|
|
|
Bardzo lubię Romana Polańskiego. Jego filmy oglądam zawsze z niekłamaną przyjemnością i jak dotąd nigdy się na nich nie zawiodłem. Gdy więc zobaczyłem plakaty jego najnowszego filmu Dziewiąte wrota z Johnny'em Deppem w roli głównej, natychmiast pognałem do kina. Tym szybciej, że zarys fabuły rokował jak najlepiej. Depp gra tu człowieka poszukującego książki, która stanowi bramę do piekła - tytułowych "Dziewiątych wrót". A Polański przecież doskonale czuje się w takich klimatach i ma już odpowiednią wprawę (Dziecko Rosemary). Niestety tym razem coś nie zagrało - nie da się ukryć, że film arcydziełem nie jest. Więc pozwolę sobie szybciutko przejść do wyliczenia wad, aby na zakończenie wywrzeć dobre wrażenie przedstawieniem zalet. Uważam bowiem, że mimo wszystko film wart jest obejrzenia. Główną wadę stanowi scenariusz. Na początku wszystko rozwija się jak należy, ale później zaczynamy odnosić wrażenie, że twórcy nie mogli się zdecydować, czy kręcą horror czy jego parodię. Potężnym gwoździem do trumny jest końcówka, którą naprawdę trudno traktować poważnie. Długi czas próbowałem zgłębić "co autor chciał powiedzieć" przez takie, a nie inne zakończenie, ale nadal jest to dla mnie zagadką. Ale może po prostu nie dorosłem. Gorzej, że niektóre inne rozwiązania urągają nawet mojej inteligencji. Bardzo nie lubię sytuacji, kiedy coś jest jasne jak słońce od kwadransa, a reżyser nagle pochyla się z porozumiewawczym uśmiechem i woła: "Wyobraź sobie, że to znaczy to i to. Nigdy byś nie zgadł, prawda? " Nie lubię, gdy traktuje się mnie jak 'amerykańskiego zjadacza hamburgerów', któremu trzeba wszystko łopatologicznie wyjaśnić. Mam wtedy wrażenie, że film nie do mnie jest skierowany. Smutne, że spotkało mnie coś takiego właśnie ze strony Polańskiego.
Cóż więc ratuje ten film? Klimat, nastrój - jakkolwiek to nazwać, Polański jest w tym mistrzem. Dziewiąte wrota są nie mniej zakręcone od jego poprzednich filmów. Jeśli ktoś tak jak ja lubi specyficzną atmosferę przenikającą dzieła tego reżysera, nie będzie chyba zawiedziony. Polański jak nikt umie wzbudzić w widzu niepokój i utrzymać go przed ekranem nawet pomimo mielizn scenariusza. W Dziewiątych wrotach ma dodatkowego sprzymierzeńca w postaci autora muzyki. Kompozycje Wojciecha Kilara są naprawdę znakomite i wspaniale współgrają z obrazem, pomagając budować nastrój niesamowitości. Na koniec małe wyjaśnienie dla tych, którym nazwisko Polański nic nie mówi. Mimo, że tematyka filmu każe umieścić go w przegródce 'horrory', nie ma on wiele wspólnego z różnymi koszmarnymi wiązami i trzynastymi piątkami. Miłośnicy oglądania ludzkich (bądź nieludzkich) wnętrzności i temu podobnych wrażeń powinni udać się pod inny adres. Dziewiąte wrota mogą się okazać dla nich zbyt subtelne.
|