|
|
|
Najgorsza sprawa, jaka może spotkać człowieka, to stracić mózg. Zawsze myślałem, że do sprawnego posługiwania się siecią potrzebne jest trochę pomyślunku - ostatnie wydarzenia pokazały jednak, że się myliłem. Dzieje się tak zwykle wtedy, gdy nie doceniam ludzkiej głupoty. O co mi chodzi? O kradzież i paserstwo. A czemu piszę o tym na łamach Framzety? Bo tu chodzi właśnie o Framzetę i kradzież dóbr intelektualnych. Otóż, coraz częściej się zdarza, że w swojej skrzynce pocztowej znajduję e-maile od znajomych (mniej lub bardziej) osób, które forwardują mi "zajebiste teksty", jakie dostali od swoich znajomych. Zwykle te "zajebiste teksty" są rzeczywiście naprawdę fajne. Szkoda tylko, że już je gdzieś czytałem. Zgadnijcie, gdzie? Tak jest! We Framzecie! Najczęściej jednak muszę się tego sam domyślać. Czemu? Bo jeszcze nigdy nie było podane: skąd jest dany tekst wzięty i kto jest jego autorem. To się nazywa kradzież. A co to jest paserstwo? Jest to czerpanie zysków z kradzieży. "Ale, jak to?" - zaraz podniosą się głosy - "Ja tylko wysłałem ten tekst koledze!" Widzisz, matołku, to, że wysłałeś ten tekst koledze, było złe (rozpowszechnianie części Framzety bez zgody Redakcji), to, że wysłałeś ten tekst, wycinając uprzednio autora i źródło tekstu, było bardzo złe (kradzież), ale to, że wysłałeś ten tekst po to, aby to twoja ksywa stała się znana, było bardzo, bardzo złe (kradzież i paserstwo), a poza tym było kretyńskim posunięciem. Otóż narażono w ten sposób na straty (zarówno moralne jak i finansowe) dwa dość znane pisma. Nie chciałbym być w skórze tego idioty, który chciał zyskać sławę dzięki takiej publikacji. Zyskasz sławę - a jakże, ale chyba nie taką, o jaką ci chodziło. MY jesteśmy wszędzie. MY czytamy wszystkie czasopisma. MY wychwycimy każdą próbę zrobienia z nas wała. A potem przyjdziemy do waszych drzwi i wystawimy rachunek. Nie ma przed NAMI ucieczki. Nie znacie dnia ani godziny. Nie macie pojęcia, wy złodziejaszki o lepkich paluchach, że znamy wasz każdy krok: każdy e-mail zawierający fragment Framzety trafia do nas. Mamy na to SWOJE sposoby. Może kilku Naszych autorów pracuje dla Poczty? Może dla Prokuratury? Może dla Rządu? A może po prostu każdy tekst z Framzety zawiera ukrytego wirusa, który w przypadku wycięcia autora lub źródła zaczyna swoją działalność? Myśleliście, że to Windows się sypie, że potrzebna reinstalacja? Ha! Pewnego dnia przyjdziecie do domu i zamiast waszego wypieszczonego sprzętu zastaniecie kartkę "Framzeta nie zapomina". Czy może wolicie, żeby w czasie zajęć weszło dwóch "smutnych panów", poinformowało całą klasę że aresztują was za kradzież i paserstwo, a potem wyprowadziło skutego? Zanim następny raz coś ukradniesz, przeczytaj sobie w Kodeksie Karnym, ile cię to będzie kosztowało. Damy ci jednak szansę: jeśli napiszesz na adres framzeta@rassun.art.pl wytłumaczenie: dlaczego postąpiłeś nie tak, jak trzeba i prześlesz zobowiązanie, że więcej tego nie zrobisz - prześlemy ci instrukcję, jak zneutralizować niebezpieczeństwo gnieżdżące się wewnątrz twojego komputera. A dla tych, którzy tego nie zrobią, mam informację: dla NAS pracują najlepsi informatycy - reinstalacja systemu ani formatowanie twardego dysku nie pomoże. Życzę miłego dnia. |