|
|
|
|
|
|
|
Wpisz swój
e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o
nowych numerach OGM:
|
|
[W mailu
znajdzie się informacja o najnow- szym
numerze, a także kilka linków, dzięki którym
będzie można bezpośrednio pobrać magazyn.
Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie
kosztuje!]
|
|
|

|
|
Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Wyróżnienie:

|
|
|
|
|
 |
|
- GTA:
SAN ANDREAS [PS2]
Ski: Kilka milionów graczy na
całym świecie czekało na
najnowsze GTA jak na
zbawienie. San Andreas
miał wyznaczyć nowe
standardy, spowodować, że
ludzie bez namysłu pobiegną
do sklepu po swój egzemplarz.
Odsłaniając trochę rąbka
tajemnicy - tak się też stało
- najnowszy tytuł Rockstar
jest jedną z najszybciej
sprzedających się gier w
historii. Jednak czy słusznie?
Zapraszam do naszej
mega-recenzji.
 |
- Yaxa: Sam tytuł tej gry to
gwarancja sprzedaży. Ale czy
też jakości? Patrząc na
bardzo wysokie oceny zbierane
przez GTA:SA można
odnieść wrażenie, że to
pozycja prawie idealna.
Niestety, tak nie jest.
Rockstar chyba trochę
pospieszyło się z wydaniem
tej części gangsterskiej
sagi.
Adaxus: Cala sytuacja
przypomina trochę akcje związane
z Fable. Karmienie
graczy co jakiś czas
screenami, wiadomościami o
niezwykłej swobodzie,
czynienie gry kultową jeszcze
przed jej premierą... Jak
pokazuje historia, może to się
skończyć przeprosinami autorów
(hi Piotrek:). Rockstar jednak
nie będzie przepraszało, bo
i chyba nie musi.
Ski: Fabuła nigdy nie była
mocną stroną tej serii. Tym
razem autorzy próbowali zrobić
coś lepszego w tej kwestii i
stworzyli podwaliny do dobrego
scenariusza. Główny bohater
- Carl Johnson (CJ) - 5 lat
przed wydarzeniami dziejącymi
się w grze postanowił wyrwać
się z rodzinnego miasta, po
tym jak w wojnie gangów zginął
jego brat. Obecnie jest 1992 i
Carl wraca do domu. Nie ma
lekkiego życia - okazuje się,
że również jego matka została
zamordowana. Postanawia odnaleźć
dawnych kumpli... I tu wkracza
gracz... Początek był
obiecujący i myślałem, że
autorzy w końcu wyciągnęli
wnioski z poprzednich części
i napisali świetny, wciągający
scenariusz. Niestety, szybko
okazuje się, że jest on słaby,
nie wciąga, i prezentuje
mniej więcej poziom dwóch
poprzednich części - czyli
niski. No ale wszyscy wiemy, że
to nie fabuła jest czynnikiem
decydującym o ocenie gry z
serii GTA...
Yaxa: Fakt, fabuła nie powala i
nigdy nie powalała, ale czy
komuś to kiedyś przeszkadzało?
To nie MGS. Miałem
jednak pewne nadzieje związane
z tą częścią jeśli chodzi o
kwestię scenariusza. I
bynajmniej nie chodzi mi tu o
jakieś tajemnice wyjawiane na
końcu, czy niesamowite zwroty
akcji. Ja chciałem totalnie
luzackiego, czarnego klimatu.
Takiego jaki był w serii filmów
ze słowem "Piątek" w
tytule. Niestety, tego właśnie
mi zabrakło. Klimat jest wręcz
ciężki, postać CJ'a - nie
jest luzakiem, ale młodym
gniewnym. Nie tak to sobie
wyobrażałem...
Adaxus: Ski ma rację. Mimo
naprawdę świetnego klimaciku,
fabuła prezentuje się średnio,
popadając w schematy. Jednak
nie stwierdziłbym, że jest do
bani. Ma swoje zwroty, smaczki i
może wciągnąć - zależy
kogo. Yaxa - moim zdaniem to właśnie
taka klima i CJ tutaj pasuje.
Luzactwo było w Vice City.
Teraz nadszedł czas na
gangsterkę w wykonaniu
czarnych. Ostrą, twardą i
brutalną gangsterkę. Jednak
nie o fabułę przecież tutaj głównie
chodzi.
Yaxa: No tak, gra jest utrzymana
w gangsterskiej klimie, która
do mnie nie do końca trafia.
