|
|
EMERYTEN PARTY
Zeszli się tu chyba z całej okolicy
Wszyscy renciści i wszyscy emeryci
Niby z wyglądu ludzie całkiem młodzi
Ale nikt nie kuma czaczy - nie wie o co chodzi
A chodzi o to, że dziś jest prywatka
Impreza, balanga a nie gadka szmatka
A tu stado oszołomów po kwadracie się błąka
Speszone panienki palą szlugi po kątach
Emeryten party...
Głośna muzyka ale całkiem do dupy
To najnowsza pozycja krajowej supergrupy
Niestety nie wypada puścić nic innego
Gdyż gra w niej obecny tutaj Henio z kolegą
Wszyscy mają dosyć już tego miauczenia
Oraz mizdrzenia się z kolegą Henia
Za chwilę dojdzie tutaj do parzenia
Grajcie muzykę - muzykę do tańczenia
Emeryten party...
PSYCHOPOP
W andergrandzie siedzi Andrzej
Jarek w popie robi bardziej
Chocia obaj muzykami
Nie rozumią się czasami
Ten kłopoty ma na giełdzie
Andrzej raczej cienko przędzie
Mówi Jarek - złam się chłopie
Choćże ze mną robić w popie
Andrzej jednak ma zasady
Ideałów nie chce zdrady
Jarek z niego w głos się śmieje
Pęga w banku mu pęcznieje
Andrzej także z kumpla szydzi
Komercyją on się brzydzi
Do kariery wy się pchacie
Jak do pralki brudne gacie
Jak przyjaciół zgodzisz spory- psychopop!
Tak się zrodził pomysł chory- psychopop!
Sado i Maso w jednym stali domu
Sado na górze a Maso na dole
Maso spokojny nie wadzi nikomu
Sado najdziksze wyczynia swawole
Biały kruk czarnego krążka
Złoty deszcz, biała gorączka
Kawior, banan, czekolada
Lody, krem i marmolada
Jak przyjaciół zgodzić spory - psychopop!
Tak się zrodził pomysł chory - psychopop!
Tak przyjaciół wieczne spory - psychopop!
Uleczył ten pomysł chory - psychopop!
Tak się rodzi
Tak się rodzi
Tak się robi - psychopop
SAMBA MAMBA
W barze na rurze tańczy Samba
Wije się po niej Czarna Mamba
Wszyscy wołają o carramba
Jaka ty fajna jesteś Samba
I każdy chciałby ciebie mieć
Profesor, docent, alfons, cieć
Lecz kto choć raz zatańczy z Sambą
Do czynienia z Mambą ma
Ajajajaj - Samba maja
Ajajajaj - Mamba! Ja nienawiżu tiebia!!!
Goście tracili dla niej głowy
Choć była naga do połowy
I zazdrościli Czarnej Mambie
że między uda wpełza Sambie
Patrzyli w oczy jej namiętne
Pomiędzy uda jej ponętne
Lecz kto choć raz zatańczy z Sambą
Do czynienia z Mambą ma
Ajajajaj...
Nie patrz namiętnie w oczy Samby
Będziesz ofiarą Czarnej Mamby
I padniesz trupem jak ten gość
Którego żona miała dość
Bo tylko Mamba może mieć
Czego nie może byle cieć
I tylko Mamba Sambę ma
Mamba, mamba! - ja nienawiżu tiebia!!!
SZPANER
Chce mały pokój z widokiem na auto
Samotną komórkę z okienkiem na świat, bo
Nie ma nikogo i nie ma go nikt
Parasol i krawat, komórka i ty
Chcesz założyć nowe spodnie
Chcesz założyć nowy strój
Myślisz, że wyglądasz modnie
A wyglądasz
O jeah - wśród krawaciarzy
O jeah - garnitur na twarzy
Garnitur na twarzy, szuflady ma w głowie
Seks mu się marzy lecz komu to powie
Kto go wysłucha - kto ulży mu
Rosyjska mamusia znów go tuli do snu
NanananananananaNatasza!
W wydziale promocji, bo układ jest taki
Biznesmen ze Szkocji - spódnica i baki
Był trochę nachalny, był trochę brutalny
Dla dobra kariery dał cztery litery, bo
Chce założyć nowe spodnie
Chce założyć nowy strój
Myśli, że wygląda modnie
A wygląda jak chuj
Noś dobre ciuchy
Buty od krawca, spodnie od szewca
Garnitur z ceraty
Portfel po tacie, zegarek po bracie
Szarawary w kwiaty
Ortalion w łaty, kaszkiet w kwadraty
I kurtka na wacie
Skóra ze szczura, mokra fryzura
łańcuszek - na klacie
Wszyscy rodacy idą do pracy
Pięknie wystrojeni
Egipskie fryzury, mundury ze skóry
W kieszeniach rulony
Tłoczone garsonki, gumowe koronki
Dmuchane pierścionki
Wszyscy się noszą, więc noś się i ty
Wszystko wokół - śpiewa mi
Noś, noś, noś dobre ciuchy
Dobrych ciuchów nigdy dość
Noś, noś dobre ciuchy
Jeżeli jesteś gość
Noś, noś, noś dobre ciuchy
Rodzicom swym na złość
Noś dobre ciuchy, bo w ciuchach jest coś
Dobrych ciuchów nigdy dość
Zero godzina, już pękła sprężyna
Bal się rozpoczyna
Cekiny, fiszbiny, szyfony, nylony
Złocone galony
Treska z pieska, szklana plerezka
Etola z sobola
Bistor, kremplina, skaj, popelina
Tak się zaczyna bal
Noś, noś, noś dobre ciuchy...
