|
|
|
|
|
|
|
Wpisz swój
e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o
nowych numerach OGM:
|
|
[W mailu
znajdzie się informacja o najnow- szym
numerze, a także kilka linków, dzięki którym
będzie można bezpośrednio pobrać magazyn.
Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie
kosztuje!]
|
|
|

|
|
Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Wyróżnienie:

|
|
|
|
|
 |
|
- BLOODRAYNE
2 [Xbox, PS2]
I stało się. Po blisko dwóch
latach powróciła. Jeszcze piękniejsza,
jeszcze skuteczniejsza,
jeszcze szybsza i jeszcze
drapieżniejsza. Agentka Rayne
żyje i czuje się świetnie.
Powitajmy ją gromkimi
brawami! Odpowiedzialni za jej
powrót są programiści z
Majesco Entertainment i
Terminal Reality. Jak sprawia
się nowy silnik graficzny –
Infernal Engine? Co się
zmieniło względem części
pierwszej? Czy te zmiany wyszły
najnowszemu BloodRayne’owi
na dobre? Zapraszam do
recenzji.
-
 |
- Pierwszy
BloodRayne
(btw: bloodrayne to w „wampirzej
kulturze” określenie kąpieli,
prysznica we krwi – podobny
motyw był w filmie pt. Blade:
Wieczny Łowca) to mroczna i
podszyta erotyzmem opowieść
o półwampirzycy-półkobiecie,
szukającej zemsty na swoim
wampirzym ojcu, a także
pracującej dla Brimstone
Socjety - tajnej agencji
zwalczającej istoty takie,
jak ona sama. Jest to gra TPP
charakteryzująca się szybką
akcją, nieliniową fabułą
oraz sporą dawką seksualnych
podtekstów. Niewątpliwą
zaletą Bloodrayne
była świetna (jak na owe
czasy) grafika oparta na
nowatorskim wówczas enginie
graficznym, nowy system
kontroli postaci, a także
klimat rodem z horroru... Fabuła
gry oparta była na historii
dziewczyny o imieniu Rayne, która
przyszła na świat, jako owoc
gwałtu ogarniętego żądzą
wampira na ludzkiej kobiecie.
Po ojcu odziedziczyła wyjątkowe
wampiryczne zdolności i łatwość
poddawania się szczególnej
wampirzej cesze zwanej Rage, będącej
połączeniem szału i żądzy.
Po matce wzięła urodę i
niechęć do stworzeń nie
pokazujących się zwykle w świetle
dnia. Takie połączenie
uczyniło z niej idealną
kandydatkę na pracownicę
agencji Brimstone Society.
Agencji, która obiecała, że
pomoże jej wytropić ojca,
ale nie powiedziała dlaczego
tak naprawdę chce pozyskać
usługi dziewczyny, która wkrótce
zdobyła sobie przydomek
BloodRayne...
Tytuł był całkiem
fajną siekaninką, która
zaskarbiła sobie swego czasu
pewne grono fanów. Wadą tej
pozycji była jej prostota –
całą grę można było przejść
używając jednego przycisku
odpowiedzialnego za atak. To
czyniło z części pierwszej
tzw. jednorazówkę, czyli
tytuł, do którego się nie
wraca. Na szczęście
developer – firma Majesco
– wyciągnął odpowiednie
wnioski i stworzył coś całkiem
innego.
-
- Fabuła
nowego BloodRayne’a
jest bezpośrednią
kontynuacją tej zawartej w
prequelu. Tu także chodzi o
wyrzynanie potomków jej
wampirzego ojca. Sama Rayne
jest dhampirem (czyli pół na
pół – ma w sobie trochę z
wampira i trochę z człowieka),
a jej ludzka matka zginęła
któregoś dnia z rąk Kagana
(czyli ojca). Ten, oprócz
tego, że był tak porywczy,
był także przywódcą
(tudzież członkiem – nie
jestem pewien) pewnego
stowarzyszenia dążącego do
doprowadzenia faszystowskich
Niemiec do dominacji na świecie.
Niestety, coś nie wyszło i
Kagan zginął (wiem, wiem –
wampiry są nieśmiertelne…
tyle, że Kagan miał nieszczęście
znaleźć się w
niebezpiecznie małej odległości
od granatu bez zawleczki…).
Na szczęście (dla Kagana),
jego potomkowie (których
zrobił całkiem dużo…) założyli
tzw. Cult of Kagan i kontynuują
myśl przewodnią ich ojca.