Fakt, są naprawdę fajne
momenty i czasem historia
potrafi wciągnąć. No ale jak
wszyscy wskazujemy nie o to
tutaj chodzi. Więc co jest głównym
atutem gry?
- Ski: Ja jeszcze kończąc
temat fabuły odpowiem na
pytanie: "komu
przeszkadzało, że fabuła w GTA
nigdy nie powalała?". Między
innymi właśnie mnie :).
Nigdy nie potrafiłem się wkręcić
w poprzednie części, jak co
niektórzy moi znajomi. Moim
zdaniem to dobra fabuła
powinna utrzymywać gracza
przed telewizorem w tego typu
grze (co zresztą doskonale
pokazało The Getaway).
No ale pewnie jestem w
zdecydowanej mniejszości, bo
większość tak naprawdę
kocha niczym nieskrępowaną
swobodę jaka charakteryzują
tą serię. I to jest właśnie
wielki i główny atut San
Andreas. Tą grę można
po prostu odpalić i pobiegać/pojeździć
sobie po mieście dobrze się
przy tym bawiąc. Dodatkowo
Rockstar zawarło tutaj tyle
nowości, że dosłownie nie
wiadomo od czego zacząć -
zaczyna to wszystko powoli
przypominać RPG'a :).
Adaxus: Przechodzimy do mięska.
Jak wygląda schemat gry w GTA
każdy na pewno wie, więc
skupmy się na nowościach.
Wspomniane elementy RPG :)...
Nie będzie tak strasznie,
spokojnie. Niemal wszystko
jest teraz opisane
"paskami
zaawansowania" - ilość
zdrowia, muskulatura,
seksapil, stamina, umiejętności
posługiwania się daną bronią
czy wreszcie respekt. Jest
tego cała masa, i zostało to
logiczne rozwiązane. Wiadomo
- nie każdy od razu włada
giwerą niczym Snake, wiec
umiejętność strzelania np.
takim pistoletem rośnie nam
powoli w czasie użytkowania
:). Startujemy z pustym
"paskiem", ale gdy
zapełnimy go do końca, CJ będzie
siał spustoszenie z większej
odległości, z większą
celnością, a w przypadku
niektórych pukawek, będzie mógł
nawet pruć z dwóch rak
jednocześnie...
Ski: Na początku myślałem,
że zostanie to wszystko
przesadzone. No bo chyba sami
przyznacie, że chodzenie na
siłownię, by utrzymywać
zwinną i szczupłą sylwetkę,
czy jedzenie by zaspokoić głód
nie każdemu musi przypaść
do gustu. Ja osobiście nie
lubię Sims'ów (dla
mnie to najnudniejsza gra na
świecie), a właśnie na coś
podobnego San Andreas
mi się rysowało przed
premierą. Na szczęście nie
jest tak źle. Wszystko zostało
uproszczone. Dla przykładu ćwiczenie
na siłowni polega na jak
najszybszym nawalaniu w
przyciski, a jedzenie pozwala
podreperować stan zdrowia i
niewiele kosztuje. No i przede
wszystkim - nie trzeba robić
tego zbyt często, wystarczy
raz na kilka dni. Mi się
podoba, że nie zostało to
jakoś bardziej rozwinięte,
ale zdaję sobie sprawę, że
tak naprawdę wielu z was może
być zawiedzionych. Możliwości
jest po prostu ogrom, można
tu robić wszystko, wręcz żyć
niczym w normalnym świecie,
niemniej jednak uproszczenia
momentami są zbyt duże.
Swoboda może się jednak
podobać i, nie powiem, zrobiła
na mnie duże wrażenie. Można
pograć na automatach do gier,
można okradać rezydencje, można
tu robić praktycznie wszystko
na co ma się ochotę (oczywiście
w granicach zdrowego rozsądku).
Świetną nowością jest też
umożliwienie gry dwóm osobom
naraz. Jak to się objawia?
Bardzo prosto - dla przykładu
chcąc zagrać partyjkę
bilarda, możesz zagrać z
konsolą, ale równie dobrze
druga osoba może wcisnąć
START na padzie i dołączyć
do Ciebie. A to oczywiście
nie koniec atrakcji... To
wszystko powoduje, że San
Andreas z równie wielką
przyjemnością się ogląda,
jak i gra.
|

Miasto
jest przynajmniej
trzykrotnie większe od
tego, co znaliśmy z
poprzednich części.
