|
Skrawek krawędzi |
|
Truskawki z bitą śmietaną |
To był nad wyraz dobry układ, zważywszy iż pojawienie się w nowym mieście nie jest łatwe. Tim miał protektorat nade mną, a ja dawałem mu 25% moich zysków. Miałem też własną grupę ludzi i choć nie byli najroztropniejsi to byli oddani i wierni. To nic, że nie byłem czarny. Lubiłem towarzystwo czarnych i całkiem dobrze się czułem pośród nich, choć nigdy nie uznawali mnie za swojego tak do końca. Z reguły dostawaliśmy ochłapy ze stołu Tima, ale robota była OK. Oklepać komuś ryj, albo coś ukraść. Czasem znajdywaliśmy prostytutki, które chciały uciec, albo pilnowaliśmy lokali w dokach. Jednym słowem: wspaniale. Nie martwiło mnie, że korzystam z nie swoich źródeł, bo przecież z nich korzystałem. Początkującemu fixerowi nie jest łatwo w mieście. Możesz spytać czemu było mi tak dobrze, skoro byłem podrzędnym pomocnikiem? Bo miałem jedną zdolność: wyczucie czasu. Pojawiałem się tam gdzie byłem potrzebny, załatwiałem wszystko z precyzją DHL i byłem od nich po prostu tańszy. Pewnie, że kombinowałem na boku, ale zawsze byłem lojalny wobec Tima. Miałem zlecenia od różnych ludzi i wykonywałem je poza umową z Timem, a on był zadowolony, bo czasem odpalałem mu działkę. Pewnie, że bywało trudno - za moje opowieści o tym jakim to cudem załatwiałem różne rzeczy mogłem pić całymi nocami w klubach i wcale nie były to przechwałki. Zresztą nie bawiło mnie dostarczanie różnych rzeczy, a raczej organizowanie ludzi i sposoby w jakie się je zdobywa. Broń. narkotyki, czy nawet jedwab z Chin, to była drobnostka. Jednak czasem bywały ciężkie zlecenia. Ale to co przytrafiło mi się niedawno przyćmiewa wszystko: Zjawia się u mnie klient. Rzuca na stół gotówkę i mówi, że potrzebuje za trzy dni, najpóźniej, miseczki truskawek z gatunku Senga Precosa z prawdziwą bitą śmietaną, a truskawka ma być wyhodowana naturalnie, bez pestycydów, genomiki, biochemi itp. Potem wychodzi, zostawiając wizytówkę. Ciężka sprawa, bo co ja, kurwa, wiem o truskawkach. Całe życie jem te zasrane galaretki, a jak się trafi posiłek z naturalnych produktów to aż wyłazi z nich ingerencja chemików albo biologów. No dobra, rzucam hasełko w bazę danych i co? Ponad 2000 pieprzonych gatunków, większość uprawiana na starym kontynencie, 8000 dostawców na terenie USA, w Night City dwunastu. Rzeby było mało ta truskawaka o którą mi chodzi była popularna w Europie w latach 50-tych. Teraz bita śmietana. Dwie fermy sprzed wojen korporacji, krowy zdrowe i bez genetyki, tyko na wschodnim wybrzeżu. Całkiem nieźle, zważywszy, że mam 3 dni. Liczę kasę: 15000 e$ i wizytówka: Majordomusa z Arasaki... Dzień trzeciPoprzednie dni nie dały żadnych efektów. Firmy dostarczające truskawki nie posiadały odmiany jaką chciałem, choć 30 ludzi przez całą dobę obdzwaniało ludzi nawet w Europie. Mieliśmy 3 cynki, ale za pierwszym razem okazało się iż jest to nie ta odmiana, a za drugim razem skład chemiczny przypominał ziemniaka. Jednak za trzeci cynk napawał mnie nadzieją. Jakiś Polak przysłał mi dane towaru jaki posiada i ku mojemu zaskoczeniu, mogło to być to. Było jednak kilka problemów... Po pierwsze, facet mieszka w Polsce, po drugie nie wiedziałem gdzie, bo chciał się spotkać, jakbym kupował prochy. Wysłałem ludzi, konkordem do Paryża, a potem prywatnym odrzutowcem do Polski. Po 5 godzinach byli gdzie trzeba. Jednak facet nie honorował naszej waluty, nawet nie chciał jenów. Wymiana dolców na złoto zajęła moim ludziom 3 godziny. Straciłem dwóch z nich na wybrnięciu z kłopotliwej tranzakcji z Rosjanami ale w końcu dostałem co chciałem i pieprzone pół kilograma zasranych truskawek wylądowało u mnie na biurku na 3 godziny przed upływem terminu. Chemik potwierdził jakość i wystarczyło ubić piankę ze śmietanki jaką przywieźliśmy ze wschodu. No jasne... Zasrana śmietanka skisła i nadawała się do wyrzucenia. Miałem tego dość zainwestowałem 17 tysięcy w akcję, straciłem trzy dni i odmówiłem chyba 5 osobą i nie mam zasranej śmietanki. Byłem zły. Mam przed sobą miseczkę Purpuratki i wiem o truskawkach więcej niż ich producenci, znam nawet miejsca gdzie można kupić jaką odmianę i notowania giełdy owocowo-warzywnej, zostały mi 2 godziny, przepłaciłem i nie mam pierdolonej śmietanki. Nie jestem zły, jestem wkurwiony. Bez paniki. Jadę na 54 ulicę i ładuję dupę do największego centrum handlowego w tym mieście. Noszę przy sobie lodówkę z truskawkami. Obchodzę cały dział nabiałowy i nie znajduję tego co chcę. Jest tam ze 100 rodzajów bitej śmietany i wszystkie mają jakieś zasrane E1110, czy inne gówno. Godzina w plecy. Dobra, kupuję najdroższą śmietanę w areozolu - 40 e$ to czyste złodziejstwo. Pocinam do gościa. Zostało 15 minut. Pokuję się na 47 piętro. Pukam... Poznaję faceta, który był u mnie. Wyciągam do niego miseczkę z truskawkami i już zaczynam wymyślać jakiś bajer o śmietance gdy on mówi:
- Jak dobrze iż Pan nie łączył ze śmietaną, Luise ma chyba
niestrawność. - Dobra moja, pomyślałem. Po cholerę mi truskawki - link. |