|
Julian Warszawski
Galaktyczni wojownicy
|
- Spike! Po lewej!
- Mam go, Mitch! - błękitny promień miotacza rozświetlił na ułamek sekundy
ciemność.
Błysnęły jaskrawe pasy na pokrytej śluzem skórze wielkiego stwora. Ociężałe
cielsko zwaliło się głucho na ziemię tuż pod stopami Spika.
- Dolicz do mojej karty płac.
- Dzielimy na pół. To ja go zauważyłem.
- Co ty bredzisz? Widziałem go już wcześniej.
- Tak? To ja ci osłaniam twoje grube dupsko, a ty pieprzysz, że go wcześniej
widziałeś! Sknera! - wyrzucił swojemu koledze Mitch.
- Myślałeś kiedyś, żeby zostać politykiem?
- Następnym razem poczekam, aż ten tłusty borg cię zeżre i sam strzelę
mu w jego spasiony twoimi flakami żołądek.
- Możecie się zamknąć? Heksometr wskazuje, że jest ich więcej.
"Nazywam się Ramon Aspikles, żołnierz trzy tysiące dwieście czwartej
brygady interwencyjnej. Kumple wołają na mnie Spike, bo nigdy nie mogą
zapamiętać mojego nazwiska. Cóż, tam skąd pochodzę bardziej mnie szanowano,
ale wcale nie żałuję, że tu jestem. Dlaczego? Nie wiem."
- Posłuchajcie, plan jest taki. Najbliższy terminal jest na dwudziestym
poziomie. Na górę można się dostać windą pasażerską w sektorze zachodnim,
windą towarową lub służbową w centralnym, lub schodami przeciwpożarowymi
na każdym z czterech krańców.
- Jest jeszcze szyb zsypowy przy północnej ścianie.
- Jeśli potrafisz przejść kilometr w górę zsypem, to możesz iść. My na
górę jedziemy windą.
- Służbowa i pasażerska są nieczynne.
- To bierzemy towarową. Czy masz jeszcze coś do powiedzenia.
- Tak, w sektorze centralnym, tam gdzie jest winda, prawdopodobnie znajduje
się siedlisko borgów.
- Trudno, będziemy musieli przez nie przejść. Ruszajcie się. Rik idzie
ze mną, Mitch i Spike, ubezpieczacie nas. Ned, informuj nas, jeśli wychwycisz
jakiś ruch.
- Tak jest!
- Idziemy! Raz, dwa!
"Jesteśmy w tej całkowicie blaszanej, wysokiej na kilometr stacji
badawczej opanowanej przez bezmyślne borgi, żeby zdobyć jakieś informacje.
Nie powiedziano nam czego dotyczą, ale zgaduję, ze chodzi o jakąś broń
testowaną jedynie w tej placówce. Musi być bardzo cenna. Inaczej puściliby
z dymem tego metalowego olbrzyma razem ze wszystkimi pieprzonymi borgami
zostawiając tylko wielką kupę stopionego żelastwa. Zadanie ciężkie, ale
nie narzekam. Nikt z nas nie narzeka. Tak to jest i nie da się nic zmienić.
Czasami tylko zastanawiam się, po co my to robimy, kto nam wyznacza zadania,
które zawsze są ryzykowne i męczące. Mam też czasami dziwne wrażenie,
że ktoś cały czas nas obserwuje. Nie wiem, dlaczego. Nie mogę się tyle
zastanawiać, bo tracę koncentrację. Muszę się spieszyć."
- Szybciej Spike! Jest tuż za tobą - ciężki stukot kroków borga za plecami
jest coraz głośniejszy.
- Ned! Zamknij właz! Nie zdążę!
- Zdążysz idioto! Biegnij do cholery!
"Borg jest kilka kroków za mną. Dyszy ciężko, chociaż nie wiem,
gdzie jest jego aparat oddechowy i czy w ogóle go posiada. Przede mną
drzwi do windy towarowej zaczynają opadać. Jestem za wolny, borg zaraz
mnie dopadnie. Za drzwiami widzę postać szefa. Ładuje karabin dwufazowy.
Ładuje z niewiarygodną prędkością. Celuje. Strzela. Kilka syntetycznych
kul śwista mi koło uszu. Słyszę miękki odgłos kuli wbijającej się w ciało
bestii. Jakby mlaśnięcie. Jedno, drugie, trzecie. Głuchy upadek. Żadnego
skowytu. Borgi nie mają strun głosowych. Nie wiem, dlaczego."
- Ned, do kurwy nędzy! Czemu nie powiedziałeś, że te gówna będą w windzie?
- Czujniki ruchu nic nie wykryły. Musiały stać nieruchomo, gdy wsiadaliśmy!
- Nieruchomo? One nigdy nie stoją nieruchomo! Straciliśmy jednego człowieka
i jesteśmy odcięci, ty kretynie.
- Niedaleko stąd jest terminal. Można stamtąd zdalnie nakierować nasz
statek na dach. To tylko dwa poziomy wyżej. Wejdziemy schodami.
- Dobra, nie mamy innego wyjścia. Mitch, Spike! Osłaniacie nas!
"Wtedy, gdy ledwo dostałem się na windę okazało się, że w środku
są borgi. Winda była wielka, jak dom i wysiadło w niej światło, więc nie
mogliśmy ich dostrzec, dopóki jeden z nich nie wypadł i nie rzucił się
na plecy Rika. Biedak nawet nie krzyknął. Stwór wyrwał mu krtań. I to
było ostatnie, co zrobił. Ned zarzekał się, że czujniki nic nie wskazały.