Przejazd z jednego końca
na drugi to zadanie na
kilkanaście minut gry!
A liczne wiadukty, skrzyżowania,
autostrady... Można się
pogubić...
|
- Yaxa: Wracając do odżywiania
się i siłki... Bardzo
dobrze, że nie trzeba tego
robić często. Nie widziała
mi się wizja odwiedzania
Burger Shota po 3 razy
dziennie... Naprawdę, bardzo
fajnie ten element panowie z
R* wyważyli. Co do
wspomnianego okradania posiadłości...
Tu się trochę zawiodłem.
Fajny motyw - noc, łapiesz
odpowiednią ciężarówkę i
szukasz domu do obrobienia. W
środku musisz się skradać i
wynosić cenny stuff. Wszystko
fajnie zrobione, mnóstwo chat
do okradzenia, ale co z tego
skoro kasa jest za to bardzo
mała... Po prostu się nie opłaca
tego robić.
Ski: No właśnie, przydałaby
się trochę większa
motywacja... Kontynuując
wyliczankę nowości trzeba
wspomnieć o możliwości
normalnego latania samolotem
(są specjalne szkółki
lotu), pływania (wreszcie główny
bohater nie ginie po wpadnięciu
do wody!), czy kupowania ciuchów
w sklepach. Można też
ostrzyc się wedle uznania,
czy walnąć sobie tatuaż
prawie na każdej części ciała
:). No i najważniejsze -
teren jaki oddano nam do
dyspozycji... Jest doprawdy
ogromny, swoją wielkością
przypomina ze 3 razy to, co
widzieliśmy w poprzednich częściach,
i są to tak naprawdę 3
wielkie miasta pomiędzy którymi
można się poruszać bez żadnych
przeszkód (oczywiście po ich
poprzednim odkryciu).
Przejechanie z jednego końca
na drugi zajmuje kilkanaście
minut! Coś niesamowitego! Świetne
jest też zróżnicowanie
terenu - są bogate dzielnice,
są slumsy, są wreszcie
wioski z ciągnikami zasuwającymi
po ulicach :). Każde z miast
posiada swoje lotnisko,
autostrady, wiadukty...
Doprawdy można się pogubić!
- Diuk: Teraz ja wtrącę coś
od siebie. Faktycznie, obszar
na którym przyjdzie nam żyć
jest olbrzymi i aż dziw
bierze , że Rockstar poszerzyło
w taki sposób to, co wydawało
się już szczytem swobody.
Ogromne obszary leśne, góry,
plaże , miasta, dzielnice...
No po prostu jest tego od
zatrzęsienia. Nowości, nowości...
Na ich wszystkich wymienienie
nie starczyło by miejsca w
tej recenzji. Jak już wcześniej
Ski i Yaxa wspominali jest możliwość
skoczenia na siłownię w celu
podbudowania własnej
sylwetki, lub po prostu
zrzucenia paru kilogramów,
albo nauczenia się kilku
nowych ciosów. W Los Santos
nauczymy się jednak tylko
ciosów zadawanych rękoma, a
np. już w Las Venturas będziemy
wywijać kończynami niczym
Bruce Lee. Dalej, jedzenie.
Jest taka możliwość - ok, w
końcu jakaś nowość. Ale
gwarantuję, że niewielu z
was będzie dbało o to, aby
Carl był przez cały czas
syty. Jest to takie drobne,
ale w ogóle niepotrzebne
urozmaicenie. Druga sprawa -
ubiór Carla. I tutaj trzeba
przyznać, że autorzy spisali
się nad wyraz dobrze. Możemy
wybierać spośród kilku
rodzajów sklepów - od tych,
które oferują słabe ciuchy
po słabej cenie, aż po
sklepy w których cała twoja
kasa pójdzie na kilka
drobiazgów... No może
przesadzam, ale już w tych
ostatnich rzeczy są naprawdę
drogie. Musisz także wiedzieć,
że w SA kasa nie leży
sobie na ulicy - niekiedy gdy
zabraknie forsy będziesz
szukał jakiś sposobów na
jej dopływ do twojego
portfela. Tak jak mówiłem na
początku, nowości jest tu
strasznie dużo. A takie jak
skok na spadochronie, czy możliwość
polatania jat-packiem to już
istny raj, gwarantuję! A
tymczasem oddaje głos...
