|
|
|
Zastanowi was zapewne, dlaczego w piśmie takim jak Framzeta znalazła się recenzja Toy Story 2, filmu skierowanego do dziecięcej widowni i raczej nie uznawanego przez większość za należący do kanonicznej fantastyki. Odpowiedź będzie brzmiała - po prostu nie mogło zabraknąć miejsca we Framzecie dla niego miejsca. Nikt nie zaprzeczy, że jest to fantastyka (w końcu chodzące i mówiące samodzielnie zabawki nie należą do codziennych zjawisk), a w dodatku to naprawdę znakomity film, lepszy, o dziwo, od części pierwszej. A poza tym, chyba najbardziej w tym roku niedoceniony i chociażby dlatego warto jest go wszystkim polecić. Dodać jeszcze należy, że może on się równie spodobać dzieciom jak i dorosłym, o co w kinie nie łatwo, a wyraźne ukłony w kierunku miłośników fantastyki będą dla nich dodatkowym smaczkiem. Pierwsza część Toy Story zasłynęła tym, że została całkowicie stworzona przez grafikę komputerową. Na szczęście poszedł za tym inteligentny i zabawny scenariusz, a także świetnie zarysowane (przenośnie i dosłownie) postacie zabawek, dzięki czemu film zbierał zasłużone pochwały. Część druga kontynuuje wątki z pierwszego Toy Story, spotkamy też wszystkie znajome postacie: szeryfa Chudego, astronautę Buzza Astrala (tym razem jednak dużo pewniej stojącego na ziemi, co nadal nie odbiera mu uroku), jamnika Cienkiego, pana Bulwę, dinozaura Rexa i innych, dużo aktywniejszych niż w części pierwszej i jeszcze ciekawiej ukazanych. Ale pojawiają się też zupełnie nowe zabawki, które odegrają znaczącą rolę. Fabuła filmu jest tym razem dużo bardziej złożona niż w części pierwszej, z kilkoma naprawdę zaskakującymi zwrotami akcji. Więcej jest też wyśmienitego humoru (polecam zwłaszcza scenki 'z kręcenia' pojawiające się w czasie napisów końcowych) i dla dzieci, i dla dorosłych. Ale, co jest zaskakujące, Toy Story 2 jest również sentymentalny, momentami wręcz smutny i chwytający za serce. Każde dziecko prędzej czy później dorośleje i dawne ulubione zabawki w końcu muszą trafić na strych, na wyprzedaż lub nawet jeszcze gorzej. Zabawki w Toy Story zdają sobie z tego sprawę, ale ostateczna refleksja jest jednak optymistyczna - nieważne co będzie później, cieszmy się tym co mam teraz, a w przyszłości, może się wszystko zdarzyć. Może pojawi się nowe dziecko, dla którego stare zabawki znów staną się tymi ukochanymi. Tym niemniej, na pewno wielu starszych widzów z nostalgią i nieśmiałym poczuciem winy wspomniało swoje wyrzucone zabawki, słuchając ślicznej i smutnej piosenki When she loved me.
Na pochwałę zasługuje też, podobnie jak w części pierwszej, bardzo dobry dubbing, co w Polsce zdarza się bardzo rzadko. Jeśli z bliżej niewiadomych powodów wstydzicie się iść sami na ten film, bierzcie za rękę pierwsze znajome dziecko i idźcie zobaczyć Toy Story 2. Na pewno będziecie się razem dobrze bawić. A jeśli (tak jak ja), nie znacie takiego dziecka, nie krępujcie się iść sami, nie zważając na zdziwione spojrzenie bileterki. Warto.
|