wstęp  |  dział ogólny  |  koncerty  |  recenzje  | wywiady |  liryka  |  tabulatury  |  redakcja  |  www.GrungeZone.z.pl 



                             LEGALIZACJA NARKOTYKÓW VS. PROHIBICJA




   Narkotyki są wszędzie. W szkołach, na placach zabaw, podwórkach i dyskotekach. Te słowa słychać zawsze przy jakiejkolwiek dyskusji na temat narkotyków. To prawda. Zawsze też podczas takich dyskusji padają propozycje jak zmienić tą wszechobecność. Są różne pomysły: można wprowadzać programy edukacyjne, karać za posiadanie nawet jednej działki itp... Tylko nieliczni (a w świecie polityki tylko Janusz Korwin Mikke - lider UPR - partii wchodzącej w skład Platformy Obywatelskiej - nie żebym tu agitował za jakąś formacją polityczną, tylko podaję fakty -przyp.Mkl) chcą przeciwdziałać narkomanii w najbardziej skuteczny sposób czyli: ZALEGALIZOWAĆ HANDEL NARKOTYKAMI !!!. To nie pomyłka, dobrze widzicie. Narkobiznes najbardziej ucierpi na jego legalizacji!!! Herezja? Każda nowa prawda najpierw jest herezją. Ale zmieńmy temat. Cofnijmy się w czasie do USA na początku XX wieku, do lat 20-stych...

   "Królestwo łez się skończyło. Dzielnice slumsów wkrótce już będą tylko w pamięci. Więzienia zamienimy na fabryki, kobiety będą się uśmiechać, a dzieci - śmiać. Piekło odtąd będzie na zawsze pustą przestrzenią do wynajęcia" mówił kilka dni po wprowadzeniu zakazu posiadania i handlu alkoholem (prohibicji) wielebny Bill Sunday. Jeśli znacie choć trochę historię tego okresu to po przeczytaniu tych słów musieliście nieźle się uśmiać. Bo to bzdury. Zakaz handlu i posiadania alkoholu nie stworzył raju na ziemi, wręcz przeciwnie. Porównajmy ilość więźniów więzieniach z roku 1914 (gdy nie było prohibicji) i z początku lat 30-stych (jej apogeum), otóż w latach 30-stych w więzieniach federalnych przebywało 26 tyś przestępców. TO O 561% WIĘCEJ (SŁOWINIE PIĘĆSET SZEŚĆDZIESIĄT JEDEN PROCENT) niż w roku 1914 (ok.4,6 tyś). Wydatki na utrzymanie więzień wzrosły o 1000% (tysiąc procent) a liczba morderstw popełnianych każdego dnia na ulicach wzrosła (porównując analogiczny okres) o 100% (sto procent). To są konkretne liczby. Widać gołym okiem że zakaz handlu alkoholem nie przyniósł nikomu, poza przestępcom, raju na ziemi. SAM TYLKO AL CAPONE ZARABIAł ROCZNIE NA DYSTRYBUCJI I PRODUKCJI ALKOHOLU DWA MILIARDY DZISIEJSZYCH DOLARÓW !!! Mafia miała swój okres prosperity. Zwykli ludzie natomiast pili (alkohol oczywiście) i wbrew przewidywaniom amerykańskich obrońców moralności pili coraz więcej i więcej. Przed wprowadzeniem prohibicji najpopularniejszym alkoholem w USA było piwo, po zniesieniu zakazu - whiskey była bezkonkurencyjnym liderem pod względem spożycia pośród wszystkich alkoholi. Nie pomogła nawet zmiana tłumaczenia Biblii; duchowni zaprzeczali jakoby Jezus w Kanie Galilejskim zamienił wodę w wino (tylko w sok winogronowy, podobnie jak podczas Ostatniej Wieczerzy :)))) ).

