|
|
|
Rozmawiamy w malutkim mieszkanku na Grochowie. Rozmowę obserwuje wielki czarny kot, Traktor. Wywiadowca Alex: Najpierw chciałbym porozmawiać o CyberJoly Drim. Czy możesz opowiedzieć historię tego opowiadania, skąd ono się wzięło - wiem, że były jakieś zawirowania z jego publikacją. Nina Liedtke: Skąd ono się wzięło? Z rozmów z ludźmi na newsach, po prostu, z historii opowiadanych przez ludzi na niektórych grupach i w prywatnych mailach. Jak się słucha któryś raz z kolei jakiejś historii to w pewnym momencie człowiek dochodzi do wniosku, że ma do czynienia ze sprawą ważną, istotną i ogólnoludzką i trzeba o tym napisać. WA: Jaka to sprawa? NL: Miłość. Miłość, która rodzi się w Sieci, i która zbliża ludzi. I później różne historie z tego wynikają. WA: Napisałaś to opowiadanie i co z nim było dalej? NL: Wrzuciłam je na swoją stronę, ono tam sobie było. Ja byłam bardzo zadowolona, że ono tam jest. Po czym zaczęły się naciski, żeby je opublikować. I były historie z tym, gdzie by je opublikować. Zacznijmy od tego, że dla mnie nie było szczególnie istotne to, żeby ono się ukazało w postaci drukowanej. Bo to jest opowiadanie o Sieci, o ludziach z Sieci, napisane dla ludzi z Sieci. Dostawałem e-maile od samego początku jak się ukazało na mojej stronie, dostaję je do dzisiaj. Wczoraj kurczę dostałam e-maila od kogoś kto odkrył je właśnie i jest szczęśliwy. Jakoś to do ludzi z Sieci trafia i... ono było po to. Dla ludzi z Sieci. Z opublikowaniem w wersji papierowej było mnóstwo problemów które pojawiły się później - a bo kto to zrozumie spoza Sieci, a bo hermetyczny język, z tym, że to w ogóle było zabawne dlatego, że z jednej strony język jest, dla ludzi którzy cokolwiek wiedzą o komputerach, wręcz prymitywnie prosty, natomiast dla ludzi którzy nie wiedzą nic, jest to w ogóle czarna magia. Hermetyczny tak, że szkoda słów. WA: Ja się spotkałem z opinią, że dla ludzi spoza Sieci, to wygląda jak wymyślona sceneria, ten język Sieci, więc nie można chyba powiedzieć, że to jest hermetyczne. NL: Nie wiem. Elementów SF jest tam generalnie niewiele, jest to historia o Sieci jaką znamy, bardzo mocno w Sieci osadzona. Ale to afera z publikacją cię interesuje. Pierwsze co mi w ogóle przyszło do głowy to opublikować to w Fenixie. Z powodów oczywistych - pisałam do Hitalii, znałam Jarka Grzędowicza i bardzo go lubię, i to było dla mnie oczywiste. Z tym, że jego wtedy nie było chyba, były jakieś hece, że nie można się było z nimi dogadać, już w tej chwili nie pamiętam szczegółów. Ale w każdym razie wiem, że Jarek był nieosiągalny, coś się działo z Fenixem, natomiast naciski były szalone - opublikować natychmiast, opublikować. Jak tak parę osób się na mnie rzuciło to ja z lekka zgłupiałam - bo mówili "opublikować w Nowej Fantastyce - jest Przemuś Piotrowski, wystarczy go przez Sieć poprosić". No skoro wystarczy przez Sieć poprosić... Gdybym musiała iść normalnie, to pewnie nie było by w ogóle tego incydentu z Nową Fantastyką. Przemuś Piotrowski przedstawił to Maćkowi Parowskiemu i po jakimś czasie dowiedziałam się, że nie zostanie opublikowane w Nowej Fantastyce ponieważ jest za długie. To były wszystkie powody jakie do mnie dotarły, oficjalnie przekazane przez Przemusia ze strony Maćka Parowskiego. I jeszcze dowiedziałam się, że Maciek Parowski planuje wydanie jakiejś antologii cyberpunkowej w której być może chętnie by widział CyberJoly Drim. z tym, że nie było mowy o żadnych terminach ani niczym konkretnym więc jeszcze dla pewności spytałam Przemusia czy to znaczy, że w tej chwili Maciek Parowski chce ode mnie kupić prawa dla tej antologii, dowiedziałam się że