Framzeta: Recenzja filmu
Pismo SF FRAMLING   Numer 8   [maj - lipiec 2000]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


29a.jpg (39 825 bajtów) Eryk Remiezowicz

Parodia czy pochwała?

Ocena: 4 1/2

Ten film jest parodią Star Treka, co oznacza, że nie zrozumiałem zapewne jednej trzeciej zawartych w nim aluzji, a mimo to uważam, że jest świetny. Akcja, po powolnych, pierwszych minutach, nabiera takiego tempa, że widz, niezdolny do innych działań, z zapartym tchem wodzi oczyma po ekranie w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Scenariusz napisano według przepisów mistrzów kina, zamieszczając w odpowiednich miejscach inteligentne dowcipy i okraszając scenami bogatymi w wizualne wrażenia. W dodatku dialogi nie wywołują wątpliwości co do stanu umysłu twórców. To można obejrzeć i bez znajomości ST, a zabawa będzie i tak przednia.

Jak parodia, to parodia. Zaczęto od porządnego obśmiania całego ruchu trekkich i całego serialu. Pokazuje się aktorów z Galaxy Quest (takie miano przybrał serial) jako zmęczonych ludzi, którzy marzą o zagraniu w czymś innym, a fanów GQ, jako beznadziejnie oderwaną od życia bandę przebierańców. Tak też widzą ich "normalni ludzie", których przypadek zetknął z miłośnikami serialu o przygodach statku Protector, bliźniaczej wersji Enterprise. Przyznam się, we mnie wzbudziło to sympatię do ruchu fanów serialu. W końcu, tak samo naśmiewają się z nas, fanów science-fiction.

29b.jpg (17 692 bajty)Pojawi się również załoga zbliżona do tej, z którą latał kapitan Piccard. Wiodą ją aktorzy z ziemskiego serialu, zaproszeni przez pomyłkę do dowodzenia statkiem NSEA Protector. Załoga natomiast jest nieludzka. Chciałbym tu zaznaczyć, że obcy są świetnie pomyślani i zagrani. Wyglądają jak ludzie, ale parę dziwnych gestów, niezwykły akcent, i pewna sztywność ich ruchów zdradzają ich od razu. W ogóle film zgromadził dobrych aktorów, którzy znakomicie radzą sobie ze swoimi rolami. Tim Allen jest szczególnie dobry na kacu :-).

Ten film jest wprawdzie parodią Star Treka, ale takiej parodii życzyliby sobie chyba fani wszystkich seriali tej planety. Bo pokazano tam też tą piękną stronę świata Federacji. Zrobiono to w sposób - choć to słowo jest wybitnie nie na miejscu - realistyczny. Załogą statku są bowiem obcy, którzy wierzą w ideały fikcyjnego serialu Galaxy Quest. Jedynymi ludźmi są aktorzy z gatunku homo sapiens, którzy zostali oficerami statku kosmicznego. Skonfrontowani z tymi naiwnymi kosmitami, którzy nie mają pojęcia, że telewizja to kłamstwo, po raz pierwszy muszą naprawdę zachowywać się tak jak postacie, które na co dzień grają, czyli jak porządni ludzie, co im się w gruncie rzeczy podoba. Swoją małą zemstę mają również fani serialu. Wychodzi na to, że wszystkie ich mundury, rysunki, gadżety, schematy i technobełkot mają jednak sens. Hm, może zacząć to w końcu oglądać?


Galaxy Quest, USA 1999
reżyseria: Dean Parisot; scenariusz: David Howard, Robert Gordon; zdjęcia: Jerzy Zieliński; muzyka: David Newman; występują: Tim Allen, Sigourney Weaver, Tony Shalhoub, Daryl Mitchell, Enrico Colantoni


Rozpowszechnianie zamieszczonych w piśmie tekstów jest dopuszczalne wyłącznie za podaniem nazwiska autora i źródła (URL)
 

Poprzednia strona Spis treści Następna strona