Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 5 [pażdziernik-listopad 1999]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


25a.jpg (13434 bytes) Magdalena Fabrykowska

X-Wing Alliance

X-Wing Alliance to kolejna pozycja w zasłużonej serii symulatorów walk kosmicznych spod znaku Lucas Arts. Po zupełnie nieudanym X-Wing vs Tie Fighter, LA tym razem postawiło poprzeczkę wyżej. Być może nie jest to najbardziej realistyczny czy wymyślny symulator, ale i tak zapewnia mocne wrażenia.

A więc cóż otrzymujemy na dwóch płytach CD? Fabuła tym razem jest bardziej zawiła. Konsekwencją przyjętej konwencji jest niestety liniowość i brak wyboru strony konfliktu. Na plus mogę dodać, że momentami nie brakuje niespodzianek.

Gracz wciela się w rolę niejakiego Ace'a Azzameena, najmłodszej latorośli kupieckiej rodziny. Spokojna egzystencja familii, przerywana od czasu do czasu podjazdową wojną z konkurencją, kończy się wraz z niefortunną wpadką podczas próby ubicia interesu z Rebeliantami. Z konieczności więc bardziej niż z pobudek altruistycznych Azzameenowie dołączają do sympatyków wrogów Imperium.

Największą zaletą fabuły jest cynizm. Bohaterowie nie są ani niezniszczalnymi herosami, ani niewinnymi, uciśnionymi ofiarami reżimu. A na swoim sumieniu mają sporo, od piractwa, szmuglu i szpiegostwa po sabotaż. Wojna domowa staje się nie tylko okazją do zemsty, ale także do odzyskania skonfiskowanego majątku.

Gra składa się z prologu i 7 rozdziałów, z których każdy zawiera w sobie około 5 misji. Stopień ich trudności jest różny. Początkowe misje mają charakter treningowy. Wraz z rozwojem sytuacji stają się coraz trudniejsze. Monotonii zapobiega sensownie dobrana różnorodność wymagań. Oprócz zadań typu "atakuj i uciekaj" gracz musi poradzić sobie z eskortą konwojów, misjami zwiadowczymi, dywersją czy odbijaniem zakładników. Żeby nie było zbyt prosto, trzeba się wykazać czymś więcej, niż tylko szybkim naciskaniem na spust. Każda z misji posiada zestaw warunków decydujących o sukcesie lub porażce. Niestety, nie zawsze są one sensownie dobrane, o czym później. Ukoronowaniem jest bitwa pod Endorem, a każdy chyba chciałby mieć okazję pilotować Sokoła Millenium przez sieć labiryntów wewnątrz stacji bojowej.

25b.jpg (18628 bytes)Oprócz misji związanych z fabułą gracz ma okazję skorzystać z jeszcze dwóch możliwości. Pierwsza z nich to symulator walk. W odróżnieniu od głównego nurtu gry, można wybrać statek do pilotowania z wszelkimi możliwymi dla danego typu udogodnieniami (dodatkowe uzbrojenie, systemy zagłuszające) oraz dowolnych przeciwników. Oprócz konstruowania własnych zadań treningowych można poświęcić się przećwiczeniu aktualnej misji. Drugą możliwością jest tzw. Pilots' Proving Ground. Jest to zestaw ćwiczeń do wykonania (trzeba przyznać, że momentami samobójczych) w scenerii stoczni. Od prostego lotu przez pierścienie przyspieszające po nawigację wewnątrz samej stoczni, a wszystko to po to, aby nabrać odpowiednich umiejętności przed bitwą o Endor. Oczywiście im szybciej, tym lepiej.

O wykonaniu technicznym nie ma co się rozpisywać. Grafika jest miła dla oka, ale nie rewolucyjna. Podkład dźwiękowy też nie stanowi zaskoczenia. Jest to po prostu składanka kawałków muzyki filmowej i sound FX'ów. Stanowi to nastrojowe i nienatrętne tło, ale oszałamiających efektów 3D gracz raczej nie doświadczy. Miłym przerywnikiem są filmiki. Zrobiono je naprawdę profesjonalnie i z dbałością o detale. Szczególnie na uwagę zasługuje sekwencja bitwy pod Endorem, którą odwzorowano ze sporą pieczołowitością . Robi wrażenie nie tylko drobiazgowością odwzorowania (no, może poza całkowicie nierozpoznawalnym głosem Lando), ale także rozmachem, którego spodziewałabym się po filmie raczej, a nie po grze. Jest to bez wątpienia najtrudniejszy do przejścia etap i powód numer jeden, dla którego warto zagrać w X-Wing Alliance.

Niestety, stałą cechą tej gry są rozliczne i uciążliwe niedoróbki, które, mimo usilnych prób LA i kilku edycji patchy, nie zostały całkowicie wyeliminowane. Błędy te są na tyle poważne, iż potrafią zniechęcić mniej cierpliwych graczy, a ostatnią deską ratunku może okazać się edytor pilotów.

Narzekanie zacznę od samych misji. Niektóre z nich są źle skonstruowane. Objawia się to nie tylko mało sensownymi założeniami. W niektórych miejscach gry oczekuje się od gracza znalezienia sposobu ukończenia misji. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie to, że rozwiązanie przeczy zdrowemu rozsądkowi. Dodatkowym utrudnieniem są błędy w samym oprogramowaniu, powodujące wadliwe działanie gry (patche częściowo usunęły tę niedogodność).

Także strona techniczna pozostawia sporo do życzenia. Wymagania nominalne nie zostały dotrzymane. Długi czas ładowania misji, rwący się dźwięk, "zamrożenia" akcji i żonglerka płytami potrafią odebrać sporo przyjemności.

Podsumowując, gra nie jest zła. Lepiej byłoby określić ją jako przeciętną, zarówno pod względem wykonania jak i na tle gatunku. Mało rewolucyjna grafika, średnie wrażenia dźwiękowe, liniowa fabuła i kiepskie wykonanie nie pozwalają mi inaczej zaklasyfikować X-Wing Alliance. Końcową ocenę podwyższa jednak znacznie klimat, rewelacyjna końcówka i poziom trudności. Ukończenie gry nawet na poziomie "easy" jest sporym wyzwaniem. W skali od 1 do 10 przyznałabym 8. Nie ukrywam, że jest to ocena mało obiektywna, naciągana i wynika z moich osobistych upodobań (a konkretnie świra na punkcie Gwiezdnych Wojen). Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, iż mogłoby być dużo lepiej. To na tyle i niech Moc będzie z wami.

Wymagania:
Windows 9x; 32MB RAM, P200, 120MB na dysku, CD-ROM 4x, joystick, karta dźwiękowa 16 bit.


Poprzednia strona Spis treści Następna strona