Szósty dzień z Arnoldem

( Dział: Film, Kiff, 4 luty 2001 )

Z grupy aktorów, do której zaliczyć można Arnolda Schwarzeneggera, Sylvestra Stallone'a, Jean-Claude'a van Damme'a i Stevena Seagala, a których gra w głównej mierze opiera się na obsłudze imitacji broni oraz umiejętnościach wymachiwania kończynami, ten pierwszy zasługuje według mnie na największe uznanie.

Popularny "Arnie" stara się bowiem występować w filmach, które prócz efektownych scen walki i pościgów niosą ze sobą również nieco bardziej frapujące aspekty. Chodzi mi głównie o niezłe osadzenie akcji filmów z Arnoldem w całkiem przyzwoitej scenerii science fiction.
Jest to nadal kino tylko i wyłącznie rozrywkowe, niemniej jednak rozrywka ta nie jest tak nudna i jednowymiarowa, jak w przypadku pozostałych wymienionych przeze mnie aktorów. Tak jak van Damme, Stallone czy Seagal zbierają kasę z sal kinowych wypełnionych nastolatkami mającymi pokoje wytapetowane bicepsami swych idoli, tak Arnie ewoluuje od pewnego czasu w kierunku widza nieco bardziej wymagającego. I nie wychodzi mu to wcale najgorzej.

Dowodem na to jest chociażby jego najnowszy film - "Szósty dzień" ("6th day") reklamowany w Polsce hasłem "I szóstego dnia człowiek stworzył człowieka". Film ten wszedł na ekrany polskich kin całkiem niedawno, i - muszę przyznać - nie dość, że zapełnia sale kinowe, to stoi na porządnym, rozrywkowym poziomie.
Akcja toczy się w niezbyt odległej przyszłości. Oczywiście już na samym początku filmu zapoznajemy się z całą porcją nowinek technicznych jakie czekać nas będą, gdy dożyjemy przedstawionego okresu. Zapoznajemy się oczywiście również z samym Arniem, jego szczęśliwą rodziną i całym jego szczęśliwym życiem.
Oczywiście szczęście to zostanie zburzone (bo jakże mogło być inaczej?) w momencie, gdy Arnie (vel Adam Gibson) wracając późnym wieczorem do domu odkryje, że... już jest w domu. A raczej jest tam ktoś, kto wygląda i zachowuje się dokładnie tak samo jak on... Dalej akcja rozwija się już sama, trudności się piętrzą, napięcie rośnie, ilość strzelanin i wybuchów na jednostkę czasu również, aż do dramatycznego finału.

Wszystko pod tym względem jest w porządku - nie ma się doprawdy do czego przyczepić. Film ogląda się dobrze - z uśmiechem a czasami i z zaciśniętymi kciukami.
Zaintrygowało mnie w "Szóstym dniu" jedno - poważne podejście do problemu klonowania ludzi. Oczywiście z wydźwiękiem wyraźnie negatywnym, bo trudno sobie wyobrazić inny wydźwięk w czysto komercyjnej produkcji hollywoodzkiej.
Problem w filmie przedstawiony jest jasno i klarownie: na Ziemi od pewnego czasu klonuje się komercyjnie co się da - gady, ptaki, ssaki - do wyboru, do koloru. Najpopularniejsze jest klonowanie stworzonek domowych - kotków i piesków. Gdy ukochanego Mruczusia przejedzie samochód, to tato pędzi do firmy klonującej i po chwili wraca z całym i zdrowym kotkiem.
Ludzi nie wolno klonować - jest specjalne prawo zabraniające prowadzenia eksperymentów nad klonowaniem człowieka. Jednakże nieoficjalnie największa firma klonująca tworzy na zamówienie kopie dowolnej osoby. No i mamy na świecie całe szeregi klonów. Nie wiadomo kto jest oryginałem a kto kopią. Jest jeden sposób na odróżnienie klona od człowieka. Jaki? Nie powiem - sprawdźcie sami w kinie (notabene gest ten staje się w kręgach młodzieżowych coraz popularniejszy).
Firma klonująca w filmie ludzi jest w rękach wielkiego przestępcy i stąd całe zamieszanie. Na koniec z zakazanych eksperymentów wychodzą nici, a raczej potwory, więc całość całkiem słusznie ulega dezintegracji.

Jasna, klarowna sytuacja. I teza: "NIE dla klonowania człowieka". I dobre kino science fiction. Nie pierwsze zresztą w wykonaniu austriackiego osiłka. Już "Total recall" czyli "Pamięć absolutna" była pierwszorzędnym kawałkiem science fiction. Chodzi tu zarówno o rozwiązania techniczne automatycznej taksówki, wizji ciemnego miasta przyszłości, jak też skutków choroby popromiennej, czy plastycznej wizji terraformowania atmosfery Marsa.
Arnie stara się grać w filmach, które czasem warto obejrzeć. Nie są to niestety wszystkie jego filmy, ale w porównaniu z quasi-boskim, wszechmocnym i wszystko-potrafiącym-zrobić Stevenem Seagalem, Arnold Schwarzenegger wygrywa w przedbiegach.

Kiff

 
Projekt § realizacja:Gomi
© Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikowanie jakichkolwiek elementów zawartych na tych stronach bez zgody autorów zabronione