|
|
|
|
|
|
|
Wpisz swój
e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o
nowych numerach OGM:
|
|
[W mailu
znajdzie się informacja o najnow- szym
numerze, a także kilka linków, dzięki którym
będzie można bezpośrednio pobrać magazyn.
Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie
kosztuje!]
|
|
|

|
|
Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Wyróżnienie:

|
|
|
|
|
 |
|
- Barbershop
2
Barbershop 2
– Buck in Business
Komedia/ Obyczajowy
USA 2004
Czas Trwania – 106 min.
Reżyseria - Kevin Rodney Sullivan
Występują – Ice Cube
Sean
Patrick Thomas
Cedric
the Entertainer
Eve
"Elo Psie"! Rzekł
Mc Franek, do swego kumpla
miksującego właśnie na
mamusinej patelni. "Podobno
foczki robią ustawkę na
hawirze" – rzucił
mimochodem poprawiając
farbowany na złoto łańcuch,
"pożyczony" z budy
psa sąsiada. "Mówię ci
Czarnuchu, będzie wypas dżampreza!"
– kontynuował. "Ma być
fest zioło, i nowy movie z
ziomalami z Bronxu!". Mc
Franek dłużej nie musiał
kumpla przekonywać. Obaj
wsiedli do Malacza z rozkładanym
dachem i jarzeniówką w
podwoziu, i pognali na miejscówkę...
Murzyńskie kino wraz z
nastaniem lat 80-tych wkroczyło
w długi i niesłabnący
renesans. Czarnoskórzy aktorzy
stali się niekwestionowanymi
gwiazdami, zarówno srebrnego
jak i małego ekranu. Jednocześnie,
trochę jakby w tle tego szumu,
prężnie rozwinął się
hip-hopowy odłam afro-amerykańskiego
kina. Odłam, który idealnie
wkomponował się w nasze
pozbawione własnej tożsamości
społeczeństwo. I pewnie
dlatego, nie zachwycający skądinąd,
"Barbershop 2"
odniesie w naszym kraju
spektakularny sukces. W końcu
nawet jeśli nie zarobi
wystarczająco dużo mamony,
zawsze będzie można go wepchnąć
do "Twista" w przyszłym
roku...
Film jest bezpośrednią
kontynuacją wydarzeń
przedstawionych w części
pierwszej. Zakład fryzjerski
Calvina całkiem nieźle
prosperuje. Liczba bywalców
stopniowo rośnie, a relacje z
klientami coraz bardziej się
zacieśniają. Do czasu.
Sielankowy nastrój burzy
wiadomość o pojawieniu się
potężnego konkurenta, który
swój przybytek postanowił umieścić
dokładnie naprzeciwko zakładu
Calvina. Cała okolica zdaję się
być tym niezmiernie
podekscytowana, co niezbyt
dobrze wróży przyszłym
interesom naszego bohatera. Czy
jednak w pogoni za nowoczesnością,
uda mu się zachować
indywidualny styl swojego
lokalu?
Główną cechą murzyńskich
filmów zawsze była pewna
niewytłumaczalna lekkość. Ich
komedie od zawsze opierano na
uszczypliwości zabawnych dialogów,
wypowiadanych przez barwnych i
wygadanych bohaterów. Wraz z dużą
dozą autoironii tworzyło to
trafiający do szerokiej
widowni, bardzo przystępny
klimacik. I tą ważną cechę
udało się zachować twórcom
drugiej części
"Zakładu
Fryzjerskiego". Kłopot w
tym, że całego filmu nie sposób
na niej zbudować…
Niestety brak pomysłu na
scenariusz widoczny jest już od
samego początku. Po naprawdę
dobrej scenie początkowej i
dynamicznej wejściówce, film
wpada w kompletny marazm i
zatraca się w zapychających
czas, niepotrzebnych scenach (vide
nawiązanie do dawnej miłości
Eddiego). Główny wątek
trąci banałem na kilometr.
Ukrywający się pod jedwabistą
zasłoną propagandy politycy są
w rzeczywistości chamscy i zachłanni.
Czarne kobiety to ostre i
krzykliwe potwory, a honor
mieszkańców biednej murzyńskiej
dzielnicy, jest dużo
ważniejszy niż walizka pieniędzy
pod pachą. Fabuła jest naiwna
do bólu, w dodatku
skomplikowana niczym zamiary
grupki studentów, względem
apetycznej gromadki dziewczyn
poznanych na molo. Całość
ratują nieco wspomniane już
dialogi, i mimo wszystko gra
aktorska. Afro-amerykanie to
urodzeni showmani. Pozbawioną
sztuczności elastyczność,
ssają chyba już z mlekiem
matki, dzięki czemu świetnie
sprawdzają się jako
piosenkarze, prezenterzy i
aktorzy w jednym. Ice Cube,
Cedric the Entertainer czy Eve
prawdziwie i bezboleśnie oddali
swe postacie. Inna sprawa, że
relacje między nimi już do
"prawdziwych" nie należą.
Jasną stroną filmu jest również
ścieżka dźwiękowa, osadzona
(a jakże!) w hip-hopowych
klimatach. Utwory Rza, Wu-Tang
Clan czy przede wszystkim Black
Eyed Peas po prostu pasują, całkiem
skutecznie rozładowując nudną
jak zlot szachistów
atmosferę. Co z tego, skoro
jako całość "Barbershop
2" wypada bardzo mizernie.
Zabrakło świeżości, pomysłu
i chyba przede wszystkim rzemieślnika,
potrafiącego w inteligentny
sposób posklejać poszczególne
jego składowe. Niemniej jeśli
lubisz "murzyńskie"
klimaty, w młodości założyłeś
na osiedlu odział
"Czarnych Panter", a
za największy spisek stulecia,
uważasz zabójstwo 2 Paca –
nie powinieneś się zawieść.
Ja się natomiast zwyczajnie
wynudziłem... [Kazan]
|
Reklama
|
|
|
 | | |