NEWSY NAJNOWSZY NUMER PLAYTEST ZAPOWIEDZI RECENZJE EXCLUSIVE HOT THEMES FORUM
REDAKCYJNE
PLAYTEST
NEWSY
ZAPOWIEDZI
RECENZJE
EXCLUSIVE
HOT THEMES
STREFA_FILMU

 

Wpisz swój e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o nowych numerach OGM: 

Twój email





[W mailu znajdzie się informacja o najnow- szym numerze, a także kilka linków, dzięki którym będzie można bezpośrednio pobrać magazyn. Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie kosztuje!]

Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.

Wyróżnienie:
Pierwsze miejsce w przegl±dzie stron www - EXTREMY 2003 - PSX Extreme nr. 73

 
GTA: SAN ANDREAS [PS2]
Ski: Kilka milionów graczy na całym świecie czekało na najnowsze GTA jak na zbawienie. San Andreas miał wyznaczyć nowe standardy, spowodować, że ludzie bez namysłu pobiegną do sklepu po swój egzemplarz. Odsłaniając trochę rąbka tajemnicy - tak się też stało - najnowszy tytuł Rockstar jest jedną z najszybciej sprzedających się gier w historii. Jednak czy słusznie? Zapraszam do naszej mega-recenzji.

Yaxa: Sam tytuł tej gry to gwarancja sprzedaży. Ale czy też jakości? Patrząc na bardzo wysokie oceny zbierane przez GTA:SA można odnieść wrażenie, że to pozycja prawie idealna. Niestety, tak nie jest. Rockstar chyba trochę pospieszyło się z wydaniem tej części gangsterskiej sagi.

Adaxus: Cala sytuacja przypomina trochę akcje związane z Fable. Karmienie graczy co jakiś czas screenami, wiadomościami o niezwykłej swobodzie, czynienie gry kultową jeszcze przed jej premierą... Jak pokazuje historia, może to się skończyć przeprosinami autorów (hi Piotrek:). Rockstar jednak nie będzie przepraszało, bo i chyba nie musi.

Ski: Fabuła nigdy nie była mocną stroną tej serii. Tym razem autorzy próbowali zrobić coś lepszego w tej kwestii i stworzyli podwaliny do dobrego scenariusza. Główny bohater - Carl Johnson (CJ) - 5 lat przed wydarzeniami dziejącymi się w grze postanowił wyrwać się z rodzinnego miasta, po tym jak w wojnie gangów zginął jego brat. Obecnie jest 1992 i Carl wraca do domu. Nie ma lekkiego życia - okazuje się, że również jego matka została zamordowana. Postanawia odnaleźć dawnych kumpli... I tu wkracza gracz... Początek był obiecujący i myślałem, że autorzy w końcu wyciągnęli wnioski z poprzednich części i napisali  świetny, wciągający scenariusz. Niestety, szybko okazuje się, że jest on słaby, nie wciąga, i prezentuje mniej więcej poziom dwóch poprzednich części - czyli
niski. No ale wszyscy wiemy, że to nie fabuła jest czynnikiem decydującym o ocenie gry z serii GTA...

Yaxa: Fakt, fabuła nie powala i nigdy nie powalała, ale czy komuś to kiedyś przeszkadzało? To nie MGS. Miałem jednak pewne nadzieje związane z tą częścią jeśli chodzi o kwestię scenariusza. I bynajmniej nie chodzi mi tu o jakieś tajemnice wyjawiane na końcu, czy niesamowite zwroty akcji. Ja chciałem totalnie luzackiego, czarnego klimatu. Takiego jaki był w serii filmów ze słowem "Piątek" w tytule. Niestety, tego właśnie mi zabrakło. Klimat jest wręcz ciężki, postać CJ'a - nie jest luzakiem, ale młodym gniewnym. Nie tak to sobie wyobrażałem...

Adaxus: Ski ma rację. Mimo naprawdę świetnego klimaciku, fabuła prezentuje się średnio, popadając w schematy. Jednak nie stwierdziłbym, że jest do bani. Ma swoje zwroty, smaczki i może wciągnąć - zależy kogo. Yaxa - moim zdaniem to właśnie taka klima i CJ tutaj pasuje. Luzactwo było w Vice City. Teraz nadszedł czas na gangsterkę w wykonaniu czarnych. Ostrą, twardą i brutalną gangsterkę. Jednak nie o fabułę przecież tutaj głównie chodzi.

