Klub Kuźnia, Bydgoszcz wtorek 2.10.2001 godz. 19.00
Jedna z najwiekszych gwiazd muzyki spod znaku rocka gotyckiego w naszym kraju po raz kolejny wystąpiła w Bydgoskim klubie Kuźnia. Jakże był to oczekiwany koncert przez fanów "klimatów". Stało się. To były fantastyczne niespełna dwie godziny.
Na samym początku, jeszcze przed wejściem na salę koncertową, panowie przy wejściu poinformowali nas, że nie przyjechały dwa inne zapowiadane na wtorkowy wieczór zespoły, które odbywały wraz z Artrosis trasę koncertową. Mówię o formacjach Asgaard i Aion, które, jak nas powiadomiono, nie dojechały. Szkoda, bo przepadła co najmniej ponad godzina dodatkowej porcji dobrej muzyki. Warto podkreślić, że obydwie kapele promują swoje najnowsze albumy. Tym bardziej szkoda, że się nie pojawiły.
Kilkanaście minut po dziewiętnastej na scenę weszła oczekiwana przez wszystkich gwiazda wieczoru - Magda "Medeah" Dobosz i jej koledzy: Krzysiek z gitarą i Maciek ze swoim wszechstronnym automatem. Rozpoczęło się. Jako pierwszy "poleciał" "Nazgul" z debiutanckiej płyty zespołu. Idealnie, jak na początek, trzeba przyznać. Dalej dwie kompozycje z najnowszego krążka "Fetish" i... oczekiwany przez wszystkich zgromadzonych na sali - "Ukryty Wymiar"(!). Dziś to już prawdziwy hymn, największy przebój zespołu, najlepsza piosenka jaką stworzył... Tak naprawdę dopiero w tym momencie zgromadzona publiczność zaczęła się dobrze bawić... Chwilę później Magda zaśpiewała "Prośbę"... wręcz perfekcyjnie... Uczucie to takie, jakby człowiek został wprowadzony w trans...
Podczas całego, trwającego ponad półtorej godziny, koncertu (w tym aż trzy bisy), zespół zaprezentował swe największe hity, podróżując niemal po wszystkich albumach, które do tej pory wydał. Wzajemnie przeplatały się utwory z płyt "Ukryty Wymiar", "W Imię Nocy" czy też "Pośród Kwiatów I Cieni" i oczywiście najnowszego "Fetysza". Bardzo dobrze dobrany repertuar.
Jedyną wadą, która, przynajmniej dla tych, którzy siedzieli z tyłu, mogła być na dłuższą metę uciążliwa, było nagłośnienie. Mowa tu o zbyt mocno wyeksponowanych basów. Sśdzę jednak, że była to raczej wina małej sali bydgoskiej Kuźni, aniżeli sprzętu i akustyka zespołu. Jednak jeżeli się znajdowało w grupie osób szalejących pod sceną, owe basy wcale nie przeszkadzały...
Wszystko co dobre szybko się kończy. Faktycznie. Koncert minął niezwykle szybko, ale w bardzo przyjemnej, rodzinnej i kameralnej atmosferze. Bardzo miłym zaskoczeniem dla mnie był śpiew Magdy Dobosz. Ta pani udowodniła na bydgoskim koncercie, że potrafi ładnie śpiewać nie tylko w studio... Jednak to nie koniec atrakcji wieczoru. Ci bardziej wytrwali, którzy zostali jakieś czterdzieści minut po koncercie, mieli niepowtarzalną okazję spotkać się z zespołem, zamienić kilka słow z jego członkami. Byłem jednym z tych szczęściarzy. Miałem przyjemność dostać autograf od wszystkich członków formacji Artrosis oraz przeprowadzić ponad godzinną rozmowę z Magdą Dobosz w "kólku przyjaciół zespołu" liczącego tego wieczoru zaledwie kilka osób... To wielki zaszczyt dla mnie, biorąc pod uwagę to, że przed koncertem ledwo co liczyłem na autograf...
Do zobaczenia, moi mistrzowie. Oczekuję od Was następnej wspaniałej płyty, najlepiej takiej jak "W Imię Nocy", albo dwa razy lepszej... Mam nadzieję, że odwiedzicie nas po raz kolejny, przy okazji następnej trasy koncertowej... Wasz wielki fan "Na Wieki Wieków":
Patryk "Nocturnus" Chyła