nie i to tyle jeżeli chodzi o Nową Fantastykę. Następnie Jarek Grzędowicz stał się osiągalny, zadzwoniłam do niego, umówiłam się, że prześlę do niego opowiadanie mailem, przesłałam mailem, potem zadzwoniłam do niego, zapytałam czy przeczytał, nie przeczytał, powiedziałam mu żeby przeczytał, obiecał że przeczyta na za dwa dni, co faktycznie zrobił, no i powiedział, że okay. Domagał się jakichś zmian, paru zmian, ja zdecydowanie i stanowczo się temu oparłam, powiedziałam, że żadnych zmian nie będzie, i po jakimś czasie puścił to bez żadnych zmian. WA: A co chciał zmieniać? NL: Chciał, żebym jakoś jaśniej napisała zakończenie, dlatego, że twierdził, że absolutnie nikt nigdy w życiu nie zrozumie, co tam się stało. I jeszcze chciał, żeby poskracać. Z tym, że chciał żeby poskracać rzeczy które podobały się ludziom z Sieci. Ta taka otoczka. A w sumie nie chodziło o to, żeby została tylko historyjka miłosna, bo historyjka to był tylko pretekst żeby trochę sobie pogadać o Sieci. No i głównie z tego powodu się oparłam tym wszystkim zakusom. Po jakimś czasie przetrawił to, puścił jak było. Jarek Grzędowicz zawsze był rozsądnym facetem, jak mu się przetłumaczy, jak otrzyma odpowiedź na swoje merytoryczne zarzuty, która go usatysfakcjonuje, to nie kłóci się - co znamy z Sieci - po to żeby dowieść, że miał rację, tylko daje się przekonać. To jest bardzo miłe, bardzo go za to cenię. WA: Na tym historia się nie skończyła bo dostałaś nagrodę? NL: Dostałam nagrodę. WA: Jak to wyglądało dla Ciebie? NL: Super w ogóle. Bo jeżeli chodzi o kwestie publikacji, to było takie, z uwagi na założenia tego opowiadania, taki dodatek, który nie za bardzo mnie dotykał. Natomiast nagroda sieciowa, w kontekście tematyki tego opowiadania jest szczególna i cieszę się z niej cholernie, co tu dużo mówić. WA: Teraz standardowe pytanie - zamówione przez redakcję: dalsze plany pisarskie. NL: Z dalszymi planami pisarskimi to jest tak, że wszyscy się ciągle wypytują, a jednocześnie to jest na tej zasadzie: napisz szybko, i żeby było jeszcze lepsze niż CyberJoly Drim. Więc jest ogromna presja. W związku z czym dalsze plany mam, przyjdzie czas, to będą. WA: Ten czas to jest rok, pięć lat, pół roku? NL: Fabuła jest wymyślona, wszystko jest już wymyślone, potrzebuję tak zwanej iskry Bożej, która pozwoliłaby mi to wszystko napisać w taki sposób, żeby zagrało. Bo jak wiadomo, fabuła, bohaterowie i tak dalej to jeszcze nie wszystko. Może to być jutro. WA: Czyli kiedy przyjdzie Muz, będzie opowiadanie? NL: Tak. WA: Czy nie boisz się, że zostaniesz 'autorką jednego opowiadania'? Takich autorów w polskiej fantastyce było trochę. NL: Tak, tego w tym momencie się boję. Jest presja ogromna, można napisać, nie ma wielkiego problemu, usiąść i trzepnąć w ciągu weekendu kilka takich opowiadanek, jakie ukazują się ostatnio w NF, Księżyc na plaży Pawła Solskiego, na przykład. Tylko po co? WA: To już zależy chyba od "strategii pisarskiej"? NL: Dokładnie. W związku z tym wolę być autorką jednego opowiadania dobrego, niż autorką pięćdziesięciu gniotów. WA: Zdecydowana odpowiedź. NL: Jeżeli uznam, że to co napiszę następne jest co najmniej takie dobre jak CyberJoly Drim to pojawi się na Sieci, jeżeli nie to nie. Bo pisze sporo takich rzeczy dla znajomych, drobiażdżków, które się do publikacji nie nadają, i się ich nie publikuje. I tyle. Pisanych dla zabawy, dla rozrywki. Dla przyjemności piszę. WA: Mam pytanie o drugie opublikowane na Sieci twoje opowiadanie, o Psychikę Ofiary, jakie miałaś o nim opinie? NL: Ono jest chyba mało znane. Każdy kto czytał, mówił, że mu się podoba. WA: Mi też się podobało. Jako autorka pisząca dla Sieci i o Sieci, co myślisz o publikowaniu literatury w Sieci w ogóle?