SZUWARY
Nie miał wąsów ani brody, ni urody
Nie zażywał też swobody, choć był młody
Sznurowane glany, spodnie z anilany
Rano katolik, wieczorem alkoholik
A ona była pięknie opalona
Być może czyjaś rozpalona żona
Choć bez litości cięły ich komary
Złączyć się do pary wpłynęli w szuwary
Szuwary
Nikt by niczego może i nie zauważył
Że nierealny akt miłości tam się zdarzył
Lecz się niestety tak kochali czule
Że ich nad ranem znalazł rybak w mule
Splecione ciała w miłosnym uściskuWciągnęły bagna przy miejscowym uzdrowisku
Gdy wzdłuż jeziora chadza portier stary
O tej miłości szepczą mu szuwary
Szuwary
KOLACYJA
Słodki muszkieter złowił muchę na ketę
Muszkietery, do cholery, każdy w gębie ma litery
Pozłacane abecadło popiłoby się i zjadło
Mroźny wieczór brzuch mu kwasi, kolacyja w ząb się łasi
Muszkieterze - kawalerze
Nuże bież się za talerze
A muszkieter, mądra głowa, kolacyji już połowa
Z majonezu babę lepi, tu wygładzi, tu poklepie
Tu trasuje, tu fleksuje, tu nagryzie, tu ukłuje
Już się baba żywa wije
Z majonezu jest a żyje
Doboszowie sypią grochem a publika leje riohę
Kandelabry zarzygali, obudzili tych, co spali
Obalili z tronu króla, kalesony i koszula
Buraczana krew się leje, to historii są koleje
Ale oto jaja wnieśli
Zapach jajec ściszył pieśni
A i oto delicyje, mrówki w soku, w sosie żmije
Blekot z młodej trąby słonia, opiekany leistug konia
A barony i margrabie obmacują uda żabie
Liżą ostryg zakamary, obwąchują ser prastary
A w dekoltach, jak na tacach, tam zaglądać się opłaca
Tam desera wystawione, rodzynami najeżone
A muszkieter ślinę roni, gębę nurza w wina toni
A lokaje w liberyjach pokazują mu na szyjach
Książę wali głową w ścianę, skaczą damy rozchełstane
Na podłodze muszkieterzy tarzają się wśród odzieży
Baronessy już na stołach rozbierają się do goła
Polewają ciała sosem i chlastają się bigosem
Więc hrabiowie na golasa dalej chlastać się kiełbasą
Nasz muszkieter z tortem w dłoni za młodziutką służką goni
Wreszcie chwyta swą zwierzynę, już podają leguminę
I taplają się w potrawach, gęstych sosach i zaprawach
BOSKI OGRÓD
Boski ogród, wieczny Maj
On jest pierwszy, Ona naj
Młode słońce jasno świeci
Rajska miłość od tysiącleci
Na futrach zwierząt leżą nadzy
Bez pępków grzechu i bez skazy
Bóg lubieżnik patrzy stary
Przez Niebieskie Okulary
Dla nich Raj lecz nie ma Nieba
Bóg dał Ewie Jabłko z Drzewa
Ewa daje Adamowi
Ale Adam Diabłu sprzedał
Ref. Boski Ogród, wieczny maj
On jest pierwszy, Ona naj...
Tak Duszę swą zaprzedał Adam
A gdy zatrute jabłko zjadał
Ogryzek ością w gardle stawa
Nieznana to dla niego strawa
Przeszłość starość bielmem roni łzy
Pamięć Białą Lagą przetrąca sny
Wielu jest Bogów a jeden Wyznawca
Szepczą Bogowie - tyś nasz wybawca....
