|
SPR a stosunek do służby wojskowej
( Dział: Wojsko, pchor.Biker, 21 styczeń 2000 )
Pojęcie stosunku do służby wojskowej łączy się zwykle z określeniem "uregulowany" bądź "nieuregulowany" i oznacza to ni mniej ni więcej tylko to, czy delikwent odsłużył już swoje czy nie. Oczywiście można mieć i inne skojarzenia związane z tym pojęciem, zależy to jedynie od stopnia skołtunienia myśli kojarzącego. Choć tak po prawdzie i ten trop myślowy nie jest aż tak kompletnie pozbawiony sensu, jakby się początkowo wydawało...
Pojecie to może mieć również kolejne znaczenie; może wyrażać stosunek emocjonalny poborowego do faktu bycia poborowym, czyli jego stanu ducha w obliczu rychłego, ewentualnego wcielenia do armii.
Pod tym względem można wyróżnić poborowego, który do służby wojskowej ma stosunek:
- wrogi,
- niechętny,
- obojętny,
- pozytywny,
- entuzjastyczny.
Na palcach rąk i nóg można policzyć podchorążych, którzy reprezentują grupę ostatnią, podobnie niewielu zalicza się do grupy pierwszej - tacy najczęściej nie stają się podchorążymi w ogóle. Przeważają ci ze środka stawki.
Entuzjaści najczęściej pukają do bram jednostek jako ochotnicy. Ale uczciwie trzeba przyznać, że wśród ochotników jest również sporo ludzi o stosunku "jedynie" pozytywnym bądź zgoła nawet obojętnym. Po prostu chcą mieć to już "z głowy", chcą odsłużyć swoje w dogodnym dla siebie, a nie dla MON-u, terminie. Powodem są tu najczęściej plany zawodowe, aktualny brak takowych lub też przekonanie, że uregulowane sprawy wojskowe ułatwią uzyskanie stałej pracy. Coraz częściej przyczyną jest tu także świadomość, że w krajach zachodnich posiadanie stopnia oficera rezerwy jest niezbędnym warunkiem kariery zawodowej, przynajmniej jeśli chodzi o stanowiska publiczne.
Co jednak robią osoby o niechętnym albo wrogim stosunku do służby?
Unikają powołania do wojska na wszelkie możliwe (i niemożliwe) sposoby, a zatem symulują choroby, żenią się i płodzą potomstwo, stają się rolnikami, bądź w skrajnych przypadkach uciekają się do przekupstw na WKU. Bądź też przyjmują tamże taką propozycję.
Większość z moich kolegów, z którymi przyszło mi zaliczyć SPR w 1998 roku, próbowała różnych metod, ale jak widać bez powodzenia. W każdym bądź razie w opinii tych, którzy MON-u uniknęli, podchorążowie to kompletne łajzy, bez znajomości (pleców) i wytrwałości w miganiu się. Fakt, ale może po prostu ten nasz stosunek do służby nie był aż tak niechętny, jakby się wydawało? A może trafiło tam również paru ludzi wierzących, że mają nie tylko prawa, ale i obowiązki wobec ojczyzny?
pchor.Biker
spr@silesianet.pl
|