NEWSY NAJNOWSZY NUMER PLAYTEST ZAPOWIEDZI RECENZJE EXCLUSIVE HOT THEMES FORUM
REDAKCYJNE
PLAYTEST
NEWSY
ZAPOWIEDZI
RECENZJE
EXCLUSIVE
HOT THEMES
STREFA_FILMU

 

Wpisz swój e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o nowych numerach OGM: 

Twój email





[W mailu znajdzie się informacja o najnow- szym numerze, a także kilka linków, dzięki którym będzie można bezpośrednio pobrać magazyn. Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie kosztuje!]

Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.

Wyróżnienie:
Pierwsze miejsce w przegl±dzie stron www - EXTREMY 2003 - PSX Extreme nr. 73

 
BLOODRAYNE 2 [Xbox, PS2]
I stało się. Po blisko dwóch latach powróciła. Jeszcze piękniejsza, jeszcze skuteczniejsza, jeszcze szybsza i jeszcze drapieżniejsza. Agentka Rayne żyje i czuje się świetnie. Powitajmy ją gromkimi brawami! Odpowiedzialni za jej powrót są programiści z Majesco Entertainment i Terminal Reality. Jak sprawia się nowy silnik graficzny – Infernal Engine? Co się zmieniło względem części pierwszej? Czy te zmiany wyszły najnowszemu BloodRayne’owi na dobre? Zapraszam do recenzji.
 
Pierwszy BloodRayne (btw: bloodrayne to w „wampirzej kulturze” określenie kąpieli, prysznica we krwi – podobny motyw był w filmie pt. Blade: Wieczny Łowca) to mroczna i podszyta erotyzmem opowieść o półwampirzycy-półkobiecie, szukającej zemsty na swoim wampirzym ojcu, a także pracującej dla Brimstone Socjety - tajnej agencji zwalczającej istoty takie, jak ona sama. Jest to gra TPP charakteryzująca się szybką akcją, nieliniową fabułą oraz sporą dawką seksualnych podtekstów. Niewątpliwą zaletą Bloodrayne była świetna (jak na owe czasy) grafika oparta na nowatorskim wówczas enginie graficznym, nowy system kontroli postaci, a także klimat rodem z horroru... Fabuła gry oparta była na historii dziewczyny o imieniu Rayne, która przyszła na świat, jako owoc gwałtu ogarniętego żądzą wampira na ludzkiej kobiecie. Po ojcu odziedziczyła wyjątkowe wampiryczne zdolności i łatwość poddawania się szczególnej wampirzej cesze zwanej Rage, będącej połączeniem szału i żądzy. Po matce wzięła urodę i niechęć do stworzeń nie pokazujących się zwykle w świetle dnia. Takie połączenie uczyniło z niej idealną kandydatkę na pracownicę agencji Brimstone Society. Agencji, która obiecała, że pomoże jej wytropić ojca, ale nie powiedziała dlaczego tak naprawdę chce pozyskać usługi dziewczyny, która wkrótce zdobyła sobie przydomek BloodRayne... Tytuł był całkiem fajną siekaninką, która zaskarbiła sobie swego czasu pewne grono fanów. Wadą tej pozycji była jej prostota – całą grę można było przejść używając jednego przycisku odpowiedzialnego za atak. To czyniło z części pierwszej tzw. jednorazówkę, czyli tytuł, do którego się nie wraca. Na szczęście developer – firma Majesco – wyciągnął odpowiednie wnioski i stworzył coś całkiem innego.
 
