|
Mecz gwiazd
( Dział: Sport, Gomi, 4 luty 2001 )
Już za tydzień wszyscy kibice koszykówki będą emocjonować się weekendem gwiazd ligi NBA. Wśród wielu atrakcji na pierwszy plan wysuwa się, jak co roku, mecz pomiędzy najlepszymi zawodnikami konferencji wschodniej i zachodniej. Która z drużyn ma większe szanse? Która ma większe gwiazdy? Każdy ma swoich faworytów, ale...
Najpierw przeanalizujmy składy obydwu drużyn. Wschód reprezentować będą Allen Iverson i Theo Ratliff z Philadelphii 76ers, Tracy McGrady z Orlando Magic, Vince Carter z Toronto Raptors, Ray Allen i Glenn Robinson z Milwaukee Bucks, Allan Houston i Latrell Sprewell z New York Knicks, Stephon Marbury z New Jersey Nets, Anthony Mason z Miami Heat, Dikembe Mutombo z Atlanty Hawks i Jerry Stackhouse z Detroit Pistons. Skład ten nie jest do końca z oczekiwaniami kibiców, którzy w pierwszej piątce widzieli kontuzjowanych: Alonzo Mourninga i Granta Hilla. Jest to tym bardziej dziwne, że zawodnicy ci właściwie nie mieli żadnego wpływu na wyniki swoich drużyn w tym sezonie. Fani koszykówki chyba marzą o ich powrocie na parkiety nie widząc zawodników, którzy mogliby ich godnie zastąpić. Co uderza jeszcze w składzie wschodu? Przede wszystkim nie ma żadnego gracza Indiany Pacers, która przez wiele lat była czołowym zespołem ligi. Jednak po przedsezonowej rejteradzie zawodników nadszedł już czas, by pomyśleć o zmianie warty. Reggie Miller w końcu musi odejść. Może wtedy Jalen Rose pokaże pełnię swych nieprzeciętnych umiejętności.
Poważnym problemem drużyny ze wschodu może być brak klasowych graczy wysokich, którzy nawiążą rywalizację z przeciwnikami z zachodu. Mutombo najlepsze lata ma już chyba za sobą, zaś Ratliff, choć jest najlepszych blokującym w całej lidze, nie jest zbyt wszechstronny. No i jest jeszcze Mason - jedyny silny skrzydłowy na wschodzie. Czy zasłużył na udział w meczu gwiazd? Chyba głównie za całokształt kariery (tym samym władze NBA po raz drugi z rzędu robią ukłon dla starszych graczy - w ubiegłym roku w podobny sposób wybrano Dale'a Davisa). Zawodnik Miami chyba nie jest wyraźnie lepszy niż jego kolega z drużyny - Brian Grant, Antoine Walker z Boston Celtics czy Elton Brand z Chicago Bulls. Z drugiej strony wschód ma swoich szeregach całą grupę świetnych niskich skrzydłowych i rzucających obrońców (w sumie 7). Wspomnę jeszcze, że w domu musieli pozostać: Paul Pierce z Boston Celtics, Glen Rice z NY Knicks czy wspomniany Jalen Rose. Drużynę uzupełniają dwaj dynamiczni rozgrywający - Iverson i Marbury, którzy również celują głownie do kosza niż podają. Wschód ma więc w składzie aż 9 niewysokich superstrzelców, którzy być może rozstrzygną mecz rzutami z dystansu.
W przeciwieństwie do drużyny wschodu, zachód przystąpi do meczu w najsilniejszym składzie. I trzeba powiedzieć od razu, że bardzo mocnym, nie mającym właściwie słabych punktów na każdej pozycji. Każdy kto choć trochę interesuje się ligą NBA, wie, że w ostatnich dwóch latach drużyny znajdujące się bliżej Pacyfiku są zdecydowanie mocniejsze aniżeli ich konkurenci ze wschodu. Musi się to odbić również w meczu gwiazd. Kto więc wystąpi w drużynie zachodu? Oto oni: Shaquille O'Neal i Kobe Bryant z Los Angeles Lakers, Jason Kidd z Phoenix Suns, Tim Duncan i Davis Robinson z San Antonio Spurs, Chris Webber z Sacramento Kings, Kevin Garnett z Minnesoty Timberwolves, Michael Finley z Dallas Mavericks, Karl Malone z Utah Jazz, Antonio McDyess z Denver Nuggets, Gary Payton ze Seattle Supersonics i Rasheed Wallace z Portland Trail Blazers.