Yaxa: No tak, gra jest utrzymana w gangsterskiej klimie, która do mnie nie do końca trafia. Fakt, są naprawdę fajne momenty i czasem historia potrafi wciągnąć. No ale jak wszyscy wskazujemy nie o to tutaj chodzi. Więc co jest głównym atutem gry?

Rewia mody? Tylko od Ciebie zależy jak ubierzesz CJ'a, jaką będzie miał fryzurę, czy muskulaturę. Oczywiście nie wszystko jest od początku odblokowane, i nie na wszystko będzie Cię stać...


Ski: Ja jeszcze kończąc temat fabuły odpowiem na pytanie: "komu przeszkadzało, że fabuła w GTA nigdy nie powalała?". Między innymi właśnie mnie :). Nigdy nie potrafiłem się wkręcić w poprzednie części, jak co niektórzy moi znajomi. Moim zdaniem to dobra fabuła powinna utrzymywać gracza przed telewizorem w tego typu grze (co zresztą doskonale pokazało The Getaway). No ale pewnie jestem w zdecydowanej mniejszości, bo większość tak naprawdę kocha niczym nieskrępowaną swobodę jaka charakteryzują tą serię. I to jest właśnie wielki i główny atut San Andreas. Tą grę można po prostu odpalić i pobiegać/pojeździć sobie po mieście dobrze się przy tym bawiąc. Dodatkowo Rockstar zawarło tutaj tyle nowości, że dosłownie nie wiadomo od czego zacząć - zaczyna to wszystko powoli przypominać RPG'a :).

Adaxus: Przechodzimy do mięska. Jak wygląda schemat gry w GTA każdy na pewno wie, więc skupmy się na nowościach. Wspomniane elementy RPG :)... Nie będzie tak strasznie, spokojnie. Niemal wszystko jest teraz opisane "paskami zaawansowania" - ilość zdrowia, muskulatura, seksapil, stamina, umiejętności posługiwania się daną bronią czy wreszcie respekt. Jest tego cała masa, i zostało to logiczne rozwiązane. Wiadomo - nie każdy od razu włada giwerą niczym Snake, wiec umiejętność strzelania np. takim pistoletem rośnie nam powoli w czasie użytkowania :). Startujemy z pustym "paskiem", ale gdy zapełnimy go do końca, CJ będzie siał spustoszenie z większej odległości, z większą celnością, a w przypadku niektórych pukawek, będzie mógł nawet pruć z dwóch rak jednocześnie...

Ski: Na początku myślałem, że zostanie to wszystko przesadzone. No bo chyba sami przyznacie, że chodzenie na siłownię, by utrzymywać zwinną i szczupłą sylwetkę, czy jedzenie by zaspokoić głód nie każdemu musi przypaść do gustu. Ja osobiście nie lubię Sims'ów (dla mnie to najnudniejsza gra na świecie), a właśnie na coś podobnego San Andreas mi się rysowało przed premierą. Na szczęście nie jest tak źle. Wszystko zostało uproszczone. Dla przykładu ćwiczenie na siłowni polega na jak najszybszym nawalaniu w przyciski, a jedzenie pozwala podreperować stan zdrowia i niewiele kosztuje. No i przede wszystkim - nie trzeba robić tego zbyt często, wystarczy raz na kilka dni. Mi się podoba, że nie zostało to jakoś bardziej rozwinięte, ale zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę wielu z was może być zawiedzionych. Możliwości jest po prostu ogrom, można tu robić wszystko, wręcz żyć niczym w normalnym świecie, niemniej jednak uproszczenia momentami są zbyt duże. Swoboda może się jednak podobać i, nie powiem, zrobiła na mnie duże wrażenie. Można pograć na automatach do gier, można okradać rezydencje, można tu robić praktycznie wszystko na co ma się ochotę (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku). Świetną nowością jest też umożliwienie gry dwóm osobom naraz. Jak to się objawia? Bardzo prosto - dla przykładu chcąc zagrać partyjkę bilarda, możesz zagrać z konsolą, ale równie dobrze druga osoba może wcisnąć START na padzie i dołączyć do Ciebie. A to oczywiście nie koniec atrakcji... To wszystko powoduje, że San Andreas z równie wielką przyjemnością się ogląda, jak i gra.


