NEWSY NAJNOWSZY NUMER PLAYTEST ZAPOWIEDZI RECENZJE EXCLUSIVE HOT THEMES FORUM
REDAKCYJNE
PLAYTEST
NEWSY
ZAPOWIEDZI
RECENZJE
EXCLUSIVE
HOT THEMES
STREFA_FILMU

 

Wpisz swój e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o nowych numerach OGM: 

Twój email





[W mailu znajdzie się informacja o najnow- szym numerze, a także kilka linków, dzięki którym będzie można bezpośrednio pobrać magazyn. Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie kosztuje!]

Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.

Wyróżnienie:
Pierwsze miejsce w przegl±dzie stron www - EXTREMY 2003 - PSX Extreme nr. 73

 
SPELLFORCE: ZAKON ŚWITU [PC]
O Spellforce zapewne co bardziej wtajemniczone osoby słyszały już nie raz. Phenomic, raczej nieznany developer, podjął się zadania stworzenia gry, która jak to określił, miała być połączeniem RTS'a z grą RPG. Czy coś takiego mogło się udać? Cóż, zależy jak na to patrzeć. Ale po kolei.

Rzeczywiście, grając w Spellforce ma się nieodparte wrażenie, że to takie połączenie strategii z grą fabularną. Dziwne to trochę uczucie - wcielamy się bowiem normalnie w wojownika, który niczym w rasowym RPG'u opisany jest różnymi statystykami, które możemy podnosić poprzez zdobywanie doświadczenia. A te możemy zyskać, poprzez wykonywanie kolejnych misji, lub zabijanie przeciwników. A skoro już jesteśmy przy zdobywaniu doświadczenia, to warto wspomnieć, że ciągłe atakowanie jednego rodzaju wojska nie jest tu użyteczne. Dużo bardziej opłacalne wydaje się atakowanie różnych rodzajów wrogów. Dlaczego? Po prostu ciągłe atakowanie tych samych przeciwników dodaje nam coraz to mniej punktów doświadczenia. Trzeba więc to odpowiednio rozdzielać, aby wszystko dawało nam w miarę wysoką ilość punktów doświadczenia. Jeśli chodzi o awansowanie z poziomu na poziom, to nie ma tu raczej żadnych ograniczeń, więc możemy właściwie bez końca trenować naszą postać:). No a oprócz tego jak już wspominałem, doświadczenie można zdobywać poprzez wykonywanie różnych zadań. Jak to wygląda? Otóż standardowo kamerę mamy umieszczoną z góry, w rzucie izometrycznym, jednak w każdej chwili można ją przenieść za plecy bohatera. Inna sprawa, że wtedy widoczność jest znikoma, kamera często się gubi, więc opcja ta jest raczej nieprzydatna. Osobiście wolałem zostać raczej przy rzucie izometrycznym, na widok zza pleców przenosząc się tylko okazyjnie. Wszystko zostało przyjaźnie dla gracza oznaczone - jeśli jakaś postać chce do ciebie zagadać, zlecając ci jakieś zadanie, nad jej głową pojawia się jeden ze wskaźników: wykrzyknik, moneta, czy znak zapytania. 

Same zadania jednak nie są nazbyt oryginalne - zazwyczaj polega to po prostu na zabiciu jakiejś postaci, przejścia z miejsca A do miejsca B, czy znalezieniu jakiegoś przedmiotu. Oczywiście są też i misje trochę odbiegające od utartego schematu, ale występują one jednak w mniejszości. Warto dodać, że oprócz questów głównych, mamy też poboczne których oczywiście nie musimy wykonywać. Jednak czasem warto, w końcu to zawsze kolejne punkty doświadczenia, a w późniejszym etapie rozgrywki mogą się one przydać... Często aby wykonać jakieś zadanie, trzeba będzie poświęcić sporo czasu na podróż. Cały świat gry składa się z dwudziestu krain, a te znowu są połączone ze sobą wszelkimi portalami, za pomocą których można się przenosić do innej krainy. Nie wspominałem jeszcze o przydzielaniu punktów pod poszczególne umiejętności... Otóż oprócz tego, że dostaniesz samo doświadczenie, będziesz rozdzielać właśnie owe punkty pod poszczególne umiejętności. I choć takie współczynniki, jak 'zręczność', czy 'siła' zostają przydzielane automatycznie, to niektóre będziemy mogli rozdysponować manualnie. Trochę dziwi owe posunięcie autorów z automatycznym przydzielaniem punktów pod niektóre umiejętności - to w końcu
ogranicza posunięcia gracza, a ile razy to twórcy zarzekali się, że stawiają przede wszystkim na swobodę w grze? Tymczasem w tym elemencie tego nie widać... Wiadomo, że podczas walk zabici pozostawiają po sobie różne przedmioty, które można zebrać. Na szczęście nie gubią się one w dziesiątkach zabitych - wszystkie są odpowiednio odznaczone i zazwyczaj nie ma raczej problemów z ich odnalezieniem. Część RPG'a została wykonana dobrze, ale bez polotu - tak to można podsumować. Niby jest tu właśnie wiele elementów eRPeGa, ale brakuje czegoś więcej, rozbudowanych zadań, większej ingerencji gracza w rozbudowę postaci itp. Jednak dla mniej wymagających graczy to spokojnie wystarczy...

