WSTĘPNIAK...1
ZAPOWIEDZI
Hellforces...2
Stalin Subway...3
You are Empty...4
Brothers in Arms...5
Vivisector...6
Xpand Rally...7
RECENZJE
GRA MIESIĄCA: Spellforce...8
Manhunt...9
Crusader Kings...10
Nosferatu...11
Sacred...12
Desert Rats vs. Afrika Korps...13
Joanna d'Arc...14
Disciples 2...15
Disciples 2: Bunt Elfów...16
Starmageddon 2...17
REPLAY
Heli Heroes...18
Starcraft...19
FREEWARE
Soldat...20
INNE
Cheats...21
Humor...22
VARIA
Odejdź od komputera... ...23
Cyberkrzyk...24

Odejdź od komputera

...czyli o szkodliwości gier komputerowych słów kilka

Jeśli ktoś ostatnio pisał pozytywnie na temat wpływu gier na człowieka, to tylko w tonie żartobliwym. Natomiast psioczący na gry... o tak, ich jest w tych czasach na pęczki. W swych artykułach używają setek przykładów, w których gry doprowadziły do zbrodni, przypadków, w których siedząc przed komputerem gracz zapadł na straszne choroby. A potem rodzice łapią gazety z tymi niby-fachowymi wypocinami i w licznych sporach ze swymi dziećmi wytaczają ciężką artylerię, czyli te rzekomo trafne argumenty, wypociny człowieka, który grę komputerową widział pewnie tylko na obrazku. A że nikt oficjalnie nie dementuje tego typu plotek, uznawane są one przez większość społeczeństwa za prawdziwe. Czy my, gracze, jesteśmy faktycznie tak zdegenerowani? I czy nasze hobby to w istocie niebezpieczne narzędzie manipulacji nami? Pomyślmy...

Fakty i kity o grach komputerowych
Wiele przykładów podanych przez owych "fachowców" jest tylko przypadkami jednostek. A ponadto takimi, które wydarzyły się niezależnie od bycia graczem. A gdy umiejętnie manipuluje się faktami... Mamy piękny artykuł. Na przykład weźmy sobie masowego mordercę. I dodajmy, że w młodości miał komputer i coś tam sobie pogrywał. Przypuśćmy, że w GTA. Tytuł szokującego artykułu brzmi: Gry komputerowe popchnęły Jana Kowalskiego do wielokrotnych kradzieży! A to, że grał na komputerze z faktem popełnienia zbrodni ma tyle ze sobą niewiele wspólnego, nikogo nie obchodzi. Wypróbujmy więc kilka argumentów, najczęściej wymyślanych przez przeciwników gier.

1.Gry są satanistyczne i propagują zło!
Sami sobie odpowiedzmy, jak z tym jest. Gier, które są w istocie satanistyczne i złe, jest może kilka na tysiące ukazujących się w ciągu roku, a i te zazwyczaj nie oglądają światła dziennego. A jeśli ujrzą, to na pewno zostanie zarekomendowane jako dzieło szatana (hehe:)), jeśli nie przez twórców, to przez recenzentów. Poza tym, takie dzieła są oznaczane jako dozwolone od lat 18-tu. A skoro tak, to każdy normalny kto po nią sięgnie, wie co robi i wie, co mu grozi po graniu w tego typu grę. A że każdy ma wolną wolę i jeśli mimo wszystko chce w to grać, to niczyja wina oprócz ich samych. W końcu, eee... "Widziały gały co brały" i w takim wypadku nie można mieć pretensji do nikogo poza sobą. Więc taki przykład złego wpływu komputera mogą wymyślić tylko kompletni laicy (czyli typki, które nic nie rozumieją z omawianego tematu, nic nie mają do powiedzenia, a krzyczą najgłośniej), albo desperaci, którzy nie umieją nic konkretnego wymyślić, a chcą koniecznie dolać oliwy do ognia. Ognia, który zresztą już przygasa, bo coraz więcej osób przekonuje się, że to, co dotychczas tępili, jest całkiem fajne.

2.Gry uzależniają!
Niestety nie da się ukryć, że jest w tym sporo prawdy. Jest to dość niebezpieczne, szczególnie w nadmiarze. Przypomina bardziej jednak przyzwyczajenie, niż prawdziwe uzależnienie. No bo skoro pozna się smak wspaniałości tej rozrywki, to wiadomo, że później do niej ciągnie. Ale wystarczy trochę silnej woli i będzie OK. Wielu ludzi mimo, iż jest maniakalnymi graczami, znajduje czas na naukę, spotkania z przyjaciółmi. No ale dobra, dajmy trochę racji "przeciwnikom" i przejdźmy dalej.

