Framzeta: Recenzja książki
Pismo SF FRAMLING   Numer 8   [maj - lipiec 2000]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


15.jpg (9 596 bajtów) Eryk Remiezowicz

Nieudane ostatnie starcie

Ocena: 3 / Ocena: 4

Zaczyna się od jednego z najwspanialszych pomysłów, jaki zdarzyło się mi spotkać. King wymiata ludzkość z powierzchni planety w sposób efektywny, a zarazem zachwycający swoją prostotą. Nikt niczego nie podejrzewał, wszyscy wycierali sobie po prostu nosy, wojsko jak zwykle starało się wszystko ukryć - i tak oto odeszliśmy do przeszłości.

A potem na Ziemi robi się pusto. Zostaje jedynie garstka ocalałych, którzy nie za bardzo wiedzą, co ze sobą zrobić. Dopiero w snach znajdują wskazówki, które pokażą im właściwą drogę postępowania. Ludzie powoli zbierają się w grupy i ruszają w kierunku jednej z dwóch osób, które reprezentują dwie główne siły konfliktu.

Zatrzymam się w tym momencie, bo opisana powyżej pierwsza połowa książki, będąca wstępem do właściwego konfliktu, jest kilka razy lepsza, niż ciąg dalszy. King opisał w niej głównych bohaterów dramatu i ich losy z lekkością i wdziękiem, oddając przy okazji wspaniale atmosferę czasu katastrofy. Opustoszałe miasta i zakorkowane drogi. Przerażająca podróż podziemnym tunelem, w którym nie ma już światła i wentylacji. Ludzie umierający w więzieniach z głodu. Cisza, którą przerywają jedynie wrzaski zwierząt, i tych, których umysły nie dają sobie rady z rzeczywistością.

Wspaniałe są również sceny z wędrówki głównych postaci, gdzie King koncentruje się na przemianach, jakie w ludziach wywołała wielka epidemia. Pokazuje, jak odrażające instynkty potrafią zbudzić się w człowieku, którego nie powstrzymuje już lęk przed prawem, daje nam też jednak nadzieję, przedstawiając losy tych, dla których priorytetem jest pomoc i współpraca.

W końcu wszyscy trafiają tam, gdzie chcą i teraz powinno zacząć się starcie Dobra ze Złem. I tu niestety King poległ na całej linii. Bohaterowie szykują się bowiem do rozprawy i porządkują swoje życie, w sposób straszliwie powolny, wręcz rozlazły. Autorowi niestety nie udaje się stworzyć logicznego ciągu wydarzeń, który kończyłby się ostateczną bitwą. King popchnął swoich bohaterów do działania wprawdzie oryginalnie, ale według mnie, bez sensu. Nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki podejmuje się decyzję, bez jakiegokolwiek planu i bez najmniejszego zastanowienia, co można osiągnąć.

To pierwsza z wad książki. Druga, moim zdaniem dużo większa, to brak wyjaśnienia psychiki tych ludzi, którzy stanęli po stronie zła. King podaje jako przyczyny racjonalizm, materializm i zamiłowanie do techniki: tyle, że pierwsze co robią "dobrzy" to... uruchamianie elektrowni. Brakuje snów chociaż jednej z postaci, które zdecydowały się na poparcie zła, reprezentowanego przez Randalla Flagga.

Męczący jest też amerykanocentryzm Kinga. OK, niech będzie, że umieścił starcie w Stanach. Zna ten kraj najlepiej. Ale ciągłe śpiewanie hymnu i bezdyskusyjne zachwyty nad konstytucją USA nie wzbudziły we mnie entuzjazmu. Szczególnie jeżeli rozważy się, że kierujący się tymi zasadami rząd odpowiedzialny jest za zagładę ludzkości. Działania Starkeya nie zostały skomentowane ani jednym słowem, chociaż jest to postać dużo bardziej odrażająca niż Flagg.

Końcówka też jest nijaka. Autor rozwiązuje problemy przy pomocy typowego deus ex machina, udowadniając jedynie, że nie miał pomysłu na zakończenie. Jeżeli chciał w ten sposób pokazać, że zło niszczy się samo, to skopiował jedynie tezy z trylogii Smoków Margaret Weiss. A to, że historia biegnie w kręgu, to już Krasiński w Nieboskiej komedii opisał.

Można tę książkę przeczytać bez bólu, bo napisana jest sprawnie, ale ostatnie kilkaset stron czyta się jedynie siłą rozpędu.

Od redaktora

Postanowiłem wreszcie wykorzystać pozycję redaktora naczelnego i wtrącić swoje trzy grosze. Co prawda w zupełności zgadzam się z zastrzeżeniami dotyczącymi Bastionu Stephena Kinga, które w swej recenzji przedstawił Eryk Remiezowicz, ale uważam, że całkowita ocena, która wystawił tej książce (3 framlingi) jest jednak zbyt niska. Pomimo pewnych słabości, które znakomicie punktuje Eryk jest to powieść warta uwagi. Jej część pierwsza opisująca epidemię supergrypy to ogromne wyzwanie dla autora, z którego King wywiązał się znakomicie. Dalej też niemało jest bardzo dobrych fragmentów i dlatego warto poświęcić swój czas na zapoznanie się z tymi 1300 stronicami. Nie pożałujecie. Ocena od redakcji - 4 framlingi. Sami zdecydujcie, pod którą z tu podanych ocen byście się podpisali.


Stephen King Bastion (The Stand)
Zysk i S-ka 2000
ISBN: 83-7150-580-9


Rozpowszechnianie zamieszczonych w piśmie tekstów jest dopuszczalne wyłącznie za podaniem nazwiska autora i żródła (URL)
 

Poprzednia strona Spis treści Następna strona