Miasto jest przynajmniej trzykrotnie większe od tego, co znaliśmy z poprzednich części. Przejazd z jednego końca na drugi to zadanie na kilkanaście minut gry! A liczne wiadukty, skrzyżowania, autostrady... Można się pogubić...

Yaxa: Wracając do odżywiania się i siłki... Bardzo dobrze, że nie trzeba tego robić często. Nie widziała mi się wizja odwiedzania Burger Shota po 3 razy dziennie... Naprawdę, bardzo fajnie ten element panowie z R* wyważyli. Co do wspomnianego okradania posiadłości... Tu się trochę zawiodłem. Fajny motyw - noc, łapiesz odpowiednią ciężarówkę i szukasz domu do obrobienia. W środku musisz się skradać i wynosić cenny stuff. Wszystko fajnie zrobione, mnóstwo chat do okradzenia, ale co z tego skoro kasa jest za to bardzo mała... Po prostu się nie opłaca tego robić.

Ski: No właśnie, przydałaby się trochę większa motywacja... Kontynuując wyliczankę nowości trzeba wspomnieć o możliwości normalnego latania samolotem (są specjalne szkółki lotu), pływania (wreszcie główny bohater nie ginie po wpadnięciu do wody!), czy kupowania ciuchów w sklepach. Można też ostrzyc się wedle uznania, czy walnąć sobie tatuaż prawie na każdej części ciała :). No i najważniejsze - teren jaki oddano nam do dyspozycji... Jest doprawdy ogromny, swoją wielkością przypomina ze 3 razy to, co widzieliśmy w poprzednich częściach, i są to tak naprawdę 3 wielkie miasta pomiędzy którymi można się poruszać bez żadnych przeszkód (oczywiście po ich poprzednim odkryciu). Przejechanie z jednego końca na drugi zajmuje kilkanaście minut! Coś niesamowitego! Świetne jest też zróżnicowanie terenu - są bogate dzielnice, są slumsy, są wreszcie wioski z ciągnikami zasuwającymi po ulicach :). Każde z miast posiada swoje lotnisko, autostrady, wiadukty... Doprawdy można się pogubić!

Może możliwości... Zasiądziesz za sterami samochodu terenowego, traktora, ciężarówki, motoru, roweru, spychacza, samolotu, łodzi, a nawet kombajnu. Czego tu nie ma...?



Diuk: Teraz ja wtrącę coś od siebie. Faktycznie, obszar na którym przyjdzie nam żyć jest olbrzymi i aż dziw bierze , że Rockstar poszerzyło w taki sposób to, co wydawało się już szczytem swobody. Ogromne obszary leśne, góry, plaże , miasta, dzielnice... No po prostu jest tego od zatrzęsienia. Nowości, nowości... Na ich wszystkich wymienienie nie starczyło by miejsca w tej recenzji. Jak już wcześniej Ski i Yaxa wspominali jest możliwość skoczenia na siłownię w celu podbudowania własnej sylwetki, lub po prostu zrzucenia paru kilogramów, albo nauczenia się kilku nowych ciosów. W Los Santos nauczymy się jednak tylko ciosów zadawanych rękoma, a np. już w Las Venturas będziemy wywijać kończynami niczym Bruce Lee. Dalej, jedzenie. Jest taka możliwość - ok, w końcu jakaś nowość. Ale gwarantuję, że niewielu z was będzie dbało o to, aby Carl był przez cały czas syty. Jest to takie drobne, ale w ogóle niepotrzebne urozmaicenie. Druga sprawa - ubiór Carla. I tutaj trzeba przyznać, że autorzy spisali się nad wyraz dobrze. Możemy wybierać spośród kilku rodzajów sklepów - od tych, które oferują słabe ciuchy po słabej cenie, aż po sklepy w których cała twoja kasa pójdzie na kilka drobiazgów... No może przesadzam, ale już w tych ostatnich rzeczy są naprawdę drogie. Musisz także wiedzieć, że w SA kasa nie leży sobie na ulicy - niekiedy gdy zabraknie forsy będziesz szukał jakiś sposobów na jej dopływ do twojego portfela. Tak jak mówiłem na początku, nowości jest tu strasznie dużo. A takie jak skok na spadochronie, czy możliwość polatania jat-packiem to już istny raj, gwarantuję! A tymczasem oddaje głos...

