Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 6 [grudzień 1999 - styczeń 2000]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


06a.jpg (27518) Wojciech Orliński

List do Framlingów

Zgodnie z zapowiedzią, będę Was w tym liście namawiać do zastanowienia się nad kręceniem własnymi, amatorskimi siłami krótkometrażowej adaptacji Limes Inferior Janusza Zajdla. Na początek podsumowanie podstawowych argumentów, dla tych, którzy nie lubiš czytać długich i nudnych listów:

  1. Bo po udanym Polconie przydałoby się czymś zabłysnąć na forum polskiego (a może i światowego) fandomu. Cóż lepiej się nadaje od własnego filmu?
  2. Dlaczego akurat Zajdel? Bo to jest książka (poza wszystkim innym, czym jest) o Warszawie.
  3. Bo ta historia jest - jak sądzę - idealnie wyważona między poważnym przesłaniem a pewną niezbędną dawką jajcarstwa, potrzebnego przy takim projekcie. Kręcenie czegoś, co "po prostu" będzie parodią złej fantastyki, wydaje mi się zbyt płaskie. Nakręcenie czegoś totalnie na serio nie uda się nam. Nasz film musi balansować między jajem a powagą, jak Z Archiwum X.
  4. Wbrew pozorom, uważam że nie potrzebujemy do tego wielu wyszukanych efektów specjalnych.

Koniec części dla tych, co nie lubią czytać długich i nudnych listów. Teraz już będzie to samo, ale dłużej.

Film wyobrażam sobie trochę na wzór Alphaville Jean-Luc Godarda. To film, którego akcja dzieje się w mieście rządzonym przez komputer Alfa 66. Nakręcono go bez żadnych efektów specjalnych - po prostu bohaterowie łażą po ulicach normalnego miasta (z samochodami, sklepami, przechodniami) i mówią "rządzi nami komputer". Efekt jest wspaniały i w jakimś sensie ożywczy, jak dobra odtrutka na te wszystkie Emmerichy.

W naszym przypadku będzie w tym zawarty pewien dodatkowy atut. Przesłania Limes Inferior nie da się moim zdaniem sprowadzić tylko do "precz z komuną". Ustrój Argolandu - mówi nam autor - miał w teorii łączyć najlepsze cechy swoich poprzedników, ale połączył najgorsze. Powieść zawiera wiele celnych żarcików o komunizmie, ale już np. monolog Matta o kulturze masowej, która zawiera ten sam składnik, co piwo: "ogłupiacz", pasuje raczej do kapitalizmu. Umieszczenie scen powieści w "naturalnych" warszawskich tłach - w McDonaldsie, w hipermarkecie, w hotelu Marriott, na Dworcu Centralnym, w dyskotece Ground Zero - nada im nieoczekiwanego, dodatkowego smaku. Nie sądzę, żebyśmy w ten sposób sprzeniewierzali się Zajdlowi, który przecież też stylizował Argoland na Warszawę swoich czasów.

Uważam, że końcowy film powinien mieć długość pół godziny do (maksymalnie) godziny. To jednak będzie kompletna amatorszczyzna i więcej po prostu nikt nie wytrzyma. W dodatku krótkometrażowość może nam - paradoksalnie - ułatwić zaistnienie również poza fandomem. Jako ludzie ustosunkowani w świecie kultury bez trudu załatwimy np. kinowy pokaz Limes Inferior na festiwalu w Krakowie (jak nie w konkursie, to na tzw. offie) oraz na międzynarodowych przeglądach krótkiego metrażu. Będziemy sławni. Będziemy jeździć za cudze pieniądze do Toronto i udzielać tam wywiadów (zamiast je tylko robić i robić, he he). Przepraszam, już się uspokoiłem i wracam do meritum.

Zmieszczenie wszystkiego w pół godzinie wymagać będzie pewnych skrótów w fabule - np. sekwencji o "fictive science" oraz o nieudanym życiu Filipa. Niemniej jednak uważam, że powinniśmy skręcić całą zasadniczą oś fabuły książki, od "przypadkowego" spotkania Sneera i Karla aż po drugą stronę Zera. Powinniśmy też wprowadzic Alicję, która pojawi się w filmie na samym początku (spikając obu lifterów), w środku i w jakiejś scenie marzeń czy snów Sneera w finale.

06b.jpg (18348)Alicję musi grać dobra aktorka, podobnie jak - zapewne - Sneera. Obawiam się, że musi to być ktoś spoza ścisłego kręgu SF-Framling. Jako ludzie ustosunkowani bez trudu jednak przyciągniemy do naszego projektu np. studentów szkoły teatralnej. Ja wprawdzie nikogo towarzysko nie znam, ale po prostu nie wyobrażam sobie, żeby nikt tam nikogo nie znał. Zresztą w ostateczności wywiesimy u nich ogłoszenie na tablicy. Alicja po prostu musi być niezłą babeczką, bo ma zrobić na widzu wrażenie kilkoma "wejściami". A Sneer musi dobrze grać, bo musi zbudować swoją postać głównie mimika i - niestety - monologami z voice-over (jak Ford w starszej wersji Blade Runnera).

Wyzwaniem od strony technicznej będzie zbudowanie aresztomatu - jedynego elementu stricte s-f w naszym filmie. Z jego nie chciałbym rezygnować (nawet Godard pokazał swój "superkomputer" Aresztomat może być zabawny, może nawiązywać do klasycznej sci-fi (robot z mnóstwem żaróweczek), ale w filmie być musi! Jakoś trzeba też będzie technicznie wybrnąć z kręcenia sceny jego "śmierci", oczywiście w warszawskim metrze. Będą to sprawy trudne, ale nie niemożliwe do zrobienia.

