Framzeta: Recenzja książki
Pismo SF FRAMLING   Numer 8   [maj - lipiec 2000]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


22.jpg (19 776 bajtów) Eryk Remiezowicz

Mdły książę...

Ocena: 3 1/2

Na końcu felietonu Piróg, albo nie ma złota w Szarych Górach Andrzej Sapkowski podał dwanaście pozycji fantasy, które uważa za najlepsze. Jedną z nich jest Mistrz zagadek z Hed autorstwa Patricii McKillip. Co więcej, Mistrz napisał do książki owej bardzo zachęcający wstęp. Nic dziwnego, że rozpocząłem czytanie obiecując sobie wspaniałą, pełną fajerwerków lekturę. Temu zawdzięczam również moje rozczarowanie, bo chociaż książka jest dobra, to nie to umieściłbym jej na szczycie jakiejkolwiek listy.

Mam wrażenie, że jest to efektem zaadresowania powieści do czytelnika z zacięciem poetyckim. Główny wątek to losy władcy zapyziałego księstewka Hed, Morgona, który nagle dowiaduje się, że jest najważniejszą osobą na świecie i wyrusza na wędrówkę w poszukiwaniu rozwiązań dotyczących go zagadek. Odpowiedzi szukać musi jednak nie tyle w faktach i księgach, co wysnuwać je z rozmów, wizji i wrażeń, kierując się bardziej przeczuciami niż logiką. Jak łatwo się domyślić, nie czyni to powieści przejrzystą i zrozumiałą. W podobnie mętny sposób opisano również przemianę duchową księcia, który musi pogodzić w sobie ziemwładcę Hed i Naznaczonego Gwiazdkami - przeobrażenie to przedstawiono w sposób zbyt rozmyty i nieokreślony. Trudno wczuć się w dylematy Morgona i dlatego jest on postacią, szczerze mówiąc, nużącą.

Problemy z odpowiednim przedstawieniem głównego bohatera wynikają chyba też z tego, że autorka musi, oprócz przedstawiania jego losów, dać czytelnikowi obraz świata i rządzących nim zasad, a nie jest to łatwe. Z tego zadania wywiązuje się jednak pani McKillip zwycięsko, a poznawanie przedziwnych praw i krain oczami Morgona to prawdziwa przyjemność. Wystarczy jedynie uważnie i powoli czytać, a w nagrodę poznaje się Osterland i przedziwne zasady ziemwładztwa.

W Mistrzu zagadek z Hed jest jeszcze jeden zasługujący na uwagę element. To atmosfera sięgającej początków czasu tajemniczości, połączona ze świadomością, że powoli zbliżamy się do wyjaśnienia tego, co pominęły księgi i legendy. Historyczne niejasności sprzed tysiąca lat zaczynają wywierać wpływ na teraźniejszość, prowadząc wydarzenia do nieznanego nam jeszcze punktu kulminacyjnego. Nie wiadomo wprawdzie o co chodzi, ale coś wielkiego wisi w powietrzu.

Uczciwie muszę też przyznać, że pomimo nadmiernej niejasności, zagadki zawarte w pierwszym tomie trylogii mają swoją moc i urok. Rzadko kiedy czeka się z takim napięciem na następny tom cyklu. Pytań jest wiele, a odpowiedzi jeszcze więcej. Każdy czytelnik będzie zapewne tworzył swoje własne hipotezy, ale dopiero na końcu dowie się, na ile zasłużył na tytuł mistrza sztuki rozwiązywania zagadek.

Kończąc, powinienem chyba dodać mały suplement dotyczący drugiego akapitu. Morgon rusza w podróż, ale nie będzie żadnego zbierania drużyny, szukania artefaktów i innych przygód spotykanych w 90% książek fantasy. To bardzo duży plus powieści - jest oryginalna, nie mieszcząca się w schematach, a przy tym nie siląca się na udziwnienia i niezrozumiałe eksperymenty. Jest mnóstwo jedynych w swoim rodzaju pomysłów, ciekawych charakterów i nieoczekiwanych wydarzeń, ale wszystko to nie wywiera pożądanego efektu. Wszystko przez tego mdłego księcia.


Patricia McKillip Mistrz zagadek z Hed (The Riddlemaster of Hed)
MAG, 2000
ISBN: 83-87968-50-1


Rozpowszechnianie zamieszczonych w piśmie tekstów jest dopuszczalne wyłącznie za podaniem nazwiska autora i źródła (URL)
 

Poprzednia strona Spis treści Następna strona