Yaxa: Naprawdę, gra przytłacza swoim ogromem. W Vice City mieliśmy jeden samolot bez skrzydeł (Dodo). W San Andreas można przemierzyć przestworza w Messerschmittcie, dwupłatowcu do nasiewania pól, wspomnianym wcześniej Dodo (tylko tym razem ze skrzydłami), samolotem pasażerskim, Harierem czy nawet Boingiem 747. Z każdego samolotu można zrobić skok ze spadochronem. Widok jest wtedy niesamowity... Wracając do wspomnianej kasy, na początku jest jej faktycznie niewiele. Można co najwyżej pomażyć o wbiciu się w smoking, lakierki i złoty rolex. Nie zdziw się więc, gdy jakiś przechodzień stwierdzi, że masz wieśniackie buty. Ale tu pojawia się kolejna świetna nowość - używając krzyżaka można odpowiadać postaciom NPC, które coś do nas mówią. Strzałka w lewo to odpowiedź negatywna, w prawo - pozytywna. No i jeszcze jeden patent, który bardzo mi się spodobał. Kiedy jadąc samochodem uderzymy w czyjąś brykę, często może się zdarzyć, że jej kierowca wyskoczy, weźmie co ma pod ręką (np. kij golfowy, łopatę) i rzuci się na nas. Oj tyle tego, że sam się gubię...

Adaxus: W świecie GTA:SA można się całkowicie zatracić. Na początku mamy swoją ulicę i ziomali. Chodzimy sobie na siłkę, do baru, albo na zakupy. Potem dochodzi dziewczyna i randki z nią. Bryczki można sobie odpicować niczym w NFS:U. O prawdziwym świecie można całkowicie zapomnieć - liczy się tylko gra, w której to my jesteśmy panem i władcą :). Tylko aż się boję o ludzi, którzy prawdziwie się od niej uzależnią i tereny pozamiejskie, lasy i działki będą już tylko odwiedzać wirtualnie... Bo ta gra tak działa i dostarcza tak niesamowitych wrażeń, jak nigdy dotąd nie czynił to żaden tytuł.

Ski: Z tym całkowitym zatraceniem to polemizowałbym, i to bardzo :). Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że znajdą się tacy, którzy będą wychwalali ten tytuł pod niebiosa, ale jak już wspomniałem wcześniej w recenzji - tu wszystko jest bardzo uproszczone. Zgadza się, możliwości jest co niemiara, ale niektóre rzeczy wydawały mi się bardzo naciągane. Randki z kobietą to jakiś śmiech na sali i opcja dodana na siłę w mojej opinii. Do czego się to sprowadza? Do zawiezienia jej do baru i zjedzenia wspólnego obiadu (oczywiście włącza się scenka, nic więcej - gracz nic nie może robić)? Dajcie spokój. Z wieloma innymi rzeczami jest podobnie - są, ale uproszczenia wręcz kują w oczy. W wielu momentach zastanawiałem się po co dana rzecz/umiejętność jest dodana, jeśli została tak "ograniczona" przez autorów... Ale przejdźmy może do misji, bo na nie wszyscy będą zwracać uwagę. Spełniły wasze oczekiwania?

Skoki ze spadochronu to kolejna nowość w San Andreas. Mimo, że ujawniają się wtedy niedosko- nałości engine'u, to frajda jest niesamowita.

