|
|
Cyberkrzyk
Szedł przez ciemne blokowisko. Najbliższa latarnia świeciła kilkaset metrów dalej. Czuł nieprzyjemny smród śmieci, alkoholu, odchodów. Zapachy te niósł lekki wiatr wiejący od strony budynku, do którego zmierzał. Od czasu do czasu z nieba spadały pojedyńcze krople deszczu. Wcześniej padało dość mocno. Jego buty zagłębiały się w śmierdzące błoto pod nogami i każdemu krokowi towarzyszyło nieprzyjemne mlaskanie. Gdzieś wśród kubłów na śmieci walkę na śmierć i życie toczyły koty. Nagle jego uwagę przykuł pojedyńczy błysk na dachu bloku po prawej stronie. To księżyc na kilka sekund przebił się przez chmury, a jego światło odbiło się pechowo od lunety snajpera. Pechowo dla strzelca. Wiedział doskonale, że gdzieś musiał zaczaić się snajper, ale dotąd nie był pewny gdzie. Poczuł jeżenie się włosków na karku, nieomylny znak, że ktoś go obserwuje. Niby próbując ominąć sporą kałużę podszedł do ściany budynku. W ten sposób postawił wroga przed ciężkim wyborem. Bardzo się wychylić i zdradzić swoją pozycję, aby móc strzelać, czy stracić przeciwnika z oczu. Ten na dachu musiał być amatorem. Nie odważył się wychylić. Gdzieś po drugiej stronie podwórka trzej żule zwietrzyli kłopoty i teraz szybko ewakuowali siebie i swoje wino z zagrożonego terenu. Zauważył ruch w klatce bloku do którego zmierzał. Snajper nie był sam. Widocznie wysoka nagroda za zadanie skusiła jakąś drużynę. Postanowili oni zacząć od wykończenia konkurencji. Instynktownie rzucił się za najbliższy kontener ze śmieciami, pilnując jednocześnie, aby nie wystawić się na strzał snajpera. Z klatki wyskoczyło dwóch. W czarnych skórzanych kurtkach i czarnych spodniach byli prawie niewidoczni w panującym półmroku. Dwa kałachy jednocześnie jęknęły wypluwając trzypociskowe seryjki. Natychmiast rozbiegli się szukając osłony i jednocześnie lepszego miejsca do ostrzału. Widać, że to nie była ich pierwsza walka. Wiedział, że pojemnik zapewnia mu ochronę. Spokojnie wyjął broń, wychylił się i strzelił w pechowego przeciwnika, który nie zdążył znaleźć osłony. Kula trafiła w głowę i szybko znalazła drogę do mózgu. Zobaczył ruch kątem oka i natychmiast rzucił się do tyłu. Uratowało mu to życie gdyż jeden z żuli okazał się trzecim wrogiem. Pociski przeorały puste już miejsce za śmietnikiem. Po chwili spryciarz padł martwy z trzema kulami w ciele. Pozostał jeszcze jeden ukryty za stertą jakichś śmieci i gruzów. Kontener przestał być bezpieczną kryjówką, więc samotny strzelec skoczył w kierunku kamiennej ławeczki stojącej na środku podwórka, ostrzeliwując się w kierunku przeciwnika. Kolejne naciśnięcie spustu spowodowało tylko ciche kliknięcie. Tymczasowo bezpieczny za ławką sięgnął po zapasowy magazynek. W szarym prochowcu zobaczył trzy dziury po nabojach. Wyrzucił pusty magazynek i w tym momencie pocisk uderzył w metalowy fragment ławki, zrykoszetował i drasnął go w nogę. Zapomniał o snajperze. Gdyby na dachu stał ktoś komu nie trzęsie się ręka, już byłby martwy. Spojrzał w górę i zobaczył sylwetkę strzelca nerwowo przeładowującego broń. Strzelił trzy razy, bardziej aby go przestraszyć, niż żeby z nim skończyć. Teraz najważniejszy był ostatni koleś z kałachem, który