|
|
|
|
|
|
|
Wpisz swój
e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o
nowych numerach OGM:
|
|
[W mailu
znajdzie się informacja o najnow- szym
numerze, a także kilka linków, dzięki którym
będzie można bezpośrednio pobrać magazyn.
Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie
kosztuje!]
|
|
|

|
|
Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Wyróżnienie:

|
|
|
|
|
 |
|
- Van
Helsing
Van Helsing
Przygodowy/ Akcji
USA 2004
Czas Trwania – 145 min.
Reżyseria – Stephen Sommers
Występują
– Hugh Jackman
Richard
Roxburgh
Kate
Beckinsale
Shuler
Hensley
Nazywam
się Van Helsing. Gabriel
Van Helisng. Od zarania
dziejów tropię i eksterminuję
różnych dziwolągów z całego
świata. Boją się mnie
wampiry, wilkołaki uciekają do
budy, a Marilyn Mason to podobno
nawet zmył makijaż i zapisał
się do kółka baletowego, byle
bym go tylko nie dopadł. Taki
już ze mnie średniowieczny
Bond, z licencją na wyżynanie,
palenie na stosie i 50% rabatem
na biblię w księgarniach.
Podobno ostatnio nawet jakiś
tam film o mnie powstał, co to
go polscy recenzenci (mój następny
cel - wredni krwiopijcy!)
zjechali niemiłosiernie. Czy
jest aż tak zły? Sprawdźmy,
wszak kto go uczciwiej nie oceni
jeśli nie ja! Sam
zainteresowany...
No i poszedłem se do kina, siadłem
se wygodnie, kupiłem se popkorn
i od razu był zgrzyt. Jakaś
starucha wyzwała mnie od
satanistów, i kazała kapelusz
zdjąć, bo podobno nic nie
widziała. "Trzeba, było
wziąć okulary" – odrzekłem,
i wróciłem do filmu. Tam zaś
właśnie fabuła nabierała
tempa. Po udanym mordzie na Mr.
Hyde'dzie (znaczy miałem go
tylko unieszkodliwić, ale coś
nie zagrało:) zostałem wysłany
do Transylwani, gdzie ostatnio
niebezpiecznie rozbujał się
niejaki Dracula. Ten paskudny
nietoperz (Batman?) wpadł na
niezwykle diaboliczny plan
podboju świata. Dzięki współpracy
z Dr. Frankensteinem, mógł on
stworzyć setki tysięcy małych
wampirków, które bynajmniej
nie żywiły by się selerami.
Oczywiście powstrzymać go mogłem
tylko ja, mając do pomocy małego
mnicha – onanistę i piękną
jak z obrazka, wojowniczą
arystokratkę. Cóż, "Drużyna
A" to to nie była, ale
lepsze to niż nic. Tak zaczęła
się moja kolejna krucjata.
Krucjata przeciw złu...
Pierwsze rzeczą, która przykuła
moje przebite oczy, był naprawdę
fajnie pomyślany, mroczny świat.
Zasadniczo przyzwyczajony jestem
do ciemności, strachu i
dziwnych odgłosów, wszak
wychowałem się na polskim
blokowisku, niemniej urzekła
mnie ta wszechobecna, można by
rzec wręcz "burtonowska"
maniera scenografów. Lokacje są
bardzo plastyczne. Cmentarz,
stary młyn, miasteczko w
Transylwani, parę rodzajów
zamków, z siedzibą Draculi na
czele. Wszystkie lokacje
wykonano z rozmachem, a przy tym
z charakterystycznym klimatem
przedwojennych horrorów. Swoje
trzy grosze do atmosfery
dorzucili też spece od efektów.
Bardzo fajnie pomyślano
maszkary z gadającymi z ruskim
akcentem wampirzycami na czele
(takie upiorne wersje dziewczyn
z "Tatu" – te też są
bezpłciowe:). Moją uwagę
przykuła też podniosła,
idealnie pasująca muzyka Alana
Silvestriego (gość od
"Powrót do Przeszłości").
Takich bardów trzeba nam jak
najwięcej!
Postanowiłem! Jutro wezmę topór
i odrąbię łeb mojemu
dealerowi narkotyków. Jazdy, które
mam po tych jego ziółkach to
pikuś w porównaniu do tych
jakie musiał mieć Stephen
Sommers (scenarzysta i reżyser
w jednej osobie) podczas kręcenia
tego filmu.
No bo trzeba brać
naprawdę mocny towar, żeby
stworzyć tak durną i pozbawioną
sensu historię, doprawić do
tego oczywisty i nudny wątek miłosny
i jeszcze myśleć, że ludzie
to kupią! Ja nie wiem, jak można
było tak spłycić ten film!
Przecież, tu aż prosi się o
jakieś dodatkowe wątki. Nie
wiem, żebym miał chorą matkę
na utrzymaniu, albo chociaż w
kozie się zakochał, cokolwiek!
Tymczasem jedyny w miarę
ciekawy wątek mojej przyszłości,
został paskudnie rozbebeszony i
pozostawiony bez ładu i składu,
jako pożywka dla ewentualnego
sequela. Fabuła po prostu kupy
się nie trzyma i wywołuje co
najwyżej uśmiech
politowania...
Jasną stroną filmu, jest odtwórca
głównej roli –Hugh Jackman.
Prawdę mówiąc bałem się, że
zagra mnie jakiś wrestler,
gwiazda popu, czy inny prezenter
telewizyjny (co ostatnio zrobiło
się niebezpiecznie popularne)
tymczasem mile się
zaskoczyłem. Jackman zagrał świetnie,
nadając mojej, bądź co bądź
płytkiej postaci (przynajmniej
w filmie) ciekawe oblicze.
Niestety reszta obsady, już
mnie nie zachwyciła. Mimo, że
lubię Kate Beckinsale (zwłaszcza
nagą, przywiązaną do łóżka)
nie mogę powiedzieć nic
przyjemnego o jej kreacji. W
"Underworld'zie" zagrała
zdecydowanie lepiej, tu zaś
sprawiała wrażenie zagubionej
i
wypalonej. No i na koniec
nieszczęsna postać Draculi.
Zagrana może i całkiem nieźle,
ale niestety nie przez
odpowiedniego aktora.
Najzwyczajniej w świecie
Richard Roxburgh nie pasował mi
do roli sadystycznego księcia
ciemności. Same efekty to nie
wszystko, żeby postać była
mroczna. Trzeba jeszcze
odpowiedniej twarzy, mimiki i
gestykulacji, żeby nadać
postaci odpowiedni wyraz (klasą
samą w sobie był kiedyś
Oldman w "Draculi"
Formana). Tego twórcom
zwyczajnie nie udało się osiągnąć...
Hm... i jak tu podsumować
ekranizację moich przygód? Bo
mimo, że scenariusz jest kretyński,
aktorstwo
zdecydowanie nie pierwszej próby,
a siedząca za mną staruszka już
dawno posiekana na kawałki,
muszę przyznać, że całkiem
nieźle się bawiłem! Odmóżdżona
jatka sprawdza się tu całkiem
nieźle, efekty są niczego
sobie, a charakterystyczny
klimacik "innego świata"
pozwala na spojrzenie z lekkim
przymrużeniem oka na
prawdopodobność większości
scen. Dla odprężenia – można
obejrzeć! A ja opuszczam Was już
i idę polować. Podobno Wiśniewski
znów uciekł z zakładu... [Kazan]
|
Reklama
|
|
|
 | | |