NEWSY NAJNOWSZY NUMER PLAYTEST ZAPOWIEDZI RECENZJE EXCLUSIVE HOT THEMES FORUM
REDAKCYJNE
PLAYTEST
NEWSY
ZAPOWIEDZI
RECENZJE
EXCLUSIVE
HOT THEMES
STREFA_FILMU

 

Wpisz swój e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o nowych numerach OGM: 

Twój email





[W mailu znajdzie się informacja o najnow- szym numerze, a także kilka linków, dzięki którym będzie można bezpośrednio pobrać magazyn. Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie kosztuje!]

Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.

Wyróżnienie:
Pierwsze miejsce w przegl±dzie stron www - EXTREMY 2003 - PSX Extreme nr. 73

 
CRASH TWINSANITY [PS2, Xbox]
Niedoszła maskotka PSX'a po przeniesieniu się na PS2 straciła wiele ze swego dawnego blasku. Nie oszukujmy się, po zmianie developera (Naughty Dog przerzuciło się na Jak & Daxter, a Crashem zajęli się ludzie z Travellers Tales) ta kultowa niegdyś platformówka nie jest już tak samo dobra jak dawniej. Poprzednia część wydana dwa lata temu na czarną konsolę Sony była niezła, aczkolwiek zabrakło jej trochę klimatu. W przypadku opisywanej, nieoficjalnej "piątki" developer obiecywał cuda na kiju - innowacje w skali serii, pełne 3D, tony humoru i powrót do dawnej świetności. Mimo, że traktowałem te zapowiedzi z lekkim przymrużeniem oka, to miałem nadzieję na dobry tytuł. 

3 lata minęły od wydarzeń z prequela. Cortex uwięziony w bryle lodu dryfuje sobie po morzu. Dziwnym trafem dopływa na wyspę zamieszkiwaną przez Crasha, i tam wreszcie się oswobadza. Od razu rozpoczyna swój niecny plan - najpierw porywa siostrę rudzielca - Coco, a potem charakteryzuje się na nią i podstępnie zwabia Crasha kolejny raz próbując go pokonać. Szybko jednak okazuje się, że coś innego tym razem pokrzyżuje mu plany... Oto świat bohaterów gry najeżdżają zupełnie nowi agresorzy - Evil Twins - którzy zapowiadają, że nie będą przebierać w środkach. Jedynym sposobem na ich pokonanie jest połączenie sił - Crash i Cortex postanawiają więc wyjątkowo ze sobą współpracować...

Tak, tak, główni przeciwnicy i wrogowie z poprzednich części tym razem stają po tej samej stronie barykady i nie obejdzie się bez kooperacji pomiędzy nimi. Eh, chyba już żadna gra platformowa nie może przetrwać z jednym wyrazistym bohaterem. Wszędzie jakieś duety czy kilka grywalnych postaci naraz. Właśnie takie były moje pierwsze myśli po kilku poziomach gry. Nie da się ukryć, że dwa największe hity ostatnich lat (Jak & Dexter oraz Ratchet & Clank) wyznaczyły pewne standardy i inni developerzy muszą się do nich przystosować... Na szczęście w tym przypadku nie jest to aż tak wyraźnie zaznaczone, i levele kooperacyjne to tylko część całego tortu. Oprócz tego trafia się wiele poziomów w którym pokierować trzeba samym Crashem, Cortexem, a nawet... siostrzenicą tego ostatniego. Wyraźnie widać, że developer chciał postawić na różnorodność, by uciec trochę od schematów jakie dopadły tę serię. Z drugiej strony czasami można mieć przez to wszystko wątpliwości jaki tytuł widzi się na ekranie telewizora... Oczywiście powracają te wszystkie typy poziomów, które tak dobrze znamy i lubimy z poprzednich części - jest uciekanie w głąb ekranu, w
górę, w bok, czy toczenie kuli (tym razem w tej roli występuje Crash wspólnie z Cortexem podczas ich "przepychanek" :). Doszła jednak jedna świetna nowość - torowanie drogi "ślepemu" Cortexowi, niczym Lemmingom z czasów kultowej Amigi. Jak to wszystko wygląda? Bardzo prosto - na głowę doktorka spada np. ul pełen pszczół. Cortex zaczyna biec przed siebie oczywiście nic przy tym nie widząc. W tym samym czasie rolą Crasha (a więc gracza) jest torowanie mu drogi - dla przykładu wysunięcie mostu, by uchronić doktorka przed wpadnięciem do wody, aktywowanie przycisku rozwalającego NITRO itd. Naprawdę, dobrze pomyślany i "pełen wrażeń" nowy typ poziomów.

Nowością miało być przejście po raz pierwszy w serii w pełne 3D. Rzeczywistość trochę zweryfikowała ten fakt, bo tak naprawdę w pełni trójwymiarowe są tylko levele bazowe, spełniające trochę rolę dawnych "Warp Room'ów" (dżungla, zima, wulkan). Tutaj można do woli eksplorować otoczenie i zaglądać gdzie tylko się ma ochotę. Jednak już samo wejście do określonego poziomu zmienia widok na dobrze znany z poprzednich części - znowu poruszać się trzeba po z góry ustalonej ścieżce. Mimo wszystko nie poczytuję tego jako wady, bo taki jest już urok tej serii. Gdyby tego zabrakło Crash straciłby to, co od dawna go cechowało. Wadą jest za to z pewnością praca kamery prezentującej akcję - wielokrotnie gubi się, ustawia tam gdzie nie powinna... Została po prostu niedopracowana. Jej błędy wcale nie są odosobnionymi przypadkami. Wiele razy ginąłem i powtarzałem poziom właśnie przez ten detal. Pół biedy jeśli przytrafiałoby się to od czasu do czasu... Ale jeśli 5 razy powtarzam to samo miejsce i cały czas nie mogę gdzieś przeskoczyć, bo źle się ustawia kamera, to zaczyna człowieka powoli szlag trafiać...


