|
|
|
|
|
|
|
Wpisz swój
e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o
nowych numerach OGM:
|
|
[W mailu
znajdzie się informacja o najnow- szym
numerze, a także kilka linków, dzięki którym
będzie można bezpośrednio pobrać magazyn.
Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie
kosztuje!]
|
|
|

|
|
Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Wyróżnienie:

|
|
|
|
|
 |
|
- CRASH
TWINSANITY [PS2, Xbox]
Niedoszła maskotka PSX'a po
przeniesieniu się na PS2
straciła wiele ze swego
dawnego blasku. Nie oszukujmy
się, po zmianie developera (Naughty
Dog przerzuciło się na Jak
& Daxter, a Crashem
zajęli się ludzie z
Travellers Tales) ta kultowa
niegdyś platformówka nie
jest już tak samo dobra jak
dawniej. Poprzednia część
wydana dwa lata temu na czarną
konsolę Sony była niezła,
aczkolwiek zabrakło jej trochę
klimatu. W przypadku
opisywanej, nieoficjalnej
"piątki" developer
obiecywał cuda na kiju -
innowacje w skali serii, pełne
3D, tony humoru i powrót do
dawnej świetności. Mimo, że
traktowałem te zapowiedzi z
lekkim przymrużeniem oka, to
miałem nadzieję na dobry
tytuł.
 |
- 3 lata minęły od wydarzeń
z prequela. Cortex uwięziony
w bryle lodu dryfuje sobie po
morzu. Dziwnym trafem dopływa
na wyspę zamieszkiwaną przez
Crasha, i tam wreszcie się
oswobadza. Od razu rozpoczyna
swój niecny plan - najpierw
porywa siostrę rudzielca -
Coco, a potem charakteryzuje
się na nią i podstępnie
zwabia Crasha kolejny raz próbując
go pokonać. Szybko jednak
okazuje się, że coś innego
tym razem pokrzyżuje mu
plany... Oto świat bohaterów
gry najeżdżają zupełnie
nowi agresorzy - Evil Twins -
którzy zapowiadają, że nie
będą przebierać w środkach.
Jedynym sposobem na ich
pokonanie jest połączenie sił
- Crash i Cortex postanawiają
więc wyjątkowo ze sobą współpracować...
Tak, tak, główni przeciwnicy
i wrogowie z poprzednich części
tym razem stają po tej samej
stronie barykady i nie
obejdzie się bez kooperacji
pomiędzy nimi. Eh, chyba już
żadna gra platformowa nie może
przetrwać z jednym wyrazistym
bohaterem. Wszędzie jakieś
duety czy kilka grywalnych
postaci naraz. Właśnie takie
były moje pierwsze myśli po
kilku poziomach gry. Nie da się
ukryć, że dwa największe
hity ostatnich lat (Jak
& Dexter oraz Ratchet
& Clank) wyznaczyły
pewne standardy i inni
developerzy muszą się do
nich przystosować... Na szczęście
w tym przypadku nie jest to aż
tak wyraźnie zaznaczone, i
levele kooperacyjne to tylko
część całego tortu. Oprócz
tego trafia się wiele poziomów
w którym pokierować trzeba
samym Crashem, Cortexem, a
nawet... siostrzenicą tego
ostatniego. Wyraźnie widać,
że developer chciał postawić
na różnorodność, by uciec
trochę od schematów jakie
dopadły tę serię. Z drugiej
strony czasami można mieć
przez to wszystko wątpliwości
jaki tytuł widzi się na
ekranie telewizora... Oczywiście
powracają te wszystkie typy
poziomów, które tak dobrze
znamy i lubimy z poprzednich
części - jest uciekanie w głąb
ekranu, w
górę, w bok, czy toczenie kuli
(tym razem w tej roli występuje
Crash wspólnie z Cortexem
podczas ich "przepychanek"
:). Doszła jednak jedna świetna
nowość - torowanie drogi
"ślepemu" Cortexowi,
niczym Lemmingom z czasów
kultowej Amigi. Jak to wszystko
wygląda? Bardzo prosto - na głowę
doktorka spada np. ul pełen
pszczół. Cortex zaczyna biec
przed siebie oczywiście nic
przy tym nie widząc. W tym
samym czasie rolą Crasha (a więc
gracza) jest torowanie mu drogi
- dla przykładu wysunięcie
mostu, by uchronić doktorka
przed wpadnięciem do wody,
aktywowanie przycisku rozwalającego
NITRO itd. Naprawdę, dobrze
pomyślany i "pełen wrażeń"
nowy typ poziomów.
Nowością miało być przejście
po raz pierwszy w serii w pełne
3D. Rzeczywistość trochę
zweryfikowała ten fakt, bo tak
naprawdę w pełni trójwymiarowe
są tylko levele bazowe, spełniające
trochę rolę dawnych "Warp
Room'ów" (dżungla, zima,
wulkan). Tutaj można do woli
eksplorować otoczenie i zaglądać
gdzie tylko się ma ochotę.
