|
|
|
Rynek amerykańskiej animowanej produkcji dla dzieci podlegał w ostatniej dekadzie wyraźnym przekształceniom. Do lat 90-tych studio Disney'a było tutaj praktycznie monopolistą. Filmy studia, kręcone według stałej formuły, tradycyjnie gwarantowały wysoki poziom produkcji, dobre scenariusze, znakomitą jakość techniczną i... najczęściej unikały poważniejszego ryzyka, dotyczącego podejmowanych tematów - elementem nadrzędnym była gwarancja dobrej rozrywki dla dzieci w każdym wieku. Jeśli w filmie znalazły się tematy nieco bardziej odważne, natychmiast były równoważone odpowiednią ilością słodkich piosenek. W latach 90-tych pozostałe amerykańskie studia filmowe, zazdrosne o finansowe sukcesy Disney'a (w ciągu ostatnich 10-ciu lat studio siedmiokrotnie znalazło się na pierwszej pozycji amerykańskiego box office w podsumowaniach rocznych wyników), postanowiły wyraźniej zaznaczyć swoją obecność na rynku animowanego kina dla dzieci. Obok producentów, przygotowujących standardowe produkcje przeznaczone przede wszystkim dla młodszej widowni, znaleźli się również chętni do podjęcia ryzyka wyprodukowania filmów przeznaczonych jednocześnie dla dzieci i starszych widzów. Jednym z wyraźniejszych przykładów tego typu kina był projekt wytwórni Dreamworks, Mrówka Z - w wielu elementach podobny do "dorosłych" filmów Woody Allena. Innym godnym uwagi projektem była telewizyjna seria przygód Batmana wraz z pełnometrażowym filmem Mask of the Phantasm (Warner Bros.) - tak serial, jak i film są pełne scen rodem raczej z produkcji Tima Burtona, niż ze standardowych obrazów dla dzieci. Stalowy gigant, nowa produkcja studia Warner Bros, należy do filmów, które moim zdaniem najpełniej realizują koncepcję rozrywkowego kina jednocześnie dla rodziców i dla dzieci. Film jest ekranizacją książki Teda Hughesa, opowiadającej o przyjaźni małego chłopca i robota. Słowo 'przyjaźń' nie pojawia się tutaj przypadkiem - tytułowy, kilkunastometrowej wysokości robot jest obdarzony świadomością i inteligencją żywej istoty. Nie wiemy skąd przybywa, nie wiemy w jakim celu, nie wiemy również, jakiego jest przeznaczenia (odpowiedź na to ostatnie pytanie stanowi część osi fabularnej filmu). Już w tych elementach widać odmienne podejście twórców do widza - w porównaniu do standardowych produkcji Disney'a - nie wszystko musi być jasne, nie wszystko trzeba wytłumaczyć. Widzowie zmęczeni "łopatologią" większości amerykańskich animowanych produkcji dla dzieci, przyjmą to podejście z ulgą. Kolejne miłe zaskoczenie, jakiego dorosły widz doświadczy podczas seansu, pojawia się bardzo szybko, okazuje się bowiem, że twórcy filmu nie przestraszyli się przekroczenia delikatnej granicy tego, co może zrozumieć kilkuletnie dziecko. Podczas gdy produkcje Disney'a zachowawczo unikały trudniejszych tematów, twórcy tego filmu, moim zdaniem całkiem słusznie, zdecydowali, że rola rodziców nie może ograniczyć się do posadzenia dziecka przed ekranem. Być może po seansie zajdzie potrzeba wyjaśnienia dziecku co trudniejszych zagadnień. Dzięki temu podejściu, na ekranie przewijają się tak niespotykane w produkcjach dla dzieci tematy, jak zimnowojenna paranoja (obrazowo odgrywana na ekranie przez tajnego agenta dopatrującego się we wszystkim działań wrogiego mocarstwa), obawa przed zagładą atomową, czy beatnikowskie motywy rozczarowania materializmem i militaryzmem (wyraźne w postaci pacyfistycznie nastawionego właściciela złomowca). Krótko mówiąc, mała encyklopedia nastrojów amerykańskiego społeczeństwa w latach 50, czyli w okresie, w jakim rozgrywa się ta historia.
