|
|
StarCraft
Już napisanie wstępu do tej recenzji było dla mnie pewnym problemem. Bo jak tu zacząć opis jednej z najlepszych (a w moim mniemaniu najlepszej) gry RTS na świecie? Mogłem powspominać stare dobre czasy. Mogłem zacząć od stwierdzenia, że Blizzard jest jedyną firmą której każda gra jest wielkim hitem. Mogłem od razu rozpocząć zachwalać zalety tej gry. Zacznę jednak jeszcze inaczej. Proszę Państwa, oto Starcraft.
Starcraft wydany został w 1998 roku, ale jeszcze na długo przed premierą wywoływał ogromne emocje. Stało się tak dlatego, że Blizzard postanowił pozwolić graczom na testowanie gry na serwerach battlenet w trybie multiplayer. Kiedy w końcu gra została wydana sprzedawała się jak ciepłe bułeczki. Wtedy grafika zachwycała, a setki pomysłów i nowatorskich rozwiązań przykuwało do monitora na długie godziny. Co jednak może gra mająca 6 lat zaoferować współczesnemu graczowi? Otóż nadspodziewanie dużo! Zacznijmy jednak od początku.
Zwykle gry RTS nawet w dzisiejszych czasach mają płytką fabułę w stylu "dwie rasy nagle się spotkały i się tłuką" lub "dwie rasy tłuką się od tysięcy lat i czas aby jedna zwyciężyła". Czasem zdarzają się też wariacje w stylu "trzy rasy...". W Starcrafcie jest inaczej. Mamy tu, co prawda trzy rasy które nagle spotkały się w przestrzeni i zaczynają walczyć ze sobą, ale każda z nich ma własną historię, którą poznajemy w czasie gry. Sam rozwój akcji także jest niestandardowy. Mamy zdrady, nagłe zwroty akcji, dziwne sojusze i wystawianie sojuszników do wiatru. Grę podzielono na trzy kampanie, po jednej dla Terran, Zergów i Protossów. jedynym sensownym wyjściem jest przechodzenie kampanii w tej kolejności, aby poznać całą historię. Zapoznajemy się także z całą masą bohaterów, czyli jednostek mocniejszych od standardowych, o własnym imieniu, którzy odegrają najróżniejsze role w fabule. Ową fabułę rozkręcają rozmowy przed misjami i klimatyczne przerywniki filmowe (akcja na stacji Terrańskiej może chyba konkurować z Obcym J). Misje są ciekawe, i rzadko ograniczają się do zadań w stylu zniszcz wszystko na ekranie (a nawet gdy taka się zdarzy to możemy być pewni że gdzieś w połowie stanie się coś nieprzewidywalnego). Dodam jeszcze że w kampanii Terran (czyli po prostu ludzi) połowę czasu spędzamy na walkę z... Terranami. Jakież to ludzkie walczyć między sobą w obliczu zagłady J. Szczegółów zdradzać nie zamierzam, przekonajcie się sami.
Jak już wspomniałem w grze mamy trzy rasy. Niezwykłe w Starcrafcie jest to, że jednostki te są zróżnicowane, a każda rasy ma mocne i słabe punkty. Jest to chyba pierwsza gra w której zastosowano tak duże rozróżnienie (wcześniej mieliśmy co najwyżej różne nazwy i grafiki). I tak Teranie są najbardziej podobni do jednostek z innych gier. Mają piechotę, czołgi, pojazdy latające. Ich siłą ognia jest "średnia", podobnie jak koszt budowy jednostek. Mają jednak zauważalnie mocniejszą obronę i słabszy atak w porównaniu do innych ras. Ponadto mogą używać broni atomowej (która jednak najmocniejsza nie jest...). Zergowie to rój, podobni są do owadów. Ich jednostki mutują z larw w głównym budynku, są bardzo tanie, ale wyraźnie ustępują pozostałym siłą. Grając nimi trzeba postawić na ilość, gdyż produkcja idzie bardzo szybko i można dosłownie zalać wrogów własną armią. Ich wygląd przypomina postaci z horrorów - od małych zerglingów, przez przypominające nieco Obcych hydralisków aż po wielkie i przerażające bestie, czyli Ultraliski. Dysponują ponadto siłami powietrznymi. Ich budowle także są żywe i powstają ze zmutowanych jednostek produkcyjnych. Natomiast Protossi są najsilniejsi i najwytrzymalsi. Ich jednostki są jednak bardzo drogie a tworzenie (właściwie to Protossi sprowadzają jednostki i budynki ze swojego rodzinnego świata) trwa bardzo długo. Jest to rasa wyższa, posiadająca psioniczne moce, energetyczne tarcze ochronne i potężną broń energetyczną. Ich armia składa się między innymi z walczących ostrzami zealotów, rzucających czary high templarów, czy potężnych carrierów przewożących interceptory (nie ma piękniejszego widoku niż dwunastka carrierów wypełnionych interceptorami nad bazą wroga J). Rasy są doskonale wyważone i wszystko zależy od umiejętności gracza. Żadna nie ma tak naprawdę przewagi. Zawdzięczamy to właśnie setkom testerów, którzy przekazywali swoje uwagi twórcom gry.
