Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 6 [grudzień 1999 - styczeń 2000]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


OBCY aka Michał Młotek

A kto umarł, ten nie żyje

Wczoraj wydałem 5 i pół złotego na kilka opowiadań fantastycznych i jestem zadowolony. Niestety, razem z opowiadaniami otrzymałem kilka stron żółci i trochę fałszywego litowania się nad sobą. A tego nie lubię.

Taki już jestem poskręcany, że wierzę w cuda i cały czas mam nadzieję, że NF podźwignie się z dna (i metra mułu) i wróci do starych, dobrych czasów, gdy Fantastyka oznaczała Jakość, a nie jakoś... Jak zwykle i tym razem się zawiodłem, ale czegóż oczekiwać od pisma, w którym stali współpracownicy boją podpisywać się własnym imieniem i nazwiskiem. Zejdźmy jednak z tak przyziemnych spraw i zacznijmy czytać.

Tym razem filmowa okładka nie razi, nie jest nachalna, wręcz wzbudziła we mnie przypływ dobrego humoru (wzrok, słuch, węch, smak, dotyk, a w roli szóstego zmysłu - Bruce Willis! ;-)) Jeśli ktokolwiek czytuje NF tylko dla treści literackich, to ze spokojem może wziąć pismo w ręce. Kilka miłych opowiadań i druga część powieści (również niegłupia) sprawia, iż czytelnik może odczuć wręcz radość. Oto kawał niezłej fantastyki! - rzeknie sobie. Świetna galeria gra rolę smacznego deseru po dobrym obiedzie.

I na tym (jako zdrowy osobnik) powinienem zaprzestać lektury, ażeby nie psuć sobie smaku. Niestety. Do złego, jak zwykle, mnie ciągnie, więc rozpocząłem lekturę pisma ponownie, tym razem rozpoczynając od wstępniaka. Początek wyglądał zachęcająco, jednak po chwili J.P. Naczelny wylewa swe żale na organizatorów Nordconu, iż nie polecali mu przyjazdu. Słusznie uczynili. Może uczestnicy nie zjedliby Naczelnego, ale bardzo możliwe, że byliby go opluli (jeśli nie czynnie, to słowami). Tak zniesmaczony udałem się do następnego działu pod tytułem Czytelnicy i "Fantastyka". Tu zacząłem się trząść, czytając tekst Muchy Jadowite. Otóż czytelnik, który dotąd traktował relacje z konwentów niczym teksty z miesięczników... hmm... niskich lotów (i nic dziwnego, skoro były publikowane w takiej postaci), przestraszył się widoków przedstawionych w niesławnym artykule autorstwa Maćka Parowskiego. Tenże czytelnik pociesza MP, ażeby nie łamał się tą sytuacją, bo czymże jest garstka wrzodów (zwanych również jadowitymi muchami) wypełzająca z ciemnych borów przeciw rzeszy bezimiennych czytaczy NF. Skoro takie listy przychodzą do NF, to zdaje mi się, że słusznym będzie obciążenie jej kosztami przywrócenia dobrego imienia Fandomu Polskiego.

W celach relaksacyjnych przeczytałem jeszcze raz część literacką - pomogło.

Potem przyszła pora na łamigłówkę, czyli strony kolorowe. Na ich zawartość składają się:

  • relacja z Warszawskiego Festiwalu Filmowego (stron 3, związek z fantastyką - jedno zdanie);
  • felieton nt. trzech filmów, w tym jednego fantastycznego (dwie strony);
  • recenzja sponsorowana (od razu przyznaję - nie czytałem, taki już jestem poskręcany, że nie wierzę w zamówione teksty), zajmująca dwie strony;
  • dział W sieci (o tym, że są jakiekolwiek periodyki literackie w Sieci, nie ma, jak zwykle, szans się z tej części dowiedzieć).

Pytanie: dlaczego połowa kolorowych stron nie ma z fantastyką nic wspólnego?

Standardowa odpowiedź nr 1: HGW.

Standardowa odpowiedź nr 2: jeśli nie wiesz, o co chodzi, to jak zwykle chodzi o pieniądze (połowę tych kolorowych stron stanowią teksty MP).

Nie zrażony powyższymi czynami redakcji, pokrzepiony nadzieją, że może dalej będzie lepiej (jak widać, jestem niepoprawnym optymistą), zacząłem trawić dział Wśród fanów. Jako że należy ten dział traktować jak część pisma vIVA lub pOPCORN, zapewniłem sobie ochronę przed złymi fluidami. Po pierwszym tekście laureata Złotego Meteora miałem ochotę zwrócić obiad. Najbardziej wziąłem do siebie słówko "podobno" z ostatniego zdania. Bardzo to nieprzyjemne było. Pomny nauczki, zastosowałem dodatkowe filtry nieprzyjemności w czytaniu dalszych artykulików. Z tekstu Oramusa dotarło do mnie, iż zaczyna się bojkotować NF na konwentach (ciekawe, czemu?), gracze (których jak zwykle było jak mrówków) tylko grali, znów na terenie konwentu panowała prohibicja i na piwo trzeba było iść gdzie indziej. Trzeci tekst (równy wielkością pozostałym) opisywał spotkanie w WOK-u (niestety daty nie podano). Z tego tekstu, w przeciwieństwie do pozostałych, nie wynikało nic. Ot - byli, pogadali, skończyło się. Po spotkaniu można było iść na piwo. Kropka.

W trzystronicowym stenogramie z dyskusji, która odbyła się na Festiwalu Nauki, jadu ani złośliwości (o dziwo!) nie ma. Niestety, MP po raz kolejny pokazuje jedynie swój brak rozeznania w temacie, sugerując, iż obcy z serii filmów Alien kupy się nie trzyma, jeśli chodzi o prawdopodobieństwo istnienia...

Na bardzo ciekawy wybryk trafiłem już pod sam koniec numeru - oto na dwóch stronach rozłożyło się coś pod tytułem Komu, czemu służy kino?. Naszykowałem się na jakąś ciekawą rozprawkę o kształtowaniu gustów itp. Totalne zaskoczenie! Otóż tekst mówi o krytykach. Jakie to ciekawe zajęcie, jakie niewdzięczne i w ogóle. Z przewagą "w ogóle". Co to ma do fantastyki? Czy ktoś z widzów tego typu filmów przejmuje się opiniami krytyków? No to co ten artykuł tutaj robi?

Numer zamyka dział Piąte piwo (co oni tak z tym piwem???). Powiem krótko: w Fenixie był to ciekawy dział, tu taki nie jest.

W celach relaksacyjnych przeczytałem jeszcze raz część literacką - nie pomogło. Czuję, że znów wyrzuciłem pieniądze w błoto.

Od przyszłego numeru Framzety postaram się publikować listę stron, które polecam usunąć z NF (wyrwać, spalić, zamazać korektorem, cokolwiek).

Typy na dziś:

  • wersja dla twardziela: 2, 65, 78.
    UWAGA: przeczytanie reszty może narazić Cię na zniesmaczenie.
  • wersja relaksowa: 1-2, 57-61, 65-68, 74-75, 78.

A Fantastyka nadal spoczywa w grobie, bo kto umarł, ten nie żyje. Niestety.


Poprzednia strona Spis treści Następna strona