   W 1923 roku ulubionym hobby Amerykanów było omijanie przepisów wymagających prohibicji. Najpierw kwitła "turystyka" do przygranicznych miast Meksyku i Kanady, później lekarze wypisywali recepty na ziołowe eliksiry, toniki i inne lekarstwa na bazie alkoholu. Następnie Amerykanie zapałali miłością do żeglarstwa - za trzymilowym, amerykańskim pasem celnym zatrzymywały się zagraniczne statki wypełnione butelkami upragnionego alkoholu. Niektórzy odkryli w sobie talent chemiczny; chcąc być alkoholowo samowystarczalnym wielu ludzi kupowało zestaw miedzianych rurek, stalowych kadzi i szklanych gąsiorów. Dostępny był zestaw pod nazwą "VineGlo", do którego była dołączona instrukcja czego pod żadnym pozorem nie można z tym robić by po kilku tygodniach nie otrzymać z tego wina. Pomysł był rewelacją. Jeśli w 1919 r. winice zajmowały 97 tyś akrów, to w 1926 już 681 tyś akrów. Łamanie prawa stało się modne. Symbolem oporu była piersiówka, którą zabierano wzędzie, do teatru, na mecze piłkarskie, do pracy...lecz skoro policja mogła wsadzić do aresztu za posiadanie alkoholu to trzeba go szybko wypić...więc normą było upijanie się na umór. Niektórzy sięgali po alkohol metylowy, przez 13 lat prohibicji śmiertelnie zatruło się nim 10 tyś osób, a tysiące oślepło. Zapchane były sądy i więzienia, kwitła korupcja, bogaciła się mafia (po raz pierwszy mafia zyskała dostęp do tak dużych pieniędzy, co pociągało za sobą korupcję miejscowych władz i policji) organizująca nielegalne speluny (w 1918 w Nowym Yorku było 16 tyś legalnych Saloonów, w 1926 było od 32 tyś do 100 tyś nielegalnych spelun w których alkohol pochodził z przemytu.).

   Wiele pracy miało FBI (i sławna ekipa "nietykalnych" Eliota Nessa), które gdy wchodziło do nielegalnej speluny aresztowało wszystkich pijących akohol a (co będzie pewnie dla was niespodzianką) zostawiało ludzi palących tam trawkę (oraz handlujących nią). Nagonka na narkotyki rozpętała się dużo później (słyszałem nawet taką opinię że było po to by FBI i "nietykalni" Nessa mieli co robić...kto wie :))) ).

   Teraz pytanie z audiotele: do wygrania zestaw do odbioru Platformy Obywat..., to znaczy Platformy Cyfrowej ;) POLSHITU. Pytanie brzmi: Jaka "używka" i jaki nałóg był\a najczęściej popularna\y w USA w okresie prohibicji: A) alkohol i alkoholizm; B) narkotyki i narkomania; C) różowa landrynka i nałogowy onanizm :))) a może odpowiedź D)... Dobra koniec jaj, chyba już znacie prawidłową odpowiedź. Jeśli tak to czy nie zdziwiło was to, że mimo iż alkohol był nielegalny był jednocześnie tak popularny i poszukiwany i konsumowany. Przecież był NIELEGALNY? Był NIELEGALNY a jego konsumpcja WZRASTAŁA.

   Przejdźmy teraz do narkotyków. Podstawowym zarzutem przeciw legalizacji (i za dlegalizacją) dragów jest fakt obrony ludzi przed uzależnieniem od narkotyków. Przykład prohibicji obala ten argument. Delegalizacja (czegokolwiek) nie prowdzi do zmniejszenia spożycia, wręcz przeciwnie, rodzi się przekora (jak to wspaniale że ludzie są tacy przekorni, dzięki temu trudniej nimi manipulować) i powstaje "owoc zakazany", którego trzeba spróbować (tym, którzy nie wierzą, że zakaz np. posiadania jakiejś rzeczy zwiększa chęć posiadania jej i zwiększa pozytywne nastawienie do niej polecam książkę wybitnego amerykańskiego psychologa R. Cialdini-ego pt. "Wywieranie wpływu na ludzi").

   Legalizacja obniżyła by więc w ciągu 3-5 lat ilość spożywanych narkotyków. Przynosiła by też dochody państwu (poprzez akcyzę, podobnie jak i w przypadku alkoholu i fajek). Nie było by też dealerów pod szkołą podstawową, przeniośli by się do swych Cofe Shop-ów. Nie dochodziło by też do sytuacji takich jak np. bodajże w Gdańsku gdzie parę osób zatruło się narkotykiem UFO, po legalizacji były by one regularnie badane (podobnie jak fajki i wóda) przez producentów. Wreszcie wiadomo byłoby ile jest w Polsce narkomanów (tyle ile sprzedaje się narkotyków) łatwiej było by ośrodkom typu Monar dotrzec do narkomanów (mogli by stać pod Cofe Shopem, albo ich adresy wisiały by w każdym z nich). Zlikwidowany zostałby w ogromnej większości czarny rynek narkotyków, więc część mafii albo zaczęła by legalnie handlować drugami albo wycofała by się z tego interesu. Efekt mafie miały by mniej forsy, więc zmniejszyłaby się ich władza, więc w mniejszym stopniu korumpowałyby policję czy urzędników. Poza tym (moim skromnym zdaniem to najważniejszy powód) każdy człowiek mógłby zadecydować czy chce kupić (i wziąść) narkotyki (przebadane, z legalnego źródła znając konsekwencje swego czynu i działanie narkotyku). Mielibyśmy prawdziwą wolność (a o to przecież niektórzy walczyli przez tyle lat), a nie tak jak dzisiaj, okres porównywalny do okresu prohibicji w USA (tylko policja aż tak nie ściga narkomanów). Tylko nie mówcie, że alkoholu i narkotyków nie można porównywać ze sobą. Wg. WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) np. Marihuana w mniejszym stopniu uzależnia i jest mniej szkodliwa dla zdrowia niż np.wódka czy inny silny alkohol.

