momentów. Płynnie poprowadzono akcję, nie dając widzowi chwili na wytchnienie i zastanowienie (i słusznie). Cenne też jest, że nikt nie próbuje zrobić z tego wielkiego dzieła. Nie będzie tu patriotycznych mów i wzruszeń - i bardzo dobrze. Największą jednak zaletą, a przy tym najbardziej oryginalną cechą tego filmu, wydaje mi się jednak klimat "nierealnego dzikiego Zachodu". Obok rewolwerowców umieszczono przedziwne machiny rodem z innego wieku i udało się to całkiem sprawnie pogodzić.

Krótko mówiąc, usiąść, zapiąć pasy, chwycić się poręczy, przeciąć nerwy łączące oczy z mózgiem i rozkoszować się widowiskiem.


Poprzednia strona Spis treści Następna strona