NEWSY NAJNOWSZY NUMER PLAYTEST ZAPOWIEDZI RECENZJE EXCLUSIVE HOT THEMES FORUM
REDAKCYJNE
PLAYTEST
NEWSY
ZAPOWIEDZI
RECENZJE
EXCLUSIVE
HOT THEMES
STREFA_FILMU

 

Wpisz swój e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o nowych numerach OGM: 

Twój email





[W mailu znajdzie się informacja o najnow- szym numerze, a także kilka linków, dzięki którym będzie można bezpośrednio pobrać magazyn. Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie kosztuje!]

Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.

Wyróżnienie:
Pierwsze miejsce w przegl±dzie stron www - EXTREMY 2003 - PSX Extreme nr. 73

 
HALF-LIFE 2 [PC]
Jak by tu zacząć? Nieczęsto trafia w nasze ręce Taka pozycja. Będąc świadkiem powolnej, acz wyraźnie widocznej degradacji gier "typowo PC", tak dobre tytuły pojawiają się niezwykle rzadko. Bo cóż może nam zaoferować komputer oprócz strategii no i dobrego FPS'a (MS Office! – przyp. ojciec), a czego nie byłoby na konsolach? A że w gry FPS gra się lepiej na PC, chyba nikogo przekonywać nie muszę? No więc, komu chciałoby się pracować 5 lat nad jednym tytułem? Komu chciałoby się dopracowywać swój tytuł tak długo, aż przybierze on postać niemal idealną? No niewielu… Brawa dla Valve Software! Brawa za Half-Life 2! Recenzję mógłbym zakończyć na dwóch zdaniach – "Ta gra jest wspaniała. Grać! Grać! I jeszcze raz grać!”... Zresztą nie ja pierwszy. No bo cóż można napisać o tytule, na który od przeszło roku czekała ogromna rzesza graczy na całym świecie? Co mam napisać ludziom, którzy widzieli screeny, trailery i zapowiedzi, które to serwowane nam były niemalże od pierwszej prezentacji gry, aż do teraz? Wiecie, co? Jest tak jak nam obiecali! Bez ściemy, dostajemy to, na co czekaliśmy. A może nawet więcej...

A dla mniej zorientowanych? Half-Life 2 to kontynuacja jednej z najlepszych gier FPS, jaka kiedykolwiek ukazała się na komputery PC (na konsole też). W grze wcielaliśmy się w doktora Gordona Freemana, który w wyniku nieudanego eksperymentu z teleportacją w jednej z super-tajnych baz wojskowych, zostaje zmuszony do walki o życie (ech) i wydostanie się z nawiedzonego przez obcych kompleksu. Fajnie. Jakieś światełko w tunelu? Nie? Tak myślałem. No więc, udało mu się (uff)! No, oczywiście z pomocą swojego wiernego, długiego przyjaciela. Łom w rękach Freemana to prawdziwa broń zagłady! Nie lekceważcie go, jest bardzo potrzebny. I w ogóle jest "w dechę" (jeśli wiecie, co mam na myśli). W części drugiej łom powraca! A właściwie to Gordon powraca, z łomem. Ta broń zdecydowanie daje radę i stała się jakby wizytówką serii. Myślisz łom – myślisz Half-Life ;)... Freemana zastajemy w drodze do pracy, bo wszystko znów na jego biednej głowie... Nie zdradzając zbytnio fabuły – doktorek budzi się w pociągu po krótkim (narkotycznym chyba, haluny ma) śnie. Dobija na miejsce przeznaczenia, którym jest dworzec główny City 17 (piękna nazwa, taka swojska i w ogóle)...