Yaxa: Naprawdę, gra przytłacza
swoim ogromem. W Vice City
mieliśmy jeden samolot bez
skrzydeł (Dodo). W San
Andreas można przemierzyć
przestworza w Messerschmittcie,
dwupłatowcu do nasiewania pól,
wspomnianym wcześniej Dodo
(tylko tym razem ze skrzydłami),
samolotem pasażerskim,
Harierem czy nawet Boingiem
747. Z każdego samolotu można
zrobić skok ze spadochronem.
Widok jest wtedy
niesamowity... Wracając do
wspomnianej kasy, na początku
jest jej faktycznie niewiele.
Można co najwyżej pomażyć
o wbiciu się w smoking,
lakierki i złoty rolex. Nie
zdziw się więc, gdy jakiś
przechodzień stwierdzi, że
masz wieśniackie buty. Ale tu
pojawia się kolejna świetna
nowość - używając krzyżaka
można odpowiadać postaciom
NPC, które coś do nas mówią.
Strzałka w lewo to odpowiedź
negatywna, w prawo -
pozytywna. No i jeszcze jeden
patent, który bardzo mi się
spodobał. Kiedy jadąc
samochodem uderzymy w czyjąś
brykę, często może się
zdarzyć, że jej kierowca
wyskoczy, weźmie co ma pod ręką
(np. kij golfowy, łopatę) i
rzuci się na nas. Oj tyle
tego, że sam się gubię...
Adaxus: W świecie GTA:SA
można się całkowicie
zatracić. Na początku mamy
swoją ulicę i ziomali.
Chodzimy sobie na siłkę, do
baru, albo na zakupy. Potem
dochodzi dziewczyna i randki z
nią. Bryczki można sobie
odpicować niczym w NFS:U.
O prawdziwym świecie można
całkowicie zapomnieć - liczy
się tylko gra, w której to
my jesteśmy panem i władcą
:). Tylko aż się boję o
ludzi, którzy prawdziwie się
od niej uzależnią i tereny
pozamiejskie, lasy i działki
będą już tylko odwiedzać
wirtualnie... Bo ta gra tak
działa i dostarcza tak
niesamowitych wrażeń, jak
nigdy dotąd nie czynił to żaden
tytuł.
Ski: Z tym całkowitym
zatraceniem to polemizowałbym,
i to bardzo :). Oczywiście,
zdaję sobie sprawę, że
znajdą się tacy, którzy będą
wychwalali ten tytuł pod
niebiosa, ale jak już
wspomniałem wcześniej w
recenzji - tu wszystko jest
bardzo uproszczone. Zgadza się,
możliwości jest co niemiara,
ale niektóre rzeczy wydawały
mi się bardzo naciągane.
Randki z kobietą to jakiś śmiech
na sali i opcja dodana na siłę
w mojej opinii. Do czego się
to sprowadza? Do zawiezienia
jej do baru i zjedzenia wspólnego
obiadu (oczywiście włącza
się scenka, nic więcej -
gracz nic nie może robić)?
Dajcie spokój. Z wieloma
innymi rzeczami jest podobnie
- są, ale uproszczenia wręcz
kują w oczy. W wielu
momentach zastanawiałem się
po co dana rzecz/umiejętność
jest dodana, jeśli została
tak "ograniczona"
przez autorów... Ale przejdźmy
może do misji, bo na nie
wszyscy będą zwracać uwagę.
Spełniły wasze oczekiwania?
|
Skoki
ze spadochronu to
kolejna nowość w San
Andreas. Mimo, że
ujawniają się wtedy
niedosko- nałości
engine'u, to frajda jest
niesamowita.


|
- Diuk: Misje... No tak,
faktycznie najnowsze GTA
ma się czym pochwalić jeżeli
o nie chodzi. Na samym początku
ziomale Carla wprowadzają go
w zawiły gangsterski świat,
dając do zrobienia banalne
rzeczy - podwieźć kogoś
gdzieś, coś tam ukraść...
