|
|
YOU ARE EMPTY
...czyli zapowiedź w rytmie disco!
Tak się bowiem składa, że właśnie słucham klasyków tego zacnego gatunku. Village People, Gloria Gaynor, Saint James. Co takiego jest w tej muzyce, że mi się podoba? Przecież nie tekst ("what is love? Baby don't hurt me, don't hurt me no more...") ani muzyka (tududidutadadada). Po prostu fajnie się tego słucha - jest wesoło, radośnie, nie myśli się o problemach. I takież radosne są niektóre strzelanki, a niedługo być może zaliczymy do nich kolejne rosyjskie dzieło - You Are Empty, produkowane przez Digital Spray Studios.
Z założenia ma być ponuro i ciężko, bo oto towarzysze z ultrakomunistycznej, powojennej Matiuszki Rossyi umyślili sobie wyhodowanie Nowej, Lepszej Rasy (czyżby wzorowali się na pewnym samobójczym dyktatorze z za-zaborów-sądziedniego-kraju?). Plan nie wypalił. Był pięcioletni...
Efektem działania genetyków z krainy sierpem i młotem płynącej nie mogło być nic dobrego (szczególnie, gdy komórki dzieli się pordzewiałym cepem). Eksperyment wypalił jak pomysł wprowadzenia winiet. W małym miasteczku wszyscy zginęli albo stali się iście krwiożerczymi mutantami, którzy dla pierogów i bimbru mogą nawet zabić... A my zbadamy tajemnicę, jaka kryje się za tragedią (pewnie Stirlitzowi uran wypadł z kieszeni, jak do Moskwy wracał). W trybie FPP.
Gra ma być mroczna, ponura, straszna. Ale - jak przyznają autorzy - będzie trochę humoru, który ma być "zaworem bezpieczeństwa dla psychiki". Jakoś wątpię, czy jakakolwiek gra może wypaczyć na tyle, aby trzeba było używać różnych zabiegów do jej złagodzenia, no ale ja nie psycholog. Ba, ja nawet nie kanalarz. Ja świeży student pierwszego roku, co jeszcze pierwszych zajęć nie miał, więc wychylał się magistrom nie będę.
Grafika na skrinach prezentuje się bajecznie - choć autorzy rozbawili mnie stwierdzeniem, że "zwiedzimy miasteczko o pięknej, stalinowskiej architekturze". Wszystko wygląda niezwykle plastycznie i najzwyczajniej ładnie, ale chyba, skoro chcieli przedstawić "surowe" realia komunizmu, trochę nie tędy droga. W każdym razie - ja nie narzekam, mi nawet za krytykę nie płacą. Uliczki są odpowiednio brudne, żebyśmy nie myśleli, że podróżujemy po Niemczech, ale i kolorowe jak dziki zachód na wieczór. Wygląda to ładnie.
Cieszy mnie podejście twórców do gry. W wywiadach skupiają się na opisywaniu grywalności, a nie na wymienianiu zalet silnika; oszczędzono nam listy wszystkich bajerów typu "obsługa dynamic morphing power rangers engine pixel". Pozwala to wierzyć, że faktycznie ważniejsza jest sama rozgrywka. Choć przeraziłem się, gdy po obejrzeniu obrazków dowiedziałem się, że fabuła nie przewiduje npc-ów czy nieliniowości (a przynajmniej o npc-ach nie było wzmianki). Miałem nadzieję na pewną swobodę w podróżowaniu po mieście, a szykuje się kolejny Kingpin.
No cóż, takie było założenie... Tak czy owak - czekam na grę z ciekawością. Do zobaczenia w Rosji pod koniec 2004!
A na koniec miałbym jeszcze jedną uwagę. Autorzy szczycą się oryginalnością samego pomysłu. A gdzie tu oryginalność, ja się pytam? Mamy eksperyment genetyczny, który wymknął się spod kontroli. Było już na pęczki takich fabułek, tyle, że mających miejsce w USA. Samo przeniesienie akcji do lat 50-tych XX wieku, do Rosji, nie jest czymś szczególnie niezwykłym... Choć uczciwie przyznam, że daje to wiele ciekawych możliwości. Jednak nie przesadzałbym z wychwalaniem "nowatorstwa", panowie autorzy.
|
|