wstęp  |  dział ogólny  |  koncerty  |  recenzje  |  liryka  |  tabulatury  |  redakcja  |  www.GrungeZone.z.pl 



                             Cradle Of Filth - Bitter Suites To Succubi




   Cradle Of Filth należą już od dawna do ścisłej czołówki kapel spod znaku "black metal" ( razem z bodajże Norweskim Dimmu Borgir ). Moim skromnym zdaniem, każda kolejna płyta tego zespołu jest lepsza od poprzedniej. Bitter... jest już chyba siódmym wydawnictwem. Poza tym, jest to pewna odskocznia od "normalnego albumu". Premierowych utworów jest tutaj tylko cztery, reszta zaś ( czyli sześ kompozycji ) to odgrzewane hiciory Kredek i parę coverów ( Anathemy i Sisters Of Mercy ).
W sumie, cały album składa się z 10 numerów i teledysku ( jeśli kupisz płytę ).

   I zaczyna się... Pierwszy numer kojarzący się z Midian ( dla niewtajemniczonych- ostatni pełny album Cradli ), a jest to-
Sin Deep My Wicked Angel połączony z All Hope In Eclipse.
Dalej jednak jest już tylko lepiej. Szczerze mówiąc, najbardziej mi pasuje cover Sisters...- No Time To Cry. Fakt, trochę odbiega od całej konwencji płytki, ale i tak jest zajebisty.
Ogólnie w większości kompozycji mamy gigantyczną dawkę energii ( np. w The Principle Of Evil Made Flesh ). Dużą tutaj bębnów. Szczególnie daje się we znaki szybkośc pana perkusisty ( czasami aż trudno uwierzyc, że tak gra człowiek ). Są także mistrzowskie partie klawiszy. Nie da się ukryc, że to one są podstawową konstrukcją zespołu ( nie licząc także rozrywającego wnętrzności wokalu Daniego ). Weźmy taki Dinner At Deviant's Palace. To naprawdę może przestraszyc! Wokal Daniego na zmianę męski, później znów kobiecy i ten nastrój...
Tylko dla ludzi o mocnych nerwach!

   Reasumując- jest to kawał dobrego materiału i, co najlepsze, nie tylko dla zagorzałych fanów Cradle Of Filth. Wiele kapel wydaje teraz odgrzewane kawałki sprzed pierwszej płyty i jakieś bonusowe wydania. A tu widac, że chłopaki się przyłożyli i stworzyli tak ładnie mówiąc "mini-album", który należy się każdemu fanowi metalu.

Rutkoś