|
|
|
A więc - stało się. Zdobyliśmy Marsa, rozpoczęliśmy eksplorację, mieliśmy wyniki. Potem baza zamilkła. "Bądź samotny. Bądź żywy.". Nie wiemy co to znaczy, ale stosujemy się do tego polecenia - ostatniego, jakie od nich dostaliśmy. Stosujemy się, pomimo, że lądowanie nam nie wyszło. Działamy zgodnie z tym poleceniem, choć tylko cudem przeżyliśmy. Nie złamiemy tego rozkazu. Nie mamy jak. Jesteśmy rozdzieleni. Jesteśmy sami. W naszych skafandrach powietrza już nie ma. W skafandrach, jakie znaleźliśmy w śluzach, nie ma go także. Jesteśmy uwięzieni...
Zwiedzając martwą bazę, odkrywamy powoli kulisy eksploracji Marsa, zakulisowych rozgrywek oraz tajemnicy, jaką odkryli mieszkańcy pod powierzchnią. Tajemnicy fascynującej i potwornej. W tym otoczeniu pełnym chodzących trupów, śladów przemocy, w atmosferze zgnilizny i śmierci ponownie odkryjecie największą zagadkę Marsa...
Wspaniała grafika. Bezsprzecznie jeden z najlepszych soundtracków, zagęszczający atmosferę gry do stanu, w którym boisz się spojrzeć za siebie. Efekty dźwiękowe stawiające włosy na głowie, zwłaszcza, że gra wykorzystuje EAX. Niestety - jak na przygodówkę-horror jest za dużo strzelania. Po pewnym czasie zaczyna nudzić. Schemat jest prosty - idzie trup, cztery strzały, już nie idzie. Jak będziemy wracać, to znów wstanie. Proste. Żadnego zaskoczenia. O, jest komputer, obok leży ciało: kiedy użyjemy komputera, to ciało wstanie. Proste. Znów brak zaskoczenia. Troszkę się twórcy zbytnio zapatrzyli w Resident Evil. Moja propozycja: 4 framlingi. Taka mała podpowiedź: stan gry zapamiętuje się wykorzystując najgorszą grę wszechświata.
|