Framzeta: Publicystyka
Pismo SF FRAMLING.   Numer 7   [luty - kwiecień 2000]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


Janusz A. Urbanowicz

Pokolenie GNU:
Idź i ocal świat

Mamy wreszcie ten kapitalizm, o który walczyli nasi dziadowie.

- Stanisław W. Czarnecki


Jest w amerykańskim angielskim taki idiom, właściwie dosłownie nieprzetłumaczalny - "going postal". Ewentualnie możnaby przełożyć go na "pocztowe pójście na całość". Niewiele ma on jednak znaczeniowo wspólnego ze Służbą Pocztową Stanów Zjednoczonych, jak Amerykanie nazywają swój odpowiednik Poczty Polskiej. Bardziej z jej pracownikami. Specyfika pracy (umundurowanie, paramilitarny dryl) przyciąga szczególnych ludzi. Niektórzy z nich nie wytrzymują monotonii pracy i któregoś dnia, zaopatrzywszy się w broń palną (o co w USA nietrudno) wyruszają na miasto by wyrazić swoją nienawiść do świata za pomocą strzelania do przechodniów. Taka kariera ulicznego strzelca kończy się oczywiście dość szybko wraz z przybyciem lokalnej jednostki antyterrorystycznej. To właśnie jest "pocztowe pójście na całość". Jest to chyba w ogóle zjawisko szerzej znane skoro tak pisał Terry Pratchett:

If you are prepared to allow a little craziness to enter your life on a regular basis, you'll never become truly insane. It's the people that sit staring at the television for 17 years that pick up a shotgun and go down the high street.

(Jeśli jesteś przygotowany żeby regularnie wpuszczać nieco szaleństwa do swojego życia, nigdy nie oszalejesz naprawdę. To ludzie którzy przez siedemnaście lat siedzą i patrzą w telewizor, chwytają strzelbę i ruszają na główną ulicę)

Dlaczego tak się dzieje? Stuprocentowo pewnej odpowiedzi nie da się oczywiście udzielić. Może dlatego, że człowiek musi w życiu mieć coś, z czego może byc dumny. Jakieś sukcesy. A jeśli ktoregos dnia budzi się i stwierdza, że całe życie sortował paczki, chodził do biura, albo rozprowadzał po sklepach batoniki (zainteresowanym jak takie życie wygląda polecam wstrząsający reportaż W sales twoje życie opublikowany swego czasu w Magazynie Gazety Wyborczej). Po latach takiego życia (normalnego życia) człowiek nagle budzi się i widzi, że kiedy (ewentualne) wnuki zapytają go co przez całe życie robił - nie będzie miał im co pokazać. Dla niektorych wtedy jedynym wyjściem staje się odejście z tego świata w sposób możliwie widowiskowy.

Z drugiej strony powszechny społeczny konsensus jest taki że praca i ewentualna rodzina to wszystko co dojrzałym ludziom do szczęśliwego życia powinno wystarczać. Oskarża się często fantastykę, a zwłaszcza gry fabularne o eskapizm. Jednakże można w takim razie tak popatrzeć na całą kulturę - zajmując się fikcją (często wyszukaną i nie mam tu na myśli fantastyki) jest ona ucieczką od rzeczywistości. Czasem zagłębienie się w fikcyjny świat przybiera rozmiary porównywalne z wiarą religijną (to zjawisko zaobserwować można zwłaszcza wśrod trekistów). Ludzie opisują zachowania, które można zakwalifikować jako objawy psychologicznego uzależnienia od czytania. I jakoś nie ma poradni odwykowych od książek, a nawet ubolewa się publicznie nad upadkiem czytelnictwa w narodzie.

Idealną sytuacją byłoby, gdyby można stworzyć każdemu świat taki, jaki idealnie odpowiada jego potrzebom. Wtedy nikt nie miałby motywacji żeby z niego uciekać. Chociaż... - o tym też pisał Terry Pratchett w swoim opowiadaniu #ifdef DEBUG world/enough + time

Ktoś może zapytać, czy do tego została stworzona ludzka rasa. Odpowiem: niech mnie diabli jeśli mam pojęcie... Kto może wiedzieć? Nigdy nie wróciliśmy na Księżyc, ani na tę drugą planetę, tę czerwoną. Ale i w Ziemię nie wpakowaliśmy pieniędzy. Dlatego ludzie zwijają się w kłębek i żyją w swoich głowach. [...] Wiecie, kiedy byłem dzieciakiem, wierzyliśmy, że przyszłość będzie chłodna i deszczowa, z wielkimi japońskimi neonami i ludźmi jedzącymi makaron na ulicach. Przynajmniej utrzymywaliby jakieś kontakty, choćby po to żeby faceta na przeciwko poprosić o sos sojowy. Taki żart. Ale to co nastąpiło to Rewolucja Informatyczna. To znaczy że żaden głąb niczego nie wie, i nawet nie wie że nie wie. I po prostu rezygnuje.

(Nowa Fantastyka, 04/1997, tłumaczył Piotr W. Cholewa)

Zresztą - żeby daleko nie szukać - piszę te słowa w pociągu ze słuchawkami walkmana na uszach. Odizolowany od otoczenaia. W autobusie, którym jeżdżę co dzień do pracy normalnym jest widok człowieka ze słuchawkami w uszach zatopiongo w lekturze. Prawie pełna izolacja, - jak u Pratchetta. Ale i tak to, co opisuje Pratchett byłoby lepsze od pracy przy taśmie, czy w McDonald's.

A jeśli nie ma techniki pozwalającej dać każdemu jego świat - pozostaje fikcja. Fantastyka pozwala nam sięgnąć dalej, do krainy 'być może', dalej niż pozwala nam sięgnąć ludzka technika koncentrująca się coraz bardziej na zaspokajaniu potrzeb i ugładkiwaniu mas ludzkich które mogłyby zagrozić warstwom 'wyższym'. 1) Jest jeszcze psychemia, ale ponieważ w wersji nielegalnej bywa szkodliwa, a jej legalizacja może zagrozić zyskom przemysłu dostarczającego legalnej chemii rozrywkowej - prawdopodobnie nigdy nie wejdzie do legalnego użytku (a swoją drogą jakoś nikt nie zastanawia się nad tym że tytoń i alkohol są równie toksyczne jak środki nielegalne).

Już starożytni Helleńczycy odkryli, że człowiek raz na jakiś czas potrzbuje emocjonalnego wybuchu, rozładowania, nazwali to katharsis. O takie katharsis w naszym świecie - w którym człowiek żyje opleciony pajęczyną zależności - trudno.

Chyba że wejdziemy w fantastyczny świat, świat filmu, powieści gry fabularnej czy komputerowej. Tam możemy budować i ratować światy. Zamienić się w lemowskiego twórcę światów na szalkach Petriego.

Ale tam też uczymy się jak czynić nasz świat lepszym. Jak go ratować.

Idź i ocal świat, lub przynajmniej jakiś mały kawałek.2)


1) Nigdy nie zrozumiem, jak można dzielić ludzi na lepszych i gorszych po stanie konta bankowego.

2) W. J. Williams Świadek


Rozpowszechnianie zamieszczonych w piśmie tekstów jest dopuszczalne wyłącznie za podaniem nazwiska autora i źródła (URL)
 

Poprzednia strona Spis treści Następna strona