pojedynczymi strzałami próbował trafić w szczeliny w ławce. Skorzystał z tych samych szczelin, wycelował spokojnie i trafił w głowę przeciwnika. Biegnąc zakosami dotarł do klatki bloku po prawej. Zadanie poczeka, najpierw trzeba zdjąć tego drania, który go zranił. Winda nie działała, zresztą i tak by z niej nie skorzystał, chciał jednak zmylić amatora na dachu. Chip kondycyjny ułatwił mu bieg na ósme piętro. Najwyraźniej snajper wolał przyjąć gościa na dachu, na który prowadziło wąskie przejście z pnącymi się ostro do góry schodami. Na końcu korytarzyka były drzwi. Snajper czekał na dachu, nie naprzeciwko wejścia, ale trochę z boku, celując z Uzi w drzwi. Te otworzyły się nagle wyważone kopniakiem. Seria z Uzi przeorała jednak powietrze. Zdezorientowany snajper podszedł do nich i spojrzał w dół na korytarz na ósmym piętrze. Gdyby spojrzał w górę, zobaczyłby swojego zabójcę, który zablokował się nogami i jedną ręką o ściany korytarzyka i framugę drzwi.
- Giń kamperze - usłyszał jeszcze. Potem nie było już nic. Tylko ciemność.
Reszta była już prosta. Zlikwidować pojedynczy cel. Zadanie nadane przez opa serwera, więc najlepiej płatne. Jego ofiara ukrywała się w piwnicy. Zszedł tam i spróbował przycisnąć przełącznik światła. Ku jego zdumieniu pojedyncza żarówka zawieszona pod sufitem rozświetliła ciemności. I ostatniego przeciwnika. Młodą kobietę w metalowym napierśniku, z mieczem przy pasie i łukiem na plecach. Na dodatek kończyła właśnie dziwny zaśpiew w nieznanym języku. Ciało zareagowało bez pomocy umysłu. Pistolet sam skoczył w górę i wypluł pół magazynka w dziewczynę. Pociski zatrzymały się jednak na dziwnym polu siłowym. Jego przeciwniczka dobyła miecza, podbiegła i pchnęła z całej siły. Jakimś cudem odsunął się na bok, przyłożył pistolet do jej napierśnika i wystrzelił. Padła na ziemię przyciskając dłonie do rany. Odwrócił się. Chciał pozwolić jej się wykrwawić. Całość była tak dziwna, że chciał jak najszybciej uciec. Popełnił jednak błąd. Odchodząc usłyszał kilka słów w tym dziwnym języku. Odwrócił się i wystrzelił. Za późno. Wybuch zniszczył jego bębenki, wyrzucił ciało pod sufit i omiótł je płomieniami.
-Janek skończ tą cholerną grę! Obiad na stole - powrót do rzeczywistości w ten sposób nie należał do przyjemnych.
-Mamo kiedy wreszcie nauczysz się, że nie musisz się drzeć do mikrofonu żebym coś usłyszał?
-Ty nigdy nic nie słyszysz! Lekcje nie odrobione, obiad od pół godziny stygnie, a ty tylko pozwalasz aby ta maszynka wyżerała ci mózg! Czy ty w ogóle masz jakichś znajomych?
-Tak kilku. Tam - wskazał na czarną skrzynkę od której odchodziło kilka kabli. Większość ciągnęła się do jego głowy. Matka wciąż narzekała, kiedy zszedł potulnie i zajął się jedzeniem. W telewizji leciały wiadomości.
"Gra True Reality robi ogromny sukces na całym świecie. Tylko w tym tygodniu osiemdziesiąt cztery tysiące osób dołączyło do któregoś z serwerów na całym świecie. W Polsce już trzy miliony osób grają na czterech najpopularniejszych w naszym kraju. Ponad milion Polaków przeżywa przygody w Fallen City, a siedemset tysięcy w Ardanii. O sukcesie gry zadecydowała supernowoczesna technologia i naprawdę przystępna cena..."