Fabuła nowego BloodRayne’a jest bezpośrednią kontynuacją tej zawartej w prequelu. Tu także chodzi o wyrzynanie potomków jej wampirzego ojca. Sama Rayne jest dhampirem (czyli pół na pół – ma w sobie trochę z wampira i trochę z człowieka), a jej ludzka matka zginęła któregoś dnia z rąk Kagana (czyli ojca). Ten, oprócz tego, że był tak porywczy, był także przywódcą (tudzież członkiem – nie jestem pewien) pewnego stowarzyszenia dążącego do doprowadzenia faszystowskich Niemiec do dominacji na świecie. Niestety, coś nie wyszło i Kagan zginął (wiem, wiem – wampiry są nieśmiertelne… tyle, że Kagan miał nieszczęście znaleźć się w niebezpiecznie małej odległości od granatu bez zawleczki…). Na szczęście (dla Kagana), jego potomkowie (których zrobił całkiem dużo…) założyli tzw. Cult of Kagan i kontynuują myśl przewodnią ich ojca. "Czarną owcą" w rodzinie jest właśnie Rayne, która postanawia wyczyścić świat z niechlubnych bękartów jest ojca, a tym samym jej braci i sióstr. A na zabijaniu to ona się zna, oj tak… I wtedy wkraczamy my - Rayne, po blisko 70 latach (czyli około 2 wampirzych), wróciła i zaczyna z naprawdę grubej rury – nie ma żadnego tutoriala, nic – zaczyna się od rozróby i od razu mamy okazję zrobić sieczkę. Widać, że programiści chcieli natychmiast wypuścić nas na głębokie wody. Sterowanie jest całkiem intuicyjne i już po kilku minutach nie powinno sprawiać problemów. Menu gry jest, moim zdaniem, takie sobie. Niby czytelne i w ogóle, ale brakuje mu "tego czegoś". Zapisywać grę
możemy jedynie pod koniec "podmisji" (czyli po wypełnieniu jakiegoś większego zadania, questu), a w ich czasie jedynym sposobem na zapamiętanie rozgrywki są checkpointy, które po wyłączeniu konsoli przestają istnieć. Co ciekawe, gdy zginiemy niedaleko następnego checkpointa, to wszystkie stwory zabite między poprzednim "save'em", a naszą śmiercią znikają – nawet nie wiecie, jak to cieszy na wyższych poziomach trudności. Naszą postać "opisują" dwa wskaźniki – zdrowie i tzw. Rage. Zdrowie to zdrowie – chyba nie muszę tłumaczyć, Rage natomiast to zapas mocy (odziedziczony przez Rayne po Kaganie), który wykorzystać możemy na przeróżne, wampirze "tricki". Ale o tym później.
 
Walka względem pierwszego BloodRayne’a zmieniła się znacznie. Jak już mówiłem, w pierwszej części combosy ograniczały się do nieprzerwanego wciskania jednego, dwóch przycisków. Teraz wygląda to całkiem inaczej. Już w pierwszej misji mamy, oprócz nóg i zębów, dwa ostrza, którymi Rayne operuje nadzwyczaj skutecznie i precyzyjnie. Na samym początku do dyspozycji jest "jedynie" atak nożami, kopniak, harpun i to, co wyróżnia każdego Fiata 126p – ssanie. Do tego dochodzi jeszcze pewna nowość względem części pierwszej – możliwość wybrania i atakowanie tylko jednego przeciwnika. Ma to swoje plusy – dzięki temu Rayne ma do wyboru więcej specjalnych ataków, a wybrany przez nas przeciwnik ma znacznie mniejsze szanse przeżycia. Ma to także swoje minusy – "lockując" się na jednym przeciwniku tylko jemu zadajemy obrażenia i w momencie walki z większą ilością wrogów traci to sens. Pomińmy zwykłe ataki ostrzem (które zresztą prezentują się bardzo dobrze – możemy ofierze odciąć każdą część ciała, łącznie z głową, lub metodą operacyjną przedzielić ją na dwie części), zapomnijmy o kopaniu i zajmijmy się ssaniem:)... Są dwa sposoby (na początku) odżywiania się – możemy zajść wroga od tyłu i "klasycznie" wbić mu kły w szyję albo wskoczyć mu na ręce i wbić się w jego tętnicę szyjną od przodu. W obu tych przypadkach, można przerwać czynność wysysania i drastycznie zakończyć żywot naszego krwiodawcy. Taki manewr odnawia nam pasek Rage (o którym pisałem już wcześniej) i pozwala na dalsze szaleństwa z umiejętnościami naszej podopiecznej. Samo "przerywanie" wysysania wygląda dosyć... ekhm... krwawo. Przykład: możemy to zrobić wbijając naszej ofierze w korpus ostrze, co kończy się tytułowym bloodrayne'm (czyli prysznicem we krwi). Wygląda to brutalnie, drapieżnie... wręcz perwersyjnie. Samo ssanie pozwala nam zyskać trochę zdrówka – jeden "niepokaleczony" przeciwnik pozwala odnowić około 1/3 paska Health. Wszystko fajnie, ale to całe "wysysanie" robi z BloodRayne 2 pozycje raczej łatwą... 