Diuk: Misje... No tak, faktycznie najnowsze GTA ma się czym pochwalić jeżeli o nie chodzi. Na samym początku ziomale Carla wprowadzają go w zawiły gangsterski świat, dając do zrobienia banalne rzeczy - podwieźć kogoś gdzieś, coś tam ukraść... Bez większego szumu. W miarę rozwoju gry, gdy CJ dla ludzi nie będzie już zwykłym szarym człowiekiem, misje stają się bardzo urozmaicone. Uwierzcie, bardzo... San Andreas pod tym względem daje nieźle kopa. Są ucieczki przed całymi gangami, odbijanie dzielnic, obrona własnej... Jest nawet misja w której musimy wyskoczyć z samolotu (oczywiście ze spadochronem bo jakże by inaczej), który lada chwila eksploduje. W miarę wykonywania questów pasek respektu wzrasta, ludzie inaczej już patrzą na CJ'a, członkowie gangu chętniej będą wspomagać go w wykonywaniu misji. I to należy uznać za plus, bo w każdej chwili możemy mieć pod ręką kilku gangoli (wystarczy, że podjedziemy do dzielnicy Carla lub po prostu dobrze poszukamy), a wiadomo - "siła złego na jednego" :).

Adaxus: Misje z biegiem czasu się rozkręcają, jednak pewien niedosyt zostaje. Chciałoby się więcej nowych patentów, akcji zapierających dech w piersiach. Takie środowisko aż się prosi o pełne  wykorzystanie, a tymczasem dostajemy masę patentów z poprzednich części. Niemniej fajnie jest spalać w pośpiechu pola maryśki zanim przyjedzie policja, czy też robić burdy na ulicy razem z kolegą (są dodatkowe epizody 'na dwóch').

Ski: Właśnie, właśnie... Mnie misje trochę zawiodły, i nie będę tego ukrywał. Wiele z nich jest bardzo podobnych do tego co znamy z poprzednich części, a jeśli jest już coś nowego, to zazwyczaj wprowadza gracza w dodane w San Andreas patenty. Oczywiście, jest kilka wyjątków - miło wspominam pościg za pociągiem (trochę ściągnięty z Driv3ra, ale co tam ;), obrabianie domu (trzeba się skradać niczym w Splinter Cell), czy wiele misji "jeżdżonych". Bo tutaj, podobnie zresztą jak w trzeciej części "Kierowcy", misje "chodzone" są słabe, i to widać. AI przeciwników stoi na niskim poziomie, i jest bardzo podobne do tego z Driv3ra właśnie, który został przecież niemiłosiernie "zjechany" za to w prasie. Jakże dziwne wydają się więc oceny dla San Andreas pokroju 9.9/10, gdzie autorzy recenzji dziwnym trafem "zapominają" o tym szczególe... Cóż, widać magia trzech magicznych literek (GTA) robi swoje... Ale powróćmy do inteligencji opponentów. Nie jest najwyższych lotów - jedyne co potrafią zrobić, to: 1) stać w miejscu i strzelać; 2) biec w stronę CJ'a i strzelać. Trochę mało, jak na "najlepszą grę 2004 roku", jak ochrzciło ją wiele serwisów. Czasami dosłownie miałem wrażenie jakbym pomylił płytki - dosłownie Driv3r deluxe ;). Tu też możesz wychylać się milimetr po milimetrze zza ściany i zdejmować gangoli, kiedy oni nawet nie zareagują. Słabo, bardzo słabo...


Sarge: Tutaj dochodzimy do serii bugów, jakie (nie ma co ukrywać) nowe GTA posiada. Sztuczna Inteligencja przeciwników rzeczywiście denerwuje, czasami naprawdę można odnieść wrażenie, że gra się w Driv3ra (gdzie zostało to kompletnie spaprane). Rzadko kiedy uda im się choćby schować za jakąś przeszkodą, ale najbardziej denerwuje, że czasem po prostu stoją za rogiem i czekają aż CJ wyjdzie. I mogą tak sobie czekać jeszcze długo, a to już woła o pomstę do nieba, bo dzięki temu można bardzo łatwo wykańczać kolejnych przeciwników. Zacznę więc trochę o misjach skradankowych, bo i takie tutaj występują. Za pierwszym razem widać małą inspirację Manhuntem - obecne są stealth kille, choć oczywiście nie w tak brutalnej formie:). W każdym razie i to sprawdza się średnio - takie stealth kille raz wchodzą, a raz nie. Nieraz zdarzało mi się, że stojąc za przeciwnikiem takie zabójstwo (np. za pomocą noża) po prostu nie wychodzi - CJ "uderza" w powietrze:/... A wtedy już tylko seria z karabinu i stracona połowa energii... Co jak co, ale według mnie takie bugi trzeba odnotować i nie można o nich zapominać.