3.Gry odciskają się na psychice!
Wielu psychologów odpowiada: Nie pomaga, ale też nie szkodzi, czyli że z flegmatyka nie zrobią potwora i odwrotnie. Owszem, gdy ktoś podatny na wpływy, porywczy giercuje non stop w gry pokroju "Postal", może pod jego wpływem posunąć się do niecnych czynów. Ale fakt, jakoby gry miały degenerować większość graczy, można włożyć między bajki.

4.Traci się na nie pieniądze!
No, nie da się zaprzeczyć, że gry są jednak drogie. Nie będę jednak spekulować, że można by było wytępić piractwo przez zmniejszenie ich cen, bo nie o tym artykuł, choć nie ukrywam, że to święta prawda. Niewielu (niestety) jest ludzi, którzy mają wyłącznie legalne oprogramowanie i gry. Myślę, że uczciwy, ale przeciętnej zamożności obywatel może pozwolić sobie mniej więcej na jedną grę na kwartał. A chciałoby się więcej, nie? I stąd to całe złodziejstwo. Ale gdy już zdecydujemy się na kupno gry to wiemy, na co wydajemy krwawicę. Poza tym to hobby. Wielu ludzi mogłoby wydać majątek dla swojej manii. Kupują karty telefoniczne za setki złotych, tylko dla samego faktu posiadania (bo cóż oprócz oglądania można z nimi robić?). Albo tysiące złotych na profesjonalny sprzęt sportowy, muzyczny, figurki, makiety... Cena gier to przy nich jak Polska przy Europie :). A skoro to jest czyjąś pasją, to nie można narzekać, tylko wysupłać od czasu do czasu trochę grosza...

5.Psują się od nich oczy!
Może tak było dwadzieścia lat temu. Ale teraz te profesjonalne ekrany chroniące nasz wzrok, fabrycznie wbudowane w monitory, ograniczają ryzyko. Tak samo można powiedzieć, że oczy psują się przy czytaniu książek, czy rozmowie (trzeba przecież patrzeć na rozmówcę, nie?). Argument nietrafny, choć mogący faktycznie budzić kontrowersje, szczególnie u nieświadomych postępu techniki.

6.Opóźniają reakcje, osłabiają ostrość zmysłów!
Jest to rzeczywiście niezaprzeczalny fakt. Możecie sądzić inaczej, ale nie da się tego ukryć. Człowiek, po dłuższym siedzeniu przy kompie faktycznie czuje się otępiały i "wyciśnięty". Dlatego tak ważne są przerwy, gdyż ekran oczu nie psuje, ale na mózg zaiste nie działa najlepiej. Ale ograniczając swój kontakt do 2-3 godzin dziennie (to w sumie i tak dużo) można nie tracąc zdrowia oddać się swej manii. I o to chodzi :).

7.Zabierają cenny czas!
I znowu: sprawa osobista, czy chcesz poświęcić swój czas na granie, czy nie. Jest to rozrywka jak każda inna i każdy sam decyduje o tym, czy woli grać, czytać książkę czy oglądać telewizję (mówię oczywiście o biernych formach wypoczynku, bo do czynnych giercowanie nie należy :)). Wszak nie samą pracą żyje człowiek, a rodzaj odpoczynku po niej wybiera sam. Bo w innym wypadku rozrywka nie będzie przyjemnością.

8.Wywołują epilepsję i inne choroby!
Bujda na resorach i to cholernie sprężystych. Pewnie jeden czy drugi dorwał się do instrukcji jakiejś gry i wysnuwa mylne wnioski. W instrukcjach do większości gier jest tylko wzmianka, że istnieje niebezpieczeństwo, że u epileptyków (czyli chorych na epilepsję, popularnie zwaną padaczką) może wystąpić atak w czasie błysków światła w grze. Widać chyba różnicę, nie? A potrzebność i tej wzmianki można by negować, bo przez gry wystąpiło może kilka takich przypadków na cały świat (!). Więc znowu: nie wysnuwajmy wniosków na podstawie jednostek! Jednak to "i inne choroby" ma swoje racje. Chodzi głównie o zwyrodnienia kręgosłupa i choroby kości nadgarstka (od myszki, hehe) , które przy długim siedzeniu przy kompie mogą się nam dać we znaki. Więc jeszcze raz powtarzam: róbcie sobie przerwy, a wszystko będzie ok.

A może coś pozytywnego?
No i jak wyglądają teraz te argumenty? Oczywiście na każdy z moich kontrargumentów można by znaleźć przeróżne następne, ale w sumie nie o to chodzi. Chciałem tylko obiektywnie skomentować racje naukowców, a wyszło, że są dość liche i prawie zupełnie nieprawdziwe. Czy to więc znaczy, że gry są dobrodziejstwem, największym osiągnięciem ludzkości i sposobem na życie? Eee... przewertujmy teraz ich zalety.