Oczywiście nie ma wątpliwości, że pomimo tego typu dodatków Stalowy gigant jest przede wszystkim produkcją dla dzieci. Wprawdzie wspomniane motywy mają uprzyjemnić czas seansu dorosłym widzom i pojawiają się dość często, jednak na szczęście w żadnym momencie nie przesłaniają fabularnej osi filmu - losów tajemniczego robota i zaprzyjaźnionego z nim chłopca. Motyw przyjaźni tych dwóch postaci został moim zdaniem "wygrany" bardzo dobrze i wiarygodnie (choć chwilami być może nieco zbyt podobnie do filmu Spielberga ET). Od początkowego zaskoczenia, przez strach, fascynację, do wzajemnego zrozumienia i wspólnych przygód, cała historia spotkania bohatera z robotem wydaje mi się uosobieniem jednego z wielkich marzeń każdego małego chłopca (w tym i autora tej recenzji ponad dwie dekady temu) - marzenia o własnym inteligentnym robocie "z fajnymi bajerami", ale i marzenia o dobrym przyjacielu, który zawsze będzie gotów do fantastycznych zabaw. Sukces filmu w wiarygodnym przedstawieniu opowiadanej historii bierze się między innymi z bardzo umiejętnego poprowadzenia postaci robota. Na ekranie mechaniczny gigant zmienia się w żywą osobę z wyrazistym charakterem - czasami jest zabawny, innym razem beztroski, jeszcze innym bezradny albo groźny. Uważam to za duże osiągnięcie, dzięki któremu film wykracza poza ramy animowanej opowieści o rysunkowych postaciach i uzyskuje bardziej realistyczny wymiar. Podobnie, dzięki skutecznemu "oswojeniu" robota w oczach widza, podkreślane w drugiej części filmu przesłanie po prostu działa - maszyna z bezdusznego mechanizmu zmienia się w postać, dla której widz czuje współczucie i sympatię. A tak na marginesie, skoro już mowa o przesłaniu - dobra informacja dla rodziców zmęczonych militarystycznymi fascynacjami swoich dzieci: Stalowy gigant niesie również inteligentne przesłanie antymilitarystyczne. W zalewie filmów promujących przemoc i coraz bardziej wyszukane typy broni, to wyjątkowo rzadka i cenna koncepcja.
P.S. Warto w kilku zdaniach wspomnieć o stronie technicznej filmu. Brad Bird, reżyser Stalowego giganta, podjął decyzję o nadaniu filmowi wyglądu nawiązującego do animacji z czasów, o których opowiada film. Znakomita większość animacji została wykonana metodami tradycyjnymi, bez wykorzystania komputerów. Większość obiektów opracowano w technice 2D; jedynym wyjątkiem była postać robota, dla której stworzono trójwymiarowy model komputerowy, choć w celu upodobnienia do pozostałych elementów w filmie model był kolorowany metodami tradycyjnymi. W efekcie obraz sprawia wrażenie animacji retro, podobnej do dawnych produkcji Disney'a (warto zresztą zauważyć, że z inicjatywy reżysera, w angielskiej wersji językowej głosy dwóch postaci podkładają dwaj klasyczni animatorzy Disney'a z dawnych lat - Oliver Johnston Jr. i Frank Thomas; w polskiej wersji film jest niestety zdubbingowany). Jako dorosły widz nie mam wątpliwości, że decyzja o stylizacji była właściwa - film uzyskał przez to oryginalny wygląd, podkreślający nostalgiczny nastrój. Trzeba jednak też przyznać, że część widzów, zwłaszcza najmłodszych, może odebrać to inaczej - stylizacja powoduje, że na pierwszy rzut oka film wydaje się mniej atrakcyjny wizualnie od trójwymiarowych animacji, produkowanych obecnie przy użyciu komputerów. P.P.S. Stalowy gigant nie odniósł, niestety, sukcesu kasowego, za co komentatorzy obwiniają studio Warner Bros., przede wszystkim wymieniając nieumiejętnie prowadzoną akcję promocyjną. Z drugiej strony, na całym świecie krytycy przyjęli film niezwykle entuzjastycznie. W zestawieniu stu filmów fabularnych, najlepiej ocenianych w 1999 roku przez piętnastu wiodących krytyków amerykańskich, Stalowy gigant zajął niezwykle wysokie, siódme miejsce. Wśród najważniejszych wyróżnień, jakie film otrzymał w światku SF, warto wymienić nominację do nagrody Hugo (Best Dramatic Presentation), nominację do nagrody Nebula (najlepszy scenariusz) i nominację do nagrody Saturn (najlepszy film wydany na wideo w danym gatunku). Wśród innych prestiżowych wyróżnień, film zdobył m.in. 14 nominacji do nagrody Annie (nagroda przyznawana produkcjom animowanym przez The International Animated Film Society) i ostatecznie zwyciężył w 9 kategoriach (m.in. niezwykłe osiągnięcie w filmie animowanym, reżyseria, scenariusz, animacja postaci, animacja efektów, muzyka, scenografia, podkład głosu, storyboarding). Za najlepszy film animowany roku uznały go również m.in. stowarzyszenia krytyków z Los Angeles, Florydy i Las Vegas.
|