Część strategiczna moim zdaniem lekko odbiega od tej fabularnej, a to przez wiele zbyt dużych uproszczeń. Najpierw jednak musisz dotrzeć do Monumentu - tutaj właśnie będziesz mógł przyzywać jednostki i oczywiście rozbudowywać bazę. Brakuje tu jakichś elementów wymagających większej taktyki - zazwyczaj dostajemy wystarczającą ilość surowców i teraz wystarczy tylko wybudować wszystkie budynki po kolei, których notabene nie jest zbyt dużo. A to wszystko zajmie coś koło dziesięciu minut. Brakuje tu więcej możliwości do ulepszeń jednostek i budynków, które w każdym solidnym RTS'ie są dostępne. Także same starcia, które przecież należą do części strategicznej, nie zachwycają. Oczywiście na początek budujesz sobie odpowiednią ilość wojska, ale w trakcie bitwy brakuje tu jakiejś taktyki. Całe wojsko zbiera się w jedno miejsce po prostu nastawiając się na bezmyślną młóckę. I choć byś się nawet starał, wycofywał łuczników do tyłu, to i tak po pewnym czasie dołączą do bezpośredniej walki. Ciężko jest nad tym wszystkim zapanować, bo wszystko psuje komputer - choćbyś nie wiem jak się starał, formował szyki wojska, i tak po pewnym czasie wrócą do "swojego" położenia. Po pewnym czasie po prostu się odechciewa i zaczynamy się zdawać na łaskę komputera, a więc większej loterii.

 
A skoro już jesteśmy przy rzeczach denerwujących, warto poszerzyć temat. Szkoda, że autorzy nie dopracowali widoku zza pleców bohatera. Owszem, możemy wtedy dogłębnie pozwiedzać miasteczka, popatrzeć na widoki, ale czasem jest to wręcz niemożliwe. Po prostu kamera z tego widoku nie zachowuje się najlepiej i często widoczność jest bardzo mała, czasem wręcz zerowa. No i ta część strategiczna - naprawdę, do niej można mieć sporo zastrzeżeń. Same rozbudowanie bazy jest nudne i schematyczne. Grając, wprost chciałem jak najszybciej przebrnąć przez tę część gry, aby mieć to już za sobą. Do tego jeszcze wspomniane wcześniej walki - sytuację wprawdzie ratuje trochę możliwość wykorzystywania czarów przez bohatera, ale i tu nie obejdzie się bez frustracji - często ciężko jest utrafić jednostkę, która nas w danym momencie interesuje. I z najbardziej rzucających się w oczy wad - czas ładowania! Takie jedno ładowanie trwa kilkadziesiąt sekund, coś koło minuty. No i wyobraź sobie taką sytuację - zaczynasz grę, więc jest loading. Twoje zadanie polega aby, przejść do jakiejś krainy, więc już na tych przeskokach nachodzą kolejne loadingi. Do tego w międzyczasie możemy zginąć, a i wtedy następuje ładowanie (choć już na szczęście nie AŻ TAK długie...). Oprócz tego wszelkie wczytywania przez nas samych rozgrywki to kolejne sekundy loadingu. Hm, przy co trudniejszych, dłuższych misjach odnosiłem wrażenie, że połowę tego czasu spędziłem na loadingach! Jest to chyba najbardziej denerwująca wada Spellforce... Drażnić też może brak możliwości przyspieszenia upływu czasu - nie jeden raz będziesz musiał przejść rozległą mapę z jednego końca na drugi co zajmuje oczywiście dużo czasu, a to znowu zabiera dużo czasu gry. Takie "zabiegi" sztucznie wydłużają czas gry i tylko denerwują...

Grafika prezentuje się bardzo dobrze, choć nie rozpływałbym się nad nią w zachwytach tak jak co niektóre osoby. Największe wrażenie robią przede wszystkim efekty specjalne, czy gra światła. Czary, jak w większości tego typu grach wyglądają nienagannie. Warto wspomnieć, że zmienia się pora dnia. A więc płynnie wszystko przechodzi z dnia do nocy, wraz ze wszystkimi efektami świetlnymi. Naprawdę okazale wygląda miasteczko w nocy - świecące latarnie, przechadzający się ludzie, domki naokoło... Wrażenie jest potęgowane oczywiście z widoku zza pleców. Jednak jak można było się domyślać, właśnie tutaj (jak i po prostu na większych zbliżeniach) widoczna jest kanciastość obiektów. Choć z drugiej strony, najczęściej gra się na widoku z góry... No i dodatkowy punkt musiałem odjąć od grafiki za te długie doczytywania się - to jednak zabija sporo z przyjemności gry. Muzyka nie jest zła i nie męczy - właściwie na tym mógłbym zakończyć jeśli chodzi o dźwięk. Ale jednak nie zostawię tak podkładu. Angielskie głosy (w polskiej wersji po polsku są tylko napisy) są nierówne. O ile w niektórych przypadkach nie ma większych zastrzeżeń, tak są też postacie, gdzie jakość angielskich głosów pozostawia sporo do życzenia. I za to obniżam ocenę za dźwięk do 6/10.

Wprawdzie na świecie gra ukazała się już jakiś czas temu, ale nie zebrała ona tam zbyt pochlebnych opinii, głównie za dużą ilość błędów. W polskiej wersji część z tych błędów została wyeliminowana. Spellforce: Zakon Świtu faktycznie połączył RPG z RTS'em, ale nie bez kilku wpadek. Mimo wszystko jednak jako całość produkt uznaję za udany - po przełknięciu kilku większych niedoróbek można się naprawdę dobrze bawić przez wiele długich godzin...

Sarge

Reklama
FAST CD

 
STOPKA REDAKCYJNA