Kolejny dzień. Szaro. Zimno. Ale jakoś tak dziwnie. Nienaturalnie. I jeszcze niewyspanie. Matka nie pozwoliła mu wejść do gry. Wiedział że obudzi się w szpitalu, w grze nikt nigdy naprawdę nie ginął. Mimo to chciał szybko zabrać się za śledztwo. Ktoś z Ardanii jakimś cudem przeniósł się do Fallen City. I jeszcze go zabił. Cała kasa poszła się... Nieważne. Tłok w autobusie. Jak co rano. Nudy w szkole. Jak co dzień. Dwóch osiłków wyciągnęło od niego całą kasę. Raz rzeczywistość zgodziła się z grą. Przez chwilę zastanawiał się czy zabawniejsze byłoby rozwalenie obu w prawdziwym życiu, czy też odkrycie, jakimi grają postaciami i regularne wykańczanie ich, powiedzmy, co tydzień. Zreflektował się, że gdyby ich rzeczywiście pozabijał, poszedłby do więzienia. Bez konsoli. Nie warto było. Kiedy wreszcie wrócił do domu, natychmiast przypiął do głowy elektrody. Ciemność. Poczuł ciepło wygodnego, szpitalnego łóżka. Zdziwił go zapach, szpitalny, ale bez lekkiego smrodu który charakteryzował "jego" szpital. Słyszał też cichy szmer oddechu jednej osoby, a nie jak zwykle jęki rannych i chrapanie tych, którzy jeszcze nie podłączyli się po ostatniej "śmierci". Otworzył oczy. Oślepiło go jasne światło. Usłyszał głos.
-No, wreszcie się obudziłeś.
Rozejrzał się po sali. To nie był szpital, w którym zwykle respawnował. Ten był czysty i zadbany, wręcz błyszczący nowością i czystością. Zobaczył starszego człowieka siedzącego naprzeciwko i przypatrującego się mu.
-Kim pan jest?
-Wiedziałem że nasza rozmowa zacznie się od tego - staruszek uśmiechnął się. - Możesz nazywać mnie Adminem.
-Ad... Adminem? Głównym zarządcą całego serwera?
-Zgadza się.
-I ma pan dla mnie misję. Pewnie związaną z wczorajszymi wydarzeniami?
-Jesteś inteligentny. Poza tym jesteś doskonałym graczem. No i znasz grę prawie tak dobrze jak ja. I masz oczywiście rację. Jakiś haker złamał zabezpieczenia serwerów i otworzył coś w rodzaju bramy między City a Ardanią. Naprawianiem szkód zajmę się osobiście do spółki z opami. Ty masz natomiast znaleźć dziurę oraz wszystkich, którzy się przedostali. I wyeliminować oczywiście.
-Dlaczego właśnie ja?
-Widzisz... Ardania jest światem dużo bardziej niebezpiecznym i zabójczym. Ty musisz walczyć tylko z innymi ludźmi. Czasem posiadają oni Chipy wzmacniające, wstawki cybernetyczne i inne gadżety. Ale to tylko ludzie. Gracze w świecie magii walczą z potworami, smokami, tysiącami wrogów naraz. Dlatego zdecydowaliśmy się dać im dużo lepsze statystyki początkowe i szybszy rozwój. Ta, z którą walczyłeś, ma niski poziom. Wyobraź sobie jak potężni będą wysokopoziomowcy. Po twojej minie widzę, że rozumiesz. Nie musisz mi pomagać, choć będę wdzięczny jeśli to zrobisz. I pamiętaj - bramą jest okno.
Janek wstał, wziął swoje rzeczy i wyszedł. Jasne, że pomoże. To będzie prawdziwe wyzwanie. Do pokoju gdzie wciąż siedział starzec weszła druga postać. Odziana w szaty maga.