Bez większego szumu. W miarę
rozwoju gry, gdy CJ dla ludzi
nie będzie już zwykłym
szarym człowiekiem, misje
stają się bardzo
urozmaicone. Uwierzcie,
bardzo... San Andreas
pod tym względem daje nieźle
kopa. Są ucieczki przed całymi
gangami, odbijanie dzielnic,
obrona własnej... Jest nawet
misja w której musimy
wyskoczyć z samolotu (oczywiście
ze spadochronem bo jakże by
inaczej), który lada chwila
eksploduje. W miarę
wykonywania questów pasek
respektu wzrasta, ludzie
inaczej już patrzą na CJ'a,
członkowie gangu chętniej będą
wspomagać go w wykonywaniu
misji. I to należy uznać za
plus, bo w każdej chwili możemy
mieć pod ręką kilku gangoli
(wystarczy, że podjedziemy do
dzielnicy Carla lub po prostu
dobrze poszukamy), a wiadomo -
"siła złego na
jednego" :).
Adaxus: Misje z biegiem czasu
się rozkręcają, jednak
pewien niedosyt zostaje. Chciałoby
się więcej nowych patentów,
akcji zapierających dech w
piersiach. Takie środowisko aż
się prosi o pełne
wykorzystanie, a tymczasem
dostajemy masę patentów z
poprzednich części. Niemniej
fajnie jest spalać w pośpiechu
pola maryśki zanim przyjedzie
policja, czy też robić burdy
na ulicy razem z kolegą (są
dodatkowe epizody 'na dwóch').
Ski: Właśnie, właśnie...
Mnie misje trochę zawiodły,
i nie będę tego ukrywał.
Wiele z nich jest bardzo
podobnych do tego co znamy z
poprzednich części, a jeśli
jest już coś nowego, to
zazwyczaj wprowadza gracza w
dodane w San Andreas
patenty. Oczywiście, jest
kilka wyjątków - miło
wspominam pościg za pociągiem
(trochę ściągnięty z Driv3ra,
ale co tam ;), obrabianie domu
(trzeba się skradać niczym w
Splinter Cell), czy
wiele misji "jeżdżonych".
Bo tutaj, podobnie zresztą
jak w trzeciej części "Kierowcy",
misje "chodzone" są
słabe, i to widać. AI
przeciwników stoi na niskim
poziomie, i jest bardzo
podobne do tego z Driv3ra
właśnie, który został
przecież niemiłosiernie
"zjechany" za to w
prasie. Jakże dziwne wydają
się więc oceny dla San
Andreas pokroju 9.9/10,
gdzie autorzy recenzji dziwnym
trafem "zapominają"
o tym szczególe... Cóż,
widać magia trzech magicznych
literek (GTA) robi
swoje... Ale powróćmy do
inteligencji opponentów. Nie
jest najwyższych lotów -
jedyne co potrafią zrobić,
to: 1) stać w miejscu i
strzelać; 2) biec w stronę
CJ'a i strzelać. Trochę mało,
jak na "najlepszą grę
2004 roku", jak ochrzciło
ją wiele serwisów. Czasami
dosłownie miałem wrażenie
jakbym pomylił płytki - dosłownie
Driv3r deluxe ;). Tu też
możesz wychylać się
milimetr po milimetrze zza ściany
i zdejmować gangoli, kiedy
oni nawet nie zareagują. Słabo,
bardzo słabo...
 |
 |
Sarge: Tutaj dochodzimy do
serii bugów, jakie (nie ma co
ukrywać) nowe GTA
posiada. Sztuczna Inteligencja
przeciwników rzeczywiście
denerwuje, czasami naprawdę
można odnieść wrażenie, że
gra się w Driv3ra
(gdzie zostało to kompletnie
spaprane). Rzadko kiedy uda im
się choćby schować za jakąś
przeszkodą, ale najbardziej
denerwuje, że czasem po
prostu stoją za rogiem i
czekają aż CJ wyjdzie. I mogą
tak sobie czekać jeszcze długo,
a to już woła o pomstę do
nieba, bo dzięki temu można
bardzo łatwo wykańczać
kolejnych przeciwników. Zacznę
więc trochę o misjach
skradankowych, bo i takie
tutaj występują. Za
pierwszym razem widać małą
inspirację Manhuntem -
obecne są stealth kille, choć
oczywiście nie w tak
brutalnej formie:). W każdym
razie i to sprawdza się średnio
- takie stealth kille raz
wchodzą, a raz nie. Nieraz
zdarzało mi się, że stojąc
za przeciwnikiem takie zabójstwo
(np. za pomocą noża) po
prostu nie wychodzi - CJ
"uderza" w
powietrze:/... A wtedy już
tylko seria z karabinu i
stracona połowa energii... Co
jak co, ale według mnie takie
bugi trzeba odnotować i nie
można o nich zapominać.
|
Sprayowanie
wyznaczonych tagów zastąpiło
szukanie
"paczuszek" z
poprzednich części.