Sprayowanie wyznaczonych tagów zastąpiło szukanie "paczuszek" z poprzednich części.

Ski: Żałosne w pewnym momencie wydało mi się otwarte "pojechanie" ludziom z Reflections i ich Driv3rowi. W jednej z misji w GTA:SA gangole grają w jakąś grę video i nie mogą wytrzymać z nadmiaru bugów. A że pojawia się nazwa Reflections i Tannera, już nikt nie ma wątpliwości o jaką pozycję chodzi. Śmieszne jest to tym bardziej, że w GTA:SA znalazło się wcale nie mniej różnej maści "buraków". Ale cóż, widać jak bardzo Rockstar pewny jest siebie.

Diuk: Teraz słowo o grafice. Na początku gdy Rockstar wypuściło kilka newsów odnośnie olbrzymiego terenu do zwiedzania miałem ogromne obawy co do płynności animacji. Niestety, rzecz którą (po samej grywalności) cenię najbardziej została, ekhm, spartaczona jednym słowem. Po pierwszym odpaleniu San Andreas myślałem, że konsolę wyrzucę przez okno a pada złamię na pół... Byłem załamany totalnie. Co kilka chwil zwolnienie - raz mniejsze, a raz większe. Czasem gdy wyjeżdżałem zza zakrętu, a oczom mym ukazywał się Las Venturas w pełnej krasie, gra zwalniała niessamowicie. Czym to jest spowodowane? No czym się pytam? PS2 nie wyrabia z przetwarzaniem i tak niezbyt okazałych nie zmienionych zbytnio modeli postaci i otoczenia. Bo co do samochodów to zostały lekko zmienione, mianowicie nie są już takie "kreskówkowe" jak w poprzednich częściach, za to przypominają bardziej te z Driv3ra - błyszczący lakier, i inne mniej znaczące pierdółki. Otoczenie zaś nie zmieniło się bardzo. Budynki, lasy, góry prezentują się nieźle, ale też niczym się nie wywyższają, ot dobrze zrobione. Jeszcze co do płynności animacji... O ile na początku denerwowało mnie to straszliwie, później już nie było takie uporczywe. Da się przyzwyczaić, ale mimo wszystko minus spory. Zdarzają się także buraki w grafice, np. jedziemy sobie szybko, a nagle tekstura się nie doczyta i widzimy rozmazany obiekt (Ski: Też to zauważyłem, objawia się to szczególnie w przypadku dużych budynków), lecz po chwili już wszystko wraca do normy. Spowodowane to jest tym, że San Andreas odczytuje dane bezpośrednio z płyty, co równoznaczne jest z tym, że nie uświadczymy loadingów podczas przejazdów do kolejnych miast tak jak w poprzednich częściach.

Jest możliwość wzięcia udziału w licznych mini-grach. Bilard, basket, czy automaty z grami ("pszczółka" rules ;) to tylko niektóre z nich. To może się podobać. W wiele z nich można zagrać we dwie osoby (multiplayer)!

Sarge: Nie wspomniałeś jeszcze o dorysowywaniu się otoczenia - otóż dzieje się to jeszcze bardziej nagminnie niż w poprzednich częściach. Co prawda jest to dość daleko, ale rzuca się w oczy. I to już nie są pojedyncze samochody - czasem zdarzy się, że nagle wyłoni się wielki budynek. Szkoda, bo ten przykład pokazuje, że jednak Rockstar tak do końca nie okiełznało architektury PS2. Innym denerwującym aspektem jest kamera. Jak wiadomo, teraz jest ona bardziej konfigurowalna u gracza niż w poprzednich częściach - prawą gałką można ją dowolnie obracać - czy to przy jeździe samochodem, czy przechadzaniu się po mieście piechotą. Jednak wcale nie wyszło to grze tak na dobre, jak zakładano. Jak się okazuje, kamera tylko przez to jeszcze bardziej wariuje i czasem mimo usilnych prób ciężko jest ją ustawić we właściwej pozycji... Dość powiedzieć, że nieraz przez to misja musiała się u mnie zakończyć fiaskiem. Oczywiście przy odrobinie samozaparcia można się jakoś przyzwyczaić, ale nie zmienia to faktu, że autorzy powinni się bardziej przyłożyć do tego elementu.