-Nie możemy im po prostu powiedzieć, że to kwalifikacje do reprezentacji Polski na turnieju międzynarodowym?
-Tak będzie ciekawiej...
Kolejny dzień. Nudy w szkole. Szaro. Świat jest taki nudny. I dziwny. Dwóch kandydatów do gangu młodzieżowego nie przyjęło wyjaśnienia że nie ma już ani grosza. Byli wkurzeni bo "ktoś" wjechał na ich melinę w sektorze 37 rozwalił ich i ukradł cały sprzęt. Janek pomyślał, że kolejny najazd będzie jeszcze większą przyjemnością. Wrócił do domu z zamiarem rozpoczęcia misji. Wszedł do pokoju i od razu dostrzegł brak urządzenia.
-Matka gdzie konsola!!!
-Chcesz swojej konsoli? Tak ci spieszno do grobu? Siadaj i słuchaj co mówią przez cały dzień w telewizji!
"Ponad cztery tysiące osób na całym świcie zmarło z wycieńczenia, ponieważ grali w grę True Reality i zapomnieli o jedzeniu czy piciu. Kolejne kilkaset osób popełniło samobójstwa ze względu na niepowodzenia w grze. Ponad tysiąc dostało zawału serca gdy ich wirtualne odpowiedniki zostały "zabite". W związku z tym USA i Unia Europejska wydały nakaz zniszczenia wszystkich konsol. Prezydent Polski zezwolił siłom policyjnym na wkraczanie do mieszkań w celu zniszczenia niebezpiecznych maszyn. Twórcy gry zostali postawieni przed sądem."
Ciemny ekran telewizora. Pusty pokój. Za oknem też już robi się ciemno. Okno. Byłem jednym z najlepszych. Miałem pomóc w ratowaniu całego serwera. Miałem znów nakopać tych osiłków. Tam nie potrzebowałem szkoły, umiałem wszystko co mogło mi się przydać. Świat jest taki dziwny. Znów spojrzał w okno. A co jeśli ten świat nie jest prawdziwy. Jeżeli w Matrixie mówili prawdę. Może konsola była bramą do prawdziwego świata. Bo ten jest nierealny. Brama. Okno. Co mówił Admin? Bramą jest okno. On wiedział, że koniec jest bliski. Przekazał tą wiadomość właśnie mi. Okno. Padało. Otworzył okno i stanął na parapecie. To jest brama. Koniec z tym głupim nieprawdziwym światem. Już nikt nigdy mnie nie uderzy. Znalazłem drogę do prawdziwego świata. Ale to jeszcze nie wszystko. Skoczył. Mieszkał w bloku na siódmym piętrze. Pod nim było tylko zabetonowane podwórko. Widział jak się zbliża. Bardzo powoli. Czuł każdą kroplę deszczu na swoim ciele. Wiatr rozwiewający włosy. Słyszał krzyki ludzi tam na dole. Ale oni już byli w innym świecie. Ciemność. I ostatnia myśl. Czy obudzę się w szpitalu?
"W całym kraju doszło do zamieszek, samobójstw i walk z policją. W Poznaniu siedmiu policjantów zginęło i kolejnych czterech zostało rannych, gdy próbowali odebrać konsole grupie czterech nastolatków. Młodzi ludzie zdobyli jakoś broń palną i wykorzystując nabyte w grze doświadczenia wdali się w wymianę ognia po czym zbiegli. W Gdyni czternastoletnia dziewczynka zabiła jednego i ciężko raniła drugiego funkcjonariusza nożem kuchennym. Złapano ją i osadzono w szpitalu psychiatrycznym. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że już teraz istnieje jeden nielegalny serwer True Reality, a konsolę można łatwo dostać na czarnym rynku. Wiadomość z ostatniej chwili. Prezydent ogłosił stan wyjątkowy..."
PS.
Kiedy powstanie taka gra?
Czy naprawdę jej chcemy?
P_aul
|
|