|
- Ski: Żałosne w pewnym
momencie wydało mi się
otwarte "pojechanie"
ludziom z Reflections i ich Driv3rowi.
W jednej z misji w GTA:SA
gangole grają w jakąś grę
video i nie mogą wytrzymać z
nadmiaru bugów. A że pojawia
się nazwa Reflections i
Tannera, już nikt nie ma wątpliwości
o jaką pozycję chodzi. Śmieszne
jest to tym bardziej, że w GTA:SA
znalazło się wcale nie mniej
różnej maści "buraków".
Ale cóż, widać jak bardzo
Rockstar pewny jest siebie.
Diuk: Teraz słowo o grafice.
Na początku gdy Rockstar wypuściło
kilka newsów odnośnie
olbrzymiego terenu do
zwiedzania miałem ogromne
obawy co do płynności
animacji. Niestety, rzecz którą
(po samej grywalności) cenię
najbardziej została, ekhm,
spartaczona jednym słowem. Po
pierwszym odpaleniu San
Andreas myślałem, że
konsolę wyrzucę przez okno a
pada złamię na pół... Byłem
załamany totalnie. Co kilka
chwil zwolnienie - raz
mniejsze, a raz większe.
Czasem gdy wyjeżdżałem zza
zakrętu, a oczom mym ukazywał
się Las Venturas w pełnej
krasie, gra zwalniała
niessamowicie. Czym to jest
spowodowane? No czym się
pytam? PS2 nie wyrabia z
przetwarzaniem i tak niezbyt
okazałych nie zmienionych
zbytnio modeli postaci i
otoczenia. Bo co do samochodów
to zostały lekko zmienione,
mianowicie nie są już takie
"kreskówkowe" jak w
poprzednich częściach, za to
przypominają bardziej te z Driv3ra
- błyszczący lakier, i inne
mniej znaczące pierdółki.
Otoczenie zaś nie zmieniło
się bardzo. Budynki, lasy, góry
prezentują się nieźle, ale
też niczym się nie wywyższają,
ot dobrze zrobione. Jeszcze co
do płynności animacji... O
ile na początku denerwowało
mnie to straszliwie, później
już nie było takie
uporczywe. Da się przyzwyczaić,
ale mimo wszystko minus spory.
Zdarzają się także buraki w
grafice, np. jedziemy sobie
szybko, a nagle tekstura się
nie doczyta i widzimy
rozmazany obiekt (Ski: Też to
zauważyłem, objawia się to
szczególnie w przypadku dużych
budynków), lecz po chwili już
wszystko wraca do normy.
Spowodowane to jest tym, że San
Andreas odczytuje dane
bezpośrednio z płyty, co równoznaczne
jest z tym, że nie uświadczymy
loadingów podczas przejazdów
do kolejnych miast tak jak w
poprzednich częściach.
|
Jest
możliwość wzięcia
udziału w licznych
mini-grach. Bilard,
basket, czy automaty z
grami ("pszczółka"
rules ;) to tylko niektóre
z nich. To może się
podobać. W wiele z nich
można zagrać we dwie
osoby (multiplayer)!

|
- Sarge: Nie wspomniałeś
jeszcze o dorysowywaniu się
otoczenia - otóż dzieje się
to jeszcze bardziej nagminnie
niż w poprzednich częściach.
Co prawda jest to dość
daleko, ale rzuca się w oczy.
I to już nie są pojedyncze
samochody - czasem zdarzy się,
że nagle wyłoni się wielki
budynek. Szkoda, bo ten przykład
pokazuje, że jednak Rockstar
tak do końca nie okiełznało
architektury PS2. Innym
denerwującym aspektem jest
kamera. Jak wiadomo, teraz
jest ona bardziej
konfigurowalna u gracza niż w
poprzednich częściach - prawą
gałką można ją dowolnie
obracać - czy to przy jeździe
samochodem, czy przechadzaniu
się po mieście piechotą.
Jednak wcale nie wyszło to
grze tak na dobre, jak zakładano.
Jak się okazuje, kamera tylko
przez to jeszcze bardziej
wariuje i czasem mimo usilnych
prób ciężko jest ją ustawić
we właściwej pozycji... Dość
powiedzieć, że nieraz przez
to misja musiała się u mnie
zakończyć fiaskiem. Oczywiście
przy odrobinie samozaparcia można
się jakoś przyzwyczaić, ale
nie zmienia to faktu, że
autorzy powinni się bardziej
przyłożyć do tego elementu.