Ref. Boski Ogród, wieczny Maj
On jest pierwszy, Ona naj
LUCYFUGUS
Słyszał głosy, głosy mówiły mu
Jesteś księdzem, mesjaszem, prorokiem
Miał wizje, nękały go omamy
W hierarchii szaleńców awansował nieustannie
Leczony w zakładzie zamkniętym w Houston
Złośliwy drażni personel
Poddany kuracji wstrząsowej
Bez widocznej poprawy
Jego jaźń rozdwoiła się
Stał się diabłem i aniołem jednocześnie
Chory wykazywał negatywizm czynny
Połączony z katalepsją sztywną
Zastosowano elenium i relanium
Podawane pozajelitowo
Trankwilizatory nie spowodowały jednak
Porządanego skutku
Pantarei
Po latach nieskutecznej terapii
Doktor Feelgood zastosował psycholeptyki
Meskalinę psylocybinę
I kwas lizergowy
Wypustki osiowe komórek pobiegły
Do tworu siatkowatego kory mózgu
Przed wzgórze i podwzgórze struktur rąbka
W przedmózgowiu
Od istoty czarnej do ciała prążkowanego
Ze śródmózgowia do jądra dwuznacznego
Skąd prowadzą drogi wzdłuż jąder szwu
Do przedmózgowia i nowej kory
Nie jesteś już chory
Pantarei
JESTEM SAM
Tyle już gram - co z tego mam
Tyle lat gram - gram tu i tam
Grałem pop, Grałem jazz
Grałem roka
Ale teraz jakaś inna jest epoka - jestem sam
Ref. Nie dla mnie gwar, srebrny pył
Nie dla mnie splendor i sława
Nie dla mnie ta cała zabawa
Nie dla mnie te wszystkie brawa, nie dla mnie, nie dla mnie, nie dla mnie
Jestem sam
Rzuciłem dom i rodzinę
Poznałem egzotyczną dziewczynę
Piękna była to dziewczyna
Miała na imię heroina
Leciałem, leciałem
Leciałem
Chciałem umrzeć ale nie umarłem
Leżałem, leżałem, leżałem
Wszystkie programy przeleciałem
To nie to, to nie to
To, co widzę w telewizji to dno
Przecież ja dużo lepiej gram
Więc dlaczego, dlaczego, dlaczego jestem sam?
Nic mi się nie chce
Ciągle bym tylko spał
Seks mnie nie łechce
Nic mi się nie chce - jestem sam
Tyle już gram
Co z tego mam
Tyle lat gram - jestem sam
Ref. Nie dla mnie gwar, srebrny pył
BIADA DADA
Od pradada do pradada
Prawda z kłamstwa się spowiada
Dada gada przez pradziada
Co wygada wszystko zdrada
Oj biada dada...
Jah nam dawa ducha strawa
Karma mudra mocna kawa
Nietoperze węże smoki
Mesyjasze i proroki
Parajogin plącze nogi
Chce osiągnąć spokój błogi
Zasupłany Super Yogi
Stacza się z obranej drogi
Oj biada dada mu...
Boniek już po wodzie chodzi
Na manowce nimfy wodzi
Nie chce wracać już do łodzi
W łodzi mu się nie powodzi
Oj biada dada mu...
Od pradada do pradada
Prawda z kłamstwa się spowiada
Dada gada przez pradziada
Co wygada wszystko zdrada
Choć już minął lat kwantylion
Dobrze trzyma się babilion
Czarną dziurę słońcem łata
Ręka niebieskiego Brata
Oj biada dada...
WAMPIR
Był to czas wojen i trup słał pagóry
Razem z ukochaną uciekliśmy w góry
Tam żyliśmy szczęśliwie przez wiele miesięcy
Lecz los się odwrócił, nie chciał znać nas więcej
Popadła w chorobę moja ukochana
W dzień słaba, w noc nie śpi, majaczy do rana
Coraz to bielsza i bielsza się staje
Ja pragnę by żyła, krew własną oddaję...
Pije łapczywie, rumieńców nabiera
Oczyma innemi już na mnie spoziera
Tak wampirem zostałem, krwi co noc pożądam
Razem z ukochaną do wiosek zaglądam
I chociażby ryglem zawierali wrota
Nie ujdzie wampirowi w noc żywa istota
I nie dzień ale noc wampirowi sprzyja
Dziewczę młode, pierś młoda, krew i młoda szyja
Dobrze nam się działo, krew co noc pijalim
Miłosnemu szaleństwu w noc się oddawalim
Lecz łowca wampirów przez lud sprowadzony
Kołek w pierś jej wraził gdym ja spał strudzony
Tak sam pozostałem - ciało jej spaliły
Piekielne płomienie, wiatr rozrzucił pyły
Na wieki średnie zarzućmy zasłony
Lat pięćset samotnie przeżyłem bez żony
Dzisiaj dookoła pędzą samochody
Chociaż jestem stary, wciąż czuję się młody
Na czerwonej giełdzie krwią ludzką handluję
Najlepszy to biznes, świetnie prosperuje
Na stacjach krwiodawstwa na dawców spoglądam
Krwi młodej i świeżej, ciągle krwi pożądam
Wtedy ją ujrzałem, cała w bieli stała
W białym gabinecie dawców przyjmowała
Tak w jednej chwili wszystko zrozumiałem
I by do niej się zbliżyć krew własną oddałem
Krew twoja inna - ktoś ty, powiedz szczerze
A mnie już otchłań w swe ramiona bierze
Jestem wampirem, wyznałem jej cicho
Lecz kocham - dla ciebie nie będę krwiopijcą
Lecz ona strwożona moim wyczerpaniem
Krew własną w ofierze miłosnej mi daje
Więc piję łapczywie z jej szyi krew słodką
Księżyca blask błogi zagląda przez okno
Tak znów ją spotkałem, już okno otwiera
Oczyma innemi już na mnie spoziera
Bo kto krew własną wampirowi daje
Inny odtąd będzie - wampirem się staje
I nie dzień ale noc wampirowi sprzyja
dziewczę młode, pierś młoda, krew i młoda szyja