|
|
|
Janusz A. Urbanowicz Co tydzień chodzę na spotkania warszawskiego fandomu w tak zwanej baryłce1). W większości dośc młodzi, rozgadani ludzie - świetnie sie rozumiejący - ale każdy z innej parafii. Jest historyk (student), lekarz, licealista, inzynier materiałów, studiująca ekonomistka, czasem zaglądają chemik pracujący jako dziennikarz i filozof żyjący ze swojego audiofilstwa. Są też inni. Sam z wykształcenia jestem biofizykiem. Wg standardowych kryteriów nie mamy ze sobą wiele wspólnego. Ale coś nas łączy, coś co sprawia że stanowimy małą społeczność. Kiedy pierwszy raz pojechałem na Krakon, po odczekaniu swojego w rozgorączkowanym tłumie (nie obyło się też bez obowiązkowego wytłuczenia szyby), weszliśmy do środka, rozłożyliśmy tymczasowy obóz w kącie żeby odetchnąć - i wtedy poczułem, po raz pierwszy w życiu - że jestem pośród swoich. Że mogę dowolnego z tych włóczącysh się po korytarzach dziwacznie poubieranych ludzi zaczepić i zagaić 'Kawaleria kosmosu to chała'. I on powie 'tak' albo 'nie', pokłóci się ze mno o to długo - ale będzie wiedział o co chodzi. Bo jesteśmy z tego samego plemienia. Wiele osób opowiadało mi podobne do siebie historie o zabawnej sytuacji, kiedy słyszą w audycji radiowej czy TV znaną piosenkę - tylko że słowa się nie zgadzają. Bo przecież to była taka inna piosenka... o Gwiezdnej Sadze! Od czasu kiedy żelaznym punktem programu na konwentach stał się pokaz teledysków Weird Ala Yankovicia, American Pie stał się dla fantastów dziwną wersją The Saga Begins. Yankovic rozwija zresztą na skalę przemysłową zjawisko znane z zachodnich konwentów - 'filk' czyli przerabianie znanych piosenek na dziwne - śmieszne i pokręcone, swoje wersje. Tworzenie plemiennej muzyki. 'Swoją' literaturę, komiks i film oczywiście mamy - zajmujemy się przecież fantastyką. Plemię fantastów zna też artystyczne środki wyrazu obce kulturze mainstreamowej - sesje RPG. Fantaści tworzą swój osobny świat. Swoją kulturę. Zapisałem się kiedyś na amerykańską listę dyskusyjną pewnej gry fabularnej. Współczesnego horroru, mrocznego i ponurego. Kilka postingów było zwyczajnych, potem odezwał się ktos z pytaniem o wnoszenie broni do amerykańskich więzień. I zaczęły się odpowiedzi typu: "nie wiem jak teraz, ale jak odrabiałem swoją służbę w więzieniu jak wszyscy u nas w biurze szeryfa", "nie wiem jak w więzieniach ale jestem pielęgniarzem w szpitalu psychiatrycznym i u nas to jest tak", "w więzieniu w którym pracuję to wygląda tak". To byli gracze w podówczas mało znany, niskonakładowy amerykański system - policjanci, naukowcy, ten pielęgniarz, jeden pracownik NSA, jeden żołnierz Marines, niemiecki prawnik, włoski geolog, angielski aktor. Gracze. Pozornie nie mający ze sobą nic wspólnego ludzie. Internet staje się szansą dla ludzi o oryginalnych zainteresowaniach, dzięki Sieci odnaleźć mogą sobie podobnych. Zebrać się w wirtualne plemię. Może kiedyś doprowadzi to do powstania gromad synetetycznych takich jak w Diamentowym Wieku, narodów przyszłości. Bo czymże staje się narodowość w erze globalizacji. Ważna stanie się wspólnota myśli - nie genów. A na razie, zajmimy się naszymi sprawami. Naszmymi - naszego plemienia. Fantastów.
|