|
|
Scenka I - z konwentu: pomiędzy prelekcjami stoję sobie w bufecie i czekam na parówki. Podchodzi do mnie człowiek z pewnego periodyku zajmującego się fantastyką, ubrany w firmową koszulkę, wręcza mi fachowo wydrukowaną, ładnie skomponowaną wizytówkę, zagaja. Chciałby, żebym napisał mu tekst. Pokazuje mi makietę numeru. Fajnie. Zadaję pewne sakramentalne sakramentalne Pytanie - pytanie, które zawsze zadaję w takiej sytuacji. Gość jest zmieszany. Mi jest przykro, bo to miły człowiek. Żegnamy się. Pytania jakie zadałem nie uważam za szczególnie szokujące w sytuacji kiedy ktoś przychodzi do mnie z propozycją żebym wykonał dla niego pewną pracę (czy tego chcemy, czy nie, pisanie jest pracą). Jest to pytanie o honorarium. Scenka II - z domu. Przeglądam pocztę. List od
człowieka prowadzącego sieciowy fanzin. Chciałby żebym dla jego fanzinu pisał teksty i prowadził PBEM.
W odpowiedzi zadaję Pytanie i korzystając z podniesienia linku modemowego ściągam zerowy numer rzeczonego
fanzinu. Rozpakowuję, oglądam. Zawiera spiratowane z sieci opowiadanie Bruce'a Bethkego i wywiad z Williamem
Gibsonem. Oczywiście nikt nie zadał sobie trudu tłumaczenia. Do tego tekst o polskich konwentach, zawierający
koszmarną ilością błędów merytorycznych, tekst o cyberpunku (błędy jak wyżej), dalej nie pamiętam.
Owca Wyobraźni się chowa. Koszmarny układ stron. I co pół strony wielki tekst "tu jest miejsce na
Twoją reklamę". W tym kontekście odpowiedź twórcy tego "periodyku" na Pytanie jest dość szokująca
- facet zarzuca mi komercjalizację, robienie wszystkiego dla kasy i co tam nie jeszcze. Jest nieprzyjemny.
Korespondencja ląduje w Scenka III - SF-F. Pojawia się posting, który da się streścić tak "robię stronę WWW (ale nie wiem co na niej zamieścić), napiszcie mi teksty". Zadaję Pytanie. Odpowiedź da się streścić krótko: "jesteś głupi i obrzydliwy, że za swoją pracę chcesz coś dostać". Gdybym poszedł do obcego człowieka i zaproponował mu, żeby wykopał mi w ogródku kilkadziesiąt metrów rowu, za darmo i do tego w koszulce reklamującej moją firmę, byłoby zupełnie usprawiedliwione gdyby człowiek ten spuścił mnie ze schodów. I nie usprawiedliwia tego fakt, że człowiek do którego się zwróciłem jest w kopaniu rowów niezły, a czasem robi to za darmo. Nie znaczy to że żyję i pracuję tylko dla forsy (nie mam czasu na pracę tylko dla forsy) - prowadzę FAQ usenetowej grupy pl.rec.fantastyka.sf-f; dalej - jako członek GNU Translation Project Polska - współpracuję z Free Software Foundation tłumacząc oprogramowanie Projektu GNU (jestem odpowiedzialny za lokalizację (spolszczanie) GNU Privacy Guarda i kilku innych programów). Mógłbym tu jeszcze trochę powymieniać ale nie piszę tego żeby się chwalić. Piszę to, bo zaczynają mnie denerwować ludzie oburzający się na to że za własną pracę wykonywaną z nieswojej inicjatywy oczekuję jakiejś rekompensaty. Jeśli napisałem coś w wolnym czasie, to mam n miejsc żeby to opublikować. A RPG... od pół roku mam zaległy senariusz o który strasznie moi gracze piszczą. A jeśli ktoś chce zrobić dobrą stronę/zin/cokolwiek, to inni za niego tego nie zrobią.
|