Od początku udziela się nam coś, co mnie osobiście w tej grze zachwyciło najbardziej – niesamowity, powalający wręcz KLIMAT. City 17 przypomina jedno z tych pięknych słowiańskich miasteczek, które zachowały się do dzisiaj, o zabudowie stylem przypominającym poprzednie stulecie. Tyle, że miasto dorobiło się własnego dyktatora. Poznajemy twarz wroga, uprzejmie przemawiającego do nas ze sporego telebimu. Okazuje się, że całe miasteczko naszpikowane jest 
futurystycznym sprzętem, jakby z epoki Gwiezdnych Wojen, umożliwiającym jak najpełniejszą kontrolę nad jego mieszkańcami. Wszędzie kamery, czujniki, komunikatory itp. Ulice przedzielają bramy, przez które mogą przechodzić tylko ci, którym na to pozwolono. Farciarze. Obowiązuje również jeden, właściwy uniform, więc wszyscy mieszkańcy wyglądają bardzo podobnie. Dochodzi jakby do zderzenia dwóch światów, z których powstaje jeden, zdrowo popierdzielony w którym trzeba się jakoś odnaleźć. Odnaleźć, a przede wszystkim nie dać zabić. Aha, nie denerwujcie panów pilnujących porządku. Najlepiej w ogóle z nikim nie gadajcie, po co się narażać na strzała z elektrycznej pały? (ale to brzmi…).

H-L2 jest chyba pierwszą grą w której WYMAGANA jest rejestracja przez internet. Nawet wtedy, gdy chcesz pograć tylko w normalny tryb singleplayer - bez połączenia z netem nie będzie to możliwe. Valve uruchomiło specjalny serwis - Steam - który umożliwia ściągnięcie gry bezpośrednio z internetu (oczywiście zapłacić trzeba normalnie, jak za sprzedaż wysyłkową). Dzięki temu twórcy omijają opłaty dla dystrybutorów, sprzedawców itd. Cóż z tego jednak, skoro gra kosztuje praktycznie tyle samo, co w sklepie? Dlaczego wprowadzono natomiast konieczną rejestrację przez internet tego nikt nie jest w stanie pojąć. Bez sensu wydają się być spekulacje na temat ukrócenia piractwa dzięki takiej inicjatywie. Zdolni "korsarze" już złamali to w kilka dni po premierze. A trzeba dodać, że przez to wszystko (i ogromne zainteresowanie), w pierwszych dniach po premierze ciężko w ogóle było się zarejestrować na tym serwisie. Paradoskalnie instalacja to jeden z największych "błędów" Half-Life 2, rzeczy najczęściej wytykanych temu tytułowi...

Gra jest liniowa. Gra jest poskryptowana. I co z tego? Nie nudzisz się ani chwili. Fabuła narzuca nam co prawda własne tempo i tą "jedyną słuszną drogę", ale to nieistotne. Uczestniczysz w fantastycznym filmie akcji, którego jesteś głównym bohaterem! I często rzucony w wir tej akcji nie masz nawet czasu spojrzeć za siebie, albo po prostu przystanąć na chwilę i podziwiać kunszt grafików. A jest co podziwiać... I nie będę się tu podniecał, choć H-L2 jest efekciarski, a zastosowane efekty nie raz zwalają z nóg. Podczas gry, w tych gorętszych momentach, w których palec prawie nie puszcza spustu, dostajemy dodatkowego kopa w postaci muzyki. Jest szybka, od biedy można przyjąć, że to techno. Kawałki opierają się przede wszystkim na bitach i jeszcze bardziej podgrzewają krew. Byłoby pięknie, ale muzyka towarzyszy nam zaledwie przez parę minut w ciągu całej gry! Poza tym, cisza w eterze (oczywiście nie licząc odgłosów otoczenia). Chociaż, może to i lepiej? Zdania będą podzielone. Jeśli chodzi o wszystkie inne dźwięki – broni, głosy postaci, otoczenia – jest po prostu doskonale. Zwłaszcza na głośnikach w systemie 5.1, ale nawet na dwóch w stereo jest świetnie. Poziom głośności jest doskonale wyważony. Strzał z broni zagłusza wszystko, co dzieje się wokół. Wybuch beczki z benzyną po prostu ogłusza – dosłownie, jeśli stoimy wystarczająco blisko wybuchu. [...] Grafika rzeczywiście powala, choć nie przez cały czas. Powiedziałbym nawet, że trzyma w miarę stały, bardzo dobry poziom. To, co może zachwycać w pierwszej chwili, to właśnie wspomniane wyżej efekciarstwo. Takie "smaczki" po prostu. Przykłady? Woda, która wygląda niemal idealnie (do czasu zanurzenia się w niej,
no ale czepiał będę się później). W żadnej grze dotychczas nie było to tak dobrze zrobione, nawet w Far Cry! Do tego dochodzi znakomita fizyka, gdyż obiekty pływające na wodzie zachowują się niesamowicie naturalnie. Wszystko się w niej pięknie odbija, a obraz załamuje się pod wpływem fal. Śliczne. Za fizykę odpowiada silnik Havok, który został naprawdę mocno podrasowany. Tu w końcu widać różnicę w ciężarze poszczególnych obiektów. Każdy ma swoją wagę i adekwatnie do niej się zachowuje. Zaś spora interaktywność poziomów pozwala samemu to ocenić. I wiecie co? Schronienie się za kilkoma kartonowymi pudłami, podczas ostrzału z rakiet, naprawdę wam nie pomoże. To nie "Dóm Czy" (sarkazm zamierzony). 