Jako ludzie ustosunkowani, zdołamy - jak sądzę - namówić większość potrzebnych nam instytucji do współpracy. Przynajmniej na tyle, żeby nam pozwolili kręcić. Może nie wpuści nas Marriott - wtedy sylwetkę hotelu pokażemy z daleka, a właściwe zdjęcia z Karlem, Sneerem i Alicją (czyli "hotel Kosmos") skręcimy w jakimś innym hotelu. JAKIŚ w końcu musi się zgodzić. Powinni nas też wpuścić do metra (które ma swój interes w dbaniu o publicity) i udostępnić na nasze potrzeby albo niedokończoną stację-widmo Świętokrzyska, albo techniczną stację Kabaty. Dogadamy się też na pewno z jakimś lokalnym gangiem osiedlowym, który będzie nas ochraniać podczas kręcenia "osiedla dla szóstaków". To samo dotyczy dyrekcji hipermarketów i dyskotek (jak jedni nas nie wpuszczą, idziemy do konkurencji).

Jak sobie wyobrażam łączenie współczesności i fikcji? Mniej więcej tak (w książce odpowiada to stronie 56 w wydaniu Supernowej):


  • PLAN OGÓLNY. Hall hotelu Kosmos. Wnętrze. Goście, obsługa. SNEER podchodzi do zwykłego bankomatu.

  • Sylwetka Sneera wkładającego coś (nie widzimy, że to zwykła Visa Electron czy inne Maestro) do szczeliny.

  • ZBLIŻENIE ekranu (oczywiście, nie jest to już ekran tego samego bankomatu): KLUCZ NIEWAŻNY. ZGŁOŚ SIĘ NATYCHMIAST DO NAJBLIŻSZEJ STACJI KONTROLI.

  • Sylwetka Sneera wyjmującego kartę i wkładającego ją nerwowo ponownie. Ten sam obraz na ekranie. Sneer wyjmuje kartę.

  • ZBLIŻENIE Sneera patrzącego na klucz (to już jest "autentyczny" klucz, z symbolem klasy itd.). VO: "Co się stało? Czyżby to przez tego tajniaka? Musieli zastrzec klucz w centrali. Od tej chwili nie dostanę kropli piwa ani kromki suchego chleba, dopóki się do nich nie zgłoszę. Jak długo wytrzymam w takiej sytuacji w środku miasta? Do cholery! Przecież nie mogę tam pójść!"

  • Sneer chowa klucz do kieszeni i biegnie do recepcji.
    SNEER: Szukam pana KARLA PRONA.
    RECEPCJONISTA: Jest w swoim pokoju. Zapowiedzieć pańską wizytę?

  • SNEER jedzie windą. VO: "Cholera, ja - król lifterów - muszę prosić o pomoctakiego szmaciarza! Nie mam wyjścia. Z nieważnym kluczem nie dostanę się nawet do swojego pokoju. Muszę go prosić nie tylko o pożyczkę, ale i o gościnę. Pozostało mi jedno: robić dobrą minę do złej gry".

  • POKÓJ KARLA
    SNEER: Słuchaj, zablokowali mi klucz. Pożycz parę żółtych!
    KARL: W porządku. Dzięki, że zająłeś się tamtym chłopakiem. Rozmawiałem z jednym takim i chyba załatwiłem coś w twojej sprawie. Bądź o ósmej wieczorem w tej stacji kontroli przy placu Astronautów. Będzie tam czekał na ciebie odpowiedni... fachowiec. Pomoże ci, ale to będzie trochę kosztowało.
    SNEER: Jasne. Kto to jest?
    KARL: Chłopak z branży. Młody ale zdolny.
    SNEER: Jak on to załatwi?
    KARL: Nie bój się, czysta sprawa. Będziesz miał zweryfikowaną czwarą klasę i przekodowany klucz. Wystarczy?


Pozostałe rekwizyty - klucze, komputery, stację egzaminacyjna - wykonamy własnymi środkami bez większych trudności. Jako ludzie ustosunkowani, możemy nawet namówić profesjonalnego scenografa żeby nam je zaprojektował (żeby to wszystko miało jakąś spójność), a także profesjonalnego modelarza/warhammerarza/lucznika zeby projekty scenografa sklecil z dykty i desek. Na pewno każdy z nas zna jeśli nie scenografa, to modelarza.

Powstały w ten sposób film - jeśli oczywiście niczego nie spieprzymy - może zainteresować nie tylko polski fandom. Może być atrakcyjny dla widowni mainstreamowej, oraz międzynarodowej. Limes Inferior dotyka problemów uniwersalnych, ogólnoludzkich. W angielskim przekładzie (a jako ustosunkowani, możemy poprosić przecież o pomoc najlepszych polskich tłumaczy sf) spokojnie może podbić serca zarówno światowych fanów sf i widzów kina krótkometrażowego. Z myślą o widzach powinniśmy festiwalową dystrybucję filmu wzbogacić o krótki (również półgodzinny?) dokument, złożony z rozmowy z Wdową, pokazujący blok, w którym mieszkał Zajdel, jego miejsce pracy w CLOR (jako pierwowzory różnych pomysłów książki), a także... bony towarowe PKO (ktoś jeszcze ma jakiś?), kartki na cukier i tym podobne.

Uważam za warunek sensowności przedsięwzięcia to, żeby był robiony przez SF-Framling. Możemy prosić innych ludzi o pomoc, ale nie wolno nam np. przekazać projektu profesjonalnemu producentowi. Nie muszę chyba Wam tłumaczyć tego, że ten film powinni zrobić Framlingowie - a nie żadni ramene spoza fandomu.


Poprzednia strona Spis treści Następna strona