GrungeZone  -  numer 10  [marzec - kwiecien 2002]

   <==  poprzednia strona

następna strona  ==>   


Recenzja: StormHammer - FireBall

    Utwory:

1. Seven Gates;
2. Prisoner;
3. High On Devotion;
4. Guardians;
5. Destiny;
6. Holy War;
7. Possibilities;
8. Sacred Heart;
9. Forever;
10. FireBall;
11. Shadow Dancer

   Gdy na okładce płyty widzimy po raz kolejny jakiś miecz, fantastycznego stwora czy też inny rysunek z gatunku, a z tyłu napis "Made in Germany" przychodzi nam na myśl tylko jedna rzecz: kolejny power metalowy zespół... Kolejny marny klon gigantów lat 80-tych pokroju Helloween'a... Niestety, w wiekszości przypadków ta teza się sprawdza... Przy takim wysypie zespołów trudno o jakąś oryginalność. Wszyscy "jadą" na starym, sprawdzonym silniku w kółko grając to samo. Wydawałoby się, że w przypadku niemieckej debiutującej formacji StormHammer nie może być inaczej. A jednak... Muzyka zawarta na krążku pt. "FireBall" pozwala muzykom wybić się nieco ponad przeciętność...

   Wprawdzie utwór otwierający krążek pt "Seven Gates" nie podważa oceny wystawionej pred chwilą, to jednak dalej jest zdecydownanie lepiej... Co wcale nie znaczy rewo(e)lu(a)cyjnie.

   Muzyka StomHammer'a (od drugiego utworu włącznie) to bardziej heavy metal z elementami innych gatunków. Znajdziemy tu min. odniesienia do rockowych klimatów, fantasy, melodii średniowiecza, klasyki pokroju Judas Priest. Kawałki zróżnicowane są szybkościowo oraz melodycznie. Bardzo szybko wpadają w ucho. Obowiązkowo jest ballada ("Possibilities"). Generalnie, schemat już dawno sprawdzony. Całość jednak słucha się bardzo fajnie, ale kolejne utwory jakoś wywiewają z naszej głowy (zupełnie jak szkolna wiedza...zauważyliście jakieś podobieństwo?). Wchodzą jednym uchem, a ulatują drugim. Jednak znajdziemy tu kilka ciekawych kompozycji, takich jak "Prisoner", "High On Devotion" czy "Holy War", moja ulubiona pozycja, które zapamiętują się na dłużej. To jednak troszeczkę za mało, jak na zamieszczoną na krążku, jedenastkę...

   Dla każdego power metalowca, który słucha swojej ulubionej muzyki z wypiekami na twarzy i co przy lepszych utworach dostaje orgazmu, propozycja młodego zespołu z Niemiec, z całą pewnością, przypadnie mu do gustu (akurat ja się nie mogę zaliczyć do tego grona... ten rodzaj muzyki traktuję z odpowiednim dystansem). Mnie również się podoba, ale jestem słuchaczem dość wymagającym... Niemniej jednak, jeśli zespół dalej będzie szlifował swój warsztat muzyczny, dążył do progresu w tej dziedzinie muzyki, umiejętnie komponował, próbował nowatorstwa, to za kilka lat może być w pierwszej lidze zespołów metalowych starego kontynentu (w Niemczech uznano ich za najlepszy debiut minionego roku, ale, powiedzmy to sobie szczerze, to nie jest najmądrzejszy naród w Europie... łup, lup, łup i Love Parade, sex, sex and sex...). Czego im, z całego serca, życzę.

Patryk Chyła

 

spis treści  |  góra