Ale przecież miał jeszcze ekran termiczny i heksometr. Nie mógł nic nie
zauważyć. Nie mógł też nas okłamać. Zbyt dobrze go znam. Coś mi mówi,
że tak miało być."
- Te schody mają koniec?
- Jeszcze trochę.
- Ned mówił, że to tylko dwa poziomy.
- Dwa poziomy według wskaźników elewacji to jakieś dziesięć pięter.
- No ładnie, a miałem wrócić na obiad.
- Zaraz, zaraz. Coś jest nad nami.
- Cała kupa schodów.
- Czy ktoś go uciszy?
- Ned, idź przodem.
"Ned wychodzi przed innych, bo jego czujniki coś wskazują. Dziwne,
że mimo tak dokładnej aparatury nie wie dokładnie, co i gdzie. Postępuje
z latarką i przyrządami kilka kroków. Wszyscy mamy broń w pogotowiu. Dokładnie
obserwuje sufit. Wtedy kropla śluzu spada mi na mundur. Krzyczę. Boże,
gdybym krzyknął wcześniej. Może Ned zdążyłby się usunąć przed mięsistymi
mackami, które zsunęły się z małej szczeliny przy schodach. Gdy go chwytają
jest już bezradny. Drze się i szamoce w bólach kaleczony przez liczne
parzące przyssawki i kościste kolce wystające z oślizgłej skóry macek.
Każdy z nas posyła w górę cały magazynek, zawalają się schody nad nami.
Tłusty kawał mięsa, który dostał Neda runął pomiędzy nas. Ned leży na
ziemi owinięty odnóżami nie posiadającymi już właściciela. Szarpią nim
konwulsje. Szef strzela mu w głowę z podręcznego pistoletu. Nic nie mówi,
ale każdy z nas wie, że tak będzie dla niego najlepiej."
- Nareszcie - powiedział ktoś wchodząc na dach.
- Wchodzimy. Mitch, będziesz pilotował.
- Tak jest!
- Dysze silników czyste, mikroreaktory na pięćdziesiąt procent.
- Co jest?
- Trzęsie nas. Daj większą moc.
- Mikroreaktory na siedemdziesiąt procent. Rozpoczynam procedurę startową.
- Za mało do cholery!
- Dziewięćdziesiąt procent!
- Odmowa wykonania, zagrożenie przegrzaniem.
- Wyłącz sterowanie głosem, przejdź na ręczne.
- Dobra, ty gruchocie, zobaczymy, na co cię stać! Sto procent.
- Wznosimy się! Nareszcie.
- Osobiście dopilnuję aby rozpieprzyli tą budę pełną borgów w pył.
- Przegrzanie silników, co jest?
- Sprawdź bieżące dane techniczne.
- Nie ma sprawy.
- Znalazłeś coś?
- O kurwa!
- Co jest?
- Mamy pół tony ponad maksimum.
"Dlaczego ten statek nie ma większej ładowności? Wiem już, co się
święci. Znam tylko jedną rzecz, która waży prawie tonę i dostaje się sama
na pokład statku. Odbezpieczam czterokomorowy miotacz plazmy. Zastanawiam
się, jak taka broń w ogóle może istnieć. Kto mógł ją wymyślić tak, że
nikt nie wie, jak działa. A może ona nie istnieje. Idę do ładowni, uchylam
drzwi. Borg ze swymi mackami rzuca się na mnie. Upuszczam przedmiot z
mojej ręki. Uświadamiam sobie, że ten organizm o wadze prawie tony nie
ma prawa istnieć. Nie ma ust, ani innych otworów, przez które mógłby oddychać,
wchłaniać lub wydalać. Nie czuje głodu ani zmęczenia. Jedyne, co potrafi
to pojawiać się w najmniej spodziewanych momentach i zabijać. Nikt nie
pomyślał, skąd czerpie energię aby unieść osiemset kilogramów swojego
cielska i całkiem sprawnie się poruszać. Ktoś popełnił zasadniczą głupotę
powołując do istnienia krwiożerczego borga i mój czterokomorowy miotacz
plazmy i ten statek z jego mikroreaktorami i to wysokie na kilometr żelazne
miejsce. Dlaczego nie mogłem zostać farmerem, albo handlarzem? Dlaczego
muszę zginąć wtedy, gdy prawie się nam udało? To jest, jak w jakimś pieprzonym
horrorze! To jest nierzeczywiste. Borg rzuca się na mnie całym swym ciężarem."
- Nierzeczywisteeeeee!
...
- Co się stało?
- Stary, ominął cię najciekawszy kawałek.
- No, mów.
- Tamten koleś poszedł do ładowni. Statek zaczął spadać. Oni mówią, że
mają pół tony za dużo na statku, czaisz?
- A, mieli jednego sukinsyna w środku.
- Tak, i nagle krzyk tamtego z ładowni, ten borg, czy jak on tam ma, wypada
i rzuca się na nich. Stary, co masakra! Mówię ci.
- Przewiń końcówkę, muszę to obejrzeć!
...
Kosmiczni żołnierze, gwiezdni wojownicy, obrońcy wszechświata, nadprzestrzeń,
podprzestrzeń, bitwy kosmiczne i milion zbiegów okoliczności. Jeśli ktoś
zamierza napisać coś podobnego, to niech lepiej się zreflektuje i przerzuci
się szybko na coś mniej szkodliwego, na przykład szachy. A jeśli nie masz
żadnych wyrzutów sumienia, to biegiem do Hollywood.
|