Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 6 [grudzień 1999 - styczeń 2000]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


15a.jpg (19917 bytes) Magdalena Fabrykowska

Nawiedzony

Zachęcona przychylną recenzją w pewnym czasopimie powięconym fantastyce, odważyłam się pójć na rzeczony film. Nie odstraszył mnie fakt, iż Nawiedzony jest remake'em horroru z lat 60-tych. Nie widziałam oryginału, więc wybrałam się bez uprzedzeń. A ponieważ nikt mi nie płaci za recenzję, stać mnie na absolutną szczeroć.

"Niektóre domy rodzą się złe". Już na wstępie slogan reklamowy zdradza zasadniczą częć fabuły, która, krótko mówiąc, jest wątła i mizerna. Sądzę, że nie popsuję zbytnio przyjemnoci i dopowiem resztę. Otóż demoniczny psycholog (Liam Neeson) pod pozorem badania bezsennoci zbiera grupkę osób, na której zamierza zbadać mechanizmy powstawania strachu. Aby dopomóc sobie w tym zadaniu, zabiera ich do wiktoriańskiej rezydencji. W domu owianym mroczną tajemnicą (cóż za niespodzianka) straszy. Nie trzeba wykazać się inteligencją, aby się domylić, że to dopiero początek...

Mimo kiepskiej fabuły film nie jest aż tak do końca zły. Dzieje się tak głównie za sprawą solidnego (poza grą aktorów) wykonania. Na początek rzecz najważniejsza - dom. Moim skromnym zdaniem to właśnie rezydencja jest prawdziwym bohaterem opowieci, złym i przerażająco żywym. Przy nim ludzie to nic nie znaczący dodatek, wrzeszczący tylko od czasu do czasu. Scenografia jest naprawdę godna zapamiętania. Sam dom, położony na uboczu i otoczony kręgiem suchej łąki, to dziwna wiktoriańska mieszanka neogotyku, baroku, stylu elżbietańskiego i pseudoegipskiego. Wywiera przytłaczające wrażenie. Nie trzeba dużej wyobraźni, aby zacząć cierpieć na nerwicę po kilku dniach pobytu.

15b.jpg (18384 bytes)Za efekty specjalne odpowiedzialna jest firma Dreamworks. Nie należy się jednak nastawiać na jakie niesamowite fajerwerki. I dobrze. Efekty specjalne (mimo, że niewyszukane) doskonale podkrelają mroczny nastrój i nie wywołują wrażenia przeładowania. Równie dobra jest muzyka autorstwa Jerry'ego Goldsmitha, kolejny dopasowany element całoci. Największe uznanie natomiast wzbudziło u mnie udźwiękowienie filmu. Z góry zaznaczam, że na Nawiedzonego nie należy wybrać się do kina pozbawionego Dolby Digital. Bez odpowiednio wyposażonej sali kinowej będzie to jeszcze jeden horror, w dodatku mało przerażający. Możliwoci trójwymiarowego dźwięku zostały wykorzystane do maksimum. Ostatecznie najbardziej boimy się tego, czego zobaczyć nie możemy.

15c.jpg (17870 bytes)Po fabule nie oczekiwałam zbyt wiele. Tym bardziej rozczarowała mnie gra aktorska. Naprawdę nie wiem, co dwójka w sumie kompetentnych aktorów robi w filmie klasy B. Oni chyba też tego nie wiedzą. Liam Neeson, odtwórca roli doktora Marrowa, nie jest ani demoniczny, ani nie nadaje się do roli manipulanta. Po odtwórcy tytułowej roli w Licie Schindlera spodziewałabym się więcej niż nijakiego aktorstwa. Także Catherine Zeta-Jones zawiodła moje oczekiwania. Jak na biseksualną ekscentryczkę była zbyt zwyczajna. Nie sprawdziła się nawet w roli ozdobnika. Jedynie Lily Taylor (u nas mało znana aktorka) wykazała się czym więcej, niż tylko bezładnym miotaniem po ekranie.

W sumie film mógłby być bardziej udany. Pomimo kiepskiej gry aktorskiej, słabej fabuły i zupełnie zaprzepaszczonego zakończenia, Nawiedzony oferuje przynajmniej odpowiednią dawkę grozy i napięcia. Ja jednak wyszłam z kina z uczuciem niedosytu. Film w sumie tylko dla ciekawych lub miłoników gatunku.


Poprzednia strona Spis treści Następna strona