WA: Mówisz, że uważa się Internet za gorsze medium. Kto 'się'? NL: Oczywiście dziennikarze zawodowi z tych papierowych czasopism, które zaczynają postrzegać Sieć jako konkurencję dla siebie. Takie mam wrażenie. Bo może się mylę w tej chwili, ale generalnie media papierowe, zarówno gazety, jak telewizja i radio, są taką jednostronną tubą. Po jednej stronie stoi, nadaje ten ktoś, człowiek, redaktor, dziennikarz, który ma władzę i który ma prawo głosu, ma tę tubę, a po drugiej stronie są biedni szaraczkowie, oni są oczywiście prymitywni i głupi, co szczególnie widać jeżeli chodzi o publikacje o Sieci, dlatego że Sieć... od ilu lat już funkcjonuje u nas w Polsce? Ty pewnie będziesz lepiej wiedział. WA: Internet ma ponad trzydzieści lat, w Polsce dobiega dziesięciu. NL: Powiedzmy że od momentu jak Tepsa uruchomiła bezpłatny numer dostępowy to stała się ta Sieć dostępna pod strzechami. WA: Trzeba wziąć poprawkę na to, że WWW istnieje osiem lat. NL: Powiedzmy że od pięciu lat zaistniał w naszym kraju Internet. Od trzech, każdy powinien wiedzieć mniej więcej co to jest. W telewizji widać adresy internetowe, byle programik, byle losowanie totka podaje swoją stronę, natomiast jak się napotyka jakikolwiek artykuł o Sieci w gazetach, zawsze jest to na poziomie wprowadzenia. Dziennikarze jakby boją się cokolwiek napisać bez definiowania podstawowych pojęć, bez robienia krótkiego wprowadzenia co to w ogóle jest Sieć, co to w ogóle jest e-mail. Zanim przejdą do rzeczy jest najpierw elementarz. Ileż tych elementarzy może być na litość boską? Z jednej strony traktują swoich czytelników, jakby w ogóle nie mieli bladego pojęcia o tej Sieci, z drugiej, piszą ... mało tego czytam, muszę się przyznać, bo nie wiem po co miałabym coś takiego czytać, ale to co mi wpada w oko to jest takie właśnie dziwne. Natomiast wypowiedzi na temat Sieci, literatury w Sieci, są takie dosyć - no z jednej strony wielkie wspaniałe cudowne, z drugiej - jednak to nie jest to, co my tutaj od dawna, ta prawdziwa kultura, wysoka, to wszystko może się odbywać tylko tymi torami które są od dawna ustalone. WA: Czy uważasz ze Sieć, Internet wytworzył swoją kulturę? NL: O, i to jaką! WA: Jaką? NL: Musimy skonkretyzować, czy Sieć jako taka - o tym chyba nie można mówić, trzeba oddzielić usługi, co innego Usenet, co innego IRC, co innego WWW. Ja najbardziej siedzę na Usenecie, na IRC właściwie okazjonalnie, strony WWW oczywiście oglądam - jak chyba wszyscy. W Usenecie to widać, bardzo widać. Styl. Subkultury. Ocenia się ludzi - tak jak w realnym życiu, ocenia się ich na podstawie wyglądu, zachowania; w ciągu pierwszych iluś tam minut dostajemy mnóstwo informacji pozawerbalnych, po których oceniamy człowieka. Tak samo w Usenecie dostajemy mnóstwo informacji o tym człowieku poza wypowiedzią. Jakiego czytnika używa, jaki ma adres e-mailowy, jaką ma sygnaturkę. Po wypowiedzi można się też zorientować do której 'frakcji' należy: czy to jest jakiś nowicjusz który nie ma bladego pojęcia, należy do 'plebsu' używającego Outlooka, podpisującego się tylko ksywkami, itd. To są oczywiście stereotypy, ale czymże innym posługujemy się w Realnym Życiu? Też stereotypami. Wcale nie jest powiedziane, że człowiek w dresie adidasa to jest ćwierćinteligent który wszystkich morduje, to może być bardzo inteligentny człowiek który idzie na trening po prostu. I tak samo człowiek który używa Outlooka i źle cytuje to może być doktor habilitowany jakiejś dziedziny, szalenie inteligentny człowiek, z którym rozmowę poczytywalibyśmy sobie za