|
|
Disciples 2: Bunt Elfów
Dodatki do gier to grunt niepewny, by nie rzec bagnisty - nie raz twórcy doskonałej gierki wypuścili dodatek, w którym znalazły się raptem dwa nowe stworki, kilka mapek i 50 złotych mniej w kieszeni;] Dodatki bowiem wydaje się głównie w dwóch przypadkach - aby (in spe) poprawić wizerunek firmy nowym produktem lub natłuc jeszcze troche kasy, bo podstawowa wersja świetnie się sprzedaje.
"Bunt Elfów" to już drugi dodatek do gry "Disciples 2" - skoro drugi to znaczy, że twórcy są niesamowicie pewni swoich odbiorców albo po prostu niemożebnie naiwni. Pierwszy - "Powrót Galleana" wydany na dwóch płytach zawierał właśnie kilka jednostek(i to w dodatku neutralnych - w zamkach właściwie nic się nie zmieniło) i po jednej kampanii dla każdej z ras - niby niewiele, a zabawa była przeznaczona na dłuuugie wieczory - głównie za sprawą potężnie wyśrubowanego poziomu trudności. "Bunt Elfów" to z kolei WRESZCIE możliwość pogrania rasą elfów(która oczywiście nowa nie jest, bo z jednostkami mieliśmy do czynienia już od pierwszej części...) wraz ze swoim zamkiem, czarami i bohaterami.
A Kingdom not-so-far away...
Historia w "Buncie Elfów" jest kontynuacją wydarzeń z "Powrotu Galleana" - Elficki bóg powrócił z hukiem do krainy Nevendaar i pewnego dnia pojawia się znikąd wyrocznia - Millu, która zaczyna głosić przesłanie oszalałego boga. Elfy - bardzo ludzkie w swych postępkach - podzielone na dwie grupy - dzikich i szlachtę muszą się zjednoczyć i odzyskać swe dawno już utracone ziemie. I tak zaczyna się nasza historia - więcej zdradzać nie będę, gdyż trzyma ona wysoki poziom poprzednich kampanii i obfituje w wiele niewyjaśnionych z początku wydarzeń i zwrotów akcji. Powiem tylko tyle - jest znakomicie opowiedziana, niemniej mroczna i ponura od poprzednich a także...ale to już zobaczycie w zakończeniu:) Wszelkie postępki elfów, ich rozterki - słuchać wyroczni czy utrzymywać dawny stan rzeczy - bardzo przypominają ludzkie, jednostkowe dramaty. Zwłaszcza, że - powiedzmy w połowie kampanii - konsekwencje ich czynów staną im na drodze. Jedyne czego możnaby się przyczepić to poziom trudności. Nie, nie, to nie to o czym myślicie...Gra jest zwyczajnie za prosta...Nie wiem czy to wynik tego, że tłukę w "Disciples" regularnie od ponad roku, czy zamierzenie twórców, ale kampanię ukończyłem w dwa dni(hehe...tuż przed letnią sesją:P)! Niektóre misje są po prostu żałośnie proste - a to nie wpływa dobrze na czas rozgrywki...Daleko im zresztą do monumentalnych potyczek z "Powrotu Galleana" - kampanię właściwie przechodziłem ekspresowo i tylko po to, by poznawać dalsze losy bohaterów...Za to do naszych rączek oddano też niemały pakiecik nowych map w które można bez przeszkód pograć po Hot Seat czy przez internet. Przez moment odniosłem wrażenie, że wprowadzenie rasy elfów było zrobione na zasadzie "macie, a teraz reszte zróbcie sami...". Niemniej jednak - jest to potężne narzędzie, bo urozmaica rozgrywkę multi-playerową i wymusza naukę nowych taktyk. Jedynym oprócz tego uchybieniem jest brak filmików w briefingach - zastępuje je nam statyczny obrazek. Ja rozumiem, że to tylko dodatek, ale w takim Starcrafcie na przykład nieco się bardziej postarali...
Fire at will!