Ski: Kamera to jedno, a
auto-celowanie to drugie. Te
dwie rzeczy denerwowały mnie
najbardziej podczas gry.
Namierzanie raz działa a raz
nie, i nie wiadomo od czego to
zależy. Do szału doprowadzały
mnie sytuacje, gdy wbiegałem
w środek akcji, a tu nagle
kamera wariowała,
auto-celowanie nie działało,
postać odwracała mi się w
kierunku, w którym nie chciałem
itd. Coś tu jest nie tak, coś
tu zostało niedopracowane. I
nie są to wcale odosobnione
przypadki - ze sterowaniem i
kamerą męczyłem się niemal
przez cały czas spędzony na
przechodzeniu San Andreas.
Jak więc widać, najnowsze GTA
nie jest wcale tak
"kolorowe", jak to
jest rysowane w niektórych
magazynach, czy na wielu
stronach...
|

Czy
czegoś Ci to nie
przypomina? No NFS:
Underground jak się
patrzy! Tu też można
przerobić furę,
pomalować wedle
uznania, i ruszyć na
ulicę!
|
- Adaxus: Mi też przeszkadzała
kamera i autocelowanie. Większe
zadymy nie mają sensu, CJ się
gubi, namierza przechodniów
albo jakieś beczki zamiast
gangoli/policjantów, kamera
pokazuje 'nie wiadomo co i
gdzie', a my nie spuszczamy
palca z cyngla w nadziei, że
uda nam się przeżyć.
Zdecydowanie do poprawki. Co
do mechaniki gry, na plus
poprawiła się fizyka pojazdów.
Wreszcie czuć masę samochodów,
jazda np. furgonetką wymaga
wprawy, a prowadzenie TIRa to
poezja. Pojazdów jest masa,
dochodzi ich przerabianie
(nitro, farby, zderzaki,
zawieszenie), a rowerki
naprawdę dają frajdę. Są
nawet skateparki z rampami;).
Yaxa: Muza to było coś, co w
Vice City strasznie
pozytywnie na mnie działało.
Bywało, że włączałem grę
tylko po to, żeby posłuchać
jakiś świetnych kawałków.
Dominowały tu głównie
popowe piosenki, bo taki też
był klimat gry. W SA
koniec z muzyką dla cieniaków.
Czarny gangster, ziomale z
podwórka a więc tylko
Hip-Hop się liczy. I tu gra
naprawdę ma wiele do
zaoferowania. Dwie rapowe
stacje puszczają naprawdę
dobre kawałki. 'Playback fm'
to oldschoolowe rytmy a 'los
santos' to czysto gangsterski
rap… Jeśli lubisz czarne
rytmy to na pewno będziesz
miał czego słuchać. Kawałek
2Paca "I don`t give a
fuck" to poezja.
Diuk: Jeżeli ktoś jednak nie
za bardzo gustuje w
"czarnych rytmach"
bez obawy. W San Andreas
praktycznie każdy znajdzie coś
dla siebie. Są stacje
rockowe, grające ciężką
muzę (w sumie nic nie stoi na
przeszkodzie aby ubrać CJ'a w
obcisłe, skórzane spodnie i
kurtkę, posadzić na Harleyu
i jazda). Mniej wymagającym
mogą przypaść do gustu
stacja 'Bounce' (która gra
muzykę funkową), lub (w co wątpię
;) stacja nadająca muzykę
Country... Jest jeszcze kilka
innych gatunków muzycznych,
ale co ja tutaj będę.... I
tak każdy będzie słuchał
tego czego chce, albo po
prostu wyłączy radio. Jak
pisał wcześniej Yaxa muzyka
w poprzedniczce była wspaniała,
można było słuchać jej na
okrągło i nawet
znienawidzone przeze mnie
techniawskie brzmienie
doprowadzało do tego, że często
nogą wystukiwałem rytm. W San
Andreas gdzieś tego
zabrakło. Zabrakło tej
muzycznej siły przyciągania,
którą niosło ze sobą Vice
City.
Znacznie
poprawiono walkę wręcz
w stosunku do
poprzedniej części. Co
też nie znaczy, że
sprawuje się ona
idealnie.