zaszczyt. I w ogóle jak się zaczynamy wczytywać w ten jego tekst to już to zauważamy i w tym momencie spychamy na margines te obserwacje, że to jest Outlook, i że on w ogóle źle sformatował tego posta, ale są to takie pierwsze wrażenia i one w Sieci jak najbardziej istnieją, w Usenecie. Jak jest na IRC trudno mi powiedzieć. Bywałam na kanałach szalenie elitarnych w towarzystwie ludzi tak kulturalnych, których poza tym znałam z realnego życia, więc trudno tu mówić cokolwiek o tego typu ocenach. Ale przypuszczam, że jest podobnie, że ci którzy siedzą na IRC, również posługują się tego typu stereotypami, również mają opanowane swoje metody szybkiej oceny ludzi z którymi się spotykają, również rozpoznają kto należy do której frakcji itd. WA: Chciałem jeszcze zapytać jak znalazłaś Sieć, jak Sieć znalazła Ciebie, jak to się zaczęło? NL: Początkiem wszystkiego był Fenix i Hitalia. Zaczęłam pisać do Hitalii, później okazało się, że opóźnienia w druku są tak duże, że praktycznie uniemożliwiają sensowną akcję, więc trzeba się spotkać z innymi graczami. Spotkaliśmy się, i jak się spotkaliśmy to okazało się, że najlepiej by było jakbyśmy się porozumiewali przez Internet. Na początku nie miałam swojego dostępu, swojego konta, nic zupełnie, natomiast miałam znajomego - Przemka Brojewskiego, pisałam na dyskietkach, w plikach tekstowych to co miałam do napisania na listę Hitalia, Przemek to nosił, wysyłał na listę, przynosił mi listę zgraną na dyskietki. I takie były moje początki. To znaczy nie liczę tutaj BitNET-u który był nieco wcześniej... WA: BitNET też był Siecią. NL: Tak, ale ja wtedy odkryłam tylko e-maile i tylko e-maile służbowe. I to przeszło, tak bez echa specjalnego. WA: Jeszcze takie pytanie które mi uciekło wcześniej: mówisz, że piszesz dla rozrywki, pisałaś dla Hitalii, a CyberJoly Drim to było strasznie dojrzale napisane opowiadanie. Nie pisałaś żadnych większych form przedtem? NL: Nie. Dużo różnych rzeczy zaczętych, poza tym... zabawa. Zabawa to jest np. PBeM w którego teraz gram, takie rzeczy. Grupy dyskusyjne. Psychika Ofiary to jest efekt dyskusji, w której najzwyczajniej w świecie zabrakło mi argumentów, nie mogłam przekonać człowieka, z którym dyskutowałam, to napisałam opowiadanie które go obezwładniło i więcej nie dyskutował. To znaczy - na temat kary śmierci. Bo na inne tematy, Bogu dzięki, wciąż dyskutujemy. Potrzebuję impulsu żeby zacząć pisać. Pisanie jest to rzecz męcząca, zabierająca dużo czasu, stresująca, ja głęboko współczuję pisarzom zawodowym. Może oni inaczej do tego podchodzą, ale mnie to musi sprawiać radość, przyjemność. Katować się po to żeby dla prestiżu, czy nie daj Boże dla pieniędzy, to tego sobie za bardzo nie wyobrażam. WA: Mówisz że pisanie to ciężka praca, a piszesz bardzo dużo na Usenet, to dla Ciebie nie jest ciężką pracą? Te starannie opracowane postingi? NL: Usenet to nie jest pisanie... Robię straszne literówki, co można zaobserwować tylko na IRC, natomiast zanim wyślę na Usenet, zdając sobie z tego sprawę, czytam swój posting z pięć razy. Przy okazji się wygładza. WA: Mam też na myśli treść, cytowania, wygląda to na straszną ilość pracy włożoną. NL: Używam dobrego czytnika który takie rzeczy robi automatycznie. WA: Jakiego? NL: Forte Agenta. WA: Mi chodzi też o to, że potrafisz dyskutantowi wyciągnąć pięć postów wstecz, i skompilować żeby mu udowodnić że się myli. To jest dużo pracy. NL: Dziesięć minut. Udowodnienie tego samego bez cytowań - godzina, czasem więcej.To przecież dlatego czasem się mówi, że w normalnym życiu brakuje nam możliwości przytaczania dokładnych cytatów. WA: Jeszcze taka rzecz - mówisz