Spis treści Deadlands

Dział sponsorowany przez Wydawnictwo MAG


Paweł 'ShandoR' Marczewski

JEDZIE POCIĄG Z DALEKA...

MOJA OCENA: 5/10

Do rąk miłośników "Martwych Ziem" trafiła nie tak dawno trzecia z serii powieści groszowych, nosząca tytuł "Nocny pociąg". Choć pierwsza z nich, "Córa przeznaczenia", delikatnie mówiąc nie wzbudziła mojego zachwytu (czemu dałem wyraz w swojej recenzji w Inkluzie nr 24 ), to ucieszyłem się, że MAG nie zarzucił wydawania tych niewielkich książeczek. Idea łączenia opowiadania z krótką przygodą w małym, tanim zeszyciku wciąż wydaje mi się kapitalna i uważam, że w pomyśle tym leży ogromny potencjał. Problem "jedynie" w tym, aby zarówno opowiadanie, jak i przygoda były na dobrym poziomie. W przypadku "Córy przeznaczenia" tak niestety nie było. Jak zatem prezentuje się "Nocny pociąg"?

Początek nie jest zbyt obiecujący. Pierwszy z szesnastu niewielkich rozdzialików, składających się na opowiadanie, aż roi się od językowych niezręczności. Chociażby trzecie zdanie - "Zorientowanie się, że ktoś zrobił mi dziurę w plecach, zabrało Ronanowi dłuższą chwilę". Przypuszczam, że ów stylistyczny łamaniec miał być próbką żartobliwego, przesiąkniętego wisielczym humorem stylu, znanego chociażby z kart "Podręcznika szeryfa", ale sami przyznacie, że wypadło to dość żałośnie. Dalej - "po olbrzymiej dziurze w klatce piersiowej zdołał stwierdzić, że przyczynkiem do jej powstania była kula z karabinu (...)". Ufff! Przyznam się szczerze, że nie mogę wyjść z podziwu dla autora tego stylistycznego lapsusu. Ileż w tym zdaniu nonsensownego wdzięku! Obawiam się jednak, że nie do końca o to chodziło zarówno autorowi, jak i tłumaczowi.

Choć przebrnięcie przez kilka pierwszych stron wymagało ode mnie nieco cierpliwości, to na szczęście okazało się, że dalej jest już troszkę lepiej. Gdzieniegdzie zdarzają się językowe kwiatki ("szperając po stacyjce i okolicy, Ronan zezował na popołudniowe słoneczko"), ale zdania są mniej więcej poprawne (choć trochę "kanciaste"). Całkiem przyzwoite są natomiast dialogi, zwłaszcza te pomiędzy Ronanem Lynchem a Hankiem Ketchumem. Daleko im do kwadratowych, nadętych i sztucznych przemów z "Córy przeznaczenia", a niektóre są naprawdę śmieszne.

Kilka słów o fabule. Głównym bohaterem jest, jak zwykle, Ronan Lynch - były żołnierz, któremu zmarło się i zmartwychwstało w "Córze przeznaczenia". Jego towarzyszem jest znany z "Dnia Niepodległości" (poprzedniej powieści groszowej) i podstawki Hank Ketchum, zwany "Jednookim". Historyjka jest dość liniowa, ale opowiedziana o niebo ciekawiej niż ta z "Córy...". Aby nie zepsuć Wam przyjemności z lektury, streszczę ją zaledwie w kilku słowach - tajemnicza, splądrowana stacyjka; małe miasteczko, w którym lada moment może dojść do linczu; wreszcie tytułowy "Nocny pociąg", który - jak możecie się domyślać - wcale nie wiezie bananów... Niby schemat, ale czyta się nawet nieźle, nawet pomimo językowych niezręczności i przeładowania tekstu scenami bójek i strzelanin.

A jak wygląda druga część "Nocnego pociągu", czyli oparta na motywach opowiadania przygoda? Całkiem nieźle. Opracowana została starannie, Szeryf niemal na tacy dostaje wszelkie ślady, które może ewentualnie podsunąć posse, a przejrzysty układ tekstu ułatwia kontrolowanie wszystkich wątków i tak niespecjalnie skomplikowanej fabuły. Zabrakło mi niestety ciekawych bohaterów niezależnych. Mieszkańcy miasteczka Varney Flats są do bólu wręcz sztampowi, opis z reguły ogranicza się do odmalowania ich powierzchowności (dobry MG improwizuje takie zdawkowe charakterystyki na poczekaniu i to w znacznie lepszym stylu). Jedyne postacie, które przyciągają uwagę, to burmistrz Sam Varney, zżerany przez niespełnione ambicje zostania wpływowym politykiem oraz ciapowaty zastępca szeryfa Nathan Parrish, marzący o wielkich przygodach rodem z kart tanich powieści awanturniczych.

Podsumowując, kupno "Nocnego pociągu" można wziąć pod rozwagę. Nie jest to rewelacyjna robota ani pisarska, ani translatorska, ale wciąż da się z tego wyciągnąć kilka niezłych pomysłów, jak na przykład zagadka tytułowego pociągu, której rozwiązanie jest całkiem ciekawe... Podobała mi się też postać Thaddeusa Washingtona, wszechstronnego i zwariowanego naukowca. Owszem, może jest to trochę zbyt nachalna ilustracja archetypu postaci z podstawki, ale wciąż o niebo lepsza od Velveta Van Heltera, kanciarza z "Córy...", który zamiast eleganta przypominał raczej kretyna. Niestety, Washington z niewiadomych powodów nie występuje w tekście przygody, a jedynie w opowiadaniu. Myślę jednak, że z powodzeniem możecie go tam wstawić. Nada to przygodzie kolorytu i ożywi nieco papierowe miasteczko Varney Falls. Jeśli więc akurat brakuje Wam pomysłów, macie zbędne 15 złotych i jesteście przygotowani na kilka niezbędnych przeróbek w przygodzie, nie oczekujecie przy tym zawrotnych literackich wrażeń od opowiadania, to "Nocny pociąg" nie jest najgorszym wyborem.

Na górę strony