Ale wróćmy do walki. Kolejną nowością są bronie – teraz, w przeciwieństwie do części pierwszej, używana przez nas broń palna (tzw. blood weapons) nie potrzebuje amunicji – za naboje służy jej krew zabitych przeciwników. Dzięki temu nie musimy już poświęcać czasu na poszukiwania ammo. Ale jest jeszcze druga strona medalu – taka broń, "nienakarmiona" krwią przeciwników, czerpie tę płynną tkankę łączną wprost z żył i tętnic naszej pięknej bohaterki. Pozostaje jeszcze harpun, tudzież łańcuch z hakiem na końcu – broń bardziej "zabawowa", aniżeli śmiertelna. Najczęściej używa się jej w celu przejścia do następnej części misji – zdarza się, że musimy kogoś nadziać na róg nosorożca, lub wrzucić do kominka... Do tych wszystkich broni dochodzą jeszcze wspomniane wcześniej wampirze umiejętności (te, na które zużywamy pasek Rage). Używać możemy m.in. "Dilated Perception" – jest to coś w rodzaju bullet-time, slow-motion, czyli zwolnienie czasu. Dostępny jest także tryb "Aura Vision" – specjalna umiejętność patrzenia po wampirzemu – w takim trybie na czerwono podświetlają się wszyscy z krwią w organizmie, oprócz tego dzięki "Aura Vision" możemy znaleźć wyjście z pomieszczenia lub ważny dla rozgrywki przedmiot. Kolejnym wampirzym "bonusem" jest "Blood Rage" – "tryb rzezi" działający na zasadzie "zabij wszystkich, wyssij im krew, odetnij kilka głów, rozlej kilkaset hektolitrów posoki, przejdź po trupach i bez zadraśnięcia skieruj się do następnego pomieszczenia." Wymienione wyżej tricki, to tylko trzy, dostępne od razu wampirze umiejętności. Po jakimś czasie dochodzą jeszcze takie możliwości, jak: "wyjście z siebie" – możność wysłania ducha agentki Rayne poza ciało i wyssanie krwi na odległość. Istnieje też możliwość "przyspieszenia" naszej bohaterki. Dzięki tym umiejętnościom walka staje się naprawdę interesująca, i z bezsensownej sieczki staje się śmiertelną serią morderczych combosów. A tych, w porównaniu do pierwszej części, jest naprawdę dużo. Walka w BloodRayne 2 bardzo zyskała na korzyść i teraz jest naprawdę rozbudowana.
 
Ale czymże by była walka bez dobrej oprawy graficznej? I na tym polu programiści z Majesco Entertainment dali czadu. Nowy silnik graficzny – Infernal Engine – robi naprawdę świetne wrażenie. Agentka Rayne bardzo się zmieniła, a jej kobiece... ekhm... walory naprawdę powalają na kolana. Nasza kochana dhampirka zyskała na wadze w odpowiednich miejscach i kuso się zaokrągliła. Walki wyglądają świetnie – dokładnie widać gdzie spadło ostrze i pod jakim kątem uderzyło. Ciała można dosłownie zdefragmentować, posiekać je tak, by została tylko oblana krwią góra kończyn, głów i korpusów. Gdy mówiłem, że po podłogach przelewają się hektolitry krwi, bynajmniej nie koloryzowałem – krew nie tylko, że jest wszędzie, ale nie znika i pozostaje na podłodze przez cały czas naszego pobytu w danym pomieszczeniu. Cut-scenki są trochę, w mojej opinii, naciągane, ale w tłoku ujdą. Mapy wykonane są świetnie, a kolejne pomieszczenia cieszą oczy ilością detali. I największy plus – blisko stuprocentowa interakcja z otoczeniem. Zniszczyć można w BloodRayne 2 prawie wszystko – poczynając na zwykłych szafkach, przez ławy i zbroje idąc i na fortepianach kończąc. I muszę powiedzieć, że to naprawdę niezła frajda tak sobie iść i niszczyć wszystko na naszej drodze. Dodatkowo, o czym już mówiłem, istnieje możliwość nadziania/wrzucenia wroga na/do jakiś/jakiegoś elementu wystroju danego pomieszczenia. Do tego dochodzą jeszcze elementy akrobatyczne – zjeżdżanie po linie, fikołki na masztach, zwisanie na rurze (nie, nie taniec na rurze świntuchu!), etc. Pomijając to, że dzięki temu gra zyskała na grywalności i ma teraz w sobie coś z platformówki, same akrobacje wyglądają świetnie – ciało Rayne odpowiednio, zgodnie z prawami fizyki się wygina, a ona sama zgrabnie wszystkie te cuda wykonuje. Duży plus! Podsumowując – grafika, głównie dzięki nowemu silnikowi Infernal, stoi teraz na wysokim poziomie i, pomijając cut-scenki, robi naprawdę dobre wrażenie.
 
