Framzeta: Recenzja książki
Pismo SF FRAMLING.   Numer 7   [luty - kwiecień 2000]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


15.jpg (20 194 bajty) Joanna Słupek

Sagułki 1)

Ocena: 5

Na polskie wydanie Legend czekałam od chwili przeczytania, że coś takiego właśnie ukazało się za Wielką Wodą. Z początku z ciekawości, później poznałam recenzje i wiedziałam, że po prostu muszę to mieć. Czy można się zatem dziwić, że gdy pewnego pięknego2) grudniowego popołudnia ujrzałam w księgarni opasły, niebieski tom w twardej oprawie bez wahania wyciągnęłam z portfela 70 złotych i zamieniłam na Legendy, sztuk jedną, a po powrocie do domu oznajmiłam rodzinie, że mają już dla mnie prezent pod choinkę3)?

Wykazując się męstwem i silną wolą lekturę odłożyłam do czasu oficjalnego rozpakowania prezentu, ale dzięki temu nie wywoływałam spięć w rodzinie odmawiając udziału w przygotowaniach świątecznych (bo czytam) tudzież nie zarwałam nocy (j.w.) Za to spędziłam czas po Wieczerzy Wigilijnej w najmilszy z możliwych sposób - pogrążona po uszy w lekturze.

Na wszelki wypadek - jeśli jakimś cudem ktoś jeszcze o książce nie słyszał - przypomnę, że jest to zbiór 11 do tej pory nigdzie niepublikowanych opowiadań rozgrywających się w światach znanych cykli fantasy. Każde z opowiadań poprzedzone jest wstępem, którego lekturę odradzam osobom nieznającym danego cyklu - bardzo często jest on tam po prostu streszczony z ogromnymi spoilerami.

Po tym przydługim nieco wstępie pora przystąpić do omówienia zawartości. Poziom zamieszczonych opowiadań jest dość równy - żadnego z nich nie mogę nazwać złym, a najsłabsze z nich zasługuje w pełni na miano poprawnego. Jednak mam swoją ulubioną czwórkę, oto ona w kolejnoci książkowej (w nawiasach podaję tytuł cyklu, do którego opowiadanie należy):

Stephen King  Siostrzyczki z Elurii  (Mroczna Wieża)

Przede wszyskim rzuca się w oczy oryginalny świat wzorowany na Dzikim Zachodzie, jednak z kilkoma dodatkami rodem z fantasy i horroru (w końcu nazwisko autora zobowiązuje :-)). Na dodatek w momencie, gdy czytelnik myśli, że wie już wszystko i zaraz sam dopisze odpowiednie zakończenie okazuje się, że King trzymał w zanadzrzu jeszcze jedna niespodziankę. Stanowczo zachęca do lektury Mrocznej Wieży, jakby tylko jeszcze istniało tłumaczenie...

Terry Pratchett  Rybki małe ze wszystkich mórz  (Świat Dysku)

Przyznam się bez bicia, że to opowiadanie przeczytałam na początku. O ile trudno mi ocenić odbiór kogoś, kto nie zna żadnych opowieści rozgrywających się na Dysku, to twierdzę, że miłośnicy twórczości Pratchetta nie będą zawiedzeni. Podpowiem tylko, że jest to jedyna okazja aby się przekonać, jak wygląda serdeczność i uprzejmość w wykonaniu Babci Weatherwax ... i jakie wrażenie robi na otoczeniu.

Orson Scott Card  Szeroko uśmiechnęty mężczyzna  (Opowieść o Alvinie Stwórcy)

Od razu hurtem się przyznam, że ten cykl i kolejny czytałam - bedzie krócej. A co do samego opowiadania, to alternatywna historia Davy'ego Crocketta wywołała na mojej twarzy nic innego tylko właśnie szeroki uśmiech. I w niczym mi nie przeszkadzało, że tak naprawdę O Davym Crockecie wiem tyle, że jest modelowym pionierem z czasów budowania Ameryki... :-)

George R.R. Martin  Błędny rycerz  (Pień lodu i ognia)

Na koniec perełka. Mogłoby się wydawać, że Silverberg poprosił o opowiadanie ze świata Pieni lodu i ognia na wyrost - w końcu w czasie, gdy antologia powstawała istniał tylko jeden tom sagi. Jednak na pewno nie było to pomyłką. Martin odłożył na bok i tak już spóźniony tom drugi i napisał wspaniałe opowiadanie. Z opinii innych wiem, że po lekturze Błędnego rycerza sięgną po Grę o tron (recenzję powieści zamieścilimy w 3 numerze Framzety). I nie zawiodą się. Mało jest pisarzy, którzy potrafią tak całkowicie wciągnąć w stworzony przez siebie świat.

Opowiadań spoza mojej ulubionej czwórki omawiać nie będę, powtórzę tylko, że nawet najsłabsze z nich nie jest dla mnie powodem do obniżenia oceny całoci. Pozostaje nam tylko czekać na wydanie przez Prószyńskiego i S-kę zapowiadanej na ten rok siostrzanej antologii Silverberga Far Horizons poświęconej tym razem najlepszym cyklom SF. Obawiam się tylko, że z powodu różnych wydawców nie da się obu tomów postawić obok siebie - a tak ladnie mogłyby wyglądać...

Na zakończenie warto dodać, że przy okazji wydania Legend okazało się, że czytelnik jest gotów zapłacić za książkę wcale nie najmniejszą cenę, jeśli tylko w zamian dostaje produkt wysokiej jakości, zarówno co do treści jak i wykonania. Według słów przedstawiciela wydawcy Legendy sprzedają się porównywalnie, jeśli nie lepiej od innych oferowanych przez Rebis tytułów.

1) Sagułki = Sagi w pigułkach. :-)

2) Tak naprawdę nie pamiętam, jaka była pogoda, ale popołudnie było piękne, bo do księgarni przywieźli Legendy :-)

3) Uzyskując w ten prosty sposób zwrot poniesionych kosztów, choć i bez tego absolutnie nie żałowałabym zakupu.


Robert Silverberg (red.) Legendy (Legends)
Rebis 1999
ISBN: 83-7120-822-7


Rozpowszechnianie zamieszczonych w piśmie tekstów jest dopuszczalne wyłącznie za podaniem nazwiska autora i źródła (URL)
 

Poprzednia strona Spis treści Następna strona