"Czarną owcą" w
rodzinie jest właśnie Rayne,
która postanawia wyczyścić
świat z niechlubnych bękartów
jest ojca, a tym samym jej
braci i sióstr. A na
zabijaniu to ona się zna, oj
tak… I wtedy wkraczamy my -
Rayne, po blisko 70 latach
(czyli około 2 wampirzych),
wróciła i zaczyna z naprawdę
grubej rury – nie ma żadnego
tutoriala, nic – zaczyna się
od rozróby i od razu mamy
okazję zrobić sieczkę. Widać,
że programiści chcieli
natychmiast wypuścić nas na
głębokie wody. Sterowanie
jest całkiem intuicyjne i już
po kilku minutach nie powinno
sprawiać problemów. Menu gry
jest, moim zdaniem, takie
sobie. Niby czytelne i w ogóle,
ale brakuje mu "tego
czegoś". Zapisywać grę
możemy jedynie pod koniec
"podmisji" (czyli po
wypełnieniu jakiegoś większego
zadania, questu), a w ich
czasie jedynym sposobem na
zapamiętanie rozgrywki są
checkpointy, które po wyłączeniu
konsoli przestają istnieć.
Co ciekawe, gdy zginiemy
niedaleko następnego
checkpointa, to wszystkie
stwory zabite między
poprzednim "save'em",
a naszą śmiercią znikają
– nawet nie wiecie, jak to
cieszy na wyższych poziomach
trudności. Naszą postać
"opisują" dwa wskaźniki
– zdrowie i tzw. Rage.
Zdrowie to zdrowie – chyba
nie muszę tłumaczyć, Rage
natomiast to zapas mocy
(odziedziczony przez Rayne po
Kaganie), który wykorzystać
możemy na przeróżne,
wampirze "tricki".
Ale o tym później.
-
- Walka
względem pierwszego BloodRayne’a
zmieniła się znacznie.
Jak już mówiłem, w
pierwszej części combosy
ograniczały się do
nieprzerwanego wciskania
jednego, dwóch przycisków.
Teraz wygląda to całkiem
inaczej. Już w pierwszej
misji mamy, oprócz nóg i zębów,
dwa ostrza, którymi Rayne
operuje nadzwyczaj skutecznie
i precyzyjnie. Na samym początku
do dyspozycji jest
"jedynie" atak nożami,
kopniak, harpun i to, co wyróżnia
każdego Fiata 126p –
ssanie. Do tego dochodzi
jeszcze pewna nowość względem
części pierwszej – możliwość
wybrania i atakowanie tylko
jednego przeciwnika. Ma to
swoje plusy – dzięki temu
Rayne ma do wyboru więcej
specjalnych ataków, a wybrany
przez nas przeciwnik ma
znacznie mniejsze szanse przeżycia.
Ma to także swoje minusy –
"lockując" się na
jednym przeciwniku tylko jemu
zadajemy obrażenia i w
momencie walki z większą ilością
wrogów traci to sens. Pomińmy
zwykłe ataki ostrzem (które
zresztą prezentują się
bardzo dobrze – możemy
ofierze odciąć każdą część
ciała, łącznie z głową,
lub metodą operacyjną
przedzielić ją na dwie części),
zapomnijmy o kopaniu i
zajmijmy się ssaniem:)... Są
dwa sposoby (na początku) odżywiania
się – możemy zajść wroga
od tyłu i
"klasycznie" wbić
mu kły w szyję albo wskoczyć
mu na ręce i wbić się w
jego tętnicę szyjną od
przodu. W obu tych
przypadkach, można przerwać
czynność wysysania i
drastycznie zakończyć żywot
naszego krwiodawcy. Taki
manewr odnawia nam pasek Rage
(o którym pisałem już wcześniej)
i pozwala na dalsze szaleństwa
z umiejętnościami naszej
podopiecznej. Samo
"przerywanie"
wysysania wygląda dosyć...
ekhm... krwawo. Przykład: możemy
to zrobić wbijając naszej
ofierze w korpus ostrze, co kończy
się tytułowym bloodrayne'm
(czyli prysznicem we krwi).
Wygląda to brutalnie, drapieżnie...
wręcz perwersyjnie. Samo
ssanie pozwala nam zyskać
trochę zdrówka – jeden
"niepokaleczony"
przeciwnik pozwala odnowić
około 1/3 paska Health.
Wszystko fajnie, ale to całe
"wysysanie" robi z BloodRayne
2 pozycje raczej łatwą...
 |
 |
Ale wróćmy do walki. Kolejną
nowością są bronie –
teraz, w przeciwieństwie do
części pierwszej, używana
przez nas broń palna (tzw.
blood weapons) nie potrzebuje
amunicji – za naboje służy
jej krew zabitych przeciwników.
