|
|
|
Zgodnie z zapowiedzią, będę Was w tym liście namawiać do zastanowienia się nad kręceniem własnymi, amatorskimi siłami krótkometrażowej adaptacji Limes Inferior Janusza Zajdla. Na początek podsumowanie podstawowych argumentów, dla tych, którzy nie lubiš czytać długich i nudnych listów:
Koniec części dla tych, co nie lubią czytać długich i nudnych listów. Teraz już będzie to samo, ale dłużej. Film wyobrażam sobie trochę na wzór Alphaville
Jean-Luc Godarda. To film, którego akcja dzieje się w mieście rządzonym przez komputer Alfa 66. Nakręcono
go bez żadnych efektów specjalnych - po prostu bohaterowie łażą po ulicach normalnego miasta (z samochodami,
sklepami, przechodniami) i mówią "rządzi nami komputer". Efekt jest wspaniały i w jakimś sensie ożywczy,
jak dobra odtrutka na te wszystkie Emmerichy.
W naszym przypadku będzie w tym zawarty pewien
dodatkowy atut. Przesłania Limes Inferior nie da się moim zdaniem sprowadzić tylko do "precz
z komuną". Ustrój Argolandu - mówi nam autor - miał w teorii łączyć najlepsze cechy swoich poprzedników,
ale połączył najgorsze. Powieść zawiera wiele celnych żarcików o komunizmie, ale już np. monolog Matta
o kulturze masowej, która zawiera ten sam składnik, co piwo: "ogłupiacz", pasuje raczej do kapitalizmu.
Umieszczenie scen powieści w "naturalnych" warszawskich tłach - w McDonaldsie, w hipermarkecie,
w hotelu Marriott, na Dworcu Centralnym, w dyskotece Ground Zero - nada im nieoczekiwanego, dodatkowego
smaku. Nie sądzę, żebyśmy w ten sposób sprzeniewierzali się Zajdlowi, który przecież też stylizował
Argoland na Warszawę swoich czasów. Uważam, że końcowy film powinien mieć długość
pół godziny do (maksymalnie) godziny. To jednak będzie kompletna amatorszczyzna i więcej po prostu
nikt nie wytrzyma. W dodatku krótkometrażowość może nam - paradoksalnie - ułatwić zaistnienie również
poza fandomem. Jako ludzie ustosunkowani w świecie kultury bez trudu załatwimy np. kinowy pokaz
Limes Inferior na festiwalu w Krakowie (jak nie w konkursie, to na tzw. offie) oraz na
międzynarodowych przeglądach krótkiego metrażu. Będziemy sławni. Będziemy jeździć za cudze pieniądze
do Toronto i udzielać tam wywiadów (zamiast je tylko robić i robić, he he). Przepraszam, już się
uspokoiłem i wracam do meritum. Zmieszczenie wszystkiego w pół godzinie wymagać
będzie pewnych skrótów w fabule - np. sekwencji o "fictive science" oraz o nieudanym życiu Filipa.
Niemniej jednak uważam, że powinniśmy skręcić całą zasadniczą oś fabuły książki, od "przypadkowego"
spotkania Sneera i Karla aż po drugą stronę Zera. Powinniśmy też wprowadzic Alicję, która pojawi się
w filmie na samym początku (spikając obu lifterów), w środku i w jakiejś scenie marzeń czy snów Sneera
w finale. Wyzwaniem od strony technicznej będzie zbudowanie
aresztomatu - jedynego elementu stricte s-f w naszym filmie. Z jego nie chciałbym rezygnować (nawet
Godard pokazał swój "superkomputer" Aresztomat może być zabawny, może nawiązywać do klasycznej sci-fi
(robot z mnóstwem żaróweczek), ale w filmie być musi! Jakoś trzeba też będzie technicznie wybrnąć
z kręcenia sceny jego "śmierci", oczywiście w warszawskim metrze. Będą to sprawy trudne, ale nie
niemożliwe do zrobienia. Jako ludzie ustosunkowani, zdołamy - jak sądzę
- namówić większość potrzebnych nam instytucji do współpracy. Przynajmniej na tyle, żeby nam pozwolili
kręcić. Może nie wpuści nas Marriott - wtedy sylwetkę hotelu pokażemy z daleka, a właściwe zdjęcia
z Karlem, Sneerem i Alicją (czyli "hotel Kosmos") skręcimy w jakimś innym hotelu. JAKIŚ w końcu
musi się zgodzić. Powinni nas też wpuścić do metra (które ma swój interes w dbaniu o publicity) i
udostępnić na nasze potrzeby albo niedokończoną stację-widmo Świętokrzyska, albo techniczną
stację Kabaty. Dogadamy się też na pewno z jakimś lokalnym gangiem osiedlowym, który będzie
nas ochraniać podczas kręcenia "osiedla dla szóstaków". To samo dotyczy dyrekcji hipermarketów i
dyskotek (jak jedni nas nie wpuszczą, idziemy do konkurencji). Jak sobie wyobrażam łączenie współczesności i
fikcji? Mniej więcej tak (w książce odpowiada to stronie 56 w wydaniu Supernowej): PLAN OGÓLNY. Hall hotelu Kosmos.