1.Uczą języka!
Niezaprzeczalne jest to, że większość gier, oraz te najlepsze, są w języku angielskim. Wiadomo też, że zanim ukaże się polonizacja, przechodzimy je zazwyczaj wzdłuż i wszerz. Zatem to nie lada gratka dla tych, którzy uczą się tego języka i na dodatek chcą poznać fabułę, która lepsza lub gorsza, ale zawsze jest. Poza tym łatwiej zapamiętać zwroty przez rozrywkę, niż wertując opasłe tomy słowników. A jeśli już do nich zaglądamy, to z czystej ciekawości, aby móc zrozumieć słówka użyte przez bohaterów. Czyli widzimy tutaj ewidentny przykład nauki przez zabawę, którą stosuję się od niemowląt, przez dzieci, młodzież aż po dorosłych. A udowodniono, ze to najlepszy sposób!

2.Wyrabiają refleks!
Jest to subiektywne zdanie wielu graczy, którzy poszukują kontrargumentów na ciężką artylerię wytoczoną przez wrogów gier. Jest to niestety nieprawdziwe. Psychologowie mówią: "Gry niby mają wyrabiać refleks. W rzeczywistości wyrabiają tylko wyuczone nawyki, a nie wszechstronny refleks". Jest to prawdą. Gdy atakuje nas wróg, np. w GTA, które wałkujemy od miesięcy, wiemy, ze musimy się skryć, ale że nie grozi nam bezpośrednio, bo jest zbyt wolny. Natomiast w Soldier of Fortune reakcje muszą być szybkie. Każda gra wyrabia inne reakcje, które możemy przekładać na życie (tym razem serio :)), bo przecież dresiarze nie zaatakują nas tak samo, jak np. Kubańczycy w Vice City... I to niestety przynosi więcej strat, niż korzyści.

3.Dają doskonałą rozrywkę!
Nic dodać, nic ująć. To najważniejszy argument i coś, za co je kochamy.

4.Rozładowuja napięcie!
Kwestia do negocjacji. Moją nauczycielkę od historii, gdy jest zdenerwowana, najlepiej uspokaja pykanie w "Diablo". Ja, gdy jestem w nerwach, uruchamiam Vice City, wjeżdżam w tłum Haitańców i wyżywam się. Albo gierce w Hirołsów. Natomiast w żadnym wypadku w stanie podenerwowania nie włączam wyścigów, gdyż w tych zawsze się wkurzam, gdy przegram :). Albo "Fify". U każdego kwestią osobistą jest to, która gra uspokaja, a która wkurza. Dlatego też nie można uogólniać, że gry rozładowują napięcie, bo równie dobrze można rzec, że je podnoszą.

5.Zmuszają do myślenia!
No, to także zależy od gatunku, ale ogólnie jest prawdą. Jasne, że w "Postalu" się nie myśli, no, najwyżej o tym, ile flaków wyleci po jednym uderzeniu łopaty, ale już takie przygodówki, strategie, czy logiczne... Nie zapomnę jak się nagłowiłem nad Zegarmistrzem... Jak nigdy w życiu nad żadną klasówką :). Nie rozwijają inteligencji, ale wysiłek umysłowy... jak najbardziej!

6.Często wzruszają!
Niekiedy faktycznie - fabuła jest tak ckliwa, że nie sposób się nie wzruszyć. Ponadto, niektóre to prawdziwe kopalnie charakterów. Często pod pozornie prostą fabułą kryję się coś głębszego. Na przykład mogę przytoczyć niezupełnie pecetową, ale mimo wszystko do grania, serię Final Fantasy, czy ICO. Tak, to już kumulacja uczuć wyższych :). Ale ponadto, nawet przy najbardziej bezsensownie romantycznej grze pomyślimy choć odrobinę więcej niż przy jakimkolwiek melodramacie, bo w końcu tutaj trzeba coś zrobić, a nie tylko siedzieć i patrzeć, prawda?

Jak więc jest z tą szkodliwością?
Jedynym słusznym werdyktem, po przestudiowaniu wszystkich za i przeciw, jest stwierdzenie, że szkodliwość gier równoważy się z ich zaletami. Wrogów gier ten artykuł z pewnością nie przekonał, że mają one jakiekolwiek plusy, zagorzali wielbiciele nie przyjęli do wiadomości, że mogą powodować cokolwiek złego. W sumie jednak najważniejsze dla nas jest to, że giercowanie to superowa rozrywka. Rozsądnie więc z niej korzystając, możemy otrzymać jednocześnie naukę, myślenie, wzruszenia i środek uspokajający z małą jedynie dawką szkodliwości, jeżeli oczywiście wiemy, jak jej uniknąć. Jeśli wszakże nie zapomnimy o rozsądku, nie ma powodu, dla którego mielibyśmy rezygnować z ulubionej rozrywki. Zatem chyba nie zgrzeszę jeśli powiem... do klawiszy, ludu! :)

Carti

Poprzednia strona
Strona główna
Następna strona