wstęp  |  dział ogólny  |  koncerty  |  recenzje  | wywiady |  liryka  |  tabulatury  |  redakcja  |  www.GrungeZone.z.pl 



                             REKLAMA - ZŁO KONIECZNE




   Każdego dnia jesteśmy atakowani przez wszędobylską reklamę – od zwykłego proszku do prania, poprzez szampony i ubrania, aż do drogiego sprzętu elektronicznego. Jednak niezależnie od pokazywanego i zachwalanego przez nie produktu mają one kilka cech wspólnych m.in. muzykę. Bez niej reklama jest niepełna.

   Wielu artystów (twórców szeroko pojętej muzyki) deklaruje niechęć do komercji i bliżej przez nich niesprecyzowanych masmediów, jednak wiele rockowych (i nie tylko) sław sprzedaje swoje utwory do celów reklamowych za niemałe pieniądze wiedząc, że przy okazji zyskają na popularności. Swoisty rekord w tej dziedzinie pobili chyba the Rolling Stones, którzy w 1981 roku zaczęli namawiać do używania perfum marki Jovan, później zachwalali Volkswagena, Adidasa, Pepsi („Brown Sugar”) oraz Windows`95 („Start Me Up”), gdzie prawa do ostatniego z wymienionych utworów kosztowały Billa Gatesa 12 milionów dolarów. Wiele gwiazd kojarzonych z wizerunkiem typowego ”twardziela” reklamowało jeansy: należeli do nich m.in. the Clash, oraz Slade („Run Runaway”) oraz Steve Miller Band czy kojarzony z niezależnością bluesman John Lee Hooker (który był niejako następcą tragicznie zmarłego Bruce`a Lee). Zaskakującym w przypadku the Clash faktem jest to, że wcześniej zespół ten głosił hasła socjalistyczno –rewolucyjne. Do reklamowania różnego rodzaju używek wynajęto lub kupiono utwory takich tuzów jak: Erica Claptona (papierosy Camel), Joe Cockera, Madness (piwo Żywiec), Queen (piwo Lech Premium), Voo Voo (EB), Natalii Kukulskiej i Kory (czekoladki Tango).

   Znane polskie piosenkarki długo i kwieciście mówią o zaletach proszków – Danuta Rinn – i szamponów (Justyna Steczkowska, Hanna Banaszak). O ile kiedyś reklama, w której występowała znana osobistość ze sceny muzycznej zwracała na siebie uwagę, tak dziś nikogo już nie emocjonuje widok „Piaska galopującego w deszcz” po jedną butelkę Pepsi. Dlatego coraz częściej – przynajmniej w Polsce – odchodzi się od zatrudniania piosenkarzy. Ich miejsce zajmują aktorzy i sportowcy, których twarze są bardziej eksploatowane medialnie, a w przypadku tych ostatnich ryzyko, że wywołają oni skandal mogący zaszkodzić „nieskazitelnemu” wizerunkowi pracodawcy jest nieporównywalnie mniejsze.

   Polska różni się od zachodu jeszcze jednym: tam utwór wykorzystany w reklamie wydawany jest na singlu i bardzo często odnosi sukces na listach przebojów, jak np. „Boombastic” Shaggy`ego (w większości reklam pojawia się informacja o autorstwie i tytule danego podkładu) – u nas mija on właściwie bez echa. Tam powstają nawet utwory na zamówienie – m.in. „Expo 2000” Kraftwerk, sławy elektropopu. W naszym kraju coś takiego ma miejsce sporadycznie – jedyną polską reklamą z polskim wcześniej powstałym utworem jaką kojarzę jest spot czekoladek Tango, w którym Kora delektowała się łakociami słuchając kultowej piosenki Maanamu o tym samym tytule. Paweł Kukiz wynajęty przez koncern Pepsi nie zgodził się na wykorzystanie swojego utworu, tłumacząc się niewłaściwym wydźwiękiem moralnym i wystąpił po prostu jako „zwyczajny” facet lubiący „niezwyczajny” napój.

   Prawda jest też taka, że jedynie największe i najbogatsze koncerny stać na zapłacenie wysokich gaż gwiazdom. I dopóki się to nie zmieni, dopóty będziemy oglądać nikomu nie znaną panią K. lub pana N. przekonującą (w tle oczywiście grają bliżej niezidentyfikowane piszczałki) o konieczności kupna pięćdziesięciu artykułów nr 1 na świecie i stu najlepszych lub tylko dla zawodowców. A nam pozostaje jedynie wyłączenie radia, telewizora i ciche nucenie utworu K.A.S.Y.: „Reklama, reklama, pranie mózgu już od rana...”

Alicja Tumalewicz