Wnętrze. Goście, obsługa. SNEER podchodzi do zwykłego bankomatu. Sylwetka Sneera wkładającego coś (nie
widzimy, że to zwykła Visa Electron czy inne Maestro) do szczeliny. ZBLIŻENIE ekranu (oczywiście, nie jest
to już ekran tego samego bankomatu): KLUCZ NIEWAŻNY. ZGŁOŚ SIĘ NATYCHMIAST DO NAJBLIŻSZEJ STACJI
KONTROLI. Sylwetka Sneera wyjmującego kartę i
wkładającego ją nerwowo ponownie. Ten sam obraz na ekranie. Sneer wyjmuje kartę. ZBLIŻENIE Sneera patrzącego na klucz (to
już jest "autentyczny" klucz, z symbolem klasy itd.). VO: "Co się stało? Czyżby to przez tego
tajniaka? Musieli zastrzec klucz w centrali. Od tej chwili nie dostanę kropli piwa ani
kromki suchego chleba, dopóki się do nich nie zgłoszę. Jak długo wytrzymam w takiej sytuacji
w środku miasta? Do cholery! Przecież nie mogę tam pójść!" Sneer chowa klucz do kieszeni i biegnie
do recepcji. SNEER jedzie windą. VO: "Cholera, ja -
król lifterów - muszę prosić o pomoctakiego szmaciarza! Nie mam wyjścia. Z nieważnym kluczem
nie dostanę się nawet do swojego pokoju. Muszę go prosić nie tylko o pożyczkę, ale i o gościnę.
Pozostało mi jedno: robić dobrą minę do złej gry". POKÓJ KARLA Pozostałe rekwizyty - klucze, komputery, stację
egzaminacyjna - wykonamy własnymi środkami bez większych trudności. Jako ludzie ustosunkowani, możemy
nawet namówić profesjonalnego scenografa żeby nam je zaprojektował (żeby to wszystko miało jakąś
spójność), a także profesjonalnego modelarza/warhammerarza/lucznika zeby projekty scenografa
sklecil z dykty i desek. Na pewno każdy z nas zna jeśli nie scenografa, to modelarza. Powstały w ten sposób film - jeśli oczywiście
niczego nie spieprzymy - może zainteresować nie tylko polski fandom. Może być atrakcyjny dla widowni
mainstreamowej, oraz międzynarodowej. Limes Inferior dotyka problemów uniwersalnych, ogólnoludzkich.
W angielskim przekładzie (a jako ustosunkowani, możemy poprosić przecież o pomoc najlepszych polskich
tłumaczy sf) spokojnie może podbić serca zarówno światowych fanów sf i widzów kina krótkometrażowego.
Z myślą o widzach powinniśmy festiwalową dystrybucję filmu wzbogacić o krótki (również półgodzinny?)
dokument, złożony z rozmowy z Wdową, pokazujący blok, w którym mieszkał Zajdel, jego miejsce pracy
w CLOR (jako pierwowzory różnych pomysłów książki), a także... bony towarowe PKO (ktoś jeszcze ma jakiś?),
kartki na cukier i tym podobne. Uważam za warunek sensowności przedsięwzięcia to,
żeby był robiony przez SF-Framling. Możemy prosić innych ludzi o pomoc, ale nie wolno nam np. przekazać
projektu profesjonalnemu producentowi. Nie muszę chyba Wam tłumaczyć tego, że ten film powinni zrobić
Framlingowie - a nie żadni ramene spoza fandomu. |