Muzyki w nowym BloodRayne’ie jest bardzo mało. Jeżeli już się pojawia, to jest to ciężki metal i niekoniecznie każdemu przypadnie do gustu. W czasie rozgrywki dominują wszelkiej maści odgłosy męki i cierpienia. Zewsząd do naszych uszu docierają jakieś wrzaski i okrzyki, czasem zdarzy się, że panna Rayne doda coś od siebie swym pięknym, aksamitnym głosikiem. Niestety, oprócz świetnie dopasowanego głosu naszej bohaterki, reszta aktorów sprawuję się po prostu źle. Nasz zleceniodawca mówi tak, jakby od blisko miesiąca nie oddawał stolca. Napotykani przez nas wrogowie albo krzyczą jak panienki (to akurat w pewnym stopniu jest zrozumiałe – w końcu Rayne to nie byle kwoka), albo mówią do nas tonem osoby popijającej herbatę w kawiarni. Pierwszy boss, z którym mamy przyjemność walczyć, stara się udawać obcy akcent, ale brzmi to po prostu śmiesznie. Kolejny też nie robi dobrego wrażenia. W ogóle, dialogi są do niczego. Za to dźwięk jest naprawdę w porządku. Rozwalając fortepian słyszymy uderzenie w struny. Waląc w rycerza wyzwalamy szereg dźwięków związanych z sypiącym się złomem itd, itp. Dźwięk jest porządku, ale ogólne wrażenie oprawy audio psują dialogi, które wykonane są krótko mówiąc "na odwal się".

Niestety, gra nie ustrzegła się błędów. Największym z nich jest, wbrew pozorom, jej prostota.
Większość bossów załatwicie za pierwszym razem, a rozwalanie pojawiających się co i rusz setek wrogów to tylko kolejne combosy, specjalne umiejętności i nieprzerwane ssanie. Kolejną wadą jest mała ilość walk na wolnym powietrzu – większość map to zamknięte pomieszczenia, potężne rezydencje i inne takie :). Trzeba też wspomnieć o krawawości tego tytułu. Pomijając już to, że najpewniej zostanie zakazany w kilku krajach, to dla niektórych graczy (tych o słabszych nerwach) dawka krwi i brutalności w nowym BloodRayne’ie może być za duża. I dlatego gry tej nie polecam wszystkim tym, których matki po zobaczeniu Manhunta od razu dzwoniły do prezydenta, premiera, burmistrza, sądu, Komitetu Ochrony Praw Studenta, Instytutu Matki i Dziecka i mieszkającego po sąsiedzku egzorcysty.
 
Czas na słowo pożegnalne. W porównaniu do części pierwszej, BloodRayne 2 jest tytułem przełomowym, rewelacyjnym i rewolucyjnym. Ale w chwili obecnej, w czasie takiego natłoku hitów na rynku, tytuł ten jest pozycją interesują i wciągającą, ale na pewno nie epokową. "Dwójkę" mogę z czystym sumieniem polecić każdemu fanowi części pierwszej, każdemu sado-masochiście i każdemu graczowi, który lubi spędzić kilka miłych chwil przed ekranem telewizora. Tytuł do krótkich nie należy i potrafi zaoferować naprawdę dużo. Błędów jest, w porównaniu do niektórych produkcji, niewiele. I to wszystko – świetna grafika, niezły dźwięk (nie mówię tu o "upupionych" dialogach), wysoka grywalność, nawet interesująca fabuła – czyni z nowego BloodRayne’a pozycję naprawdę dobrą, acz nie milową, czy rewolucyjną. Serdecznie polecam.

TheNaturat



Reklama
FAST CD

 
STOPKA REDAKCYJNA