Auto-namierzanie i praca
kamery często
pozostawiają wiele do
życzenia...
 |
- Adaxus: Wspomniane wcześniej
tryby na dwóch graczy to
jeden z fajniejszych patentów.
Potrzebny jest drugi Dual
Shock 2 i odpowiednie miejsce
w grze, gdzie znajdujemy
stosowną ikonkę. Do akcji
wkracza wtedy druga postać,
kierowana przez
kumpla/brata/dziewczynę i
zaczyna się jazda. Są misje
np. polegające na rozwalaniu
pojazdów na czas, gdzie jeden
z graczy steruje pojazdem, a
drugi kieruje 'celowniczkiem',
niczym w Starsky&Hutch.
Możliwe jest jednak też włóczenie
się bez celu we dwójkę i
ten tryb wspominam najmilej.
Przy towarzystwie odpowiedniej
osoby można spędzić całe
godziny na ganianiu się
nawzajem, bądź wspólnej
destrukcji miasta :). Kamera
pokazuje wszystko na jednym
ekranie (nie ma split-screenu)
i czasem się oddala, jednak
jest pewne ograniczenie co do
odległości między graczami.
Jednak nie przeszkadza to w świetnej
zabawie, która dostarcza tyle
śmiechu, że sąsiedzi
drugiego dnia mogą na nas
krzywo patrzeć. Rewelka!
Sarge: Poprzednia część mogła
się podobać pod względem
podkładanych przez postacie głosów
- w nagraniach brały udział
znane osobistości i efekt był
dość udany. Teraz też
poziom jest podobny, trzeba
przyznać że nie ma tutaj
raczej względnie słabo podłożonych
postaci. Oczywiście dawno już
minęły czasy "trójki"
kiedy to główny bohater był
niemową - teraz jest już
wszystko standardowo dobrze;).
Widać też na przykładzie San
Andreas, że autorzy chcą
odejść od stereotypu kreskówkowości
serii - zdecydowanie częściej
postacie rzucają mięskiem,
jakby chcąc upodobnić się
do poziomu The Getaway.
Jak by to nie wyszło, trzeba
przyznać, że końcowy
produkt mimo wszystko stał się
przez to bardziej poważny -
czarna muzyka,
murzyński slang itp. Co do
samych odgłosów, nie można się
za wiele przyczepić, oczywiście
nic tu specjalnego nie ma,
wszystko stoi na dobrym
poziomie.
Yaxa: Pewnie myślicie sobie, że
to jednak nie jest taka dobra
gra, skoro wytknęliśmy
Rockstar tyle buraczków. Ale to
nie jest tak. Dużo łatwiej
jest zrobić wyścigi bliskie
ideału niż grę taką jak GTA.
Mimo, że wiele elementów jest
niedopracowanych, to i tak jest
to jedna z najlepszych pozycji
na PS2. Ogromny teren i swoboda
sprawia, że samo bieganie po świecie
SA daje mnóstwo frajdy.
Dla mnie misje to tylko miły
dodatek to wspaniałej gry.
Trzeba też zaznaczyć, że samo
zaliczenie ścieżki fabularnej
to 40-50 godzin, a pozostaje
jeszcze tyle do zrobienia...
Ski: Przyszedł czas na
podsumowanie. GTA to bez
wątpienia świetna gra. Do tego
długa, najbardziej rozbudowana,
i dająca najwięcej swobody ze
wszystkiego co ukazało się do
tej pory. I to należy docenić.
Z drugiej strony Rockstar nie
ustrzegło się sporej ilości
drobnych błędów o których
zapominać nie można. Ideału
nie dostaliśmy, chociaż trudno
było go na dobrą sprawę
oczekiwać... Dla fanów będzie
to kilkadziesiąt godzin wyjętych
z życiorysu. Nota końcowa jaką
widzicie obok jest średnią
ocen 5 osób, których przemyślenia
mieliście przyjemność właśnie
czytać. Uznaliśmy, że takie
rozwiązanie będzie najbardziej
obiektywne i po prostu
sprawiedliwe. Zresztą
jakiejkolwiek noty byśmy nie
wystawili, i tak chyba nikt nie
ma wątpliwości, że GTA:SA
jest jednym z najlepszych tytułów
tego roku, mocnych
ps2-exclsuive'ów. To gra, którą
nie tyle można, co wręcz należy
sprawdzić. Polecamy.
txt: Ski, Sarge, Diuk, Yaxa,
Adaxus
|
Reklama
|
|
|
 | | |