Część jednostek jest już nam znana z poprzednich odsłon "Disciples" - przetworzono je jednak na potrzeby gry, aby nie były tak przesadzone jak dawniej(hehehe...). Zamek sam w sobie wykonany jest bardzo ładnie i z typowym "elfickim" klimatem - wielkie drzewo i nie trzeba więcej dodawać. Nowych jednostek jest sporo - oczywiście są i nowi bohaterowie, nieco słabsi w HP-kach, ale i tak trzymają poziom innych ras. Co ciekawe - prawie w ogóle nie ma jednostek walczących - jest ich dokładnie cztery, wszystkie są Centaurami;) - te z 4-go poziomu mają niezwykle zabawną zdolność - Critical Hit. Zabawną o tyle, że ów krytyk to +5 damage oprócz normalnej "stawki" czyli 100. Trzeba przyznać, że jest przydatny i nie raz okazuje się ostatnią deską ratunku...Wśród jednostek magicznych, poza zwykłymi oczywiście magami na uwagę zasługuje niejaki Theurg. Pan ów ma zdolność "Roztrzaskania" - krótko mówiąc działa zabójczo na zbroję przeciwnika. Wszystko byłoby wspaniale, tyle że...Tak naprawdę niewiele jest jednostek, które posiadają zbroję - może się ów Theurg przydać, gdy atakujemy stolicę, bo wtedy szybciutko można wraże wojska z Armora wyprztykać i tym samym przyśpieszyć ewentualne zwycięstwo. Poza tym jednak jest prawie bezużyteczny - lepiej na "zwykłych" i szybkich mapkach zainwestować w Archonta, który choć nieco słabszy, to zadaje ciut więcej zwykłych obrażeń i szybciej wskakuje na kolejne poziomy. Jednostki specjalne to właściwie połączenie uzdrowicieli z Imperium wraz z nadawaniem odporności na konkretne żywioły. Trzeba przy tym wziąć poprawkę na to z kim przyjdzie nam się zmierzyć - różnice w "leczonych" HP są niewielkie, natomiast wybieranie Sylfidy w przypadku walki z Demonami może się skończyć bardzo boleśnie...Jeśli chodzi o jednostkę "unikalną i zwykle bezużyteczną" to nie ma żadnych niespodzianek - dostajemy pod opiekę znane dobrze Gryfy i ich starszych braci - Władców Przestworzy. Teraz zostało nam główne danie - jednostki strzelców. No cóż - nie ma co ukrywać, tutaj mamy największe pole do popisu, bo jest ich aż 9! Są więc na początku zwykli łucznicy, są tacy którzy strzelają magicznymi strzałami, strzałami zatrutymi, podpalającymi, zamrażającymi, są wreszcie jednostki strzelające dwa razy po 70 obrażeń... I wbrew pozorom tu wybór strzelca - nawet nieco słabszego - ma ogromny wpływ na rozgrywkę, zwłaszcza gdy przyjdzie nam się zmierzyć z takimi choćby Nieumarłymi, gdzie niektóre niezbyt przyjemne jednostki są odporne na konwencjonalne ataki...
Wraz z zamkiem dostaliśmy także do zabawy nowy teren(a jakże, drzewka, najróżniejszego kształtu i koloru:)) oraz nowy rodzaj many - zielony. Czary generalnie są natury obronnej - zmniejszanie ruchu przeciwnika, odzyskiwanie naszego ruchu, jak zwykle - kilka ofensywnych itp - słowem, nic nadzwyczajnego w tej materii. W kwestii przywołań także nie ma niespodzianek - wszelakie mniejsze Enty, zwykłe Enty, większe Enty i inne leśne ustrojstwa przybędą nam ochoczo z pomocą.
Jeszcze mało? No to został nam deser, czyli jednostki neutralne. Tutaj też mamy galerię nowych postaci. Na pierwszy ogień - Starszy goblin. Tak, tak...Koniec z safandułowatymi goblinkami, ten pan - jeśli szybko nie powstrzymany - może naszym wojskom zrobić masowe "kuku" za 40 damage. Wydaje się zabawne? A czy wspominałem, że elfi strzelcy nie są zbyt silni fizycznie?:P A gdy mamy trzech takich goblinów w drugim rzędzie, to robi się mniej ciekawie, prawda? Takie sytuacje się zdarzają...Następny w kolejce czeka Cyklop - niezbyt przyjemny adwersarz(obrazek ma, to mu trzeba uczciwie przyznać, obrzydliwy:)), a w połączeniu z w/w goblinami, wręcz denerwujący...Oprócz tego dwie nowe jednostki zasiliły i tak pakerne już szeregi barbarzyńców. Są to - Trapper, niezbyt mocny, ale z atakiem na dowolną jednostkę, oraz Szamanka, z wyjątkowo wkurzającą zdolnością - nie dość że 30 obrażeń, to jeszcze strach(w ciągu jednej rundy potrafi "wystraszyć" połowe wojska i zostanie np. sam medyk...) - bardzo niebezpieczne indywiduum. Czy to już koniec? Niee... Jest ktoś jeszcze - ukryty w mroku i śmiertelnie niebezpieczny. Zagrajcie, a się przekonacie...
Veni, vidi, emi...
Na polu grafiki i muzyki nic się nie zmieniło - i bardzo dobrze, nie ma co ulepszać na siłę, tego co jest i tak świetne. Gra weszła na rynek całkowicie spolonizowana - i jest to wykonane doskonale, panowie z CD Projektu naprawdę się postarali i oddali w ręce graczy rzetelnie przetłumaczony produkt. Głosy postaci są wspaniale zagrane, tak samo jak i briefingi przed misjami czytane świetnym, ponurym nieco głosem lektora. Na szczególną uwagę zasługuje także cena - 19,99! Chyba nie muszę przypominać, że wraz z dodatkiem zawarta jest także podstawowa wersja gry? Reasumując - panowie ze Strategy First odwalili kawał dobrej roboty, dodatek jest rozległy i poza krótką nieco kampanią, na gruncie potyczek single i multiplayer zapewnia masę zabawy. Dodatkowym plusem jest jak już powtarzam - śmiesznie niska cena gry. No, to rozbijać skarbonki i szturmować Empiki. Ale już!
|
|