że CyberJoly Drim jest fantastyką pretekstową, ale jesteś dość aktywną fanką fantastyki? Jak długo jak dawno, jak to się zaczęło? NL: Jak długo, jak dawno, to pewnie ty będziesz wiedział, bo ja oczywiście dat nie pamiętam. Harry Harrison, Planeta śmierci, Marek Oramus Senni zwycięzcy. WA: Połowa lat osiemdziesiątych. NL: To są dwie książki które pamiętam... Każdy czyta jakieś tam opowiadania, książki które można zaliczyć do fantastyki, ale które niekoniecznie trzeba. Czyta się to bardziej jak bajki - Podróże Gulliwera, tego typu rzeczy. Natomiast to były dwie pierwsze książki które przeczytałam świadomie, wiedząc że to jest fantastyka, i że to jest ten gatunek literatury, na który będę w przyszłości zwracać uwagę, bo warto, bo to jest coś wspaniałego. WA: Tak się zaczęło, a później? NL: Tak się zaczęło. Później było wszystko co było w bibliotece miejskiej. WA: Jesteś czytelniczką NF, od jak dawna? NL: Od początku. Miałam gdzieś pierwszy numer ale mi przepadł. WA: Jeszcze takie pytanie: grasz w PBeM-a, śledzisz pl.rec.gry.rpg, jak odbierasz RPG i to co się z nimi wiąże? NL: Uważam że to jest wspaniała zabawa. Przede wszystkim dlatego, że jest interaktywna. To nie jest bierna konsumpcja jak czytanie książek, oglądanie filmów. I jestem tym zachwycona. WA: W co grasz? NL: W Wampira: Maskaradę. WA: Normalnie czy przez pocztę? NL: Przez pocztę. Jedną sesję rozegraliśmy na żywo. Oczywiście gram z odpowiednimi ludźmi, a niestety odpowiedni ludzie mieszkają na kilku przeciwległych krańcach Polski. Aczkolwiek chętnie bym zagrała, jakbyś prowadził jakąś sesję <uśmiech do wywiadowcy>. WA: Czemu nie. A co myślisz o tej nagonce na RPG, RPG jako satanizm, i satanizm. I czy miałaś zarzuty że CyberJoly Drim propaguje satanizm? NL: Nie. Tych zarzutów akurat nie było nigdy. Wydaje mi się, że kto nie przeczytał opowiadania, nie ma powodu żeby mi to zarzucać a kto przeczytał, wie, że satanizm jest przedstawiony jako element scenografii. I jest to ten odłam satanizmu filozoficznego który naprawdę trudno połączyć z czymkolwiek niebezpiecznym. WA: A który to jest odłam? Bo chyba nie ma tego wyraźnie napisanego? NL: Jest wyraźnie napisane, są odwołania do LaVeya, poza tym są odwołania do Kluczy Henochiańskich, które są tak głęboko humanistyczne w swej wymowie, że naprawdę... Z tym zarzutem nie spotkałam się nigdy, aczkolwiek były takie głosy na liście SF-F, kiedy były rozważane przeróżne powody, dla których CyberJoly Drim być może nie zostało opublikowane w Nowej Fantastyce - pojawiło się takie przypuszczenie, że może przez ten satanizm. Ale to na zasadzie, że a może przez plamy na Słońcu. A jeśli chodzi o gry, RPG łączone z satanizmem, straszliwymi zagrożeniami dla samych graczy - mi się wydaje że to wszystko jest jedno wielkie nieporozumienie, coś w rodzaju walki z czasopismami pornograficznymi. Walka ze wszystkim co jest inne, nowe, czego 'za naszych czasów nie było więc młodym jest niepotrzebne'. Trudno mi się na te tematy wypowiadać, ale uważam że to wszystko jest chore, te nagonki, natomiast gry są zdrowe i wspaniałe. WA: Powoli kończąc: co uważasz że czytelnicy powinni wiedzieć o osobie która napisała CyberJoly Drim? NL: A powinni w ogóle coś wiedzieć? WA: Jeśli jesteś wyznawczynią teorii, że dzieło ma się bronić samo, to nie powinni, natomiast jeżeli zgadzasz się z Wojciechem Orlińskim, że dzieło należy rozważać w kontekście życia jego autora, trzy słowa by się przydały. Sama zadecyduj. NL: Jeżeli ktoś tak jak Wojtek Orliński sądzi że powinien coś wiedzieć o autorze to wystarczająco wiele może dowiedzieć się o mnie w Usenecie, oraz na mojej stronie. Jestem