Framzeta: Recenzja książki
Pismo SF FRAMLING   Numer 8   [maj - lipiec 2000]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


24.jpg (14 721 bajtów) Wojciech Gołąbowski

Przygody Sindbada Żeglarza

Ocena: 2

Kto chce, to niechaj wierzy
Kto nie chce, niech nie wierzy
Nam na tym nie zależy
Więc wypijmy jeszcze!
Hej - ha, kolejkę nalej
Hej - ha, kielichy wznieśmy
To zrobi doskonale
Morskim opowieściom

Niecierpliwym wyjaśniam: nie wiem, czy takie akurat motto przyświecało Autorowi, niemniej Jedyne Drzewo jest pierwszym w cyklu tomem, który mnie rozczarował. I nie mam tu na myśli okładki nie mającej niczego wspólnego z treścią ani grzbietu nie zachowującego proporcji właściwej całej serii.

Piąty tom całości jest po prostu nudny.

Przypomnijmy: tom czwarty Kronik Thomasa Covenanta Niedowiarka (mówiąc ściślej, pierwszy tom Drugich Kronik, ale dla uproszczenia...), Zraniona Kraina, kończy się wstąpieniem bohaterów na pokład Klejnotu Gwiezdnej Wędrówki, kamiennego jachtu gigantów. Cóż więc może dziać się dalej? Ano, żeglują, żeglują, żeglują... mając czas na rozmyślania. Przywykliśmy w poprzednich tomach do rozterek Covenanta; w tym w pełni dochodzą do głosu sygnalizowane w Zranionej Krainie problemy osobiste - rodzinne jego towarzyszki, Linden Avery - Wybranej.

Statek płynie, zawijając to tu, to tam, skutki zaś owych wizyt można bez trudu przewidzieć - a duża ich część nie ma żadnego związku z osią fabuły. Ot, Autor, mając kilka pomysłów na fantasy, ubrał je w kolejny tom Kronik.

Technicznie patrząc, tom podzielony został na trzy równe części - każda zawiera dokładnie dziewięć rozdziałów, żadna nie sprawia wrażenia osobnej części. Podział wybitnie sztuczny, w obu przypadkach pośrodku akcji. Tytuły części także mają się nijak do ich zawartości.

Na końcu książki znajdujemy trzy grafiki - z których przynajmniej jedna sprawia wrażenie rysowanej przez dziecko.

Kolejne problemy pojawiają się, gdy chcemy głębiej zastanowić się nad opisywanymi sytuacjami. Oto bowiem bohaterowie wchodzą do środka tak zwanej ślimacznicy (czyli obiektu wyglądającego jak duży, stożkowy wkręt do drewna - i tak też naszkicowanego). W tym momencie pojawia się podstawowe pytanie: jak winny wyglądać kondygnacje - bo przecież nie płasko... I po co schody?

Moim skromnym zdaniem Autorowi nie udało się rozwikłać tych zagadnień - otrzymujemy więc opis tradycyjnej rotundy, zwanej ślimacznicą.

A może to ja czegoś nie doczytałem? Jest to możliwe... bo (biorąc pod uwagę niektóre fragmenty) wydaje mi się, że ta powieść znudziła także tłumacza.

Do plusów książki można zaliczyć to, że krótkie streszczenie na IV stronie okładki nie zdradza nic z treści.

Reszta cech dodatnich wynika jedynie z kontynuacji cyklu i jego specyficznego nastroju.

Przyznam, że z mieszanymi uczuciami oczekuję na szósty tom, zamykający Drugie Kroniki. Mam nadzieję, że będzie on stanowił godne zakończenie całości. Bo raczej nie zdecydowałbym się na kupno Trzecich Kronik (jeśli istnieją). Nie po lekturze Jedynego Drzewa.


Stephen R. Donaldson Jedyne drzewo (The One Tree)
Zysk i S-ka, 2000
ISBN: 83-7150-616-3


Rozpowszechnianie zamieszczonych w piśmie tekstów jest dopuszczalne wyłącznie za podaniem nazwiska autora i źródła (URL)
 

Poprzednia strona Spis treści Następna strona