Dzięki temu nie musimy już
poświęcać czasu na
poszukiwania ammo. Ale jest
jeszcze druga strona medalu
– taka broń, "nienakarmiona"
krwią przeciwników, czerpie
tę płynną tkankę łączną
wprost z żył i tętnic
naszej pięknej bohaterki.
Pozostaje jeszcze harpun,
tudzież łańcuch z hakiem na
końcu – broń bardziej
"zabawowa", aniżeli
śmiertelna. Najczęściej używa
się jej w celu przejścia do
następnej części misji –
zdarza się, że musimy kogoś
nadziać na róg nosorożca,
lub wrzucić do kominka... Do
tych wszystkich broni dochodzą
jeszcze wspomniane wcześniej
wampirze umiejętności (te,
na które zużywamy pasek Rage).
Używać możemy m.in. "Dilated
Perception" – jest to
coś w rodzaju bullet-time,
slow-motion, czyli zwolnienie
czasu. Dostępny jest także
tryb "Aura Vision"
– specjalna umiejętność
patrzenia po wampirzemu – w
takim trybie na czerwono podświetlają
się wszyscy z krwią w
organizmie, oprócz tego dzięki
"Aura Vision" możemy
znaleźć wyjście z
pomieszczenia lub ważny dla
rozgrywki przedmiot. Kolejnym
wampirzym "bonusem"
jest "Blood Rage"
– "tryb rzezi"
działający na zasadzie
"zabij wszystkich, wyssij
im krew, odetnij kilka głów,
rozlej kilkaset hektolitrów
posoki, przejdź po trupach i
bez zadraśnięcia skieruj się
do następnego
pomieszczenia."
Wymienione wyżej tricki, to
tylko trzy, dostępne od razu
wampirze umiejętności. Po
jakimś czasie dochodzą
jeszcze takie możliwości,
jak: "wyjście z
siebie" – możność
wysłania ducha agentki Rayne
poza ciało i wyssanie krwi na
odległość. Istnieje też możliwość
"przyspieszenia"
naszej bohaterki. Dzięki tym
umiejętnościom walka staje
się naprawdę interesująca,
i z bezsensownej sieczki staje
się śmiertelną serią
morderczych combosów. A tych,
w porównaniu do pierwszej części,
jest naprawdę dużo. Walka w BloodRayne
2 bardzo zyskała na korzyść
i teraz jest naprawdę
rozbudowana.
-
 |
- Ale
czymże by była walka bez
dobrej oprawy graficznej? I na
tym polu programiści z
Majesco Entertainment dali
czadu. Nowy silnik graficzny
– Infernal Engine – robi
naprawdę świetne wrażenie.
Agentka Rayne bardzo się
zmieniła, a jej kobiece...
ekhm... walory naprawdę
powalają na kolana. Nasza
kochana dhampirka zyskała na
wadze w odpowiednich miejscach
i kuso się zaokrągliła.
Walki wyglądają świetnie
– dokładnie widać gdzie
spadło ostrze i pod jakim kątem
uderzyło. Ciała można dosłownie
zdefragmentować, posiekać je
tak, by została tylko oblana
krwią góra kończyn, głów
i korpusów. Gdy mówiłem, że
po podłogach przelewają się
hektolitry krwi, bynajmniej
nie koloryzowałem – krew
nie tylko, że jest wszędzie,
ale nie znika i pozostaje na
podłodze przez cały czas
naszego pobytu w danym
pomieszczeniu. Cut-scenki są
trochę, w mojej opinii, naciągane,
ale w tłoku ujdą. Mapy
wykonane są świetnie, a
kolejne pomieszczenia cieszą
oczy ilością detali. I największy
plus – blisko stuprocentowa
interakcja z otoczeniem.
Zniszczyć można w BloodRayne
2 prawie wszystko –
poczynając na zwykłych
szafkach, przez ławy i zbroje
idąc i na fortepianach kończąc.
I muszę powiedzieć, że to
naprawdę niezła frajda tak
sobie iść i niszczyć
wszystko na naszej drodze.
Dodatkowo, o czym już mówiłem,
istnieje możliwość
nadziania/wrzucenia wroga
na/do jakiś/jakiegoś
elementu wystroju danego
pomieszczenia. Do tego dochodzą
jeszcze elementy akrobatyczne
– zjeżdżanie po linie,
fikołki na masztach, zwisanie
na rurze (nie, nie taniec na
rurze świntuchu!), etc.