Singleplayer to jednak dopiero rozgrzewka przed prawdziwym wyzwaniem i chodź przejście całości proste nie jest, dopiero tryb multi pokazuje jak wspaniała jest ta gra. Jeżeli wydaje ci się że możesz pokonać każdego bo przeszedłeś całą grę to czeka cię niemiła niespodzianka. Jeden komputer to dość aby skończyć z tobą w piątej minucie gry w multi, a żywi gracze są jeszcze lepsi. Zresztą najlepszą reklamą dla multiplayera jest chyba fakt, że nadal na największych turniejach światowych Starcraft cieszy się większą popularnością niż choćby Warcraft 3. Doszedłem także do kolejnej zalety tej gry. Jest nią niesamowite wręcz tempo rozgrywki. Niedoświadczeni gracze często chcą w spokoju rozbudować sobie bazę i dosłownie w piątej minucie zostają zniszczeni przez atak kilku jednostek wroga. Dlatego też ten kto zyska przewagę na początku jest potem w stanie zwyciężyć pojedynek. Starcraft oferuje też dosłownie setki możliwych strategii gry. Dla przykładu grając Terranami można postawić na ataki marines i goliatów (takie mechy), naloty niewidzialnych myśliwców, lub użycie potężnych battlecruiserow o ogromnej sile ognia. A to dopiero początek.
Gra nie jest niestety pozbawiona wad. Pierwszą jest niewielki limit jednostek. Wydaje się że 200 to aż nadto, ale, zwłaszcza gdy grasz Zergami, szybko okaże się że to nie aż taka duża liczba, zwłaszcza że niektóre jednostki zużywają nawet 8 "miejsc". Kolejna wada jest także związana z jednostkami. Już w pierwszej odsłonie Polan można było zaznaczyć dowolną ich ilość, tymczasem Blizzard nie poradził sobie z tym nawet w trzecim Warcrafcie :P. Ograniczenie do 12 na oddział kiedy chcemy naraz wysłać 60 hydrali na bazę wroga potrafi wkurzyć.
Grafika także nieco się już zestarzała, nadal jednak jest niezła (jeśli udamy że nie widzimy tych wszystkich pixeli... J). Odgłosy natomiast trzymają poziom, a lektorzy są przekonywujący.
Starcraft posiada jeszcze jeden potężny atut. Jest nim edytor plansz, tak rozbudowany, że możemy właściwie stworzyć z jego pomocą nową grę "na enginie" Starcrafta J. Plansz i kampanii jest na internecie prawdopodobnie kilkaset tysięcy. Dzięki temu edytorowi można naprawdę wszystko.
Na koniec należy wspomnieć o oficjalnym dodatku - "Brood War", w którym otrzymujemy trzy kolejne odsłony kosmicznego dramatu (czyt. kampanie J), 7 nowych jednostek - po dwie dla każdej rasy plus jedna bonusowa dla Protossów (niestety nie tak odkrywcze jak w wersji podstawowej, tzn. dostajemy po jednym myśliwcu atakującym tylko cele powietrzne i po jednej jednostce specjalnej, najlepiej wychodzą na tym oczywiście Protossi, którzy dostają bardzo mocnego i niewidzialnego dark templara), drobne poprawki siły już istniejących jednostek, kilka nowych upgrade'ów, nowe tereny walk, nowy tryb gry (świetny!!! Wreszcie komputery domyślnie walczą między sobą!), oraz lekko poprawiony edytor. Co ciekawe mimo kilku zaledwie nowych jednostek pojawia się kilkanaście nowych strategii, gdyż wszystkie są obliczone na wspomaganie głównej armii, a nie walkę samopas.
Grę polecam nie tylko fanom RTS-ów, ale naprawdę każdemu. Starcraft'owi należy się status gry kultowej. Wprowadził wiele rozwiązań, które dziś są standardem, po dziś dzień jest niezwykle grywalny. Dynamiczna rozgrywka, multum strategii, wciągająca fabuła. Grzechem jest w to nie pograć.
|
|