| Recenzje |
Shreck |
Tytuł: Shreck; Ocena: 8,5/10Piękna i bestia... w krzywym zwierciadle Coraz częściej filmy animowane adresowane są do dorosłej widowni. Zaczęło się od przemycania pewnych uwag, motywów, czy aluzji, aby rodzice nie nudzili się z pociechami w kinie i nie daj Boże nie przestali płacić za bilety, ale stopniowo te motywy stają się osią wiodącą fabuły i dzieciarnia nie bardzo jest w stanie pojąć, co właściwie dzieje się na ekranie, i z czego ci dorośli dziwacy się śmieją. Tak było z "Mrówką Z", teraz jej miejsce zajął "Shreck", film jeszcze bardziej "poważny" niż jego owadzi poprzednik. Historia zaczyna się w stylu, do którego zdążył już nas przyzwyczaić
Disney. Niewidzialna dłoń przewraca stronnice księgi, a zza kadru ciepły
głos narratora opowiada o smutnym losie nadobnej niewiasty z królewskiego
rodu, która czeka w zamknięciu na swojego bohatera na białym rumaku i
rzecz jasna doczekać się nie może, bo po drodze czai się smok i inne paskudztwa.
Szybko jednak okazuje się, że tym razem nie wysłuchamy słodziutkiej opowiastki.
Kolejną stronnicę księgi wydziera główny bohater i używa w charakterze...
papieru toaletowego. To, co dzieje się później, jest bezlitosnym rozliczeniem
z landrynkową stylistyką studia D. Wykpiony zostaje ograny model pięknej
i bestii. Ostrzem sarkazmu dostaje się zresztą niemal wszystkim, z nieszczęsnym
Kopciuszkiem i Królewną Śnieżką na czele. Sam główny bohater nie przypomina
żadnego z dzielnych i pełnych uroku herosów. Zielony, zwalisty, paskudny,
opryskliwy. Jak to ogr. Bohaterem zresztą nie zostaje ze szlachetnych
pobudek. Chce tylko spokoju w swojej samotni, do której z winy wrednego
lorda, sprowadza się gwarna zgraja postaci z bajek. Wyrusza w podróż,
podczas której towarzyszy mu rozgadany osioł. I tu zaczyna się typowy
film drogi. Film ma niezłe tempo, zresztą animowane produkcje rzadko grzeszą dłużyznami. Dowcip sypie się gęsto, może nie zawsze jest to humor najwyższych lotów, niemniej jednak zabawa jest przednia, a gry słów zaskakują swoją ... dosadnością. Charaktery są ciekawe (ach ten groteskowy lord z freudowskim kompleksem), co uwypukla naprawdę świetny dubbing (osioł w wykonaniu Stuhra to prawdziwa perełka!). Warto też wspomnieć o animacji, bo coraz większe możliwości techniczne sprawiają, że obraz nabiera niezwykłych właściwości. Zwróćcie uwagę na bogactwo mimiki bohaterów, nawet ja, niereformowalna miłośniczka ręcznie rysowanych klatek, byłam zachwycona. Czego chcieć więcej- marsz do kina. |