Architektura poziomów. Jesteś w City 17, jesteś w mieście. Jednak możesz iść tylko tam, gdzie akurat musisz. Na szczęście w niczym to nie przeszkadza. I tak wydaje ci się, że masz wolną wolę. Twój cel zostaje ci subtelnie wyznaczony, a ty po prostu musisz się tam udać! Że "nie można na tą górę się wdrapać"? Człowieku, ty się nie obijaj! I tak tu nie o to chodzi. I tak zostaliście oszukani! Myślicie, że ta fizyka, te efekty, i to wszystko to dla was, co? Naiwniacy. To tylko przygotowania, kampania promocyjna. To taka krypto-reklama. W tej grze chodzi o GRAVITY GUN! 


Half-Life 2 nie przyniósł ze sobą rewolucji. Jeśli na nią czekałeś, możesz się lekko zawieść. Ale faktem jest, że jest bez wątpienia jedną z najlepszych gier tego roku na wszelkie platformy. Początkowe wrażenie jest takie sobie (większe zrobił na mnie Far Cry), potem jednak jest coraz lepiej. Wspaniała fizyka (Havoc daje radę, i pewnie będzie niedługo wykorzystywany we wszystkich grach), niezła fabuła, wiele "robiących" akcji... Dla przeciwwagi "chory" proces instalacji, zbyt duża liniowość oraz wcale nie tak cudowna grafika jak się spodziewałem (takie sobie wybuchy, duże trochę puste przestrzenie etc.). Oczywiście trzeba w to zagrać, ale po tylu miesiącach podsycania nas spodziewałem się więcej... No dobra, czepiam się :P. H-L2 to wspaniała gra i dla mnie jeden z dwóch najlepszych FPS'ów w tym roku. Czy lepsza od Far Cry? Odpowiem jak przejdę, bo na razie "dopiero" 15 godzin za mną :). Polecam i wracam do gry. 9.5/10 [MAcross] 

Ta broń… Ekhm! TA BROŃ jest zdecydowanie najciekawszą zabawką, jaka do tej pory pojawiła się w first-person shooterach, a może w ogóle w shooterach! I z miejsca stała się kultowa. Odkładamy więc łom do złoconej gabloty, mamy nowy sprzęcik. Cóż może się z nim mierzyć? Piła łańcuchowa z Dooma? A może spawara z Quake’a? No, podejdźcie. W najlepszym wypadku dostaniecie strzała z tego oto leżącego obok mnie kamienia. W najgorszym, cisnę wami o ścianę, jak szmacianą lalką. Który pierwszy? Mocna rzecz... A gdy ta zabawka trafi do masowej produkcji, to dopiero będzie zabawa! Zero problemów z parkowaniem, żadnego dźwigania. Nie trzeba będzie włazić na drzewo po te głupie koty naszej urodziwej sąsiadki ;). A robimy to tak, rozpatrzmy dwa przypadki. Pierwszy – jakiś kretyn zajął nasze miejsce parkingowe: podchodzimy niedaleko samochodu frajera i uruchamiamy opcję pierwszą. Strzelamy, po czym (opcjonalnie) obserwujemy lecący samochód. Parkujemy swój w wolnym już miejscu. Drugi - wspomniany wyżej kot na drzewie: stoimy w odległości max 30 m., celujemy w kotka i przyciągamy go do siebie (opcja 2). Prawda, że przydatny gadżecik? A jaka radocha! W sprzedaży od lipca, trwają testy na ludziach ;). Wypadałoby przy okazji wspomnieć o reszcie broni dostępnej grze, ale właściwie ta wyżej przyćmiewa wszystkie. W ogóle to nie ma o czym mówić, jest po prosu standardowo – pistolet, rewolwer, granaty, strzelba… I jeszcze parę. Zachowują się poprawnie, wyglądają poprawnie i tyle. Mi brakowało początkowo bardziej futurystycznych zabawek, jakiejś broni z innego wymiaru. Czegoś dziwnego, jak plujący robal w Opposing Force. Jest pewien gadżecik, zaliczany do broni, który wydaje się, że żyje. Nie służy on jednak bezpośrednio do czynienia zniszczenia. O co mi chodzi, sprawdzicie sami.

