|
Koniec rozgrywek grupowych
( Dział: Sport, Kermit, 18 marzec 2001 )
Zakończyły się rozgrywki grupowe Ligi Mistrzów. W ciągu tych kilku miesięcy przerwy nie zmieniłem zdania na temat tych rozgrywek. Śmieszy mnie sama formuła i nazwa rozgrywek oraz ci mistrzowie z 3 i 4 miejsc w swoich ligach. Często więc oglądamy uznane firmy, które mają okazje podbudować swoje budżety, aby móc kupić jeszcze kilku zblazowanych gwiazdorów, biegających bez pomysłu i z konieczności za piłką.
Wielkie Lazio, drużyna która na każdą pozycję na boisku ma kilku zawodników światowej klasy, nie osiągnęła nic (bardzo wymęczone remisy z Realem i Leeds). Jednak po zakończeniu tego sezonu, prezes pewnie znowu wyda kolejne kilkadziesiąt milionów dolarów i sprowadzi kilka nowych "gwiazd" z Europy, Azji, Ameryki i znów o kilka punktów wzrosną notowaniu klubu na giełdzie. Podobnie czynią inne włoskie kluby, jak bardzo znane Inter i Milan. Tymczasem co roku widzimy, że bardziej opłaca się mieć kilkunastu pracowników na boisku niż kilka gwiazd. Drużyny Sturmu Graz, Spartaka Moskwa, Anderlechtu Bruksela, w których to nie ma wielkich gwiazd, a tylko kilku reprezentantów, udowodniły, że to wystarcza, aby pokonać europejskie potęgi.
Mimo to główni faworyci nie zawiedli. MU, Real, Bayern bez problemów wygrywali w tym roku. Należy więc przypuszczać, że znowu te same drużyny będą walczyć o zwycięstwo. Możliwe, że niespodziankę sprawi Galatasaray lub Leeds United.
Ten rok jest jednym z najgorszych dla klubów włoskich startujących w europejskich pucharach. Odpadło już wspomniane Lazio, z Pucharu UEFA wyleciały Inter, Parma, Roma oraz AC Milan, który bezskutecznie próbuje powrócić do swoich wspaniałych czasów z początku lat 90-tych. W odwrotnym kierunku podążają kluby angielskie i hiszpańskie. MU i Arsenal od lat należą do czołówki europejskiej. W tym roku przekonaliśmy się, że są takie kluby jak Leeds czy powracający do formy Liverpool, które osiągają sukcesy bez wydawania tak ogromnych pieniędzy na piłkarzy jak we Włoszech. Szczególnie fascynuje młoda drużyna Leeds United, która w dużej mierze opiera się na wychowankach i rodzimych piłkarzach.
Na koniec warto wspomnieć o klubach hiszpańskich, które niemal w komplecie (bez Realu Saragossa wyeliminowanego przez Wisłę) awansowały do następnej rundy Pucharu UEFA i do ćwierć finałów Ligi Mistrzów. Choć już w poprzednim roku wszyscy zachwycali się poziomem klubów hiszpańskich, kiedy wśród czterech najlepszych drużyn w Lidze Mistrzów trzy pochodziły z Półwyspu Iberyjskiego, to jednak ten rok pokazuje prawdziwą potęgę Hiszpanów. Wygrywają z kim chcą i gdzie chcą. Nie ważne czy grają w najsilniejszym składzie, u siebie czy na wyjeździe. Real pozwolił sobie na grę w rezerwowym składzie, z amatorem w bramce, Valencia opanowała Old Traford, ale finału hiszpańskiego nie będzie w tym roku. Pozostaje nam patrzenie w telewizor i oczekiwanie, że za kilkanaście lat tam w Europie będzie grała jakaś polska drużyna. Ale ile można żyć nadziejami?
Kermit
|