Developer zapowiadał podkręcenie humoru w stosunku do poprzedniej części. I czego jak czego, ale w tym przypadku słowa dotrzymał! Chyba nie przesadzę zbytnio pisząc, że jest to najbardziej zabawna gra tego roku. Najbardziej rozśmieszają oczywiście scenki przerywnikowe, których tutaj nie brakuje. Już sam początek, gdzie Cortex przebiera się za Coco i zwabia Crasha... Dosłownie nie można się nie uśmiechnąć widząc tą sytuację :). A dalej jest już tylko lepiej! Świetne dialogi (doskonała praca ludzi podkładających głos pod poszczególne postacie!), humor - czasem oczywisty, czasem nawet niesmaczny (ale w dobrym guście ;), sytuacje niczym z niektórych bajek... Naprawdę, świetna robota. Momentami grałem właśnie po to, by ujrzeć w akcji kolejne filmiki, które potrafią poprawić humor jak nic innego. Scenki przerywnikowe to jedno, ale animacje podczas gry także trzymają fason. Już początkowa "bójka" pomiędzy Crashem i Cortexem jest dobra - odłóż na chwilę joypad, a w chwilach przerwy doktorek zacznie sprzedawać klapsy rudzielcowi :). Dalsze sytuacje wcale nie są gorsze - Cortex robiący za deskę snowboardową, grindowanie po rurce na jego genitaliach, czy śmieszne machanie łapkami (niczym ptak) podczas długiego lotu - to wszystko może (i musi!) się podobać. Ktoś tu odwalił kawał dobrej roboty!

Moim zdaniem najnowszemu Crashowi brakuje przede wszystkim rewelacyjnej oprawy audio-video do tego, by stał się wielkim hitem jak za dawnych lat. Grafika jest wprawdzie bardzo dobra, ale miewa lepsze i gorsze momenty. Momentami CT wygląda jak lekko podkręcona część z PSX'a - z rozmyciami i płynniejszą animacją. Levele (szczególnie te bazowe) są raczej puste - brakuje większej ilości detali, drobnych szczegółów, które cieszyłyby oko. Denerwujące jest też to, że animacja potrafi nieprzyjemnie chrupnąć (przez większość czasu utrzymuje 60 klatek). Co gorsze robi to wtedy, kiedy absolutnie nie powinna - np. podczas przeprawy przez wąską alejkę. Ktoś po prostu nie skończył swojej pracy - kod nie został wystarczająco dobrze zoptymalizowany. Bo jak w inny sposób wytłumaczyć fakt, że przy dużo większych przestrzeniach i nasyceniu detali gra utrzymuje 60 klatek? Całość jednak mimo wszystko może się podobać, ale na wodotryski nie masz co liczyć. Ah, gdyby tak to wszystko stało na poziomie Jaka czy Ratchet & Clank... [...] Muzyka jest dość charakterystyczna dla tej serii - bębny, "dzikie" dźwięki itp. Pasuje do klimatu poziomów, czasami jest wręcz "kretyńska" (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), jednak posiada jedną wadę - przy n-tej próbie pokonania danego poziomu potrafi się przejeść.

Gra niestety nie jest też najdłuższa - 7 godzin wystarczy, by zaliczyć ją za pierwszym razem.
Długość rozgrywki nigdy nie była najmocniejszą stroną w tej serii. Denerwujące jest też to, że nie można przepuszczać scenek przerywnikowych. Ok, są świetnie zrobione, śmieszne i w ogóle, ale... nie, gdy ogląda się jakąś dziesiąty raz z rzędu! Nie można ich bowiem przepuszczać, więc przeważnie rozpoczynanie od checkpointu wiąże się z koniecznością oglądania któryś raz tego samego filmiku. Dla niektórych graczy lekką przeszkodą może okazać się też poziom trudności. Jest to zdecydowanie najtrudniejsza część z całej serii. Nie wybacza potknięć, i wszystkie przeszkody trzeba pokonywać perfekcyjnie, by myśleć o jakimś progresie. Niestety, w takich wypadkach często daje o sobie znać niedopracowana kamera, o czym wspominałem już wcześniej.

Crash Twinsanity nie rozczarował, ale i nie zaskoczył mnie niczym szczególnym. Mimo wszystko bardzo miło spędziłem czas przy jego przechodzeniu. Największą zaletą tego tytułu jest wszechobecny humor. I choćby dla niego warto sprawdzić najnowszego Crasha. Powiem więcej - w moim przypadku nawet GTA: San Andreas poszło w odstawkę, by tylko zobaczyć co tam jeszcze śmiesznego przygotowali ludzie z Travellers Tales. Fani serii nie powinni być zawiedzeni. Jeszcze jedno - ta gra jest idealna dla dziewczyn :). Jeszcze nie widziałem takiej, która krzywiłaby się na jej widok :). Jeśli więc masz problem co zaserwować swojej drugiej połówce...:).

Baron Ski



Reklama
FAST CD

 
STOPKA REDAKCYJNA