Nawet pobieżna analiza tej dwunastki nasuwa jedną myśl - w drużynie tej zebrano wszystko, co najlepsze w tej chwili w NBA, jeśli wziąć pod uwagę grę na tablicy i blisko kosza. Najlepsi centrzy: O'Neal i Duncan, najlepsi silni skrzydłowi: Webber, Wallace, Malone czy bardzo uniwersalny Garnett. Skład uzupełniają: najlepszy strzelec ligi - Bryant, najlepiej podający w lidze - Kidd, najlepszy obrońca - Payton. Prawdziwy Dream Team. Potęgę zachodu potwierdzają zawodnicy, którzy nie zostali nominowani do meczu gwiazd: Jason Williams z Sacramento, Steve Francis z Houston Rockets, Shareef Abdur-Rahim (członek ostatniego amerykańskiego Dream Teamu na olimpiadzie) z Vancouver Grizzlies i John Stockton z Utaz Jazz. Temu ostatniemu zdarzyło się to pierwszy raz od wielu lat (może czas pomyśleć o odejściu?). Jedyna osoba, która chyba już nie powinna się znaleźć wśród reprezentantów zachodu, to David Robinson (w najbliższych latach na pewno skończy karierę). W zamian można było powołać jednego z młodych: rewelacyjnego Antawna Jamisona z Golden State Warriors czy wszechstronnego Lamara Odoma z Los Angeles Clippers. Zaskakuje jeszcze jedna sprawa. Portalnd Trail Blazers, obecnie wicelider na zachodzie, ma w tym gronie tylko jednego reprezentanta. A przypomnę tylko, że grają tam wielokrotni uczestnicy meczu gwiazd z lat ubiegłych - Scottie Pippen i Steve Smith. Są jeszcze świetni obrońcy: Damon Stoudamire i Bonzi Wells. Jednak żaden z nich nie znalazł uznania w oczach kibiców i trenerów. Powód? Zrównoważony atak, dzięki któremu w każdym niemal meczu kilku graczy Portland zasługuje na jednakowe wyróżnienie. Mimo to jestem przekonany, że gdyby któryś z tych graczy przeniósł się do słabszej drużyny, to miałby duże szanse na udział w spotkaniu najlepszych.
To by było na tyle, jeśli chodzi o składy. Przewaga zachodu na tablicach powinna być przygniatającą. A przecież bez zbiórek ciężko wygrać mecz. Ale może się dużo zdarzyć, bo na wschodzie jest 9 prawdziwych łowców koszy.
Przypatrzmy się jednak bliżej statystykom. Poniżej znajduje się tabela, która przedstawia statystyki obydwu drużyn. Oparta jest ona na rzeczywistych danych, jednak należy ją traktować z pewnych przymrużeniem oka, bo przecież liczby i gra to nie to samo. Poza tym mecz gwiazd bardziej traktuje się w kategoriach zabawy, aniżeli meczu na maksymalnym obrotach.
|
Konferencja Wschodnia |
Konferencja Zachodnia |
|
ŚREDNIA ILOŚĆ PUNKTÓW |
Obrońcy |
25,03 |
22,78 |
Skrzydłowi |
20,73 |
22,17 |
Centrzy |
10,4 |
20,6 |
Wszyscy |
21,16 |
22,11 |
|
ŚREDNIA ILOŚĆ ZBIÓREK |
Obrońcy |
4,48 |
5,55 |
Skrzydłowi |
6,78 |
10,52 |
Centrzy |
11,20 |
10,85 |
Wszyscy |
6,37 |
8,92 |
|
ŚREDNIA ILOŚĆ ASYST |
Obrońcy |
4,50 |
6,70 |
Skrzydłowi |
3,53 |
3,50 |
Centrzy |
1,00 |
2,60 |
Wszyscy |
3,59 |
4,42 |
|
ŚREDNIA ILOŚĆ BLOKÓW |
Obrońcy |
0,53 |
0,42 |
Skrzydłowi |
0,64 |
1,74 |
Centrzy |
3,09 |
2,74 |
Wszyscy |
0,99 |
1,47 |
|
ŚREDNIA ILOŚĆ PRZECZWYTÓW |
Obrońcy |
1,43 |
1,74 |
Skrzydłowi |
1,32 |
1,00 |
Centrzy |
0,55 |
0,76 |
Wszyscy |
1,25 |
1,21 |
|
Zawodnicy przypisani do poszczególnej kategorii
(za NBA.COM) |
Obrońcy |
Allen Iverson
Tracy McGrady
Ray Allen
Allan Houston
Stephon Marbury
Jerry Stackhouse
|
Jason Kidd
Kobe Bryant
Micheal Finley
Gary Payton
|
Skrzydłowi |
Vince Carter
Anthony Mason
Glenn Robinson
Latrell Sprewell
|
Chris Webber
Kevin Garnett
Karl Malone
Antonio McDyess
Rasheed Wallace
Tim Duncan
|
Centrzy |
Theo Ratliff
Dikembe Mutombo
|
Shaquille O'Neal
David Robinson
|
Co wynika z tej tabeli. Otóż potwierdzają się moje przypuszczenia, że konferencja zachodnia posiada lepszą drużynę. W przypadku zdobywanych punktów nie ma zbyt dużej różnicy (oprócz tego, że na wschodzie specjalizują się w tym niscy gracze, a na zachodzie wysocy). Za to w zbiórkach przewaga zachodu jest przygniatająca. Podobnie w statystkach przedstawiających asysty - po prostu rozgrywający "zachodni" są typowymi prowadzącymi grę, których głównym celem jest podanie do partnera umożliwiające mu zdobycie punktów.
Mam nadzieję, że to krótkie przybliżenie zbliżającego się meczu gwiazd tylko zaostrzy Wasze apetyty na koszykówkę na najwyższym światowym poziomie.
Gomi
|