|
|
|
|
|
|
|
Wpisz swój
e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o
nowych numerach OGM:
|
|
[W mailu
znajdzie się informacja o najnow- szym
numerze, a także kilka linków, dzięki którym
będzie można bezpośrednio pobrać magazyn.
Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie
kosztuje!]
|
|
|

|
|
Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Wyróżnienie:

|
|
|
|
|
 |
|
- 50
Pierwszych Randek
50
First Dates
Komedia Romantyczna
USA 2004
Czas Trwania – 99 min.
Reżyseria
– Peter Segal
Występują – Adam
Sandler
Drew
Barrymore
Sean Astin
Rob
Schneider
Siedzę
sobie wygodnie w fotelu, napisy
końcowe właśnie sięgają
nazwisk gości od dostarczania
piwa na plan i masowania płetw
morsom z oceanarium, a silnie
zarysowany
grymas zaskoczenia, nie
może zejść z mojej twarzy.
Czuję się niemalże jakbym
dostał łopatą przez łeb. Jak
to? W głównych rolach
Adam Sandler, Drew Barrymore,
Rob Schneider (gość od
"Zwierzaka", "Gorącej
Laski" i "Boskiego Żigolo")
a mimo to film jest inteligentny
i pełen ciepła? Przecież to
jest całkowicie sprzeczne z ich
dotychczasowym dorobkiem! To
trochę tak jakby Roman Giertych
założył burdel w przydomowym
ogródku! Nie wiem czy traktować
ten film jako kolejny "sandlerowski"
żart, ale na Świętą Marelę!
Byle więcej takich żartów...
Henry Roth jest notorycznym
podrywaczem, cierpiącym na
chorobliwy strach przed angażowaniem
się. Podrywa więc niczego nie
spodziewające się turystki, spędza
z nimi cudownie czas, by na
koniec dnia zwiać, wykręcając
się jakimś pospolitym kłamstwem
(zabawna scena początkowa).
Wszystko się jednak zmienia gdy
przypadkowo poznaje w miejscowym
barze urodziwą Lucy. Oboje
szybko zaczynają czuć do
siebie miętę, i pewnie
wszystko dalej potoczyłoby się
jak w bajce, gdyby Lucy nie
cierpiała na dość przykrą
przypadłość objawiającą się
defektem sprawności pamięci krótkotrwałej
[Ski: skąd ja to znam;)?]. Lucy
nie jest w stanie zapamiętać
co robiła poprzedniego dnia, a
co za tym idzie również
postaci Henrego. On jednak tak
łatwo się nie podda i zrobi
wszystko byle by tylko zdobyć
jej serce...
Przez pierwsze 30 minut nic nie
zapowiadało, że dane obejrzeć
mi będzie coś ponad
typowo szaletowy humor. Prawdę
mówiąc, gdy zobaczyłem scenę,
w której dławiący się rybą
mors, wymiotuję na bezpłciowego
cudaka, byłem wręcz pewien, że
dalsza część filmu będzie
dla mnie istnym horrorem. I tak
mniej więcej w połowie trwania
obrazu, gdy już zacząłem
wypisywać pod adresem twórców
różne barwne frazy, rodem z piłkarskich
boisk, coś się zmieniło.
Obraz zaliczył obrót o 180
stopni, a z głupiej jak autobus
pełen cheerliderek
historyjki zrobiła się dojrzała,
chwytająca za serducho (zwłaszcza
damskie) opowieść o miłości
wbrew przeciwnościom losu.
Oczywiście do końca błazenady,
cyrkowych wręcz postaci, nie
znikły. Stały się jednak
przyjemnym tłem, dla rozwijającej
się we właściwym kierunku
historii....
"Memento" i "Dzień
Świstaka" na Hawajach. Właśnie
tak można by opisać główną
oś fabuły. Twórcy w zgrabny
sposób połączyli te dwa,
wydawałoby się całkowicie różne
filmy, dodali parę
sympatycznych zwierzaków, całość
doprawiając niezwykle pięknym,
plażowym krajobrazem. W połączeniu
z wdziękiem niektórych dowcipów
(ze scenami kolejnych podrywów
na czele) i całkiem
satysfakcjonującym zwieńczeniem,
wyszła z tego wcale sympatyczna
komedia romantyczna, będąca
idealną alternatywą na wieczór
z drugą połówką...
Czas napisać coś o aktorstwie,
przy którego ocenie zbaraniałem
do reszty. No bo jak mam ocenić
np. Drew Barrymore, za którą
prywatnie nie przepadam, a która
z dużą dozą realizmu oddała,
tragiczną można by rzec, postać
Lucy? Albo Sandlera – aktora o
warsztacie aktorskim bogatym jak
emerytka pod koniec miesiąca,
którego kreacja nie tylko nie
doprowadziła mnie do szewskiej
pasji, ale nawet mi się podobała?
Paradoksalny jest tu też udział
Sean'a Astina (Sam z "Władcy
Pierścieni") - aktora o
teoretycznie największym
talencie z wyżej wymienionej dwójki,
któremu powierzona została
zaledwie mała rolka wiejskiego
głupka, rodem z remizowej
dyskoteki. Co jak co, ale
warstwa aktorska naprawdę
pozytywnie zaskakuje...
"50 Pierwszych Randek"
jest niczym randka z dziewczyną
poznaną na czacie. Początkowo
straszna i wywołująca myśli
samobójcze, z każdym następnym
piwem coraz bardziej intrygująca
i wciągająca. I mimo, że
nadal daleko jej do tuzów
gatunku, na tle wcześniejszych
dokonań Sandlera, film ten
urasta do niemałej rewolucji.
Do tego idealnie nadaje się do
oglądania ze swoją Venus. Bo
nie ma nic przyjemniejszego, niż
po wspólnym seansie dostać gorący
uścisk i soczystego buziaka. A
taką reakcję ten film
gwarantuje... [Kazan]
|
Reklama
|
|
|
 | | |