   ZALEGALIZUJCIE NARKOTYKI, OTWÓRZCIE SWOJE UMYSŁY proszę Was Ja i miliony dzieciaków, którym jutro pod szkołą dealer poda działkę niewiadomego pochodzenia świństwa...a zakazany owoc smakuje najlepiej...

EPILOG:
   Jak donosi "Gazeta Wyborcza" (2-08- 2001), podobne opinie do wyrażonych w tym artykule można przeczytać w brytyjskim tygodniku "THE ECONOMIST" (numer z początku sierpnia.). Tygodnik dzieli argumenty za legalizacją na:
   "...pryncypialne i praktyczne. Pryncypialne wyłożył 150 lat temu brytyjski filozof John Stuart Mill, który twierdził, że państwo nie ma prawa zabraniać obywatelom, by ci wyrządzali sobie krzywdę o ile nie szkodzi to społeczeństwu(...)Państwa demokratyczne pozwalają jednostkom na różne niebezpieczne działania, poczynając na od wspinaczki wysokogórskiej, poprzez palenie papierosów a na jeżdżeniu rowerem po ulicach kończąc.Taki rodzaj aktywności wzbudza niepokój towarzystw ubezpieczeniowych i matek, ale jest tolerowany przez państwo.(...) argument praktyczny oparty jest na szkodach jakie powodują zakazy i korzyściach, jakie przyniosłaby legalizacja.(...) na handlu narkotykami bogacą się potężne organizacje przestępcze zagrażające instytucjom państwowym (...) rynku narkotyków nie można regulować bo jest on nielegalny. Rządy nie mogą ani wymagać by narkotyki spełniały standarty jakościowe, ani czuwać by były one niedostępne dla dzieci, ani pilnować by były sprzedawane w odpowiednich warunkach. Nielegalność przyczynia się też do spożycia narkotyków twardych. No bo skoro handel jest ryzykowy, to oczywiście sensowniej jest kupować narkotyki twarde. (...) Rolą rządów jest uregulowanie rynków narkotyków i zapewnienie minimum jakości oraz bezpiecznego systemu dystrybucji. Legalny rynek jest najlepszą gwarancją, że konsumpcja narkotyków nie będzie groźniejsza niż picie i palenie. Skoro społeczeństwa- i słusznie -tolerują to zło, powinny też tolerować sprzedających i biorących narkotyki."
   Więc widzicie, że również ważne i opiniotwórcze światowe magazyny dostrzegają problem narkotyków i znają sposób na jego rozwiązanie. Takie są fakty i jestem niezwykle zadowolony iż brytyjczycy na łamach The Economist poruszyli tą sprawę. Być może za parę lat w Wielkiej Brytani zalegalizuje się narkotyki? Kto wie?

   Ps. W Holandii zalegalizowano tylko miękkie narkotyki jednak wg. mojej skromnej osoby powinno się zalegalizować wszystkie narkotyki (również twarde)

   Ps.2. Dane statystyczne i fakty dotyczące prohibicji zaczerpnąłem z artykułu "Kac po prohibicji" autorstwa Konrada Niklewicza z "Gazety Wyborczej" z dnia 13.IV.2000 (a konkretnie dodatku "Magazyn"), skrót artykułu z "THE ECONOMIST" pochodzi również z "Wyborczej" (z dnia 2 VIII 2001, tłum.NIK)


Za miesiąc: "POPKULTURA LUBI TRUPY...czyli lepiej umrę więcej sprzedam...", nie przegapcie :)))

MayKeL