Spis treści Film

Recenzje


Morgana

Shreck

Tytuł: Shreck;
Reżyseria: Andrew Adamson, Vicky Jenson;
Scenariusz: Ted Elliott, Terry Rossio;
Muzyka: Harry Gregson-Williams, John Powell;
Scenografia: James Hegedus;
Głosów użyczyli: Jerzy Stuhr, Zbigniew Zamachowski, Agnieszka Kunikowska;
Czas: 95'.

Ocena: 8,5/10

Piękna i bestia... w krzywym zwierciadle

Coraz częściej filmy animowane adresowane są do dorosłej widowni. Zaczęło się od przemycania pewnych uwag, motywów, czy aluzji, aby rodzice nie nudzili się z pociechami w kinie i nie daj Boże nie przestali płacić za bilety, ale stopniowo te motywy stają się osią wiodącą fabuły i dzieciarnia nie bardzo jest w stanie pojąć, co właściwie dzieje się na ekranie, i z czego ci dorośli dziwacy się śmieją. Tak było z "Mrówką Z", teraz jej miejsce zajął "Shreck", film jeszcze bardziej "poważny" niż jego owadzi poprzednik.

Historia zaczyna się w stylu, do którego zdążył już nas przyzwyczaić Disney. Niewidzialna dłoń przewraca stronnice księgi, a zza kadru ciepły głos narratora opowiada o smutnym losie nadobnej niewiasty z królewskiego rodu, która czeka w zamknięciu na swojego bohatera na białym rumaku i rzecz jasna doczekać się nie może, bo po drodze czai się smok i inne paskudztwa. Szybko jednak okazuje się, że tym razem nie wysłuchamy słodziutkiej opowiastki. Kolejną stronnicę księgi wydziera główny bohater i używa w charakterze... papieru toaletowego. To, co dzieje się później, jest bezlitosnym rozliczeniem z landrynkową stylistyką studia D. Wykpiony zostaje ograny model pięknej i bestii. Ostrzem sarkazmu dostaje się zresztą niemal wszystkim, z nieszczęsnym Kopciuszkiem i Królewną Śnieżką na czele. Sam główny bohater nie przypomina żadnego z dzielnych i pełnych uroku herosów. Zielony, zwalisty, paskudny, opryskliwy. Jak to ogr. Bohaterem zresztą nie zostaje ze szlachetnych pobudek. Chce tylko spokoju w swojej samotni, do której z winy wrednego lorda, sprowadza się gwarna zgraja postaci z bajek. Wyrusza w podróż, podczas której towarzyszy mu rozgadany osioł. I tu zaczyna się typowy film drogi.
Twórcy "Shreck'a" nie ograniczyli się do parodii disneyowskich produkcji. Zręcznie żonglują cytatami bawiąc się kinem i w kino. Nie ma sensu wymieniać poszczególnych nawiązań, powiem tylko, że nie zabrakło (bo przecież zabraknąć nie mogło:) Martixa.

Film ma niezłe tempo, zresztą animowane produkcje rzadko grzeszą dłużyznami. Dowcip sypie się gęsto, może nie zawsze jest to humor najwyższych lotów, niemniej jednak zabawa jest przednia, a gry słów zaskakują swoją ... dosadnością. Charaktery są ciekawe (ach ten groteskowy lord z freudowskim kompleksem), co uwypukla naprawdę świetny dubbing (osioł w wykonaniu Stuhra to prawdziwa perełka!). Warto też wspomnieć o animacji, bo coraz większe możliwości techniczne sprawiają, że obraz nabiera niezwykłych właściwości. Zwróćcie uwagę na bogactwo mimiki bohaterów, nawet ja, niereformowalna miłośniczka ręcznie rysowanych klatek, byłam zachwycona. Czego chcieć więcej- marsz do kina.

Na górę strony