Jednak już samo wejście do
określonego poziomu zmienia
widok na dobrze znany z
poprzednich części - znowu
poruszać się trzeba po z góry
ustalonej ścieżce. Mimo
wszystko nie poczytuję tego
jako wady, bo taki jest już
urok tej serii. Gdyby tego
zabrakło Crash straciłby to,
co od dawna go cechowało. Wadą
jest za to z pewnością praca
kamery prezentującej akcję -
wielokrotnie gubi się, ustawia
tam gdzie nie powinna... Została
po prostu niedopracowana. Jej błędy
wcale nie są odosobnionymi
przypadkami. Wiele razy ginąłem
i powtarzałem poziom właśnie
przez ten detal. Pół biedy jeśli
przytrafiałoby się to od czasu
do czasu... Ale jeśli 5 razy
powtarzam to samo miejsce i cały
czas nie mogę gdzieś
przeskoczyć, bo źle się
ustawia kamera, to zaczyna człowieka
powoli szlag trafiać...
 |
 |
Developer zapowiadał podkręcenie
humoru w stosunku do
poprzedniej części. I czego
jak czego, ale w tym przypadku
słowa dotrzymał! Chyba nie
przesadzę zbytnio pisząc, że
jest to najbardziej zabawna
gra tego roku. Najbardziej rozśmieszają
oczywiście scenki
przerywnikowe, których tutaj
nie brakuje. Już sam początek,
gdzie Cortex przebiera się za
Coco i zwabia Crasha... Dosłownie
nie można się nie uśmiechnąć
widząc tą sytuację :). A
dalej jest już tylko lepiej!
Świetne dialogi (doskonała
praca ludzi podkładających głos
pod poszczególne postacie!),
humor - czasem oczywisty,
czasem nawet niesmaczny (ale w
dobrym guście ;), sytuacje
niczym z niektórych bajek...
Naprawdę, świetna robota.
Momentami grałem właśnie po
to, by ujrzeć w akcji kolejne
filmiki, które potrafią
poprawić humor jak nic
innego. Scenki przerywnikowe
to jedno, ale animacje podczas
gry także trzymają fason. Już
początkowa "bójka"
pomiędzy Crashem i Cortexem
jest dobra - odłóż na chwilę
joypad, a w chwilach przerwy
doktorek zacznie sprzedawać
klapsy rudzielcowi :). Dalsze
sytuacje wcale nie są gorsze
- Cortex robiący za deskę
snowboardową, grindowanie po
rurce na jego genitaliach, czy
śmieszne machanie łapkami
(niczym ptak) podczas długiego
lotu - to wszystko może (i
musi!) się podobać. Ktoś tu
odwalił kawał dobrej roboty!
 |
- Moim zdaniem najnowszemu Crashowi
brakuje przede wszystkim
rewelacyjnej oprawy
audio-video do tego, by stał
się wielkim hitem jak za
dawnych lat. Grafika jest
wprawdzie bardzo dobra, ale
miewa lepsze i gorsze momenty.
Momentami CT wygląda jak
lekko podkręcona część z
PSX'a - z rozmyciami i płynniejszą
animacją. Levele (szczególnie
te bazowe) są raczej puste -
brakuje większej ilości
detali, drobnych szczegółów,
które cieszyłyby oko.
Denerwujące jest też to, że
animacja potrafi nieprzyjemnie
chrupnąć (przez większość
czasu utrzymuje 60 klatek). Co
gorsze robi to wtedy, kiedy
absolutnie nie powinna - np.
podczas przeprawy przez wąską
alejkę. Ktoś po prostu nie
skończył swojej pracy - kod
nie został wystarczająco
dobrze zoptymalizowany. Bo jak
w inny sposób wytłumaczyć
fakt, że przy dużo większych
przestrzeniach i nasyceniu
detali gra utrzymuje 60
klatek? Całość jednak mimo
wszystko może się podobać,
ale na wodotryski nie masz co
liczyć. Ah, gdyby tak to
wszystko stało na poziomie Jaka
czy Ratchet & Clank...
[...] Muzyka jest dość
charakterystyczna dla tej
serii - bębny,
"dzikie" dźwięki
itp. Pasuje do klimatu poziomów,
czasami jest wręcz
"kretyńska" (w
pozytywnym tego słowa
znaczeniu), jednak posiada
jedną wadę - przy n-tej próbie
pokonania danego poziomu
potrafi się przejeść.
Gra niestety nie jest też
najdłuższa - 7 godzin
wystarczy, by zaliczyć ją za
pierwszym razem.
Długość rozgrywki nigdy nie
była najmocniejszą stroną w
tej serii. Denerwujące jest też
to, że nie można przepuszczać
scenek przerywnikowych. Ok, są
świetnie zrobione, śmieszne i
w ogóle, ale... nie, gdy ogląda
się jakąś dziesiąty raz z rzędu!
Nie można ich bowiem
przepuszczać, więc przeważnie
rozpoczynanie od checkpointu wiąże
się z koniecznością oglądania
któryś raz tego samego filmiku.
Dla niektórych graczy lekką
przeszkodą może okazać się
też poziom trudności. Jest to
zdecydowanie najtrudniejsza część
z całej serii. Nie wybacza
potknięć, i wszystkie
przeszkody trzeba pokonywać
perfekcyjnie, by myśleć o
jakimś progresie. Niestety, w
takich wypadkach często daje o
sobie znać niedopracowana
kamera, o czym wspominałem już
wcześniej.
Crash Twinsanity nie
rozczarował, ale i nie zaskoczył
mnie niczym szczególnym. Mimo
wszystko bardzo miło spędziłem
czas przy jego
przechodzeniu. Największą
zaletą tego tytułu jest
wszechobecny humor. I choćby
dla niego warto sprawdzić
najnowszego Crasha.
Powiem więcej - w moim
przypadku nawet GTA: San
Andreas poszło w odstawkę,
by tylko zobaczyć co tam
jeszcze śmiesznego przygotowali
ludzie z Travellers Tales. Fani
serii nie powinni być
zawiedzeni. Jeszcze jedno - ta
gra jest idealna dla dziewczyn
:). Jeszcze nie widziałem
takiej, która krzywiłaby się
na jej widok :). Jeśli więc
masz problem co zaserwować
swojej drugiej połówce...:).
Baron Ski
|
Reklama
|
|
|
 | | |