Nie byłbym prawdziwym Polakiem, gdybym nie zauważył błędów w tej grze, a jak wiadomo szukanie dziury w całym to jedna z naszych narodowych cech. No to czas na czepianie się nic nie znaczących dupereli, które mogłyby być jeszcze lepsze, albo których mogłoby nie być, albo na których poprawienie musielibyśmy czekać jeszcze długo, zamiast grać. Hmm... Freeman jest niemową. Szkoda. Nie mamy przez to wpływu na dalszy rozwój wydarzeń, możemy się tylko przysłuchiwać, co inni mają nam do powiedzenia i podążać za ich radami. Kolejny będzie efekt prawdziwej niemal wody. Do czasu jednak, gdy się w niej zanurzymy. Okazuje się, że cały efekt dotyczy jedynie jej tafli i nie doświadczymy np. załamywania się widoku po zanurzeniu i innych efektów, użytych już w wielu grach. Również strzał w wodę nie obrazuje rzeczywistego efektu. Wnętrza domów, budynków itd. są wykonane czasami tylko na poziomie średnim. Ale tak naprawdę nie ma tu po prostu błędów, które studziłyby przyjemność czerpaną z obcowania z tym wybitnym tytułem. No, może poza procesem instalacji. Otóż, aby zainstalować program i zacząć grać, potrzebne jest połączenie z internetem. I to będzie przeszkodą dla osób, które tego wynalazku nie posiadają. Nie chcę tu jednak pastwić się nad twórcami, że dbają o wynik swojej ciężkiej pracy. System ten służy oczywiście przede wszystkim ukróceniu piractwa. 

Half-Life
, czyli "stan połowicznego rozpadu". Z podziemi na powierzchnię. Z kompleksu tajnych baz, ciasnych korytarzy i laboratoriów do miasta, na autostradę, na rajd rzeką. Więcej wszystkiego, więcej lepszego i dużo innowacji. Został poczyniony kolejny krok, w tej grze widać ewolucję serii. [...] "Dwójka" pochłania bez reszty. Naprawdę. Moim zdaniem właśnie za sprawą klimatu. A na niego składają się wszystkie wymienione elementy. Tu technika naprawdę znalazła swoje miejsce. Nie wysuwa się jednak na pierwszy plan, to nie jest tak... H-L2 posiada pewne patenty (jak np. najlepsze, jak dotąd, odwzorowanie praw fizycznych panujących w prawdziwym życiu). Ale cóż byłyby one warte bez świetnej fabuły? Stawiam więc fabułę, grafikę, muzykę i dźwięk w jednym rzędzie. Bo wykonano tu kawał dobrej roboty w kreowaniu tego niesamowitego klimatu i wywyższanie któregoś z tych elementów byłoby po prostu niesprawiedliwe. Dostajemy do rąk grę dopracowaną w najmniejszym calu. A doszukiwanie się jakichś niedoróbek byłoby po prostu czepianiem się. H-L2 jest dość długi, jak na FPS'a i jak na dzisiejsze standardy 35–40 godzin wydaje się w sam raz. A jednak, zostałbym w City 17 na dużo, dużo dłużej. A właściwie, dlaczego by tam nie wrócić...?

Blanco



Reklama
FAST CD

 
STOPKA REDAKCYJNA