Pomijając to, że dzięki
temu gra zyskała na grywalności
i ma teraz w sobie coś z
platformówki, same akrobacje
wyglądają świetnie – ciało
Rayne odpowiednio, zgodnie z
prawami fizyki się wygina, a
ona sama zgrabnie wszystkie te
cuda wykonuje. Duży plus!
Podsumowując – grafika, głównie
dzięki nowemu silnikowi
Infernal, stoi teraz na
wysokim poziomie i, pomijając
cut-scenki, robi naprawdę
dobre wrażenie.
-
 |
- Muzyki
w nowym BloodRayne’ie
jest bardzo mało. Jeżeli
już się pojawia, to jest to
ciężki metal i niekoniecznie
każdemu przypadnie do gustu.
W czasie rozgrywki dominują
wszelkiej maści odgłosy męki
i cierpienia. Zewsząd do
naszych uszu docierają jakieś
wrzaski i okrzyki, czasem
zdarzy się, że panna Rayne
doda coś od siebie swym pięknym,
aksamitnym głosikiem.
Niestety, oprócz świetnie
dopasowanego głosu naszej
bohaterki, reszta aktorów
sprawuję się po prostu źle.
Nasz zleceniodawca mówi tak,
jakby od blisko miesiąca nie
oddawał stolca. Napotykani
przez nas wrogowie albo krzyczą
jak panienki (to akurat w
pewnym stopniu jest zrozumiałe
– w końcu Rayne to nie byle
kwoka), albo mówią do nas
tonem osoby popijającej
herbatę w kawiarni. Pierwszy
boss, z którym mamy przyjemność
walczyć, stara się udawać
obcy akcent, ale brzmi to po
prostu śmiesznie. Kolejny też
nie robi dobrego wrażenia. W
ogóle, dialogi są do
niczego. Za to dźwięk jest
naprawdę w porządku.
Rozwalając fortepian słyszymy
uderzenie w struny. Waląc w
rycerza wyzwalamy szereg dźwięków
związanych z sypiącym się złomem
itd, itp. Dźwięk jest porządku,
ale ogólne wrażenie oprawy
audio psują dialogi, które
wykonane są krótko mówiąc
"na odwal się".
Niestety, gra nie ustrzegła
się błędów. Największym z
nich jest, wbrew pozorom, jej
prostota.
Większość bossów załatwicie
za pierwszym razem, a
rozwalanie pojawiających się
co i rusz setek wrogów to
tylko kolejne combosy,
specjalne umiejętności i
nieprzerwane ssanie. Kolejną
wadą jest mała ilość walk
na wolnym powietrzu – większość
map to zamknięte
pomieszczenia, potężne
rezydencje i inne takie :).
Trzeba też wspomnieć o
krawawości tego tytułu.
Pomijając już to, że
najpewniej zostanie zakazany w
kilku krajach, to dla niektórych
graczy (tych o słabszych
nerwach) dawka krwi i brutalności
w nowym BloodRayne’ie
może być za duża. I
dlatego gry tej nie polecam
wszystkim tym, których matki
po zobaczeniu Manhunta
od razu dzwoniły do
prezydenta, premiera,
burmistrza, sądu, Komitetu
Ochrony Praw Studenta,
Instytutu Matki i Dziecka i
mieszkającego po sąsiedzku
egzorcysty.
-
- Czas
na słowo pożegnalne. W porównaniu
do części pierwszej, BloodRayne
2 jest tytułem przełomowym,
rewelacyjnym i rewolucyjnym.
Ale w chwili obecnej, w czasie
takiego natłoku hitów na
rynku, tytuł ten jest pozycją
interesują i wciągającą,
ale na pewno nie epokową.
"Dwójkę" mogę z
czystym sumieniem polecić każdemu
fanowi
części pierwszej, każdemu
sado-masochiście i każdemu
graczowi, który lubi spędzić
kilka miłych chwil przed
ekranem telewizora. Tytuł do
krótkich nie należy i
potrafi zaoferować naprawdę
dużo. Błędów jest, w porównaniu
do niektórych produkcji,
niewiele. I to wszystko – świetna
grafika, niezły dźwięk (nie
mówię tu o
"upupionych"
dialogach), wysoka grywalność,
nawet interesująca fabuła
– czyni z nowego BloodRayne’a
pozycję naprawdę dobrą,
acz nie milową, czy
rewolucyjną. Serdecznie
polecam.
TheNaturat
|
Reklama
|
|
|
 | | |