osobą z Usenetu. WA: Myślisz czasem o sobie jako o obywatelce Sieci? NL: Tak. WA: Bliższa Sieć niż...? NL: Bardziej się identyfikuję z Siecią niż z jakąkolwiek społecznością do której należę w tak zwanym Realnym Świecie. Śieć jest bardziej czysta. WA: W jakim sensie? To nie jest dla mnie jasne. NL: Można się spotkać z bezinteresownymi działaniami. Jest jedna piękna rzecz: można zacząć coś robić dlatego że się chce, po prostu po to żeby było, można znaleźć ludzi którym również ta idea się podoba, zrobić to z nimi razem, po czym powiedzieć 'do widzenia', rozejść się, a to coś zostaje. W realnym świecie z czymś takim trudno się spotkać, są jakieś wielkie akcje charytatywne, ale to są rzeczy dużo cięższej wagi. W Sieci można zrobić rzeczy małe, drobne, cieszące, z innymi ludzmi, bez wdawania się w kwestie finanansowe, bez rozważania czy z tym kimś można, czy on się nadaje, żeby coś wspólnie zrobić. To mi się wydaje unikalne. Jedna z niewielu rzeczy unikalnych, bo Sieć jest w sumie bardzo podobna do realnego świata, ale są takie perełki. WA: Co masz na myśli z takich wspólnych rzeczy, czy możesz podać jakiś przykład? NL: Ja nie jestem programistką, tutaj oczywiście przychodzą do głowy przede wszystkim programy pisane z 'potrzeby serca', że się tak wyrażę. To było od lat znane w środowisku Unixów, a ostatnio pojawił się taki program Hamster - serwer poczty i newsów - dla Windows i teraz 'windziarze' również mogą to docenić. Więc przede wszystkim od lat znane są 'wspólne' programy, ale to mogą być rzeczy zupełnie malutkie, np. ostatnio robię taką stronę z kolekcją sygnaturek ascii-artowych z polskich newsów, które zbieramy razem z Michałem 'Orrem' Daszkowskim - to znaczy Orr bardziej zbiera, napisał nawet specjalny skrypt 'Sighunter', który przeczesuje grupy newsowe, a ja oprawiam to w HTML. I spotykam się z bezinteresowną pomocą ze strony ludzi którzy ot tak po prostu stwierdzili że to jest fajne i chcą pomóc. Na przykład Tomek 'tsca' Sienicki wykonał całe mnóstwo roboty, przysłał mi kupę GIF-ów z opisami, których nawet jeszcze nie zdążyłam na tę stronę wrzucić, w każdym razie, solidny kawał roboty wykonał. Ze trzy wieczory mu to zajęło najmarniej, po prostu dlatego że uznał że warto. A rzecz jest drobniutka i nie ma porównania z tymi wielkimi akcjami w realnym życiu które skupiają obcych ludzi. WA: A co jest dla Ciebie w Sieci najważniejsze? NL: Ludzie. To nie ulega wątpliwości. Nowicjusze, którzy znają Sieć od niedawna, zachłystują się jej "magią" i takimi tam... Dla mnie wystarczająco wiele magii jest w samym tym, że Sieć umożliwia codzienny, 'żywy' kontakt z ludźmi, którzy mieszkają daleko. Za daleko, żeby gadać z nimi przez telefon, a papierowe listy są zbyt niewygodne, no i długo idą. Do tego wniosku, że najważniejsi są ludzie, doszłam już dawno, kiedy zastanawiałam się, co by było, gdyby jutro Sieć zniknęła. Usenet przepadłby, niestety, razem ze swoim folklorem, no i ta możliwość robienia czegoś wspólnie z obcymi ludźmi też... Kilka znajomości łatwo byłoby podtrzymać - chodzi o ludzi, którzy mieszkają w Warszawie. Ale akurat Marcin Sieńko - Simon z Hitalii i Narrator tego wampirkowego PBEM-a, no i przyjaciel - mieszka w Żarach. Bez Sieci... byłoby ciężko. WA: I ostatnie pytanie: jak się czujesz, gdy CyberJoly Drim otrzymało nominację do Nagrody im. Janusza A. Zajdla? NL: Szczęśliwa :-). WA: Kończąc, gratuluję, i dziękuję za rozmowę. NL: Ja też dziękuję i pozdrawiam czytelników Framzety. Z ostatniej chwili: CyberJoly Drim zostało nominowane również do Srebrnego Globu - nagrody sf-f przyznawanej przez Asocjację Polskich Pisarzy Fantastycznych. |