Ski: Kamera to jedno, a auto-celowanie to drugie. Te dwie rzeczy denerwowały mnie najbardziej podczas gry. Namierzanie raz działa a raz nie, i nie wiadomo od czego to zależy. Do szału doprowadzały mnie sytuacje, gdy wbiegałem w środek akcji, a tu nagle kamera wariowała, auto-celowanie nie działało, postać odwracała mi się w kierunku, w którym nie chciałem itd. Coś tu jest nie tak, coś tu zostało niedopracowane. I nie są to wcale odosobnione przypadki - ze sterowaniem i kamerą męczyłem się niemal przez cały czas spędzony na przechodzeniu San Andreas. Jak więc widać, najnowsze GTA nie jest wcale tak "kolorowe", jak to jest rysowane w niektórych magazynach, czy na wielu stronach...


Czy czegoś Ci to nie przypomina? No NFS: Underground jak się patrzy! Tu też można przerobić furę, pomalować wedle uznania, i ruszyć na ulicę!

Adaxus: Mi też przeszkadzała kamera i autocelowanie. Większe zadymy nie mają sensu, CJ się gubi, namierza przechodniów albo jakieś beczki zamiast gangoli/policjantów, kamera pokazuje 'nie wiadomo co i gdzie', a my nie spuszczamy palca z cyngla w nadziei, że uda nam się przeżyć. Zdecydowanie do poprawki. Co do mechaniki gry, na plus poprawiła się fizyka pojazdów. Wreszcie czuć masę samochodów, jazda np. furgonetką wymaga wprawy, a prowadzenie TIRa to poezja. Pojazdów jest masa, dochodzi ich przerabianie (nitro, farby, zderzaki, zawieszenie), a rowerki naprawdę dają frajdę. Są nawet skateparki z rampami;).

Yaxa: Muza to było coś, co w Vice City strasznie pozytywnie na mnie działało. Bywało, że włączałem grę tylko po to, żeby posłuchać jakiś świetnych kawałków. Dominowały tu głównie popowe piosenki, bo taki też był klimat gry. W SA koniec z muzyką dla cieniaków. Czarny gangster, ziomale z podwórka a więc tylko Hip-Hop się liczy. I tu gra naprawdę ma wiele do zaoferowania. Dwie rapowe stacje puszczają naprawdę dobre kawałki. 'Playback fm' to oldschoolowe rytmy a 'los santos' to czysto gangsterski rap… Jeśli lubisz czarne rytmy to na pewno będziesz miał czego słuchać. Kawałek 2Paca "I don`t give a fuck" to poezja.

Diuk: Jeżeli ktoś jednak nie za bardzo gustuje w "czarnych rytmach" bez obawy. W San Andreas praktycznie każdy znajdzie coś dla siebie. Są stacje rockowe, grające ciężką muzę (w sumie nic nie stoi na przeszkodzie aby ubrać CJ'a w obcisłe, skórzane spodnie i kurtkę, posadzić na Harleyu i jazda). Mniej wymagającym mogą przypaść do gustu stacja 'Bounce' (która gra muzykę funkową), lub (w co wątpię ;) stacja nadająca muzykę Country... Jest jeszcze kilka innych gatunków muzycznych, ale co ja tutaj będę.... I tak każdy będzie słuchał tego czego chce, albo po prostu wyłączy radio. Jak pisał wcześniej Yaxa muzyka w poprzedniczce była wspaniała, można było słuchać jej na okrągło i nawet znienawidzone przeze mnie techniawskie brzmienie doprowadzało do tego, że często nogą wystukiwałem rytm. W San Andreas gdzieś tego zabrakło. Zabrakło tej muzycznej siły przyciągania, którą niosło ze sobą Vice City.

