GrungeZone  -  numer 10  [marzec - kwiecien 2002]

   <==  poprzednia strona

następna strona  ==>   


SAMOBÓJSTWO, CZY NIE...

    Właśnie przed chwilą przeczytałem artykuł z magazynu No Name #18 o samobójstwie Kurta Cobaina (lub insynuacji jej). Tak szczerze powiem, że nie znalazłem w niej nic nowego i tak też może powiedzieć chyba każdy zainteresowany historią Nirvany, nawet bez przeczytania książki "Kto zabił Kurta Cobaina?". Wszyscy w kółko powielają te fakty... powtarzają bez opamiętania... ja szczerze powiem już tyle o tym słyszałem, że sam nie mam pojęcia co myśleć... tym razem przedstawię fakty wskazujące na to, że to mogłobyć samobójstwo... może tak dla wyrównania stron... choć tak naprawdę mam jeszcze inną teorię... przedstawię ją na końcu.

    Wiecie czym się charakteryzują śmierci sławnych osób? Tym że tworzą się wokół nich ogromne historie i nie ma w tym nic złego poza tym, że towarzyszy temu powstawanie jeszcze większej ilości plotek, przekłamań i temu podobnych... a najgorsze jest to, że zawsze znajdą się ludzie, którzy będą starali się zrobić interes na śmierci danej sławy? Nie mam racji? Oczywiście, że mam :-) Już facet, który znalazł ciało Kurta, zarządał za informację o swoim znalezisku biletów na koncert (od rozgłośni radiowej). A był przy tym rozbawiony naprawdę niesamowicie!!! Ludzie nie mają za grosz szacunku... ani odrobiny zachamowań przed tym co robią. Książki w stylu "Kto zabił Kurta Cobaina?" zawsze sprzedają się świetnie, a pisane są przez reporterów bezustannie podąrzających za sensacją. Błędnym byłoby rzucenie stwierdzenia w stylu: "ten facet ściemnia"... tego nikt nie wie... ale trzeba przyjąć taką możliwość.

    Druga sprawa, to... list... zastanówcie się... najlepiej zacytuję fragment wg. mnie najpiękniejszego.... nie... jednego z najpiękniejszych utworów Nirvany -All Apologies:

What else should I be
All apologies
What else should I say
Everyone is gay
What else could I write
I don't have the right
What else should I be
All apologies

   No tak... a zastanawialiście się może za co Kurt przeprasza... może być wiele interpretacji... faktycznie utwór napisany w ciężkim okresie dla artysty i są to przeprosiny dla przyjaciół, za jego wybryki... może jest to ironiczne przeproszenie za wyrażanie tego co myśli, przelewanie tych myśli w swoją twórczość... a może prorocze słowa człowieka, który nie może sobie poradzić z przepełniającą go pustką lub czymkolwiek innym, co go trapiło... A zatem... Kurt w liście pisał, że chce skończyć z muzyką i tym wszystkim, czym się zajmuje... to przepraszam, ale co innego miałby robić??? Wróciłby do Aberdeen i podjął się zawodu drwala??? Życie, które miał wymagało zarabiania dużych pieniędzy, a tymczasem on był w ogromnym dołku finansowym... co by było, gdyby zrezygnował z muzyki??? Bynajmniej zapewniam, że nie jestem chorym materialistą, ale tak wyglądały realia w których Kurt i rodzina żyli.

    Co z innymi incydentami? Czy zarzycie 50 tabletek Valium było sprawą normalną, a nie próbą samobójstwa? Czy zabarykadowanie się z bronią w toalecie była normalna? (szczególnie, że Courtney twierdziła, że Kurt groził, że się zabije). To oczywiste, że to były próby samobójstwa... czemu więc to nie mogła być kolejna próba... tyle, że udana... oczywiście, że mogła być. Nikt nie ma prawa pewnie wysnuć prostego stwierdzenia, co się stało z Kurtem Cobainem... nie ma prawa!!!

    Kolejną sprawą, która mogła dobić psychicznie idola młodzierzy, to fakt, że po ucieczce z zakładu rehabilitacyjnego dowiedział się prawdopodobnie z radia o tym, że jego żona wniosła do sądu pozew o rozwód... może to właśnie problemy z żoną były jednym z powodów, dla których Kurt mógł ewentualnie popełnić samobójstwo.

    Powiem teraz to do czego dochodziłem przez zbyt długi czas... coś co jest wręcz oczywiste... rozpatrywanie, czy to było samobójstwo, czy ktoś w bezpośredni sposób przyczynił się do śmierci Cobaina nic nie da... nie przywróci mu życia!!! Pod warunkiem, że uważacie, że Kurt umarł... możecie też myśleć, jak ja i wielu innych, którzy wierzą w słowa: "Kurt nie był bohaterem, On był legendą... bohaterowie są pamiętani, ale legendy nigdy nie umierają!!!". Kurt mógł niegdy nie wyjść na szczyt sceny grungowej... nigdy nie opóścić Aberdeen, nigdy nie nagrać "Bleach" i skończyć życie pod mostem... a jednak przeżył ciężkie chwile i stał się tym, który wykrzyczał cały nasz ból.... czy ciężar tego bólu go zabił? Nie... Kurt ciągle żyje... w muzyce, którą tworzył, w poezji, którą pisał... legendzie, którą zbudował... jest po części w każdym kto ze zrozumieniem wgłębiał się w jego twórczość.... który w tej twórczości odnajdywał siebie... jak długo będą istnieli tacy ludzie, tak długo Duch Kurta ("Teen Spirit") będzie żył... oby po wsze czasy.

Marcin "orion" Połeć

 

spis treści  |  góra