| GrungeZone - numer 10 [marzec - kwiecien 2002] | ||
|
|
|
Recenzja: Abraxas - Abraxas Niestety dziś światem muzyki rządzi komercja, w której nie ma miejsca dla młodych zepsołów, grających ambitną, rockową muzykę. Tak też było w przypadku Abraxas. Ich kariera zapowiadała się całkiem nieźle, jednak bodajże dwa lata temu w "Tylko Rocku" przeczytałem informację o rozwiązaniu zespołu:( Muzykę, którą grali członkowie Abraxas można zaklasyfikować do rocka progresywnego, jednak nie przypomina to dokonań takich zespołów jak Camel, Collage czy popularny w Polsce Porcupine Tree. Dźwięki są bardzo tajemnicze, odległe i jakby... magiczne! Teksty traktują w szczególności o rzeczach dla nas nieznanych, pojawiają się także akcenty wiary i religii. Ten niezwykły nastrój potęguje niezwykła adaptacja utworów przez wokalistę- Adama Łassę, który w trakcie śpiewania wielokrotnie zmienia barwę swojego głosu i sam sposób śpiewania. Nie każdemu może się to podobać, ale jak mówiłem dodaje to tylko uroku. Utwory na płycie są bardzo rozbudowane, a w szczególności ostatnia kompozycja, "Tabula Rasa". Według mnie na opisywanym przeze mnie albumie nie ma słabych nagrań- zarówno "Tarot", "Dorian Gray" czy najbardziej przebojowy kawałek "Kameleon" prezentują równie wysoki poziom. Druga strona kasety również zachwyca, jednak nie chcę jej dokładnie opisywać. Dlaczego? Uważam, że nie ma to najmniejszgo sensu. Zdecydowanie lepiej jest samemu odkryć piękno i bogactwo dźwięków, jakie serwuje nam Abraxas. Podsumowując, ta płyta to prawdziwy skarb dla fanów ambitnej, lecz spokojnej muzyki. Jeżeli zaopatrzysz się w ten album, mam dla ciebie jedną radę- najlepiej słuchaj go w nocy, na słuchawkach i przy zgaszonym świetle... Rok wydania- 1996 przez "Ars Mundi" Raven |