Znacznie poprawiono walkę wręcz w stosunku do poprzedniej części. Co też nie znaczy, że sprawuje się ona idealnie. Auto-namierzanie i praca kamery często pozostawiają wiele do życzenia...
Adaxus: Wspomniane wcześniej tryby na dwóch graczy to jeden z fajniejszych patentów. Potrzebny jest drugi Dual Shock 2 i odpowiednie miejsce w grze, gdzie znajdujemy stosowną ikonkę. Do akcji wkracza wtedy druga postać, kierowana przez kumpla/brata/dziewczynę i zaczyna się jazda. Są misje np. polegające na rozwalaniu pojazdów na czas, gdzie jeden z graczy steruje pojazdem, a drugi kieruje 'celowniczkiem', niczym w Starsky&Hutch. Możliwe jest jednak też włóczenie się bez celu we dwójkę i ten tryb wspominam najmilej. Przy towarzystwie odpowiedniej osoby można spędzić całe godziny na ganianiu się nawzajem, bądź wspólnej destrukcji miasta :). Kamera pokazuje wszystko na jednym ekranie (nie ma split-screenu) i czasem się oddala, jednak jest pewne ograniczenie co do odległości między graczami. Jednak nie przeszkadza to w świetnej zabawie, która dostarcza tyle śmiechu, że sąsiedzi drugiego dnia mogą na nas krzywo patrzeć. Rewelka!

Sarge: Poprzednia część mogła się podobać pod względem podkładanych przez postacie głosów - w nagraniach brały udział znane osobistości i efekt był dość udany. Teraz też poziom jest podobny, trzeba przyznać że nie ma tutaj raczej względnie słabo podłożonych postaci. Oczywiście dawno już minęły czasy "trójki" kiedy to główny bohater był niemową - teraz jest już wszystko standardowo dobrze;). Widać też na przykładzie San Andreas, że autorzy chcą odejść od stereotypu kreskówkowości serii - zdecydowanie częściej postacie rzucają mięskiem, jakby chcąc upodobnić się do poziomu The Getaway. Jak by to nie wyszło, trzeba przyznać, że końcowy produkt mimo wszystko stał się przez to bardziej poważny - czarna muzyka,
murzyński slang itp. Co do samych odgłosów, nie można się za wiele przyczepić, oczywiście nic tu specjalnego nie ma, wszystko stoi na dobrym poziomie.

Yaxa: Pewnie myślicie sobie, że to jednak nie jest taka dobra gra, skoro wytknęliśmy Rockstar tyle buraczków. Ale to nie jest tak. Dużo łatwiej jest zrobić wyścigi bliskie ideału niż grę taką jak GTA. Mimo, że wiele elementów jest niedopracowanych, to i tak jest to jedna z najlepszych pozycji na PS2. Ogromny teren i swoboda sprawia, że samo bieganie po świecie SA daje mnóstwo frajdy. Dla mnie misje to tylko miły dodatek to wspaniałej gry. Trzeba też zaznaczyć, że samo zaliczenie ścieżki fabularnej to 40-50 godzin, a pozostaje jeszcze tyle do zrobienia...

Ski: Przyszedł czas na podsumowanie. GTA to bez wątpienia świetna gra. Do tego długa, najbardziej rozbudowana, i dająca najwięcej swobody ze wszystkiego co ukazało się do tej pory. I to należy docenić. Z drugiej strony Rockstar nie ustrzegło się sporej ilości drobnych błędów o których zapominać nie można. Ideału nie dostaliśmy, chociaż trudno było go na dobrą sprawę oczekiwać... Dla fanów będzie to kilkadziesiąt godzin wyjętych z życiorysu. Nota końcowa jaką widzicie obok jest średnią ocen 5 osób, których przemyślenia mieliście przyjemność właśnie czytać. Uznaliśmy, że takie rozwiązanie będzie najbardziej obiektywne i po prostu sprawiedliwe. Zresztą jakiejkolwiek noty byśmy nie wystawili, i tak chyba nikt nie ma wątpliwości, że GTA:SA jest jednym z najlepszych tytułów tego roku, mocnych ps2-exclsuive'ów. To gra, którą nie tyle można, co wręcz należy sprawdzić. Polecamy.

txt: Ski, Sarge, Diuk, Yaxa, Adaxus



Reklama
FAST CD

 
STOPKA REDAKCYJNA