|
|
|
Tak właśnie mógłby brzmieć alternatywny tytuł powieści, co byłoby z pożytkiem zarówno dla samego Czytelnika, jak księgarza i wydawcy. W polskim tłumaczeniu rzecz też byłaby zapewne zrozumiała, nawet dla osób nie obcujących na co dzień z technikami komputerowymi "błąd krytyczny" pobrzmiewa wystarczająco sugestywnie, a jeśli jeszcze trafiłby się nam nieprzeciętnie oryginalny tłumacz i podkreślił już w tytule fatalność zakupu, to ocena książki sprowadzała by się do rzucenia okiem na okładkę. Ameryka mnie zawiodła. Hollywoodzcy magicy od pirotechniki i wyciskania łez zadowolili się wielkim powrotem Arnolda Schwarzeneggera, obarczając aktora i jego filmowego przeciwnika odpowiedzialnością za powodzenie I stanie się koniec, bo o wsparciu w postaci tak niewyszukanej fabuły trudno tu mówić, zaś eksplozje nie mogą być w żadnym stopniu miarą jakości filmu. Podobnie rzecz się ma z pokaźną powieścią (ponad 500 stron) Format c: pióra - w zasadzie - dziennikarza, Edwina Blacka, w której, miast wymaganej logiki i realności sytuacji - jak przystało na porządny technothriller, mamy do czynienia z absurdem i komizmem. Rzecz prędzej podpada pod technofarsę, niż jakikolwiek thriller. Autor powieści, Edwin Black, jest najlepiej znany ze swej kontrowersyjnej książki The Transfer Agreement (1984), opowiadającej o pakcie z diabłem, układzie pomiędzy Trzecią Rzeszą a Żydami palestyńskimi, który uchronił 60 tysięcy Żydów od Holocaustu. Książka stała się szybko bestsellerem, zdobyła nagrodę Carl Sarsburg w kategorii powieści non-fiction, została nominowana nawet do nagrody Pulitzera, a sam autor wystąpił w około 200 telewizyjnych i radiowych spotkaniach. Dziennikarska kariera Edwina Blacka rozpoczęła się, jak się wydaje, na fali powodzenia tej książki. Wkrótce jego artykuły zaczęły pojawiać się w najpoważniejszych amerykańskich dziennikach i magazynach, często bardzo specjalistycznych (komputery, medycyna, etc.), a jego różnorodność zainteresowań jest naprawdę intrygująca. Zdawałoby się, że człowiek o tak rozległej wiedzy prezentowanej w kolejnych tekstach zabierając się za apokaliptyczny technothriller związany z rokiem 2000 ma ogromne szanse napisania rzeczy nietuzinkowej. Świat końca XX wieku. Zasadniczo odmienny od tego znanego nam z jednego powodu: 99,(9) komputerów na świecie używa systemów operacyjnych (różne wersje Windgazera) jednej firmy (Hinnom Computing), której właścicielem jest człowiek (Ben Hinnom) z definicji i zasady zły. Pod pozorem realizowania hasła "user friendly" zamierza on zawładnąć ludzkością, poznać ich myśli, a nawet nimi sterować. Milenijna pluskwa jest świetnym pretekstem, aby to zrealizować, kiedy to w obawie utraty danych użytkownicy komputerów oczekując rozwiązania problemu są gotowi zainstalować co popadnie, a co może ich uratować. Jedyne zagrożenie, nowy system operacyjny Zoom firmy Bluestar, zostaje wyeliminowany w iście szatański sposób już na pierwszych, zważywszy objętość książki, stronach i wszystko wskazuje na to, że niecny plan Bena Hinnoma zostanie wcielony o północy ostatniego dnia XX wieku. Oto jednak znajduje się trójka zuchwałych bohaterów, swoistych kowbojów komputerów, gotowych poświęcić czas, pieniądze i życie, aby uchronić świat przed totalnym zniewoleniem. Dan Levin to niegdyś świetny dziennikarz, brawurowy i zdeterminowany, potem właściciel kilku znaczących magazynów, teraz zaś człowiek zgorzkniały, trwoniący majątek (jak na nasze realia) uzyskany ze sprzedaży swych pism od czasu, kiedy to w wypadku lotniczym giną jego żona i dziecko. Wreszcie znajduje on oparcie w Park McGuire, atrakcyjnej specjalistce komputerowej, wychowującej zamkniętego w sobie Sala, nie do końca zaplanowanego syna. I o ile Park jest specjalistką w dziedzinie komputerów, to Sal jest już po prostu geniuszem. Ta trójka wspierana przez tajemniczą instytucję Derek Institute staje do walki z Hinnom Computing, a ostatecznie z samym jego właścicielem, Benem Hinnomem. Powyższe streszczenie jest jak najbardziej krzywdzące dla powieści, bo oto istnieje drugie dno fabuły, równie banalne, jak pierwsze, a jest nim odwieczna walka Dobra ze Złem. Sama schematyczność nie jest jeszcze niczym szkodliwym, ale autor powieści zdecydował się, najwyraźniej przez wzgląd na swe pochodzenie i doświadczenie, wplątać w to wszystko numerologię Tory (w której słowo "computer" ma wartość 666), Biblię, Drugi Zwój Miedziany i mityczny Zwój C, holocaust, polską Armię Krajową i naprawdę nie wiem, co powstrzymało go od UFO i Atlantydy. Nie będę zdradzał szczegółów rozwoju fabuły, ograniczę się do podkreślenia, że bywa niekiedy zaskakująca - w niepochlebnym znaczeniu tego słowa. Infantylność zachowań społeczeństwa jest zwielokrotniona do absurdu, co natychmiast odbija się na realności przedstawianej historii. Wszystkie postacie są jednowymiarowe, jak punkt w rozumieniu matematycznym, przewidywalne, a historia samego Dana Levina, którego rodzice cudem ocaleli w pogromie Żydów na terenie Polski, będąca kluczem do motywów postępowania bohatera, trąci aż nadto osobistymi autora żalami. Język powieści nie licuje z mianem języka literatury, nawet jeśli weźmie się pod uwagę, że to w zasadzie beletrystyka, a w dodatku przekład. Wątpliwość przedstawianych wydarzeń kwalifikuje się moim zdaniem jedynie jako kanwa bardzo podrzędnej historyjki. Trudno jest napisać o powieści Format c: coś więcej z jednego zasadniczego powodu. To mogła być dobra powieść. Ale odnoszę wrażenie, że autor starał się napędzić stracha Czytelnikowi stosując niewłaściwą metodę. Ów metodę można by podsumować następująco: weź możliwie najwięcej ludzkich obaw, każdą zwielokrotnij, wszystko wrzuć w prostą fabułę i mocno zamieszaj. I o ile ta szkoła sprawdza się w niektórych rejonach naszego globu - wystarczy spojrzeć na recenzje w Amazonie - o tyle w moim przypadku zawiodła. Tak więc wciąż szukam pozycji, która datę 2000 wykorzysta w przyzwoity sposób.
|